Facebook wchodzi na giełdę. I co dalej?

Piątkowy giełdowy debiut Facebooka jest ważniejszy niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Da odpowiedź na pytanie, w którą stronę – i jak szybko – zmieniał się będzie internet.

Według prognozowanej giełdowej wyceny akcji Facebooka jestem wart około 10 dolarów. Tyle bowiem – w przybliżeniu – otrzymamy, dzieląc sumę, którą Facebook chce pozyskać od inwestorów (10-12 mld dolarów) przez liczbę użytkowników serwisu (900 mln). To sporo, jeśli weźmiemy pod uwagę, że korzystając z tego serwisu przez kilka lat kliknąłem może w dwie-trzy reklamy (system Facebooka pewnie lepiej ode mnie wie i pamięta, ile razy i w co). Dlatego pytania – „czy cała firma Facebook, założona w 2004 roku, może być warta aż 100 mld dolarów” są uzasadnione.

Padają zresztą coraz częściej, gdy temperatura przed giełdowym debiutem sięga zenitu. Podgrzewają ją informacje takie jak ta, o rezygnacji koncernu GM z płatnej reklamy na Facebooku.

Założyciel Facebooka Mark Zuckerberg lubi być młody i wyluzowany – a pokieruje jedną z największych firm technologicznych świata, fot. CC by Robert Scoble, Flickr

Rozważmy jednak dwa scenariusze piątkowych wydarzeń.

Pierwszy, czyli sukces – spektakularny lub umiarkowany – publicznej emisji akcji Facebooka. Znaczyć będzie to, że inwestorzy dostrzegają potencjał w 900-milionowej rzeszy internautów korzystających z serwisu (z których aż 58 proc. – dane za marzec – wchodzi na stronę codziennie). Firma, w której większość decyzyjności będzie skupiona w rękach jej założyciela Marka Zuckerberga, będzie szła utartym szlakiem, powoli próbując monetyzować uwagę swych użytkowników. Na pewno tak długo, jak się da – i na ile będzie mógł sobie pozwolić – Facebook będzie unikał inwazyjnych form reklamowych, zgodnie z filozofią swego prezesa. Wdrażane za to będą w serwisie wszelkie formy e-commerce, tak aby Facebook, jak dziś Amazon czy Apple, mógł korzystać pobierając prowizję od obrotu towarami, który odbywa się w jego ekosystemie.

Drugi, czyli poraża – akcje już od pierwszych dni chwieją się, a potem rozpoczyna się powolny zjazd ich ceny, tak jak dzieje się to od giełdowego debiutu z akcjami Zyngi (twórca gier online) czy Groupona. W takim przypadku Facebook szybko będzie musiał dążyć do wykazania swej dochodowości (na przykład wyświetlając więcej większych i bardziej kolorowych reklam). Porażka giełdowego debiutu może również być dowodem niewiary  inwestorów w internet taki, jakim znamy go dzisiaj. Jest przecież Facebook idealnym produktem świata laptopów i sieci na ekranie komputera stacjonarnego. Wie o tym każdy, kto próbował korzystać z niewygodnych i zawodnych aplikacji FB na urządzeniach mobilnych (telefonach, tabletach). Ten świat – internetu permanentnego, wszechobecnego, na małych ekranach, serwis Marka Zuckerberga wciąż jeszcze musi gonić.

Możliwy jest oczywiście scenariusz trzeci – który obstawiam najbardziej – czyli umiarkowany sukces oferty, przy jednoczesnym ostrym wchodzeniu Facebooka w świat mobilno-smartfonowy oraz wdrażanie nowych usług. Marek jest nie w ciemię bity, nie bez powodu za miliard dolarów przejął Instagram. Każdy, kto próbował kiedyś wrzucić zdjęcie z aplikacji mobilnej FB, a chwilę potem zrobił zdjęcie Instagramem i za jego pomocą wrzucił zdjęcie na swój profil na FB, w mig pojmie wartą miliard dolarów różnicę.

Ten obrazek codziennie ogląda pół miliarda ludzi. fot. CC by codemastersnake, Flickr

Paradoksalnie największym zagrożeniem dla Facebooka jest to, w jak bardzo niestabilnym środowisku biznesowym przychodzi mu działać. Kto potrafi na dziś zagwarantować, że nie dorasta właśnie pokolenie, dla których Facebook będzie projektem drętwym, niewygodnym, po prostu kompletnie nie takim jak trzeba? Nikt…

Analitycy prognozują, że w piątek każda akcja Facebooka może być warta 34-38 dolarów. Warto obserwować, czy zmieszczą się w tych widełkach, i jak ich cena będzie się kształtować w najbliższych miesiącach. Co jest ważniejsze biznesowo – olbrzymie audytorium, któremu można coś reklamować, a może mniejsze, ale płacące? Z kursu Facebooka można będzie – zapewne skuteczniej niż z fusów – wróżyć o przyszłości branży internetowej.