Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

30.11.2011
środa

Nieznośna śmieciowość pracy

30 listopada 2011, środa,

Jeśli jest coś, co na przestrzeni ostatnich lat szczególnie mnie niepokoi, to odejście od jednej z podstawowych zasad kapitalizmu – że za pracę należy się płaca. Każdy szef chce z pracy korzystać, choć nie każdy chce płacić.

Przy okazji potwierdza się moja teoria, że jeśli chodzi o wdrażane rozwiązania biznesowe, świat mediów o kilka epok wyprzedza tak zwaną realną gospodarkę. Zróbmy teraz skok w czasie o ponad 10 lat do tyłu – młody Piotr Stasiak, student i początkujący dziennikarz (to ja) dostaje zaproszenie do rozkręcającej się prywatnej telewizji, aby tam wystąpić jako ekspert w jednym z programów. Mam mówić o biznesie gier wideo. „Jedź, jedź – mówi mój ówczesny szef – polansujesz się, i jeszcze 100 złotych honorarium dostaniesz”. Może to niewielka kwota, ale na taksówkę będzie, tym bardziej, że telewizja mieści się na jakimś wygwizdowie, gdzieś na południu Warszawy, a tu zima, mróz trzaska, a nagranie było jakoś tak nocą.

Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy żadnego honorarium dla gości programu nie przewidziano, o czym boleśnie się przekonałem, przytupując na mrozie w oczekiwaniu na nocny autobus. Okazało się później, że to ogólna tendencja już będzie.

Deprecjonowanie wartości pracy dotyka głównie młodych – stąd nośność ruchów Occupy… fot. Flickr, CC by cadillacdeville2000.

Po prostu ta prywatna telewizja, w przeciwieństwie do publicznej TVP, postanowiła zapraszanym do studia fachowcom za ich wiedzę ekspercką nie płacić. Powinna im wystarczyć sława i chwała wystąpienia na wizji.

Dziś do tej stacji – w międzyczasie budynek na obrzeżach Warszawy znacznie rozbudowano – ale też do innych, bo nawet TVP wdrożyła ten model, masowo pielgrzymują goście, którzy chętnie i za darmo pokazują swą twarz na ekranie. Układ jest prosty – „ty dajesz nam swą wiedzę i pozwalasz zapełnić czymś program, my dajemy ci publicity, wizerunek z telewizji, którą możesz potem lepiej sprzedać na rynku. Na przykład wystąpisz w reklamie szamponu, albo wynajmie cię jakaś firma jako konsultanta, albo zaproszą cię na konferencję i zapłacą za wykład”. Mówiąc krótko – my ci nie zapłacimy, ale damy szansę na tzw. zmonetyzowanie popularności gdzie indziej.

Przez lata proces ten działał dość dobrze, ale oczywiście – jak to w kapitalizmie – dało znać o sobie wieczne cięcie kosztów i mechanizm zaczął się powoli degenerować. Każdy chce z pracy korzystać, choć nie każdy chce płacić. Moment monetyzacji odsuwa się w czasie. „Występuje pan w telewizji, choć robi to za darmo. My zaprosimy pana na konferencję. Za wystąpienie też nie płacimy. Ale kto wie – może dzięki temu ludzie na sali będą chętniej kupować pana książki? Albo wystąpi pan w reklamie szamponu?”. „Wydamy pana książkę, ale za nią nie zapłacimy. Ale jako poważnego autora będą pana zapraszać do telewizji”.

Zdaje się, że powoli jedynym pewnym źródłem dochodu będą te reklamy szamponu…

Ale poważnie – piszę o tym nie dlatego, aby biadolić nad losem ekspertów, dziennikarzy i osobowości medialnych (ci dadzą sobie radę). Moim zdaniem przykład ten dobrze ilustruje pewien proces, który już od kilku lat zachodzi w całej gospodarce. A jest nim ciągłe deprecjonowanie wartości pracy. Odchodzi się od modelu, w którym za pracę w sposób oczywisty należy się płaca. Skoro są tacy, którzy są gotowi pracować za darmo. Skoro są tacy, którzy pod pretekstem nauki zawodu mogą miesiącami harować jak woły za przysłowiowy grosz (albo i to nie)? Każdy chce mieć pracownika, ale nikt nie chce mu za robotę płacić. W tym układzie sławne już, odsądzane od czci i wiary tzw. umowy śmieciowe (zlecenia, dzieło itp.) są tylko jeszcze jednym odpryskiem patologicznej całości.

Dotyka to szczególnie ludzi młodych, których traktuje się jako darmowych stażystów, latami przyuczanych do zawodu. Wraz z nadejściem kryzysu, trwającego nieprzerwanie ostrzej lub łagodniej od 2008 roku, chęć skracania smyczy „pracownikom” rośnie (wspomniana telewizja lansowała nawet przez jakiś czas pomysł odwrotny, czyli to idący na przyuczenie powinien zapłacić stacji za bezcenną wiedzę, którą zdobywa).

To siłą rzeczy podmywa jeden z filarów kapitalizmu, czyli powiązanie pracy i płacy. Taniej i darmowej siły roboczej na rynku na pewno będzie przybywać. Co więc pozostaje? Szanujmy się i się wzajemnie. I nie dajmy się, nie dajcie się!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 73

Dodaj komentarz »
  1. „Jeśli jest coś, co na przestrzeni ostatnich lat szczególnie mnie niepokoi, to odejście od jednej z podstawowych zasad kapitalizmu – że za pracę należy się płaca.”

    Ha, ha,…. to nigdy nie bylo zasada kapitalizmu. Panie Stasiak niech pan przeprosi za gruzinskie klamstwa i poczyta o kapitalizmie. Bez kolonialnego zlodziejstwa nigdy by nie istnial.

  2. do:
    warszawiak
    30 listopada o godz. 9:33
    ================================

    …nie wiem jak w Warszawie, ale na Mokotowie taka zasada jest. Bo była. Jeszcze przed kapitalizmem.

  3. naczelną zasadą kapitalizmu jest prywatyzacja zysków i uspołecznianie strat. Śmieciowe umowy doskonale wpasowują się w tą zasadę – dziś nabijamy kieszenie pracodawcom, za 20-30 lat będziemy ich pracowników utrzymywać w formie zasiłków od państwa.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jeśli ktoś nic nie umie, to niby za co miałby dostać pieniądze?
    Za dyplom i ładną buzię.

    Pracowałem w pierwszej pracy za darmo 3 miesiące i nie było to ostatnio, tylko 10 lat temu i nie w telewizji. Od tego czasu bezrobocie spadło prawie o połowę i tym samym na pewno spadła liczba osób pracujących na czarno (wynagrodzenia też wzrosły). Na jakiej podstawie autor wysnuwa ogólne wnioski? Na podstawie swojego przeczucia i parcia redakcji na popieranie tzw. oburzeńców? A może jakieś dane statystyczne by się przydały?

    /Taniej i darmowej siły roboczej na rynku na pewno będzie przybywać./
    A niby skąd Pan to wie? Prognozy demograficzne mówią coś dokładnie przeciwnego. Pracodawcom będzie pracowników brakować i będą zwijać swoje interesy. Jednym słowem czyste gołosłowne pustosłowie i wodolejstwo.

    Jedynym sposobem na wyjście z kryzysu jest obniżenie kosztów produkcji, czyli spadek cen: surowców, pracy, maszyn i urządzeń. Innej drogi nie ma, nie było i nie będzie. Tylko recesja prowadzi do wyjścia z kryzysu. Podtrzymywanie popytu kończy się nieustającą stagflacją i niekończącym się kryzysem. Kapitalizm jest rozbijany przez keynesistowskie pobudzanie popytu w czasie kryzysu i pomiędzy kryzysami.

