Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

5.03.2012
poniedziałek

Wydawcy: Apple i inni chcą zbyt wiele

5 marca 2012, poniedziałek,

Czyżby dojrzewał w sieci bunt wydawców i producentów aplikacji przeciw polityce takich hegemonów jak Apple?

Platformy do elektronicznej dystrybucji aplikacji i cyfrowych treści medialnych, takie jak na przykład Kindle, AndroidMarket, Apple AppStore czy iTunes zostały przez wielu wydawców uznane za nadzieję mediów w nowych, cyfrowych czasach. Nie da się ukryć, że dla użytkownika są niezwykle wygodne i intuicyjne. Jeden klik i już – nawet po kilku sekundach w naszym urządzeniu ląduje nowa, fajna, użyteczna aplikacja (gra, gazeta, książka, muzyka, film). W tle z karty kredytowej ściągana jest opłata, zazwyczaj niewielka.

Za tę wygodę dostawcy urządzeń i platformy sprzedażowej zazwyczaj oczekują jednak sporej gratyfikacji od tych, którzy owe treści produkują i je tam wstawiają. A ostatnio nawet – zdaniem wydawców i producentów aplikacji – zbyt wysokiej, jak okazało się w trakcie bardzo ciekawej dyskusji, która odbyła się w trakcie dorocznych targów Mobile World Congress (27 luty – 1 marca w Barcelonie). W jednym z paneli wystąpili szefowie kilku redakcji serwisów internetowych oraz twórcy aplikacji, którzy narzekali, że na dłuższą metę polityka właścicieli platform sprzedaży wiąże im ręce.

Czy jabłko stanie się symbolem monopolu? Sklep Apple Store w Monachium, fot. bilderheld, Flickr CC by

Skupiło się oczywiście na Apple. – Zabierają sobie jedną-trzecią ceny, którą płaci użytkownik, a dodatkowo przejmują wszelki kontakt z odbiorcą, co moim zdaniem w dzisiejszych realiach jest kolejną jedną-trzecią wartości. I nie chodzi tylko o adres e-mail klienta. Prawie nic nie wiemy o tym, kto kupuje nasze treści, przez co nie możemy ich poprawiać i lepiej dostosować – narzekał Rob Grimshaw, dyrektor zarządzający FT.com oraz innych przedsięwzięć cyfrowych „Financial Times”. Dlatego wydawca FT wykonał ruch drastyczny – wycofał swe aplikacje z AppStore. Teraz, aby czytać „FT” na iPhone czy iPadzie, trzeba założyć konto w serwisie i robić to przez stronę internetową gazety. Rob Grimshaw uważa, że jego firma odniosła z tego powodu same korzyści, przede wszystkim możliwość kierowania personalizowanych ofert do konkretnych użytkowników.

Czytaj całość »

26.02.2012
niedziela

Polska – kryzys z opóźnionym zapłonem?

26 lutego 2012, niedziela,

Nikt na dziś nie może przewidzieć, jak zachowają się polscy konsumenci, gdy poczują w kieszeni długofalowe skutki kryzysu. Być może czeka nas w końcu spowolnienie wywołane przez zaciskanie pasa?

Od kilku lat niezmiennie słyszymy, że Polska opiera się kryzysowi nie tylko dzięki naszym dzielnym eksporterom, nie tylko dzięki funduszom UE ciągle pobudzającym koniunkturę (co będzie, gdy się skończą, ha?) ale również dzięki niezłomnemu polskiemu klientowi, który nie zważając na zawirowania na światowych rynkach finansowych, chętnie odwiedza centra handlowe, wydając ciężko zarobione pieniądze. W ten sposób – poprzez popyt wewnętrzny – nasza gospodarka wciąż zachowuje tempo wzrostu, o którym reszta Europy może tylko marzyć.

Nie da się jednak dłużej udawać, że kondycja finansowa Polaka jest dziś na równie dobrym poziomie co 2-3 lata temu, gdy na całym świecie szalała panika, a my byliśmy zieloną wyspą. Z danych, które właśnie opublikowało NBP wynika, że nasze zadłużenie (kredyty, pożyczki) rośnie w błyskawicznym tempie.

