Wydawcy: Apple i inni chcą zbyt wiele

Czyżby dojrzewał w sieci bunt wydawców i producentów aplikacji przeciw polityce takich hegemonów jak Apple?

Platformy do elektronicznej dystrybucji aplikacji i cyfrowych treści medialnych, takie jak na przykład Kindle, AndroidMarket, Apple AppStore czy iTunes zostały przez wielu wydawców uznane za nadzieję mediów w nowych, cyfrowych czasach. Nie da się ukryć, że dla użytkownika są niezwykle wygodne i intuicyjne. Jeden klik i już – nawet po kilku sekundach w naszym urządzeniu ląduje nowa, fajna, użyteczna aplikacja (gra, gazeta, książka, muzyka, film). W tle z karty kredytowej ściągana jest opłata, zazwyczaj niewielka.

Za tę wygodę dostawcy urządzeń i platformy sprzedażowej zazwyczaj oczekują jednak sporej gratyfikacji od tych, którzy owe treści produkują i je tam wstawiają. A ostatnio nawet – zdaniem wydawców i producentów aplikacji – zbyt wysokiej, jak okazało się w trakcie bardzo ciekawej dyskusji, która odbyła się w trakcie dorocznych targów Mobile World Congress (27 luty – 1 marca w Barcelonie). W jednym z paneli wystąpili szefowie kilku redakcji serwisów internetowych oraz twórcy aplikacji, którzy narzekali, że na dłuższą metę polityka właścicieli platform sprzedaży wiąże im ręce.

Czy jabłko stanie się symbolem monopolu? Sklep Apple Store w Monachium, fot. bilderheld, Flickr CC by

Skupiło się oczywiście na Apple. – Zabierają sobie jedną-trzecią ceny, którą płaci użytkownik, a dodatkowo przejmują wszelki kontakt z odbiorcą, co moim zdaniem w dzisiejszych realiach jest kolejną jedną-trzecią wartości. I nie chodzi tylko o adres e-mail klienta. Prawie nic nie wiemy o tym, kto kupuje nasze treści, przez co nie możemy ich poprawiać i lepiej dostosować – narzekał Rob Grimshaw, dyrektor zarządzający FT.com oraz innych przedsięwzięć cyfrowych „Financial Times”. Dlatego wydawca FT wykonał ruch drastyczny – wycofał swe aplikacje z AppStore. Teraz, aby czytać „FT” na iPhone czy iPadzie, trzeba założyć konto w serwisie i robić to przez stronę internetową gazety. Rob Grimshaw uważa, że jego firma odniosła z tego powodu same korzyści, przede wszystkim możliwość kierowania personalizowanych ofert do konkretnych użytkowników.

Pytanie tylko, czy „Financial Times”, czytany przez finansistów na całym świecie, nie jest na tyle silną marką, aby móc sobie na to pozwolić? Dla przeciętnego twórcy aplikacji obrażenie się na Apple to na dziś prawie wyrok śmierci. Nie da się jednak ukryć, że ferment wśród wydawców narasta, a naciski na właścicieli platform do sprzedaży będą coraz silniejsze. Im bardziej rozwijać się będzie język HTML5, który pozwalać będzie na tworzenie w przeglądarce czegoś w rodzaju odrębnego programu w ramach serwisu www.

Pozostali uczestnicy dyskusji – twórcy gier i aplikacji – byli podobnego zdania. Narzekali, że poza listami „top” w AppStore nie ma właściwie żadnej innej możliwości promocji. A to z kolei oznacza, że przebicie się do odbiorców z nowymi produktami, kolejnymi aplikacjami – o ile tylko nie trafią na jakieś Applowskie listy polecanych, jest praktycznie niemożliwe. – Gdybyśmy mieli ich adresy można chociaż wysłać informację – „hej, oto nasz nowy produkt, zobaczcie”, ale Apple pilnuje tego bo wie, że jest to kluczowa informacja – mówiono.

Oczywiście można przyjąć politykę, którą zresztą oficjalnie głosi gigant spod znaku nadgryzionego jabłuszka, że jeśli coś jest dobre, to na pewno się przebije. – Powiedzmy sobie jednak szczerze, jaka firma tworzy hit za hitem bez przerwy – pytał retorycznie jeden z panelistów. Firmy takie jak Apple wytworzyły ekosystem medialny i czerpią z niego krociowe zyski. Nie mogą sobie jednak pozwolić, aby wszystkie istoty zamieszkujące ów ekosystem, z niego się wyprowadziły.