  6. Wartość pracy zależy od jej efektów, a nie odwrotnie.

  7. A któż to jest propagatorem idei pracy bez wynagrodzenia : nasi „dzielni” politycy/państwo polskie/. Prosze przeczytać np Prawo telekomunikacyjne : operator ma wykonywać, to , tamto i „owamto” na rzecz służb, sądów i prokuratur – oczywiście na własny koszt czyli ludzie, sprzęt, systemy za swoje pieniądze i jest to wybitnie polska specyjfika bo już np w takiej Francji rząd za wszystko płaci. Nagminne staje się wzywanie specjalistów z np telekomunikacji do sądów, prokuratur jako świadków w sprawie o których pojęcia nie mają tylko po to aby skorzystać z ich wiedzy i broń boże nie zapłacić/biegły kosztuje/ i jeszcze sie grozi, ze jak się nie przyjdzie i nie odpowie na pytania to grzywna, kara/dobrze, ze nie chłosty/. A cały system emerytalny służb za których się nie odprowadza skłądki to co to jest ??? i gdyby wliczyć do zadłużenia skłądkę na mudurowych to ile by wynosiło zadłuzenie budżetu tak z 70% na bank. Nasze państwo fałszem stoi. I co się dziwić, ze system się wali musi to kwestia czasu. Za pracę musi być płaca, za świadczenia na rzecz państwa w czasie pokoju musi być płacone za kasty uprzywilejowane płacona skladka najlepiej do prywatnych funduszy aby nie były to opuste zapisy księgowe i wtedy bedziemy wiedzieli ile kosztuje nas system w którym premier mając służbowe mieszkanie w W-wie przelatał 2,5 mln na obiadki do żony i nikogo to nie oburza. Taniej było dać jej ten milion i niech siedzi w domu w W-wie skoro jej mężowi zachciało się być premierem.

  8. Śmieciowe, śmieciowe, śmieciowe – powtarza to Pan jak papuga. Idiotyczna nagonka na umowy cywilnoprawne! (kilka dni temu podpisałem umowę o dzieło i nic śmieciowego w niej nie było). Śmieciowe to są etaty po urzędach. Setki tysięcy ludzi którzy nic pożytecznego nie robią. Gorzej; przeszkadzają.

  9. Mysmy zaplacili 1000 marek niemieckich za naciagany wywiad i dwukrotne nadanie naszej piosenki w jednej z czolowych redakcji radiowych w 1999 roku. A pozytku z tego i tak nie bylo.

  10. Panie Krzysztofie K., a czym Pan się żywił przez te trzy miesiące darmowej pracy? Spijał Pan słodycz z ust Pracodawcy? A Pan Tichy62 zapewne podpisywał tę umowę o dzieło jako Zleceniodawca. Taka umowa może służyć pracy dodatkowej a nie jako wynagrodzenie podstawowe, bo niby skąd potem emerytura? Pozdrowienia dla Pana Redaktora.

  11. Cóż

    ci, którym nie będzie się płaciło za pacę znajdą sobie inne, bardziej płatne zajęcie. Niekoniecznie legalne i pożyteczne dla ogółu. To jest taki inny mechanizm właściwy dla kapitalizmu.

  12. Wręcz przeciwnie, panie Piotrze.
    Płacenie za pracę nigdy nie było „podstawową” zasadą kapitalizmu. Płacenie jak najmniej (jeśli już jest się zmuszonym do płacenia) jest podstawową zasadą.
    Właśnie dlatego niewykształceni robotnicy (często dzieci) pracowali po 12 godzin w fabrykach, by zarobić zaledwie na kromkę (czarnego) chleba i szklankę (brudnej) wody.
    Ile płacił, pańskim zdaniem, posiadanym przez siebie niewolnikom plantator bawełny?

    Ci podli marksiści nazywali to „wyzyskiem człowieka przez człowieka”.
    Wracamy po prostu do korzeni kapitalizmu.
    Tylko, że tym razem ten wyzysk dotyczy także ludzi wykształconych, którym wydawało się dotychczas, że ich ten wyzysk nigdy nie dotknie.
    Kiedy ich wreszcie dotyka, przestają rozumieć co się dzieje.

    Tym bardziej, że spotkają setki „życzliwych”, którzy im wytłumaczą, że to tak naprawdę ich wina, bo nie chcą pracować za darmo, dla polepszenia własnego CV, dla doskonalenia własnych umiejętności.
    Widocznie są zbyt leniwi i żądają od życia łask, które im się nie należą. Nieroby i obiboki.

  13. Nie wszyscy tak słabo cenią pracę. Na przykład takie Państwo, traktuje pracę jak towar luksusowy każąc sobie od niej płacić całkiem pokaźny haracz. Czyli wszystko wychodzi mniej więcej na zero. Jedni starają się płacić jak najmniej, inni ściągać jak najwięcej.

  14. @45+
    Tym samym co wcześniej oraz później.

  15. @45+, kruk
    Proszę się nie martwić, państwo splajtuje do tego czasu i nie bedzie zasiłków ani emerytur.
    Aleluja.

  16. „Przez lata proces ten działał dość dobrze, ale oczywiście – jak to w kapitalizmie – dało znać o sobie wieczne cięcie kosztów i mechanizm zaczął się powoli degenerować.”
    A czemu tak nagle się zaczął degenerować, mimo że powoli? Rozumiem, że jak to w kapitalizmie, znaczy jak wszystko na tym świecie, bo poza tragicznym doświadczeniem z socjalizmem, nie ma innego świata niż kapitalistyczny.
    To cięcie kosztów nazywa się wzrost wydajności. Dzięki temu Piotr Stasiak jako konsument może taniej produkty i usługi kupować. Więcej kupi za te same pieniądze. To w jego interesie, bo na rynku poza tym, że sprzedajemy swoją pracę, to kupujemy pracę innych pod postacią produktów i usług.

    „Każdy chce mieć pracownika, ale nikt nie chce mu za robotę płacić”

    Każdy? To widać Redaktor nigdy sam nikogo nie zatrudniał. Jakby każdy chciał mieć pracownika, toby bezrobocia nie było.
    Jako przedsiębiorca oświadczam, że zatrudnienie pracownika w dzisiejszych warunkach to dopust boży. Nawet na umowę „śmieciową”.
    Przedsiębiorca może obyć się bez pracowników, nazywa się wtedy rzemieślnikiem. Przedsiębiorca może zainwestować swoje pieniądze ponosząc ryzyko, poświęcając swoje nerwy, pracę i tworząc miejsca pracy. Może tego nie zrobić zadowalając się tym co ma.
    Dbajmy o przedsiębiorców, bo to oni nam pracę organizują, nikt inny za nich tego nie zrobi. Mimo codziennej mitręgi z przepisami, rynkiem, oni są ostatni w kolejce do wypłaty, zarabiają tyle co zostanie, czasem nic. W dzisiejszych czasach, wielu pracownikom najemnym powodzi się o wiele lepiej materialnie niż wielu przedsiębiorcom. Wielokrotnie zdarzało mi się w mojej karierze przedsiębiorcy zatrudniać specjalistę który zarabiał więcej ode mnie.
    Pod pojęciem przedsiębiorcy rozumiem tych, co sami, za swoje pieniądze organizują sobie i innym miejsca pracy.

  17. @parker, myślisz że ktoś z bogowiczów Ci uwierzy, chociaż wszystko co napisałeś jest prawdą.
    Pozdrawiam

  18. Drodzy panowie przedsiębiorcy. NIe męczcie się już tak bardzo dla dobra ludzkości. Zadbajcie nieco o siebie i idźcie popracować na etacie skoro jak piszecie to taki miód w porównaniu z waszym ciężkim losem.

  19. Panowie,widzę,że dobrze weszliście w system jaki narzucili wam teoretycy gospodarki.Przestaliście operować słowem człowiek,zastąpiliście je słowami pracodawca,pracobiorca,emeryt i.t.d.O to właśnie chodzi w drapieżnym kapitaliżmie,o odczłowieczenie,gdyż spolrzenie na pracownika,jak na człowieka,a nie na element procesu produkcyjnego,być może,kłóciłoby się u niektórych z poczuciem przyzwoitości.Wygodniej więc o tym słowie zapomnieć.Wy swoim poddańczym przyjęciem narzuconego,wtórnego nazewnictwa,tylko to ułatwiacie.

  20. Płacenie za pracę nigdy nie było podstawową zasadą kapitalizmu. Było nią natomiast ustalanie wszelkich cen – zarówno towarów, jak i usług, czyli pracy – w drodze negocjacji, których wynik zależał od pozycji każdego z uczestników.

