Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

16.07.2012
poniedziałek

Ile PKB tracimy w aptekach?

16 lipca 2012, poniedziałek,

Czy ktoś kiedyś policzy, ile czasu tracimy, ile paliwa wypalamy, na wielokrotne, bezsensowne wizyty w aptekach?

Nie macie Państwo wrażenia, że coraz częściej wizyty w aptekach – i to zarówno tych sieciowych, jak i mniejszych, prowadzonych przez niezależnych właścicieli – przypominają wizyty w placówkach Poczty Polskiej?

Stoimy w ogonku, podajemy receptę, pani sprawdza coś w komputerze, wczytuje się, sprawdza w książce, znowu sprawdza w komputerze, idzie do koleżanki, naradzają się i wreszcie wydają wyrok: „tu lekarz się pomylił”, albo „tu lekarz niewyraźnie napisał”, albo „tu refundacja się nie zgadza”. Ogonek kolejki się wydłuża, bo klient zaczyna się awanturować, narady farmaceutek trwają. Oczywiście najlepiej by było, gdyby klient udał się ponownie do lekarza, stracił cenne godziny i wypalił drogie paliwo, aby lekarz „prawidłowo wypisał refundację”.

Ale kogo w dzisiejszych czasach, poza emerytami i osobami naprawdę chorymi lub biednymi, stać na to, aby stracić kolejny dzień na kolejną wizytę u lekarza? Klient płaci więc pełną cenę za lek i odchodzi wściekły. I ma prawo być wściekły, bo przecież płaci podatki i refundacja z państwowej kasy – tańszy lek – należy mu się jak psu micha. Cóż, skoro dziwnym trafem od początku roku tak zmieniono przepisy, że ludzie zapracowani wolą zapłacić pełną kwotę, niż kolejne godziny handryczyć się na linii lekarz-aptekarz.

Znów trzeba iść do apteki? Mdleję, doktora… (fot. Flickr CC by Kojach)

Oczywiście aptekarze zaraz zaczną się bronić, że to nie ich wina, to wadliwe przepisy wprowadzone w styczniu. I będą mieli rację, gdyby nie drugi przypadek, który wygląda tak…

Odstawszy swoje podchodzimy więc do okienka, podajemy swoją receptę a tu – zonk! – pani mówi, że leku nie ma i może być wieczorem. „Albo jutro. Zapraszamy po odbiór”. Dziwnym trafem kremów przeciwzmarszczkowych Vichy, Apapów i Ibupromów, magnezów, bzdurnych lub nic nie dających witamin i minerałów nigdy nie brakuje (być może dlatego, że ich handlowiec wie, że jak się klient rozmyśli i nie musi, to już nie wróci…).

– Utrzymujemy minimalne zapasy, mamy tylko te leki, które szybko rotują – tłumaczy mi kierownik apteki. Rozumiem, że może mu brakować drogiego specjalistycznego leku na chorobę Hashimoto, ale popularny antybiotyk dla chorego dziecka? I nie, nie mogę sobie poczekać do jutra, dziś nawalają mi oczy, dziś muszę skończyć tekst, dziś potrzebuję tych kropli, więc jeżdżę po okolicznych aptekach, dzwonimy, dopytujemy, może mają gdzie indziej. Komunizm to czy kapitalizm? – Jest kryzys, trzymamy w zapasach coraz mniej – mówi kolejny kierownik.

Czy ktoś kiedyś policzył, ile czasu, ile wyjeżdżonej benzyny tracimy w ten sposób bez sensu? Jaki wpływ mają polskie apteki na pogłębianie naszego kryzysu, na spadek PKB?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Powód jest prosty,wolność gospodarcza nie zawsze jest taka dobra. Państwo pozwoliło otwierać apteki wszystkim, a nie tylko farmaceutom i w rezultacie mamy nadmiar aptek, coraz częściej zresztą są bankructwa aptek. Jeżdżę dużo po Europie i nigdzie nie widziałam tylu aptek co u nas. Firm produkujących leki jest także bardzo dużo i każda pod swoją nazwą produkuje leki podobne do konkurencyjnych. Trudno wymagać od aptekarza, żeby miał wszystkie zarejestrowane specyfiki na stanie, tracił pieniądze, gdy się one przeterminują i jeszcze dopłacał potem do ich utylizacji.