No nie, a mieliśmy iść na wyprzedaże… Copyright: CC by antwerpenR, Flickr.com

Czytaj całość »

15.02.2012
środa

Superpremia za Stadion Narodowy – skandaliczna czy logiczna?

15 lutego 2012, środa,

W awanturze o superpremię Rafała Kaplera, byłego prezesa Narodowego Centrum Sportu (Stadion Narodowy) nie chodzi o te pół miliona złotych, ale o ludzkie wkurzenie na społeczne rozwarstwienie.

Świat biznesu też ma swoje telenowele i od kilku dni największą widownię przykuwa tzw. „superpremia” Rafała Kaplera, który odszedł ze stanowiska prezesa Narodowego Centrum Sportu (a więc spółki, która zbudowała w Warszawie Stadion Narodowy). Stadion stoi, ładny jest. Zdaje się, że na Euro 2012 – przynajmniej w Warszawie – kompromitacji nie będzie. Więc prezes odchodząc z pracy mówi „to ja poproszę tę premię, którą mi obiecaliście w kontrakcie”. I zaczyna się awantura, bo Naród za Narodowy wdzięczności nie okazał. Gdy dowiedział się, że prezesowi (oprócz normalnej, prawdopodobnie prezesowskiej pensji) należy się zgodnie z umową 570 tys. zł premii, to się wściekł. Natychmiast przypomniano prezesowi, że stadion oddano z półrocznym poślizgiem, że w trakcie budowy było trochę niedociągnięć (pamiętacie schody?), a do tego sam stadion wciąż jeszcze poddawany jest poprawkom i nie wykluczone, że 100-proc. sprawności osiągnie dopiero na Euro (a może nawet i po…).

Powszechne społeczne oburzenie wyraził nawet Donald Tusk, który obiecał, że najlepsi prawnicy przeanalizują kontrakt prezesa Kaplera, czy koniecznie państwo tę kasę musi mu wypłacać.

Cała awantura uświadamia – po raz kolejny – dwa fakty. Po pierwsze, że bycie prezesem to w Polsce zawód wysokiego ryzyka. Po drugie – że bycie prezesem na państwowej posadzie to już w ogóle stąpanie po kruchym lodzie. Ale teraz włożę kij w mrowisko…

Ile powinno się dostać za zbudowanie w takim tempie takiego obiektu w prywatnym biznesie? fot. Krystian Trela, (c) Narodowe Centrum Sportu sp. z o.o.

Czytaj całość »

8.02.2012
środa

Tusk vs. Internauci, czyli demokracja rozproszona

8 lutego 2012, środa,

Debata premiera z internautami w sprawie ACTA to sygnał zmiany dotykającej istoty demokracji. Rodzi się jej nowa, nieprzewidywalna i amorficzna forma, której na dziś nie ogarniamy.

Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio premier Donald Tusk spędził 8 godzin na posiedzeniu Sejmu, nie wiem nawet, czy unijne szczyty w sprawach przyszłości strefy euro tyle trwają. Tymczasem w poniedziałek siedział dzielnie, słuchając pytań, skarg i zażaleń tak zwanych środowisk internautów (i tak, jak się ostatecznie okazało, nie wszystkich internautów, bo część organizacji społecznych uznała ją za polityczny zabieg PRowski).

Pomijając samą dyskusję i istotę sporu o ACTA chciałbym zwrócić Państwa uwagę na jej znaczenie na meta-poziomie. Z jednej strony mieliśmy strukturę jako tako zorganizowanej władzy – z szefem rządu na czele i ministrami po bokach. Z drugiej zaś środowisko kompletnie niezorganizowane, ale wkurzone, mające swe racje i swoje prawa i żądające posłuchu. To też przecież obywatele.

Pytanie na dziś: Panie Premierze, jak żyć? W demokracji, której klasyczny model się wypalił? fot. Kancelaria Premiera RP

Czytaj całość »

4.02.2012
sobota

Sony: Pan prezes od gier

4 lutego 2012, sobota,

Ogłoszone w tygodniu bardzo słabe wyniki finansowe Sony stały się kropką nad i. Prezes Stringer odchodzi, zastąpi go Kaz Hirai, jeden z twórców sukcesu konsoli do gier PlayStation.

