Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

4.01.2012
środa

Marzenie o e-służbie zdrowia

4 stycznia 2012, środa,

Ile z corocznych awantur na linii rząd-lekarze-pacjenci i media dałoby się uniknąć, gdyby w polskiej służbie zdrowia choć trochę wykorzystywano nowoczesne technologie.

Na pewno znacie taką scenkę – podajecie pani w aptece wymiętą receptę, która z lupą odcyfrowuje nabazgraną przez lekarza nazwę specyfiku. Następnie otwiera książkę o gabarytach i wadze pustaka Porotherm, aby odnaleźć tam jakąś szczegółową informację dotyczącą refundacji albo gramatury. A to tylko końcówka systemu, na który składają się tony papierów, wypełnianych przez lekarzy, NFZ, hurtownie farmaceutyczne.

Raz do roku, a konkretniej na przełomie grudnia i stycznia  – i to właśnie obserwujemy od kilku dni – system ten się zacina. Rząd chce coś zmienić, lekarze i / lub aptekarze protestują, koncerny farmaceutyczne wydają setki tysięcy złotych na działania PRowskie i lobbing.

Media pokazują emerytkę Czesławę z przykładowego Lubiąża, która pyta „jak żyć”, a pozostali pacjenci, choć nie poddają się panice, na pewno są zdenerwowani, na pewno częściej odsyłani z kwitkiem od okienka do okienka. Premier uspokaja w telewizji, minister zdrowia łyka Xanax albo coś innego na wyciszenie.

A przecież można by to wszystko zorganizować prościej.

Gdzieś tu musi być Vicodin zapisany przez dr House’a (źródło: Flick CC by e-MagineArt.com)

Gdyby tylko na każdym etapie żmudnego procesu leczenia chorób zaangażować komputery, w które wpisywałoby się odpowiednie dane, a dane te byłyby gdzieś zbierane i przetwarzane.

Dane komputerowe mają trzy miłe cechy. Po pierwsze – dadzą się zapamiętywać. A więc historia chorób, branych leków, wykonywanych badań i ich wyników byłaby kilka kliknięć od każdego lekarza. Po drugie – dają się łatwo porównywać. W ten sposób szybko mogłoby się okazać, gdzie w systemie są dziury, dlaczego niektórzy lekarze wypisują podejrzanie dużo leku x lub y. Po trzecie – ich przetwarzanie może dać wymierne korzyści (cięcie kosztów, likwidacja nadmiernych zapasów, lepsza dystrybucja towaru). Bo leki – tak ostatecznie – to jest produkt taki sam, jak czekolada czy wołowina.

Wielki biznes od lat wdraża systemy informatyczne, gdyż ma nadzieję, że to pozwoli lepiej kontrolować wydatki, co ostatecznie przekłada się na efektywność i zyski. Na świecie działa co najmniej kilkanaście dużych firm, które zajmują się gromadzeniem i przetwarzaniem danych medycznych. Taka na przykład IMS Health w USA jest w stanie w ciągu kilkunastu sekund odpowiedzieć na pytanie jakie leki zapisali dziś lekarze w Ameryce, co w tym sezonie łykają pacjenci na anginę i której szczepionki zapasy zaczynają niebezpiecznie się kurczyć.

Z usług takich firm (prywatnych) korzystają ministerstwa zdrowia, firmy farmaceutyczne, szpitale, sieci aptek, ubezpieczyciele, którzy ostatecznie pokrywają sporą część kosztów służby zdrowia. W ten sposób – na świecie się oszczędza.

Polska służba zdrowia – choć jest to biznes na ogromną skalę – od lat żadnych poważnych systemów informatycznych nie wdrożyła. Oficjalnie dlatego, że nie ma na to pieniędzy. Jak pisze Paweł Walewski w swym komentarzu – każda ze stron ma w tym sporze swe interesy >>. Być może właśnie dlatego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Apteki już od dawna mają komputery (wszystkie, obowiązkowo), aptekarze niczego nie szukają w grubych książkach. Od tego są programy komputerowe. Konieczność komputeryzacji dotyczy przychodni.