  2. Nie mam aż tak niedobrych doświadczeń — lekarze mylą się rzadko, a spotykani farmaceuci starają się naprawić ich błędy osobiście. Inną rzeczą są jednak leki — kupowanie ‚na raty’ (‚będziemy mieli jutro’) to niestety norma…

  3. „Nic nie dających witamin i minerałów”. O, to Justus Liebig, Kazimierz Funk i Julian Aleksandrowicz w zaświatach (załóżmy że takowe istnieją) chyba dotąd nie mogą wyjść ze zdziwienia, co to za geniusz jednym zdaniem obalił 150 lat badań… Pomijam ewidentną kryptoreklamę w tekście: czemuż to Pan Ałtor wymienił akurat te, a nie inne nazwy preparatów paracetamolu i ibuprofenu, a? O kosmetykach nie wspomnę…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Idzie Pan do piekarni. Ile rodzajów chleba ma Pan do wyboru? 10, 20, 30? Myślę, że nie przesadziłam. Polskie prawodawstwo lekowe ( Ustawa PF ) pozwala na zarejestrowanie i dystrybucję w Polsce około 30 preparatów ( odpowiedników) glimepirydu – leku na cukrzycę. Aby w pełni zaspokoić potrzeby lekarzy, pacjentów i innych środowisk powinnam mieć w aptece 30 x 2 opakowań tylko jednego preparatu. Biorąc pod uwagę, że leków jest średnio w około 2-3 tys. pozycji, robi się i jeszcze każdy w kilku dawkach:((( nie chcę mi się liczyć. Dlatego traci się PKB w aptekach… Też mi się to nie podoba…

  6. Oj słabiutki tekst słabiutki. Rozumiem rozgoryczenie autora, ale bez przesady. Aptekarz zobowiązany jest do trzymania pewnego stanu magazynowego, ale to nie oznacza, że musi mieć wszystkie leki non-stop na stanie. Jeśli lekarz ma „umowę” z jakąś firmą farmaceutyczną to może przepisać lek, który jest słabo dostępny, żeby podbić jego zapotrzebowanie na rynku. Może warto zapytać o zamiennik?

  7. Czy ktoś obliczył ile PKB tracimy w poczekalniach przychodni lekarskich?
    Mnie się zdaje że znacznie więcej niż w aptekach.
    Przykład z zeszłego roku:
    „(…)-żona ma wizytę u kardiologa, o której ma się zwolnić z pracy?
    -kardiolog przyjmuje od 0800 do 1500(…)”
    Bez komentarza!

  8. Autor się zasadniczo myli: jeżdżąc wielkorotnie do aptek TWORZYMY i POWIĘKSZAMY PKB. Przykłady: jeżeli pojedziesz z samochodem do myjni, to PKB wzrośnie o np. 30 złotych; jezeli sam umyjesz samochód, PKB się nie zmieni! Inny przykład: burmistrz zbudował bulwar nad rzeczką za 1 mln. złotych; jego następca kazał rozebrać bulwar, co kosztowało też 1 mln. złotych. W rezultacie bulwaru jak nie było tak nie ma, ale PKB wzrósł o 2 mln. złotych.

  9. A mnie w szkole uczyli o prawie Pareto. Recepty ilu lekarzy ląduja w danej aptece? Stu? Ile lekarz przepisuje leków (na wszystkie choroby, które leczy)? Sto? otóż z prawa Pareto wynika, że spośród stu lekarzy dwudziestu odpowiada za 80% wszystkich recept/leków, jakie sprzedaje dana apteka. Z kolei wśród realizowanych recept, 20% stanowi podstawę do zakupu 80% leków, ilościowo czy wartościowo, wszystko jedno. Być może są to inne 20%, ale prawo zwykle działa.
    Czyżby aptekarze ani nigdy nie słyszeli o prawie Pareto ani nie byli w stanie zauważyć jego działania w praktyce?
    A stąd już szybka droga do dostosowania zmian w zapasach do rzeczywistych potrzeb a nie tylko do „tego co szybko schodzi”. Bo jakbym zamawiał wszystkie leki kupując tylko zapas wystarczający na pół dnia sprzedaży to wszystkie one będą „schodziły szybko”.