Sony podało, że w 2011 roku w sumie straci 2,9 mld dolarów. Dociskana przez tańszą koreańską i dalekowschodnią konkurencję (Samsung, LG), dobijana przez Apple, firma – która dla całego pokolenia dzisiejszy 30-latków jest kulturowym symbolem technologicznego giganta – znajduje się w naprawdę olbrzymich tarapatach. To w ogóle problem wszystkich japońskich, do niedawna przodujących, koncernów elektronicznych – Panasonica, Sharpa, Olympusa – o czym pisał niedawno w Polityce Adam Grzeszak.

Tej sytuacji Sony nie może jednak tolerować, dlatego wraz z bardzo kiepskimi prognozami ogłoszono, że 1 kwietnia miejsce sir Howarda Stringera, który kierował firmą przez ostatnie lata (i dzięki swemu „zachodniemu” doświadczeniu miał jej nadać nowy, globalny impet) zajmie rodowity Japończyk Kazuo Hirai. W całej sprawie jest jednak bardzo ciekawe drugie dno.

Pan Hirai pokazuje najnowsze dziecko koncernu – przenośną konsolę PS Vita.  Źródło: Wikipedia

Czytaj całość »

13.01.2012
piątek

Źródła impasu w PO

13 stycznia 2012, piątek,

Donald Tusk może stać się ofiarą własnej polityki personalnej w Platformie – odsuwając najsilniejszych działaczy z drugiego planu, zostanie osamotniony i pozbawi się zaplecza do działania.

Arcyciekawą dyskusję w poranku Radia TOK FM mieli dziś Jacek Żakowski, Tomasz Lis, Tomasz Wołek i Wiesław Władyka. Punktem wyjścia był poranny wywiad Janusza Palikota – który w swoim stylu grzmiał „PO czeka zagłada”. Oczywiście Palikotowi, jako sile politycznie przeciwnej, wolno takie rzeczy mówić, ale publicyści TOKU słusznie zauważyli drobniejsze wydarzenia, które świadczą o oddolnym niepokoju, nawet wśród samych polityków PO. Przykładem mogą być chociażby sejmowe interpelacje posła Gibały:

Zgadzam się z publicystami TOK-u, co do przyczyn swoistego impasu, w który wpadła w ostatnich tygodnia PO. Po wygranych wyborach i płomiennym expose, w którym zapowiedziano wiele odważnych reform, trudno oprzeć się wrażeniu, że rząd ugrzązł w papierach, nie do końca ogarnia rzeczywistość. Być może to przede wszystkim efekt tego, że budując sobie pozycję silnego – i jedynego lidera – Donald Tusk pozbawił się niejako politycznego zaplecza, które co prawda nie jest twarzą rządu, ale zapewnia jego sprawne funkcjonowanie na co dzień. Odsuwając Grzegorza Schetynę od bieżącego kierowania pracami partii, a więc również od narzucania tempa prac resortów na projektami ustaw, pozbawił się sprawnego organizatora. Nie chcę tu występować w roli – jedynie – obrońcy Schetyny. Ale myślę, że jest to zbyt wyraźny sygnał wysyłany wewnętrznie dla innych działaczy PO. Coś, co ustawia najbardziej rzutkich, najbardziej kreatywnych i chętnych do działania, na pozycjach asekuranckich. „Nie wychylajmy się”. To uczy szkodliwego na dłuższą metę, politycznego kunktatorstwa.

To może być jedna z przyczyn, dla których do tej pory Donald Tusk był szefem sprawnej ekipy organizatorów, wzywanym jedynie do gaszenia pożarów. A teraz powoli staje się zarówno organizatorem, jak i głównym i jedynym strażakiem. W tej sytuacji – jak przy konieczności tonowania nastrojów wokół prokuratury – spokojnych urlopów zapowiada się coraz mniej.

4.01.2012
środa

Marzenie o e-służbie zdrowia

4 stycznia 2012, środa,

Ile z corocznych awantur na linii rząd-lekarze-pacjenci i media dałoby się uniknąć, gdyby w polskiej służbie zdrowia choć trochę wykorzystywano nowoczesne technologie.