  2. Celne. Tylko na likwidacji tego bałaganu nikomu nie zależy. Mogło by się bowiem okazać gdzie pobierane są „premie” za bałagan i kto je pobiera. A pacjent? Kogóż on w kocu obchodzi.

  3. Widać w kraju Polska, najprostsze rozwiązania okazuję się nie do wdrożenia. W mojej śląskiej przychodni przedkładam w placówce leczniczej kartę czipową, ale na tym informatyzacja się kończy. Po 5 latach panie z rejestracji w mojej przychodni robią porządki w teczkach pacjentów i usuwają z nich dane do archiwum w piwnicy. Jeśli po tym czasie pacjent wraca do specjalisty, to jest kłopot z odświeżeniem pamięci lekarzowi, trzeba mieć w domu osobistą kartotekę. Na pierwszy rzut oka przychodnia pachnie nowoczesnością, ale jak widzicie, są to tylko pozory, bo zakup kilkunastu komputerów do gabinetów lekarskich jest chyba poza wyobraźnią właścicieli, lub jest wygodny do ukrycia czegoś, o czym kontrola z NFZ nie powinna wiedzieć. Z tego co wiem , tak lokalna sieć informatyczna w przychodni kosztowałby kilkadziesiąt tysięcy złotych, które można by zaoszczędzić redukując personel w rejestracji, że nie wspomnę o oszczędności pracy lekarzy i mitręgi pacjentów.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Z usług takich firm (IMS Health) korzystają ministerstwa zdrowia, firmy farmaceutyczne, szpitale, sieci aptek, ubezpieczyciele, którzy ostatecznie pokrywają sporą część kosztów służby zdrowia. W ten sposób – na świecie się oszczędza.”

    To stwierdzenie jest w nalepszym przypadku przykadem w skrajnej naiwności. W przypadku pośrednim przykładem ignorancji Gospodarza. W przypadku najgorszym jest to artykuł sponsorowany.

    Polecam przeczytanie artykułu pt.”Prescription Data Mining and the Protection of Patients’ Interests” do znalezienia w Google. Jako nieodrobioną przez Gospodarza prace domową na temat: „Jak za pośrednictwem kompanii takich jak IMS Health firmy farmaceutyczne tną ceny leków, oszczędzają pieniądze pacjenta walcząc o najlepsze możliwe metody leczenia i stosowane w tych metodach leki”.

    Dlaczego w „Polityce” pojawiaja się takie napisane na kolanie kawałki?

  6. no a kto na tym zdebilałym biurokratycznym zamordyzmie najbardziej korzysta?.
    Kopacz_Arłukowicz@Tusk.pl -udowadnia, że wyłącznie pacjent.

  7. Czy nie prosciej i TANIEJ byloby zamiast „wymyslania kola na nowo” skorzystac z systemow ktore dzialaja od lat w innych panstwach np Austrii.

  8. Szanowny Panie,
    po lekturze wpisu mogę sądzić, że nie ma Pan pojęcia o złożoności problematyki która pan porusza. Zanim naskrobie Pan kolejny artykuł proszę o zapoznanie się przynajmniej z aktualnym stanem prawnym dotyczącym informacji w ochronie zdrowia. Nieprawdą jest, że „od lat żadnych poważnych systemów informatycznych nie wdrożyła”. Proszę zapoznać się z planem „e-Zdrowie Polska” na lata 2009-2015. Informatyzacji służby zdrowia nie da się wykonać z dnia na dzień. To jest proces rozciągnięty w czasie, a z powodu ograniczonych zasobów nie postępuje tak szybko jak w organizacjach prywatnych.