    W takich negocjacjach pracodawca ma naturalną przewagę: jeśli straci jednego z kilkudziesięciu czy kilkuset pracowników i nie znajdzie nowego przez pół roku, to praktycznie tego nie odczuje, natomiast sytuacja wyrzuconego pracownika, który nie znajdzie nowego pracodawcy przez taki sam okres, jest znacznie trudniejsza. Jeśli dodamy do tego duże (tzn. większe niż 5%) bezrobocie, to okazuje się, że siła przetargowa pracownika jest żadna. Warunki narzuca wyłącznie pracodawca.

    Autor być może ma na myśli kapitalizm, który panował na zachodzie Europy mniej więcej do końca lat 80 – z silną klasą średnią i stosunkowo równomiernie rozłożonym bogactwem. „Take Polske” pewnie wyobrażali sobie strajkujący robotnicy w PRL. Przykro mi, ale tamten kapitalizm mógł funkcjonować tylko dotąd, dopóki istniał komunizm.

    W tamtym kapitalizmie pozycje negocjacyjne pracodawcy i pracownika były mniej więcej wyrównane, ponieważ za pracownikiem stały związki zawodowe („kapitalista może mnie wylać z pracy i ja zostanę bez środków do życia, ale ja mogę zorganizować strajk, i kapitalista też zostanie bez kasy”), za którymi z kolei stały partie komunistyczne, a za partiami komunistycznymi – Armia Radziecka wspomagana lokalnie przez Czerwone Brygady. W związku z powyższym ani kapitalistom, ani politykom nie przyszło wtedy np. do głowy, żeby „w celu obniżenia kosztów, czyli, rozumie się, dla dobra obywateli” poprzenosić fabryki do Bangladeszu, ponieważ wiedzieli, że na drugi dzień wylecieliby w powietrze razem ze swoimi samochodami, a za miesiąc władzę przejęliby komuniści, którzy pozostałe przy życiu kapitalistyczne elity zamknęliby w łagrze.

    Po upadku komunizmu wszystko wróciło do „normy” z czasów „Ziemi Obiecanej”. Najgorzej jest w krajach postkomunistycznych, ponieważ ich mieszkańcy innego kapitalizmu nie znali, a neoliberalna propaganda dopełniła dzieła, co widać np. na forach internetowych, gdzie roi się od indywiduów zachwyconych, że fabryki przeniesiono do Chin, bo to obniża ceny towarów, albo dostających orgazmu na wspomnienie, że pracodawca kazał im przez trzy miesiące robić za darmo, bo to takie kapitalistyczne.

    W krajach cywilizowanych degeneracja kapitalizmu postępuje wolniej, bo pracownicy, choć nie mogą już liczyć na Czerwone Brygady, nie pozwolili sobie od razu odebrać wszystkich praw. Na przykład w Irlandii, przedstawianej w Polsce jako wzór liberalizmu, w obronie Polaków pracujących w tamtejszym Tesco stanęły irlandzkie związki zawodowe. (Związki w hipermarkecie? U nas nie-wy-o-bra-żal-ne!) Niemniej jednak degeneracja ta wciąż postępuje i właśnie przekroczyła pewne granice, o czym świadczy pojawienie się ruchu Oburzonych. Mam nadzieję, że ci ludzie coś wywalczą, a wtedy nowa fala dotrze również do Polski.

  21. Obawiam się że autor bloga ma wiele racji. Praca za darmo w imię wiecznej „nauki” i szansy na „przyszłe zatrudnienie” niestety w niektórych branżach jest nagminna. Obawiam się, że powoli idziemy w kierunku pracy za nocleg i przysłowiową miskę ryżu. Sam osobiście mogę przytoczyć mnóstwo przykładów, niemniej nie tutaj na to miejsce.

  22. A ja się zgadzam z artykułem . Może Panowie siedzicie za daleko od realiów. Pracodawcy wykorzystają wszystko, aby obniżyć koszty pracy. Tylko pytanie, dlaczego kosztem pracownika. Umowy śmieciowe służą właśnie temu procederowi. Co więcej korzysta się z nich wtedy gdy trzeba dać pracownikowi stałą umowę. Zatrudnia się tych samych pracowników poprzez inne firmy na 3- miesiące. Paradoksem jest to, że pracownik nadal jest pracownikiem tej samej firmy bez żadnych uprawnień. Często stawiany przed w takiej oto sytuacji- Nie podoba się, to fora ze dwora. Jeśli pracownik się zgodził na umowę śmieciową, to potem znowu zatrudnia się go na czas określony i na mniejszych stawkach zasadniczych. Tak to działa w naszym kraju niestety……

  23. @parker
    Wszystko się zgadza, dopóki ktoś jest porządnym pracodawcą i płaci w terminie, nawet kosztem własnych zarobków. Znam takie osoby, podziwiam je i uważam, że to dzięki nim ludziom chce się pracować, a gospodarka się rozwija.
    Niestety zdarza się – i to chyba nierzadko – że tacy ludzie uważani są za naiwnych. Są też pracodawcy, którzy nie płacą w terminie, odraczają płatności, wykorzystując wysokie bezrobocie i licząc na to, że pracownik sam nie odejdzie, ale da się szantażować. Poza tym czasem to już nie pracownik, bo łączy ich umowa o dzieło, a nie stosunek pracy. Wówczas „pracownik” zaczyna kombinować, bo widzi, że nie jest traktowany poważnie.
    Problemem, moim zdaniem, nie jest tylko kwestia takich, a nie innych umów, ale zwykłej uczciwości i przyzwoitości. Z obu stron. Pracodawcy, by poważnie traktował pracownika i pracownika, by poważnie traktował pracodawcę. Gdyby obie strony nie nastawiały się na kombinowanie, to myślę, że łatwiej byłoby się dogadać. Zmiana mentalności jest potrzebna.
    Biadoleniem oczywiście niczego się nie rozwiąże. Pytanie więc pozostaje: jak w obecnej sytuacji, przy takich, a nie innych warunkach i relacjach w pracy pomóc ludziom sobie na nowo zaufać? Czy zmiana prawa pozwoli na coś takiego? Ośmielam się wątpić. Nie wiem czy w ogóle jest możliwe odwrócenie tego trendu.

  24. ad. JohanX

    Genialny pomysł. Przedsiębiorcy – wyzyskiwacze pójdą na etaty i zapanuje raj na ziemi! Tylko skąd się wezmą te etaty? Kto je stworzy? Bo przecież nie przedsiębiorcy (oni będą na etatach) Zostaje Państwo. 16 mln Polaków na państwowych posadach! Zakasujemy Grecję.

  25. „Zadbajcie nieco o siebie i idźcie popracować na etacie”

    A do kogo, jak nie będzie pracodawców? Kto nam pracę zorganizuje, pracobiorcy?
    Przecież oni nie potrafią, jakby potrafili byliby przedsiębiorcami:)

  26. Czytając większość komentarzy należy zastanowić się na przyszłością naszego kraju, bo ilość talibów ekonomii zalewających przestrzeń publiczną jest alarmująca. Brak elementarnej wiedzy (kapitalizm w swojej czystej postaci skończył się prawie 100 lat temu wraz z wielkim kryzysem w latach 20 ubiegłego wieku), powtarzanie jak mantry książkowych mądrości które jeżeli nie przestały to za chwilę przestaną obowiązywać i ta niechęć do wszystkiego i wszystkich którzy mają odmienne zdanie/doświadczenie. Pieprzony naród niedorobionych indywidualistów (a może tylko indywiduów), tylko JA JA JA – ja wiem najlepiej, mnie to spotkało, dla mnie to jest najważniejsze, mnie to obchodzi. A mnie szczerze mówiąc lata co myśli etatowy troglodyta komentujący na stronach Polityki posługujący się nickiem Krzysztof Mazur czy tuba pierwszego pacjenta RP wylewająca żółć pod kryptonimem parker. Nie macie nic do powiedzenia to milczcie. Świat się zmienia, ekonomia oparta na konsumpcji i globalizmie za chwilę runie, kończące się zasoby naturalne, surowce oraz dostęp do urodzajnej ziemi i wody pitnej, a my wkoło o ekonomii opartej na XIX w. podstawach. Ludzie opamiętajcie się i zacznijcie myśleć, słuchać i wyciągać wnioski.