Na pewno znacie taką scenkę – podajecie pani w aptece wymiętą receptę, która z lupą odcyfrowuje nabazgraną przez lekarza nazwę specyfiku. Następnie otwiera książkę o gabarytach i wadze pustaka Porotherm, aby odnaleźć tam jakąś szczegółową informację dotyczącą refundacji albo gramatury. A to tylko końcówka systemu, na który składają się tony papierów, wypełnianych przez lekarzy, NFZ, hurtownie farmaceutyczne.

Raz do roku, a konkretniej na przełomie grudnia i stycznia  – i to właśnie obserwujemy od kilku dni – system ten się zacina. Rząd chce coś zmienić, lekarze i / lub aptekarze protestują, koncerny farmaceutyczne wydają setki tysięcy złotych na działania PRowskie i lobbing.

Media pokazują emerytkę Czesławę z przykładowego Lubiąża, która pyta „jak żyć”, a pozostali pacjenci, choć nie poddają się panice, na pewno są zdenerwowani, na pewno częściej odsyłani z kwitkiem od okienka do okienka. Premier uspokaja w telewizji, minister zdrowia łyka Xanax albo coś innego na wyciszenie.

A przecież można by to wszystko zorganizować prościej.

Gdzieś tu musi być Vicodin zapisany przez dr House’a (źródło: Flick CC by e-MagineArt.com)

Czytaj całość »

29.12.2011
czwartek

Gwiazdka napędziła sprzedaż elektronicznych wydań gazet

29 grudnia 2011, czwartek,

Dla elektronicznych wydań polskich gazet okres Świąteczny był prawdopodobnie najlepszym w historii.

Czyżby tablety iPad oraz czytniki Kindle były w tym roku przebojami wśród Gwiazdkowych prezentów? Wygląda to trochę tak, jakby obdarowani Polacy rozpakowali kolorowy papier, a następnie błyskawicznie włączyli się do sieci, sprawdzając możliwości nowych urządzeń.

Trudno mi wypowiadać się za całą branżę, ale w samej „Polityce” widać wyraźny – skokowy wzrost liczby pobranych wydań elektronicznych. Statystyki sklepu iTunes (przez który „Polityka” sprzedaje wydanie na iPada) wykazują w tygodniu 19-25 grudnia wzrost sprzedaży o 32 proc., w stosunku do poprzedniego tygodnia 12-18 grudnia. Dotyczy to nie tylko podwójnego wydania świątecznego „Polityki”, ale również wcześniejszych. To sprzedaż lepsza niż rekordowa do dziś, zanotowana przez nas w tygodniu po-wyborczym.

W tygodniu świątecznym podwoiła się też liczba aplikacji „Polityki” pobranych z AppStore Apple.
Czytaj całość »

26.12.2011
poniedziałek

Intelektualista – zawód coraz słabiej opłacany

26 grudnia 2011, poniedziałek,

Doktor Zygmunt Freud brał za jedną wizytę równowartość dzisiejszych 2,5 tys. zł, zaś poczytny miesięcznik płacił za tekst równowartość miliona dolarów. Popłaczmy nad intelektualistami, którzy niedługo będą zarabiać mniej niż hydraulicy.

Dziś będzie nostalgicznie, ale tak jakoś mnie wzięło po świątecznych lekturach. Ciekawy esej o przyszłości prasy – optymistyczny, co nie bez znaczenia – popełnił periodyk „Columbia Journalism Review” (CJR)

Jego autor zaczyna od przypomnienia sylwetki Idy M. Tarbell, pionierki amerykańskiego dziennikarstwa śledczego, która na początku XX wieku przez wiele lat opisywała działalność imperium finansowego Johna D. Rockefellera oraz jego firmy naftowej Standard Oil Company. Dziennikarskie teksty Tarbell stały się przyczynkiem do ogólnonarodowej debaty o roli prywatnych monopoli w USA oraz zaczynem narodzin amerykańskiego prawa anty-trustowego. Autor eseju w „CJR” opisuje jednak, że zanim pani Tarbell „wzięła na warsztat” fortunę Rockefellera, przez kilka miesięcy robiła wstępny research, a potem przez kilka kolejnych towarzyszyła swemu wydawcy (i właścicielowi pisma „McClure’s Magazine” w którym pracowała) w podróży po szwajcarskich kurortach, włoskich ośrodkach Spa, greckich wyspach na Morzu Śródziemnym. Musieli po prostu sprawę gruntownie przedyskutować, zanim doszli do wniosku, że temat wart jest dziennikarskiej uwagi.