  9. @Marit
    Czy na prawdę takie trudno zrozumieć, że nie chodzi o komputery (każdy może sobie kupić, nawet prywatnie) tylko o zorganizowanie centralnej bazy danych medycznych o odpowiednim poziomie zabezpieczeń aby niepowołani nie dostali się do danych pacjentów. Punkt drugi to zapewnienie każdemu lekarzowi, każdej aptece i przychodni odpowiednio szybkiego, bezpiecznego i stabilnego połączenia internetowego? Może się założymy o 1000 Euro, że tego brak? To wszystko może zrobić tylko odpowiednio silna i wyposażona firma albo instytucja. W Polsce rząd albo ZUS. Ale lepiej oczywiście pluć na tych, co niby nie umieją pisać recept.
    A ustawa mogłaby choćby wymagać od firm farmaceutycznych, by zamiast pisać drobnym druczkiem zorganizowali centralną informację o lekach i ich skutkach ubocznych. Nie trzeba byłoby wtedy wysłuchiwać durnych reklam.
    Może jeszcze przypomnę, że w ciągu trzech kwartałów 2011 w Polsce wypisano 6 nieuprawnionych recept. Straty dla ZUS to około 300 zł. A cała histeria ostatnich dni to 300 ale milionów rocznie. Ktoś tu ma za dużo pieniędzy do wyrzucenia. A dla pacjentów brak.
    Niestety, wypisywanie bajek w internecie rozumu nie zastąpi.

  10. Niestety kolejny raz problem rozpatrywany jest z punktu widzenia Warszawy.
    Mieszkam w Gdańsku. Działa w nim Nadmorskie Centrum Medyczne. Skomputeryzowane. W systemie NCM można zarejestrować się do lekarza POZ
    lub specjalisty przez internet bez wychodzenia z domu. Nie wszystkie przychodnie
    w nim uczestniczą, bo wymaga to inwestycji w komputery i sieć, a niektórzy kierownicy przychodni wolą na tym oszczędzać. Czyli rację ma ‚Student’. Pomorski NFZ ma w swojej sieci komputerowej dane wszystkich ubezpieczonych, łatwo się o tym przekonać występując o kartę EKUZ. Iskrzy na linii NFZ – NCM, bo NFZ nie chce udostępniać informacji o tym kto jest ubezpieczony czyli ‚Imię, Nazwisko, Pesel i kratka z krzyżykiem lub nie że osoba jest ubezpieczona’. Brak chęci NFZ, softu tłumaczącego i kawałka sieci komputerowej.
    Natomiast nie da się ukryć, że wielu pacjentów jest nieubezpieczonych:
    a/ niepracujących lub pracujących za granicą i nie płacacych ZUS, a chcących się
    leczyć w Polsce;
    b/ dzieci z rodzin których rodzice nie pracują i nie zadbali o ubezpieczenie swoich dzieci,
    c/ członkowie rodzin emerytów, ktorzy sami w wieku emerytalnym nie posiadają własnej renty lub emerytury nie zadbali o to by udać się do ZUS po zaświadczenie
    o ubezpieczeniu współmałżonka pobierajacego emeryturę.
    W zależności, od regionu Trójmiasta problem jest mniej lub bardziej dokuczliwy
    bowiem pacjenci ci usiłują wymusić świadczenia NFZ i w zasadzie w przychodniach NCM i tylko niektórych niepublicznych współpracujących z NFZ kontrola ubezpieczeń na poziomie rejestracji do lekarza spotyka się ze zrozumieniem. Czyli mimo braków, jak się chce, to można. Bo informatyzacja ochrony zdrowia w skali województwa to śpiewka przyszłości, a w skali kraju – może za 5 lat. A co do koncernów farmaceutycznych, to są, młodzi najczęściej, ludzie, którzy bez żenady wchodzą do gabinetów lekarskich /bez uprzedniej rejestracji oczywiście/ przynosząc w grubo wypchanych teczkach … No własnie co??? Jak nie wiadomo, o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze, a teraz ma miejsce nowy podział ‚łupu’ wartego ponad 10mld złotych. I tyle.

