Łowcy androidów, czyli ciekawy przypadek grywalizacji

Pojęcie grywalizacji robi ostatnio szaloną karierę, ale przykładów jej naprawdę udanego wdrożenia jest niewiele.

W styczniu umieściliśmy „grywalizację” na liście najciekawszych technologicznych trendów 2012 roku. O zastosowaniu grywalizacji w marketingu dyskutuje się na poważnych konferencjach, pisane są już książki (niedawno polską publikację na ten temat wydał Paweł Tkaczyk).

Mówiąc skrótowo – chodzi o takie zorganizowanie aktywności ludzkiej, która przenosi do rzeczywistości „realnej” mechanizmy wykorzystywane na co dzień w grach wideo. A więc swoiste wyzwania, zdobywanie punktów, kolejnych zdolności, kolekcjonerstwo i nagradzanie.

Muszę przyznać, że długo byłem wobec grywalizacji sceptyczny. Co innego w świecie gier wideo – gdy godzinami zamęczam swoją konsolę tłukąc w „Batman: Arkham City”, mimo iż główny wątek fabularny ukończyłem – robię to dlatego, że koniecznie próbuję rozwiązać wszystkie zagadki Edwarda Nygmy, rozsypane po całym Arkham. Dostanę za to achievementy i poczucie, że ukończyłem grę naprawdę w całości. Ale w realu?

Niewiarę moją zniweczyła jednak ciekawa zabawa, którą twórcy systemu operacyjnego Android zaproponowali odwiedzającym ostatnią edycję targów Mobile World Congress w Barcelonie (27 luty – 1 marca 2012 r.). Otóż na stoiskach 85 wystawców, najsilniej związanych z Androidem, można było dostać specjalne znaczki do wpinania w klapę, które były artystyczną wariacją postaci zielonego robocika i produktów prezentowanych na danym stanowisku. I co się wokół tych „Android pinów” działo…

Bo to Bad łobbat był, fot. Piotr Stasiak

Na niektórych stoiskach znaczków zabrakło już pierwszego dnia targów. W zabawę włączyli się nie tylko „zwykli” odwiedzający, ale również na co dzień bardzo poważni szefowie wielkich firm. Najbardziej – co naturalne, bo zwiedzili większość targowych hal – w zbieranie pinów włączyli się dziennikarze. Wędrowali od stoiska do stoiska, usiłując skompletować kolekcję, co jak widać na poniższym obrazku, nie było wcale proste. Bardzo rozbawiło mnie też to, że w pokoju prasowym (olbrzymim newsroomie z 300 stanowiskami, bez przerwy okupowanymi przez tłumy dziennikarzy) błyskawicznie utworzył się czarny rynek Androidowych pinów. Najrzadziej występujące można było wymienić na koszulki, alkohol i inne gadżety. Ktoś wystawił Piny na eBayu. Łowców Androidów w Barcelonie z dnia na dzień przybywało.

Marketingowy z innych firm ze źle ukrywaną zazdrością przyglądali się sukcesowi znaczków z robocikiem. Niewykluczone, że w przyszłym roku będzie więcej tego rodzaju targowych „gier i zabaw w terenie”.

Kolekcja wszystkich Android pinów na MWC 2012, fot. Android.com/MWC