  27. Grona gniewu – J. Steinbeck – tu jest zawarta zasada kapitalizmu a nie te nuworyszowe dzisiejsze teoryjki

  28. xymox

    A co ty masz do powiedzenia?
    Że świat się zmienia? Naprawdę, a od kiedy?
    Jak ci lata co myśli, to po co czytasz?
    Jakie znasz inne niż książkowe mądrości? Ludowe, przekazywane z ust do ust?
    To na czym teraz będzie się opierała ekonomia zdaniem ludowej mądrości?
    Konsumpcji nie będzie?

  29. Brawo xymox

    Ekonomia jest nauka o tworzeniu wartosci pozytywnej. A kiedy to mialo ostatni raz miejsce w Polsce? Kiedy w Europie? Kiedy w USA?

    Obecne ekipy ‚ekonomistow’ to co najwyzej ksiegowi. Ludzie bez wizji i bez mozgow.

    Wezmy przyklad Polski kraju ekonomicznych kanibali. Jak to mozliwe ze po 23 kolejnych latach deficytow zaden z ksiegowych nie potrafil jeszcze zauwazyc ze cos tutaj nie gra. (podobnie jest na calym zachodzie).

    Parker – twoje wywody oscyluja na poziomie malego biznesu. Na ekonomie patrz z punktu widzenia kraju.

  30. warszawiak
    A co to jest wartość pozytywna?
    Jest wartość negatywna?
    Tworzenie wartości negatywnej to strata?
    Dziękuję za radę ale nie potrafię na ekonomię patrzeć z punktu widzenia kraju.
    Nie jestem kraj, jestem mały biznes.

  31. W kapitalizmie pewne zuzyte zwroty musza byc zastepowane nowymi.To co sie kiedys moglo nazywac niewolnictwem mozna nazwac zdobywaniem doswiadczenia zawodowego. Okupujaca rozne miasta mlodziez, po studiach, bez nadziei na zatrudnienia czesto to podkresla. Do zatrudnienia na jakimkolwiek stanowisku potrzebne jest doswiadczenie. Zeby je zdobyc nalezy przez kilka miesiecy czy lat wykonywac nieodplatnie prace.” Wolontariuszy ” zatrudnia panstwowa telewizja, czlonkowie parlamentu w swoich biurach sluzac przykladem dla pozostalych.Jezeli dany osobnik- absolwent ma mozliwosc mieszkania przy rodzicach jego szanse na rynku pracy sie zwiekszaja, ten ktory musi sam zarobic na mieszkanie i wyzywienie jest w duzo gorszej sytuacji .W rezultacie absolwenci nie tylko polskich, ale hiszpanskich, wloskich uniwersytetow od kilku lat pracuja w kawiarniach, restauracjach, a ich szansa na uzyskanie pracy w wyuczonym zawodzie z kazdym dniem sie zmniejsza. To nie polskie firmy wymyslaja system.On sam sie samoudoskonala . W jakim kierunku ? Obawiam sie, zawsze w gorszym. Lepiej juz bylo .

  32. @warszawiak
    Czy to jest mały biznes jak @parkera, lub mój, czy ekonomia kraju, to słupki po lewej i po prawe stronie musza sie zgadzać. Powie Ci to każda gospodyni domowa.

  33. @Andrzej52
    Słupki będą zależeć od tego co obejmiesz rachunkiem ekonomicznym. Gospodyni może zapłacić za wywóz śmieci, albo może se te śmieci wywieść za darmo do lasu. Koszty zewnętrzne – pojęcie nie tylko dla ekonomisty.

  34. @Tichy62,
    Natura nie znosi próżni tak samo jak ja nie znoszę obłudy „biznesmenów” użalających się nad swoim ciężkim losem. Niech odchodzą, może następni którzy wypełnią miejsce po nich będą normalni.
    BTW. uderz w stół… pzrecież ja tylko sparafrazowałem opinię „nie odpowiadają ci warunki to zmień pracę na inną” tak wytrwale powtarzaną przez hunwejbinów wolnego rynku i „przedsiębiorczości”

  35. Mam inny „ogląd” owego procesu niepłacenia. Otóż mniej więcej w tym czasie, o którym Pan mówi zaczęli się pojawiać tacy jak Pan naiwniacy wierzący, że dostaną „jakąś stówę” nie dlatego, że to ustalili z firmą a dlatego, że firma jak dobra mamusia zapłaci „bo tak”. Może jeszcze na lody da? A firma pozwoliła sie Panu polansować, co ma całkiem spora wartość (ma Pan to swoje „ekspertowanie” w CV, prawda? Może dlatego teraz Pan pisze w „Polityce”?) Za ową możliwość wpisu do CV sporo młodych ludzi GODZI SIĘ obecnie pracować za darmochę, co mnie nie dziwi, bo też tak zaczynałam dwadzieścia parę lat temu. Tylko, jako człowiek dorosły, miałam pełną świadomość, że to taki układ- nie mówili, że zapłacą, to nie zapłacą. Jasne i proste.
    Jak jasne i proste jest, że umowa o pracę to tylko jedna z form zatrudnienia, która nie zawsze jest możliwa (w moim zawodzie stanowi wyjątek) a często jest etapem, na który trzeba zasłużyć. Czasy zatrudniania pani Kasi na etat, na którym większośc czasu spędzi na telefonicznych rozmowach o butach bo nie mozna jej zapewnić 40 godz. zajęci, minęły. Poza urzędami, co raczej nam się nie podoba. Ale posługiwanie sie sloganem „śmieciowych umów” (podpisuje takie regularnie, 20 lat, nie czuje się śmieciem, jestem bardzo zadowolona z ich warunków) powoduje jedno- krzewienie postawy socjalistycznego robotnika „etat się należy (czy się stoi czy się leży). Taka postawa i taki lans daje tylko jeden efekt, który obserwuję od czasu tekstów o śmieciowych umowach- nawet nie ma co gadać z roszczeniowym młodym oburzonym kandydatem do pracy, zrobimy to tymi ludźmi, których mamy. Bo etat to zbyt duże ryzyko w przypadku „obecnych młodych” z wieeeeelkim przekonaniem o swojej wartości.

  36. @rem
    Mógłbyś opisać swój orgazm na widok armii czerwonej?

    @xymox
    dzięki za komplement

    Dane GUS
    liczba miejsc pracy w Polsce 16,3 mln
    wzrost umów o pracę przez 3 lata 200 tyś
    wzrost umów zlecenie i o dzieło przez 3 lata 60 tyś
    wzrost wskaźnika zatrudnienia w grupie wiekowej 55-64 z 32 do 37 %
    może jakieś argumenty, że jest katastrofa, poza wyzwiskami, by się przydały?

  37. @Andrzej52
    Celem kazdego biznesu jest zysk. Celem rzadu jest zbalansowany budzet.

    @ Mazur
    „może jakieś argumenty, że jest katastrofa, poza wyzwiskami, by się przydały?”

    23 kolejne lata deficytow budzetowych, dlug publiczny do 850 mld zl, 1.9 mln bezrobotnych w Polsce, 5 mln na emigracji zarobkowej. Przecietna pensja brutto 3400 zl najnizsza w UE, przecietna emerytua 1400 zl najnizsza w UE.

    A najrosza rzecza jest ze obecny nie-rzad (i poprzednie nie-rzady) nie ma zadnego pomyslu na przyszlosc. Sklad obecnego nie-rzadu jest kpina z obywateli. Obecny nie-rzad jezeli przetrwa pelna kadencje, zwiekszy dlug publiczny o dalsze 350-500 mld zl.

  38. rynek pracy popsuli gówniarze i pryszczaci pracownicy, którzy zbijając ceny swoich usług chcieli pracować za wszelką cenę.
    Więc teraz niech ponoszą tej głupoty odpowiednie konsekwencje.

