Barbarzyńcy na Oxford Street

Na głównych ulicach europejskich miast łatwo dostrzec kulturową zmianę – podbijają je marki i sklepy z krajów rozwijających się.

Będąc ostatnio w stolicy Wielkiej Brytanii przespacerowałem się znów (po ponad 10 latach) londyńską Oxford Street, czyli jedną z głównych – obok Regent Street i New Bond Street – ulic handlowych tej metropolii. Miasto oczywiście przykryte jest już świąteczną atmosferą, ze sklepowych wystaw kuszą nas Mikołaje, śnieżynki, renifery i cały ten kram. Nie należy się temu dziwić, wszak okres przedświąteczny jest tradycyjnie, co roku, okresem największych żniw branży handlowej z krajach z tzw. zachodniego kręgu kulturowego. A także probierzem sytuacji gospodarczej i nastrojów konsumenckich (w tym roku – mimo powszechnych obaw o nadciągnięcie recesji wyniki handlowe z pierwszych weekendów okresu świątecznego napawają jednak optymizmem – jak pisze w swym komentarzu Cezary Kowanda).

Spacer po Oxford Street uświadomił mi jednak to, jak wiele zmieniło się w handlu na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Oxford Street przed Świętami, fot.  Shane Global Language Centres, Flickr CC by SA

Ta niegdyś bardzo „brytyjska” ulica, gdzie sporo było tradycyjnych marek i konserwatywnych angielskich sklepów, ugina się dziś pod naporem szyldów i reklam jeszcze do niedawna kompletnie nieznanych firm. Króluje hiszpański mega-koncern tekstylny Inditex (Zara, Pull&Bear, Bershka, Stradivarius), dalekowschodni Esprit, włoskie Imtimmisimi i Calzedonia. A kawałek dalej, na wielkiej reklamowej ścianie Piccadilly Circus – jednym z charakterystycznych „turystycznych” widoczków Londynu –  reklamuje się dziś koreański Hyundai oraz chińskie Lenovo, zamiast jak niegdyś „swojskiej” Coca-Coli czy niemieckiego TDK. Również inne sklepy sieciowe – głównie odzieżowe – to dziś efekt globalizacji i rosnącej potęgi rynków wschodzących, mając swoje zarządy i bazę kapitałową gdzieś w Europie, ale całą produkcję w Wietnamie, Turcji, Bangladeszu i Chinach. Myślę, że to tylko kwestia czasu, aż egzotyczni kooperanci nabiorą wiedzy, zgromadzą kapitał, a potem rozpoczną ostateczny szturm na świat Zachodu, z własnymi markami.