Tusk vs. Internauci, czyli demokracja rozproszona

Debata premiera z internautami w sprawie ACTA to sygnał zmiany dotykającej istoty demokracji. Rodzi się jej nowa, nieprzewidywalna i amorficzna forma, której na dziś nie ogarniamy.

Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio premier Donald Tusk spędził 8 godzin na posiedzeniu Sejmu, nie wiem nawet, czy unijne szczyty w sprawach przyszłości strefy euro tyle trwają. Tymczasem w poniedziałek siedział dzielnie, słuchając pytań, skarg i zażaleń tak zwanych środowisk internautów (i tak, jak się ostatecznie okazało, nie wszystkich internautów, bo część organizacji społecznych uznała ją za polityczny zabieg PRowski).

Pomijając samą dyskusję i istotę sporu o ACTA chciałbym zwrócić Państwa uwagę na jej znaczenie na meta-poziomie. Z jednej strony mieliśmy strukturę jako tako zorganizowanej władzy – z szefem rządu na czele i ministrami po bokach. Z drugiej zaś środowisko kompletnie niezorganizowane, ale wkurzone, mające swe racje i swoje prawa i żądające posłuchu. To też przecież obywatele.

Pytanie na dziś: Panie Premierze, jak żyć? W demokracji, której klasyczny model się wypalił? fot. Kancelaria Premiera RP

Obywatele ci nie pytają jednak, jak sławny pan Paprykarz z kampanii wyborczej „Premierze, jak żyć”. Z grubsza to już wiedzą, ale życzą sobie, aby im władza w tym życiu nie przeszkadzała. To jest ogromne wyzwanie dla dzisiejszych polityków, dla demokracji w ogóle.

Zaś mina Tuska, Zdrojewskiego i Boniego w siódmej godzinie rozmowy wskazywała chyba raczej na to, że na razie sobie z nim nie poradzili. Politycy „starego” systemu demokratycznego są przyzwyczajeni do tradycyjnej formy debaty. Dyskusji zinstytucjonalizowanej. Są jakieś stowarzyszenia, raporty, rekomendacje, wnioski, analizy, wzajemne ucieranie poglądów, wzajemne ustępstwa. Potem władza bierze je pod uwagę albo i nie (w sprawie ACTA nie wzięła i o to wyszedł cały ten dym).

Tymczasem internet konfrontuje statyczną strukturę władzy z dynamiczną, podległą ciągłej zmianie masą ludzką, permanentnie powiązaną komunikacyjnie. To masa nie mająca wyraźnych liderów, mająca mnóstwo kompletnie sprzecznych interesów, na dziś nie wyrażająca jasnych postulatów (poza oburzeniem i tym, że życzy sobie być zauważana). Masa amorficzna, z którą jednak trzeba jakoś rozmawiać, jakoś procedować.

Mój ukochany „The Economist” lansował swego czasu teorię „frugal innovation” – innowacji oddolnej, rozproszonej, fragmentarycznej, drobnej (tutaj ciekawy tekst z „Forbesa” na ten sam temat).

Frugal democracy? Być może nadszedł czas na powiedzenie sobie jasno, że internet, z całym swym ładunkiem wolności, anarchii, samo-wsobności, zmienia tak wiele w naszym życiu, że przedefiniowania wymaga również system polityczny, w którym przyszło nam żyć. Klasyczny model demokracji odchodzi w zapomnienie, nadchodzi coś nowego. Demokracja amorficzna, demokracja rozproszona?