  39. ruk
    /naczelną zasadą kapitalizmu jest prywatyzacja zysków i uspołecznianie strat./
    To jest naczelna zasada interwencjonizmu: ratowanie splajtowanych firm. W kapitalizmie straty ponosi właściciel i ew. wierzyciele.
    / Śmieciowe umowy doskonale wpasowują się w tą zasadę – dziś nabijamy kieszenie pracodawcom, za 20-30 lat będziemy ich pracowników utrzymywać w formie zasiłków od państwa./
    Jeśli państwo do tego czasu nie zbankrutuje. Im więcej państwo obiecuje, tym mniej daje, bo szybciej plajtuje. Zasiłki i inne wydatki socjalne muszą być dostosowane do długoterminowych możliwości państwa. Sytuacja demograficzna Polski będzie się radykalnie pogarszać od roku 2025 (wg prognoz GUS).
    45+
    /Panie Krzysztofie K., a czym Pan się żywił przez te trzy miesiące darmowej pracy? Spijał Pan słodycz z ust Pracodawcy? A Pan Tichy62 zapewne podpisywał tę umowę o dzieło jako Zleceniodawca. Taka umowa może służyć pracy dodatkowej a nie jako wynagrodzenie podstawowe, bo niby skąd potem emerytura?/
    Obecne składki również nie idą na przyszłą emeryturę.
    Krzysztof
    /Właśnie dlatego niewykształceni robotnicy (często dzieci) pracowali po 12 godzin w fabrykach, by zarobić zaledwie na kromkę (czarnego) chleba i szklankę (brudnej) wody./
    Przed wynalezieniem kapitalizmu nie pracowali, bo umierali z głodu.

    /Ile płacił, pańskim zdaniem, posiadanym przez siebie niewolnikom plantator bawełny?/
    Niewolnictwo to nie kapitalizm.
    /Ci podli marksiści nazywali to „wyzyskiem człowieka przez człowieka”./
    Komuno wróć?
    JohanX
    /Drodzy panowie przedsiębiorcy. NIe męczcie się już tak bardzo dla dobra ludzkości. Zadbajcie nieco o siebie i idźcie popracować na etacie skoro jak piszecie to taki miód w porównaniu z waszym ciężkim losem./
    Czy się komuś opłaca pracować u kogoś, czy u siebie, to zależy od jego sytuacji życiowej, zawodowej itd. Na tym polega kapitalizm, że można sobie wybrać, co jest bardziej korzystne.
    Sławomir Stefaniszyn
    Można pisać /człowiek będący pracownikiem/ /człowiek będący przedsiębiorcą/ /człowiek będący emerytem/ itd. Co to wnosi poza wydłużeniem zdania? Język to nie /system/.
    rem
    /Płacenie za pracę nigdy nie było podstawową zasadą kapitalizmu. Było nią natomiast ustalanie wszelkich cen – zarówno towarów, jak i usług, czyli pracy – w drodze negocjacji, których wynik zależał od pozycji każdego z uczestników. /
    Zgadza się.
    /W takich negocjacjach pracodawca ma naturalną przewagę: jeśli straci jednego z kilkudziesięciu czy kilkuset pracowników i nie znajdzie nowego przez pół roku, to praktycznie tego nie odczuje, natomiast sytuacja wyrzuconego pracownika, który nie znajdzie nowego pracodawcy przez taki sam okres, jest znacznie trudniejsza. Jeśli dodamy do tego duże (tzn. większe niż 5%) bezrobocie, to okazuje się, że siła przetargowa pracownika jest żadna. Warunki narzuca wyłącznie pracodawca./
    Nie zgadza się. Pozycja pracownika i pracodawcy zależy od ich sytuacji, doświadczenia, branży itd. Bezrobocie nie oznacza, że występuje we wszystkich zawodach. Większość pracodawców nie ma /kilkuset pracowników/. Rynek pracy, jak i doświadczenie pracownika się zmienia. Obecnie sytuacja jest w Polsce lepsza niż 10 lat temu.
    /W tamtym kapitalizmie pozycje negocjacyjne pracodawcy i pracownika były mniej więcej wyrównane, ponieważ za pracownikiem stały związki zawodowe („kapitalista może mnie wylać z pracy i ja zostanę bez środków do życia, ale ja mogę zorganizować strajk, i kapitalista też zostanie bez kasy”), za którymi z kolei stały partie komunistyczne, a za partiami komunistycznymi – Armia Radziecka wspomagana lokalnie przez Czerwone Brygady. W związku z powyższym ani kapitalistom, ani politykom nie przyszło wtedy np. do głowy, żeby „w celu obniżenia kosztów, czyli, rozumie się, dla dobra obywateli” poprzenosić fabryki do Bangladeszu, ponieważ wiedzieli, że na drugi dzień wylecieliby w powietrze razem ze swoimi samochodami, a za miesiąc władzę przejęliby komuniści, którzy pozostałe przy życiu kapitalistyczne elity zamknęliby w łagrze./
    Do Bangladeszu nie można było przenieść fabryki, bo tamtejsze władze na to nie pozwalały, a nie dzięki Armii Czerwonej. Komuno wróć? Stalin był dobry, bo straszył złych kapitalistów! Super.
    /Po upadku komunizmu wszystko wróciło do „normy” z czasów „Ziemi Obiecanej”. Najgorzej jest w krajach postkomunistycznych, ponieważ ich mieszkańcy innego kapitalizmu nie znali, a neoliberalna propaganda dopełniła dzieła, co widać np. na forach internetowych, gdzie roi się od indywiduów zachwyconych, że fabryki przeniesiono do Chin, bo to obniża ceny towarów,/
    Nie tylko do Chin, ale także do Polski. Chiny manipulują kursem waluty (dotacja) i to akurat nie jest kapitalistyczne, przenoszenie fabryk powinno się odbywać na warunkach rynkowych.
    / albo dostających orgazmu na wspomnienie, że pracodawca kazał im przez trzy miesiące robić za darmo, bo to takie kapitalistyczne. /
    Nikt mi nic nie kazał. Pisałem o tym, tylko dlatego, by pokazać, że nie musiało być lepiej 10 lat temu, wbrew sugestiom autora bloga.
    Wiesz co to jest orgazm?
    xymox
    Jako Talib nie mogę zaprzestać mordowania bloga, bo nie byłbym Talibem. Nie ma to jak wzorcowy przykład tolerancji / do wszystkiego i wszystkich którzy mają odmienne zdanie/doświadczenie/. Kto tu /wylewa żółć/?
    Jolanta
    / To nie polskie firmy wymyslaja system.On sam sie samoudoskonala . W jakim kierunku ? Obawiam sie, zawsze w gorszym. Lepiej juz bylo ./
    Za epoki lodowcowej. Wtedy pracowano 2 godziny dziennie, a ludzi było kilkadziesiąt tysięcy.
    warszawiak
    /Celem kazdego biznesu jest zysk. Celem rzadu jest zbalansowany budzet./
    Celem rządu jest wygranie wyborów. Zrównoważony budżet to był ostatni raz w XIV w.
    /23 kolejne lata deficytow budzetowych, dlug publiczny do 850 mld zl,/
    Wcześniej za komuny, sanacji, chjeno-piasta, zaborów i królów również był deficyt. Nie jest to wina kapitalistów, tylko rządów.
    / 1.9 mln bezrobotnych w Polsce, 5 mln na emigracji zarobkowej. /
    Masz coś przeciwko emigracji zarobkowej?
    /Przecietna pensja brutto 3400 zl najnizsza w UE, przecietna emerytua 1400 zl najnizsza w UE. /
    Za komuny przeciętne wynagrodzenie było 20 USD. Nigdy w Polsce przeciętne wynagrodzenie nie było wyższe niż obecnie. Porównywanie się z krajami, gdzie kapitalizm istnieje wielokrotnie dłużej, świadczy jedynie na korzyść kapitalizmu.
    jogi
    /rynek pracy popsuli gówniarze i pryszczaci pracownicy, którzy zbijając ceny swoich usług chcieli pracować za wszelką cenę.
    Więc teraz niech ponoszą tej głupoty odpowiednie konsekwencje./
    Fajnie, wszystkiemu winni gówniarze, którzy lepiej żeby się nie urodzili.