Oczywiście mogli sobie na to pozwolić, również finansowo. Miesięcznik o profilu ogólno-społecznym „McClure’s Magazine” sprzedawał się w rekordowym jak na owe czasy nakładzie 400 tys. egzemplarzy (dziś to marzenie wielu gazet, choć na przykład ziszcza się niemieckiemu tygodnikowi „Der Spiegel”). Zaś sama gazeta płaciła za teksty swym dziennikarzom równowartość dzisiejszego… miliona dolarów.


Tzw. newsroom w brytyjskiej gazecie „The Daily Telegraph”, w czasach, gdy jeszcze sporej części dziennikarzy z niej nie zwolnili… fot. Flickr CC by antony_mayfield.

Czytaj całość »

22.12.2011
czwartek

Rząd obiecuje zniesienie pozwoleń na budowę. Znowu.

22 grudnia 2011, czwartek,

Tasiemcowy serial pt. „Zniesienie pozwolenia na budowę” wykazuje wiele podobieństw z telenowelą „M jak miłość”. Wszystko wskazuje na to, że i jedno, i drugie zniknie dopiero wtedy, gdy rzeczywiście straci jakąkolwiek rację bytu.

Przyznaję, że rozbroił mnie tekst opublikowany ostatnio w „Wyborczej”, który donosi, że zniesienie pozwoleń na budowę jednak jest możliwe (choć od razu asekurancko dodaje, że najwcześniej w 2013 roku…).

Oto Ministerstwo Budownictwa, Transporu i Gospodarki Morskiej, obsadzone przez ministra-kamikadze Sławomira Nowaka, z impetem reanimuje projekt ostatecznego zniesienia tej uciążliwej procedury budowlanej. Według zapowiedzi resortu, w przypadku budowy małych obiektów (takich jak np. domy jednorodzinne) inwestor będzie musiał jedynie złożyć stosowną dokumentację, a projekt musi być zgodny z lokalnym planem zagospodarowania przestrzennego. Jeżeli przez miesiąc urząd nie zgłosi weta (a zapewne nie zgłosi, bo rozpatrywanie tych spraw trwa standardowo co najmniej kilka miesięcy), budowę można rozpoczynać. Również w przypadku deweloperów stawiających osiedla cały proces ma ulec znacznemu skróceniu. Za budowanie wbrew miejscowym uwarunkowaniom będzie odpowiadał architekt i kierownik budowy, zaś sąsiedzi będą mogli poszukiwać sprawiedliwości w sądzie (co jednak nie będzie wstrzymywać inwestycji, o ile sąd nie postanowi inaczej).

Przyznam szczerze, że przeczytawszy to spadłem z resztek fotela. Hasło „znoszenia pozwoleń na budowę” rzucił po raz pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości, będzie już z 7 lat od tamtej pory. Potem nowy rząd PO-PSL z impetem miał to przeforsować jako sztandarowy projekt komisji Palikota „Przyjazne Państwo”. Gdy pełen entuzjazmu rozmawiałem wtedy z prezesem jednego z branżowych stowarzyszeń, powiedział mi tylko: Panie Piotrze, niech się pan tak nie napala, nikomu na tym nie zależy, a już najmniej urzędnikom.

Wtedy mu nie wierzyłem, teraz widzę, że chyba miał rację.

Plac budowy w Hong Kongu, tam przynajmniej nikt nie przejmuje się sąsiadami, szczególnie gdy są biedniejsi… Oczywiście tego nie popieramy. fot. Flickr CC by Ding Yuin Shan

Czytaj całość »