  11. @Vera, każdy kto choć trochę ma do czynienia z komputerem w pracy czy domu, jest świadom istnienia programów i systemów informatycznych, dzięki którym te urządzenie nie służy tylko do wycierania z kurzu. Sorry, ale napisałaś banał.
    Od czasu wprowadzenia pierwszych kart czipowych w Polsce ( Śląska Kasa Chorych) upłynęło trochę czasu i jak dotąd żadna z ekip rządzących tym krajem nie posunęła sprawy do przodu. Osobiście bardzo się cieszę z tej awantury o recepty, ponieważ teraz będzie jasne dla polityków, że dalsze odwlekanie modernizacji nie jest już możliwe. Przypomina to trochę niemoc jaka panowała do niedawna na odcinku budowy autostrad.
    Co do protestu lekarzy, mam do nich żal o sposób w jaki załatwiają swoje sprawy – pacjenci zostali wzięci na zakładników. Doskonale wiedzieli co w tej ustawie jest, czekali do końca, im się po prostu nie chce przyjechać do Warszawy w sile kilkudziesięciu tysięcy, ażby zaprotestować przed rządowymi gmachami. Tak zresztą jest ze wszystkimi grupami zawodowymi, które w poczuciu krzywdy paraliżują w kilkaset osób życie innym współobywatelom. Tylko czekać jak wylegną na drogi z bronami oburzeni rolnicy, którym nie będzie się zapewne podobało płacenie z własnej kieszeni składki zdrowotnej.
    Powtórzę jeszcze raz, że lekarze nie są od weryfikowania dokumentów świadczących o ubezpieczeniu pacjenta, to działka urzędnicza. Klasa urzędników tak konstruuje przepisy prawne, ażeby broń boże za nic nie odpowiadać.
    Wydalając z siebie idiotyczny przepis, rząd ośmieszył się jak mało który w ostatnim 21 leciu i zamiast wykreślić te kilka punktów z ustawy, idzie na wojnę z pieczątkami.

  12. Przychodzi pacjent do lekarza, a lekarz pyta:

    „Co panu jest?”

    I tak ma zostać po wsze czasy

  13. Na śląsku pan Sośnierz wprowadził karty chipowe i działa ten system do chwili obecnej. Nie znam się na tym bliżej ale pozwala to bezbłędnie ustalać fakt ubezpieczenia i pewnie inne dane. Skoro to działa to może wprowadzić w całej Polsce

  14. -Podstawowy problem jest w tym, że ponad połowa kraju nie ma szerokopasmowego internetu. I niewielkie są szanse, aby to się zmieniło. system nie może opierać się na sieci dla plotkarskich portali.
    -Na poważnej konferencji informatycznej poważni ludzie mówili, że za 3 lata może dojść do światowego zapchania internetu. Z poważnymi spowolnieniami w przesyle informacji lub kłopotami w dostępie do netu. A w sprawach zdrowia musi być wszystko sprawne, pewne i przewidywalne!
    -Brak pieniędzy. System się buduje za współfinansowanie UE. Ale jak ćwierkają lokalne wrony, są naruszenia wydawania unijnej kasy, grożą zwroty i wykluczenie z finansowania, a Polska w kryzysie tego nie udźwignie.
    -Pazerność firm informatycznych. Kilka przedsięwzięć zablokowały walcząc o podział zysków. Gigantycznych nie tylko na europejską skalę. To one m.in. odpowiadają za fiasko budowy szerokopasmowego internetu.
    Dlatego m.in w temacie internetu w służbie państwowej, samorządowej, jesteśmy cywilizacyjnym zadupiem.

  15. Do ślepera
    A czy nie uważasz ,że może jest odwrotnie do tego co napisałes.Kto bierze pacjentów za zakładników? Mnie się wydaje że zakładników wzięli ci którzy wiedza iz wyprodukowali bubla prawnego a boja sie do tego przyznac i mówią lekarzom-Macie sie na to wszystko zgodzic bo inaczej interes i prawo pacjenta ucierpi.To nie jest chowanie się za plecami chorych po to by zaklajstrować swoją nieudolnośc? Nie jest szantażem moralnym?Zgodziłbym sie ,iz to lekarze biorą zakładników gdyby mieli jakakolwiek inna formę zaprotestowania -ale czy mają? Maja sie oplakatowac czy cos podobnego? dopiero ci którzy rządzą mieliby ubaw po pachy