  40. @Mazur
    Co za zalosny belkot. Zgoda, jest lepiej niz bylo w XIV wieku. A ile chleb kosztowal w PRL?

    Emigracja zarobkowa to najwieksze dobro ostanich 23 lat. Nareszcie polak moze tyrac dla swego zachodniego pana i nabijac mu kase. Nareszcie polak moze wypelnic swoja wasalska misje.

    Brytyjczycy przyznaja za zarabiaja na immigrantach. Dzieki immigrantom dodatkowe 20 mld funtow trafia do budzetu. Immigranci robia Brytanie bardziej konkurencyjna bo pracuja jak nieowlnicy i nie maja zadnych praw. A dla polaka to ciagle jest raj bo lepiej niz w Polsce.

    I to ma byc dobre dla Polski? Najlepiej rozwiazac Polske, niech wszyscy wyemigruja, wetedy bedzie najlepiej.

    To szczyt oszolomstwa panie Mazur !!!

  41. Krzysztof Mazur:

    >>Nie zgadza się. Pozycja pracownika i pracodawcy zależy od ich sytuacji, doświadczenia, branży itd.<>Do Bangladeszu nie można było przenieść fabryki, bo tamtejsze władze na to nie pozwalały, a nie dzięki Armii Czerwonej. Komuno wróć? Stalin był dobry, bo straszył złych kapitalistów! Super.<<

    Nie będę się spierał, czy władze Bangladeszu wtedy by na to pozwoliły, podałem jako przykład przysłowiowy biedny kraj, w którym zachodni kapitał może robić co chce. Tak czy inaczej, było wtedy wiele krajów tzw. III świata, do których można było przenosić fabryki, a jednak tego nie robiono. Szaleństwo zaczęło się dopiero w latach 90.

    Co do Stalina, który "straszył złych kapitalistów", to w ostatnich latach zachodnioeuropejska prasa sporo pisze na ten temat. Między rządami i kapitałem z jednej strony a pracownikami i związkami z drugiej istniały niepisane (a czasem nawet pisane) "umowy społeczne", które gwarantowały bardziej wyrównany podział wartości generowanej przez gospodarkę. Dzięki temu powstała silna klasa średnia, a przez kilkadziesiąt lat kraje Europy Zachodniej przeżywały okres największego dobrobytu i stabilizacji. Te "umowy społeczne" zostały automatycznie zerwane, gdy zniknął straszak komunizmu zza żelaznej kurtyny. Efekty właśnie obserwujemy.

  42. Krzysztof Mazur:

    >>Nie zgadza się. Pozycja pracownika i pracodawcy zależy od ich sytuacji, doświadczenia, branży itd.<<

    Względnie wyrównaną pozycję wobec pracodawcy ma bardzo małą grupa pracowników, a mianowicie wybitni specjaliści w poszukiwanych dziedzinach, z odpowiednim doświadczeniem zawodowym, w dodatku mający wystarczające rezerwy finansowe, aby nie przyjmować ofert, które ich nie satysfakcjonują. Takich ludzi jest najwyżej kilka procent. Zupełnie jak w szołbiznesie – największe gwiazdy mogą negocjować stawki, ale aktorzy trzecioplanowi i statyści muszą brać tyle, ile im dają.

  43. @rem

    Oczywiscie, gdy straszak zniknal na zachodzie zaczeli doibijac swoich.

    A okres ‚największego dobrobytu i stabilizacji’ przypadal na zlota ere kolonialnego zlodziejstwa. Gdy to dobrodziejstwo sie skonczylo byl kryzys (lata 1970).

    Statystyka to potwierdza. To wtedy zaczely sie nalogowe deficyty. KREDYT pospieszyl z pomoca i obecnie zostal juz wyczerpany. Oczywiscie grabiez Europy Wschodnei tez pomogla zachodowi.
    Kapitalizmu jako systemu ekonomicznego ani wolnego rynku nigdy nie bylo.

  44. Problemem naszego „kapitalizmu” jest merytoryczna słabość urzędników państwowych oraz jednoczesna ich nieodpowiedzialność. Wykorzystuje to znaczna część nieuczciwych pracodawców, mając świadomość bezkarności swych działań. Niektórzy posuwają się rozliczania podstawowego zatrudnienia pracownika na dwie firmy – z pierwszej płacą minimalne wynagrodzenie, z drugiej dopłacają do ustalonej stawki netto na podstawie umowy zlecenie. A do tego fałszują rozliczenia czasu pracy oraz dokumenty PIT, co w prawie określa się jako przestępstwo przeciwko dokumentom. I co? Ano nic. Urzędnikom państwowym to wisi. Ich pensje państwo płaci zgodnie z zasadami, a przy okazji kontroli jakaś łapóweczka się przytrafi za odrobinę ślepoty i niedociekliwości. Dlatego dzisiaj tak nam się rozwinęłą biurokracja, bo ci co dorwali się do władzy mają pełną świadomość działań wielu pracodawców. W końcu ten polski kapitalista kiedyś musi zdobyć kapitał.

  45. Stosunki miedzy pracobiorcą a pracodawcą muszą opierać się na zasadzie dobrowolności zawieranej umowy o pracę. Warunki tej umowy są negocjowane, w wyniku tych negocjacji dochodzi do zawarcia umowy na straży której stoi państwo ze swoim aparatem wymiaru sprawiedliwości. Aby sprawę uprościć cywilizowane kraje wprowadziły kodeks pracy który reguluje odgórnie warunki na których mogą być zawierane umowy. U podstaw powstania kodeksu pracy leżała założona przewaga pracodawcy w stosunku do pracobiorcy i kodeks ma tę przewagę równoważyć. No ale jak to z równoważeniem, można zrównoważyć ale można przeważyć. Jak się przeważy, zamiast pracownikom pomóc, szkodzi im się, bo nikt nie zmusi pracodawcy żeby zatrudniał na niekorzystnych dla siebie warunkach. Pracodawca ma bowiem tę przewagę nad pracobiorcą, której żaden kodeks nie usunie, pracodawca może się bez pracownika obyć, pracownik bez pracy nie. Co więc się dzieje jak mamy do czynienia z takim przeregulowaniem w stronę pracowników? Rośnie bezrobocie i szara strefa gdzie żadnych umów nie ma. Jak służy pracownikom bezrobocie i szara strefa nie trzeba chyba tłumaczyć.
    To jest dopiero pożywka dla patologii. Nic tak nie służy pracobiorcom jak prosperity w gospodarce, i brak rąk do pracy, żaden kodeks pracy nie zapewni przewagi jaką ma pracownik nad pracobiorcą kiedy rąk do pracy brakuje.
    Ekonomia to nie jest gra o sumie zerowej, gdzie żeby zyskał jeden, drugi musi stracić. Na prosperity zyskują wszyscy, pracobiorcy i pracodawcy.
    Na bezrobociu i szarej strefie też wszyscy tracą i nie leży to w niczyim interesie.
    Bo tym dwu zjawiskom towarzyszy zawsze wolniejszy wzrost gospodarczy, czasem recesja.
    Nic tak nie cieszy pracodawcy jak prosperity w gospodarce i trudności ze znalezieniem pracowników, zamiast trudności ze znalezieniem klientów wśród bezrobotnych na swoje towary i usługi w okrasie recesji:)
    Interesy pracowników i pracodawców są zatem bardziej zbieżne niż rozbieżne jak to próbują przedstawić marksiści.
    Ich ideologia opiera się na zwykłej ludzkiej zawiści czyli na emocjach, nie rozumie.

    Jeżeli chodzi o opisywane patologie, dochodzi do nich wszędzie gdzie z ludźmi mamy do czynienia. Są nieuczciwi przedsiębiorcy, są i pracownicy. Podejrzewam, że proporcje uczciwych i nieuczciwych są takie same wśród pracobiorców i wśród pracodawców. Daruję sobie dawanie przykładów tych pierwszych, tych drugich przykłady padły, to ślepa uliczka dyskusji.

    Umowy zwane „śmieciowymi” są naturalnym bypassem dla przeregulowanego kodeksu pracy, dzięki nim mamy zatrudnionych na umowach a nie bezrobotnych lub zatrudnionych bez umowy. Likwidacja tych umów nie zwiększy zatrudnienia wg KP tylko zwiększy bezrobocie.
    Podobnie jak likwidacja staży, nie spowoduje, że pracodawcy zaczną niedoszłych stażystów zatrudniać, bo oni ich przyjmują tylko dlatego, że ich to niewiele kosztuje w zamian za niewielkie korzyści. Człowiek bez pracy nie może żyć, nikt kto nie był bezrobotny tego nie zrozumie, nikt kto nie siedział w więzieniu tego nie zrozumie, nie pracujemy tylko dla pieniędzy, pracujemy żeby nie zwariować.
    Lepszy staż, niż bezczynność.

    Zastanawiałem się czy pisać te truizmy, ale tak wielu te oczywistości neguje, więc może warto jednak niektórym o tym przypominać?

    PS. Nie użalam się nad swoim ciężkim losem, taki sobie wybrałem, bo „lepszy na wolności kąsek byle jaki niźli w niewoli przysmaki.”
    Przedsiębiorca to charakter nie profesja, podobnie jak pracownik najemny.

  46. @Andrzej52
    Z ekonomii jest jak w lecznictwie – to co jest zbawienne w skali mikro, w skali makro będzie zabójcze. Obnizenie zarobków pracowników ( choć to nie jedyna możliwość) może uratować firmę przed bankructwem, jednak zastosowane w skali całej gospodarki może ją zniszczyć. Płaca to z jednej strony ekwiwalent za wykonaną pracę ale jednocześnie decyduje o zdolności wchłonięcia wytworzonych produktów.
    Jeśli 9-ciu zarabia po 100 a 10-ty – 1100 średni zarobek wynosi 200. Tą samą średnią dają zarobki 9×150 +1×650 jednak siła nabywcza w pierwszym wypadku wynosi np. 1400 a w drugim – 1850 dlatego, gdyż ci pierwszych nie stać na to co mogli by skonsumować a ten drugi nie jest w stanie skonsumować tego na co go stać ( przyjąłem, że max=500). Nieskonsumowana nadwyżkę „zainwestuje” w pozyczki tym, którzy by mogli wiecej ale ich nie stać. A z czego mieliby oddawać pożyczkę, skoro nie starcza im na bieżące potrzeby a pożyczka tylko chwilowo poprawia ichj sytuację a w dalszej perspektywie pogarsza.
    I co mamy ?
    Kryzys z jakim mamy do czynienia dzisiaj a na dodatek ze zmarnowaniem s ię częściwy tworzonych produktów wskutek zachłanności pewnych grup społecznych !!!

  47. „Pracodawca ma bowiem tę przewagę nad pracobiorcą, której żaden kodeks nie usunie, pracodawca może się bez pracownika obyć, pracownik bez pracy nie.”
    To nie jest prawdą.
    Pracownik jest dla pracodawcy tym, czym są narzędzia dla rzemieślnika. Rzemieślnik bez narzędzi niewiele wyprodukuje!
    Nieszczęście zaczyna się, gdy pracodawca zaczyna traktować pracownika jak młotek, czy śrubokręt, który można odłożyć na bok, gdy chwilowo niepotrzebny.
    Zamiast widzieć w nim skomplikowaną, wypełnioną elektroniką obrabiarkę, o którą trzeba dbać, często oliwić, zapewnić jej dopływ energii, zadbać o prawidłową konserwację, no i przede wszystkim zapewnić odpowiednią ilość pracy, aby jej działanie było opłacalne.
    Do tego wszystkiego pracodawcy zbyt często zapominają o jednej bardzo ważnej rzeczy – pracownik jest też w bardzo wielu przypadkach potencjalnym przyszłym klientem. Jeśli nie będzie go stać na kupno produktu, to przedsiębiorca będzie musiał ograniczyć produkcję i … mniej zarobi. Wtedy będzie musiał pracownika zwolnić i zamknie biznes – z własnej, nie pracownika, winy.
    System pracodawcy – pracownicy jest systemem naczyń połączonych. Kiedy pracodawcy ograniczają do minimum (często do zera) dochody pracowników, to jednocześnie tną popyt na własne produkty.
    Wąska grupa superbogatych klientów nie rozwiązuje problemu. Ich istnienie usprawiedliwia tylko istnienie (wąskiego) rynku na wyroby superluksusowe.
    Kilkudziesięciu (może nawet kilkuset) superbogatych Polaków ile litrów mleka dziennie jest w stanie skonsumować?

  48. Krzysztof – jak myślisz ? Kiedy dotrze to do powszechnej świadomości, że człowiek to nie narzędzie pracy tylko podmiot działalności gospodarczej.
    Co znaczą puste mieszkania, na które nie ma chętnych lub przejmowane przez banki od niewypłacalnych kredytobiorców ?
    Ano jest to efekt takiego modelu gospodarki, w której potrzebujących nie stać a ci, których na to stać tego nie potrzebują i/lub nie są w stanie tego skonsumować i w efekcie mamy marnotrawstwo pracy ludzkiej i ograniczonych zasobów materialnych.
    Przeciętnie rozgarnięta gospodyni domowa wie, czego nie są w stanie pojąć politycy sterujący całymi państwami w naukowcom pretendujęcym do Noble niezbędne jest prowadzenia badań naukowych by dojść do tych samych ( choć nie zawsze) wniosków.

  49. Krzysztof Mazur pisze:
    „Jedynym sposobem na wyjście z kryzysu jest obniżenie kosztów produkcji”.

    Naprawde? W USA koszty produkcji (poprzez wzrost wydajnosci) maleja od 30 lat. I co? Efekt jest taki, ze srednia klasa zarabia coraz mniej, a zyski firm rosna coraz bardziej. A konca kryzysu nie widac…

  50. Krzysztof

    Pracodawcy rolą społeczną jest dbać o pomyślność firmy, żeby w konkurencji z innymi firmami nie upaść i móc się rozwijać zwiększając zatrudnienie dostarczając na rynek jak najtańsze i jak najlepsze towary i usługi. Nie jest jego rolą patrzeć na swoją rolę makroekonomicznie, to utopia.
    Żeby w tej konkurencji wygrać, musi dbać o koszty, wszelakie, w tym koszt pracowników, coraz wyższe zresztą wraz ze zwiększającą się wydajnością pracy. Musi kupować maszyny i urządzenia od tych co dbają o koszty wszelakie jak on i dostarczają je tanio, surowce od tych co efektywnie i oszczędnie je produkują. W wyniku tej konkurencji, ci co nie dbają przegrywają, a wraz z nimi zatrudnieni przez nich pracownicy którzy tak czy siak będą musieli potem szukać pracy u tych co dbają:)

    O tym, że interesy pracobiorcy i pracodawcy w skali makro nie są sprzeczne, pisałem przecież. I że występujemy na rynku w dwu rolach jako sprzedający swoja pracę i kupujący cudzą pracę też pisałem, trochę wyżej. I że w tej drugiej roli zależy nam, żeby tę cudzą pracę kupić jak najtaniej też. Taki mechanizm, rynkiem zwany, próbowano go zastąpić, ale jak dobrze pamiętam, żyłem w tym systemie, nie zanotowano sukcesów.
    Pisząc, że pracodawca może się obyć bez pracowników miałem na myśli, że może się obyć bez rozwijania firmy i zatrudniania nowych pracowników.
    O tym czy decyduje się ją rozwijać i zwiększać zatrudnienie decyduje jego subiektywna ocena podejmowanego ryzyka. Wiele czynników na to wpływa, w tym elastyczność KP. Pro-pracowniczy kodeks pracy chroni co prawda tych już zatrudnionych, ale ogranicza zatrudnienie, czyli niekorzystnie wpływa nie tylko na tych szukających pracy, ale też tym co pracują nie służy w skali makro, bo jak próbowałem wykazać, nic tak dobrze nie robi pracownikom w relacjach z pracodawcą, jak brak rąk do pracy na rynku.
    To skomplikowany mechanizm, jak łatwo go zepsuć nich świadczy przepis o okresie ochronnym przed emeryturą, ci co się do tego wieku zbliżają są szczególnie narażeni na utratę pracy, bo to olbrzymie ryzyko dla pracodawcy nie móc zwolnić pracownika przez cztery lata, bo niby skąd mają wiedzieć pracodawcy co za rok będzie, a za trzy lata..
    Pominę już fakt, jak motywująco taka niemożność zwolnienia wpływa na chęć do pracy pracownika. Tak więc ci co nie zwalniają przed tym wiekiem albo są bardzo pewni swojej pozycji na rynku i swoich perspektyw, mają bardzo dużo pracowników, albo mało rozumu.