  16. Rejestr Usług Medycznych oprócz rejestracji wszystkich danych dotyczących naszego ubezpieczenia i leczenia oferować miał elektroniczną kartę z pomocą której moglibyśmy bez problemowo realizować wszelkiego rodzaju recepty i inne usługi związane z naszym zdrowiem. Dzięki RUM Minister Zdrowia miałby szczegółowe dane na temat usług medycznych wykonywanych w naszym kraju. Świetną bazę statystyczną do opracowywania koszyka świadczeń medycznych. Dzięki RUM zniknęły by z przychodni dusze pacjentów- widmo, na których nieuczciwi lekarze dorabiają się setki milionów złotych okradając w banalny sposób wspólną kasę, która na dziś nazywa się NFZ.

    http://nocri.blox.pl/2011/12/Na-ratunek-sluzby-zdrowia.html

  17. zaza 7 stycznia o godz. 1:21
    Odpowiadam: każdego kota można odwrócić ogonem.
    Chyba nie zauważyłeś(aś), że wspomniałem przy okazji protestu lekarzy o innych grupach zawodowych, które wkrótce uaktywnią się w sile kilkuset (jak dobrze pójdzie) osób, ażeby wyrazić swój sprzeciw wobec naruszenia ich statu quo. W kolejce stoją służby mundurowe, rolnicy, wymiar sprawiedliwości, górnicy i wszelkiej maści grupy uprzywilejowane do pobierania emerytur inaczej niż reszta hołoty, zwanej potocznie społeczeństwem. Otóż ci wszyscy wymienieni, wkrótce wzbogacą twoje zwykłe dni w niezwykłe przeżycia, wezmą cię na zakładnika. Oni tobie utrudnią życie, a powinni rządzącym. Im po prostu nie przyjdzie do głowy, ażeby zebrać się w kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy, stanąć przed URM i wykrzyczeć ( po wyczerpaniu wszystkich form dialogu) swoje niezadowolenie.
    Powiem ci co bym zrobił, gdyby lekarz przybił mi taką pieczątkę na recepcie: odbiłbym mu ją natychmiast na czole i wziął go na zakładnika w okupowanym przez mnie gabinecie. Przemoc rodzi przemoc, jak mawiają uczeni w piśmie.
    Pozdrawiam

  18. fox 5 stycznia o godz. 21:13
    „A co do koncernów farmaceutycznych, to są, młodzi najczęściej, ludzie, którzy bez żenady wchodzą do gabinetów lekarskich /bez uprzedniej rejestracji oczywiście/ przynosząc w grubo wypchanych teczkach … No własnie co??? Jak nie wiadomo, o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze, a teraz ma miejsce nowy podział ‘łupu’ wartego ponad 10mld złotych. I tyle.”

    I właśnie dokładnie o tym jest mój zacytowany powyżej artykuł o wykorzystywaniu baz danych z informacjami o lekach. Firmy takie jak ta reklamowana przez Gospodarza gromadzą dane o każdym lekarzu. O tym, jakie leki przepisuje, jak często i komu. Dane pacjentów mają być (podobno) ukryte i odseparowane od informacji o ich chorobach i osobach leczenia, ale dane lekarzy firmy takie sprzedają producentom farmaceutyków aby obciąć ich koszty.
    Nie wydatki pacjenta, w żadnym wypadku nie ceny leków, jak to dziecinnie uważa Gospodarz.
    Koncernom farmaceutycznym nie uśmiecha się wysyłanie „młodych, bez żenady wchodzących do gabinetów” komiwojażerów do każdego lekarskiego gabinetu w zupełnie losowy sposób. O wiele racjonalniej jest najpierw zgromadzić i przeanalizować informacje czym się dany lekarz zajmuje, jak wygląda jego praktyka, jakich leków używa, jakiego producenta, czy i jak często zmienia te leki, jak szybko wprowadza do swojej praktyki leki nowe, czy ma jakieś preferencje cenowe co do leków, itd., itp. Komiwojażer – naganiacz – przekupień (od przekupywania lekarzy) uzbrojony w takie wiadomości nie strzela w ciemno tylko idzie wyłącznie do tego gabinetu, który najbardziej mu pasuje do strategii pracodawcy. I to są te „oszczędności” Gospodarza…