  51. Parkerze,
    jeśli używasz w dyskusji argumentów ogólnikowych, ogólnych „prawd”, które wydają się tak efektowne, bo tak „oczywiste”, ryzykujesz zawsze, że ktoś ci odpowie i odwróci rozumowanie wykazując, że argument był tylko efekciarski i że z prawdą ma niewiele wspólnego.
    Staruszek Henry Ford mawiał ponoć: „mój robotnik musi zarabiać wystarczająco, by mógł kupić wyprodukowany przeze mnie samochód”.
    Zadaniem przedsiębiorcy jest tak zorganizować pracę pracowników, aby byli oni jak najbardziej wydajni i mieli do dyspozycji jak najlepsze narzędzia pracy i surowce. To niełatwe? Pewnie, że nie, ale jeśli przedsiębiorca tego nie potrafi, to on tylko cwaniak, a nie przedsiębiorca.
    To nie wina pracowników, ze jego produkty źle się sprzedają!
    Opowiadasz mi o wieku ochronnym przed emeryturą, i niedoli pracodawców, którzy nie mogą zwolnić przyszłego emeryta.
    Mogę w zamian opowiedzieć ci o ulgach podatkowych i dofinansowaniach dla przedsiębiorców, którzy zatrudnią na jakiejkolwiek (najchętniej stażowej) umowie młodego pracownika.
    Skutkiem jest wzrost śmieciowych kontraktów dla młodych – kiedy kończy się podatkowy okres „ochronny” dla młodego stażysty, to pracodawca co robi według Ciebie? Zatrudnia go na stałe i zaczyna płacić za niego podatek, czy zwolni go i poszuka następnego stażysty za pół-darmo?
    I proszę mi nie odpowiadać, że stażysta musi przez pół roku uczyć się „zawodu”. Pisałem już na innym forum, że dzisiejsi stażyści nie są za słabo – oni są za dobrze wykształceni. I są natychmiast wydajni. Tylko dlatego pracodawca może sobie pozwolić na półroczne „przyuczanie” ich do zawodu – po co? By ich zwolnić i szukać następnego ucznia?
    Pan redaktor Stasiak wystąpił za darmo w TV jako „ekspert” – nie wezwali go do zamiatania studia!
    Co do jednego się zgadzamy: politycy są bezmyślni i nie znają reguły niepożądanych skutków ubocznych.
    Tyko, że to da nam osobistą satysfakcję (wątpliwą), że być może jesteśmy od nich mądrzejsi (i wygłosimy te nasze mądrości na kolacji u cioci), ale to problemu nie rozwiąże.
    A problemem podstawowym jest, że przedsiębiorcy (nie tylko w Polsce) dziwnie uważają, że najlepszą metodą na zarabiane jest cięcie kosztów, a głównie zarobków pracowników (lub ich zwalnianie).
    We Włoszech, wielki przedsiębiorca, Marchionne, CEO Fiata, skarży się na zbyt wysokie wymagania finansowe robotników i ich zbyt niską wydajność (podczas gdy Włosi już dzisiaj mają jedne z najniższych zarobków w Europie).
    Niektórzy komentatorzy słusznie odpowiedzieli mu: biorąc pod uwagę ciągły spadek popytu na samochody Fiata i ciągle słabnącą sprzedaż, pytaniem nie jest jak obniżyć pensje robotników, tylko jak spowodować wzrost popytu. Po co właściwie pracownicy Fiata mają produkować samochody, których nikt nie chce kupować?
    Czy to nie raczej pan Marchionne powinien zostać zwolniony?

  52. Mam nadzieję, że autor dostał tę rolę w reklamie szamponu i że zapłacili chociaż za to 😉

  53. @Krzysztof
    Jeśli pracodawca zatrudni na staż pracownika „za dopłatą ” z Urzedu Pracy, to po stażu musi go zatrudnić na stałe, w przeciwnym wypadku musi zwrocic dofinansowanie.
    Nic nie pomoże najlepsza organizacja pracy, najlepsze materiały czy narzędzia, jeśli pracowncy będą mieli losy firmy głęboko w poważaniu i nie będą sie z firmą identyfikowali, a starali się tylko wydoić pracodawcę.
    Co do wykształcenia dzisiejszych pracowników, to poziom aktualnego maturzysty jest rowny poziomowi absolwenta szkoły zawodowej w latach siedemdziesiątych.

  54. Polscy biznesmani to banda tchorzy. Bo nie potrafia sie zorganizowac i wymusic na rezimie wprowadzenia sprawnego i sprawiedliwego systemu sprzyjajacego rozwoju biznesu i gospodarki.

    A swe trudnosci polski tchorz przedsiebiorca przerzuca na pracownikow. Stad umowy smieciowe i inne lajdactwa.

    Tchorzostwo polskiego biznesu naprawde imponuje.

    Polska ma rzad nie-konkurencyjny, drogi i prowadzacy deficyty, rzad zadluzajacy kraj, pochlaniajacy kapital. (dlatego nie ma kapitalu dla biznesu lub kapital jest za drogi). Ile ten rzad koszuje na glowe mieszkanca i jak sie to porownuje ze swiatem i np z Chinami?

    Polski rzad jest odpowiedzialny za co najmniej 80% kosztow kazdego polskiego biznesu. Po przez biurokracje, durne przepisy i podatki.

    I ten nie-konkurencyjny rzad otwiera polskie granice by sprowadzic swiatowa konkurencje na polski bizness. To szczyt bezczelnosci!

    A polski tchorz binzesman to akceptuje co jest skandalicznym tchorzostwem i pomimo ze obca konkurencja jest oficjalnie nie uczciwa.

    Np wiadomo ze produkty zywnosciowe z zachodu sprowadzone do Polski sa subsydiowane wiecej niz polskie odpowiedzniki. Bo zachodni rolnik dostaje 3 razy wieksza zapomoge.

  55. @Warszawiak,
    Zacznę od konca, zachodni rolnik dostaje trzykronie wyższe dotacje od polskiego (wg Ciebie), ale też jego koszty produkcji są trzykrotnie wyższe, poza tym dotacje te przeznacza na rozwój gospodarstwa, a polski drobny właściciel zapuszczonych dwóch hektarow na wodke.
    Chiny, ciekawi mnie czychciałbyś pracować za 40-50 EUR miesięcznie i mieszkać w obozie (po naszemu, czyli po śląsku w wulcu), a jeszcze mieć z tego wynagrodzenia potrącane za mieszkanie.
    Bardzo mnie ciekawi, dlaczego jak Ty i Tobie podobni blogowicze idąc na mniejsze lub większe zakupy, chcecie kupić wszystko jak najtaniej, a najlepiej za darmo, bez zastanowienia kupujecie chińskie produkty, a potem macie pretensje do polskich (europejskich) producentow, że aby sprostać konkurencji z dalekiego wschodu, starają sie zapłacić pracownikom jak najmniej, albo zwalniają ich, a na ich miejsce wprowadzają nowoczesne maszyny, które nie wołają więcej, więcej ani nie strajkują pod byle pozorem. Wez kolego młotek i postukaj sie w to miejsce, gdzie powinna być Twoja głowa, i przestań wypisywać bzdury i obrażać polskich przedsiębiorców (rzemieśników).

  56. Jeśli go musi zatrudnić na stałe, to po co w ogóle urządzać mu staż? Żeby ocenić jego zdolności do pracy? Przecież jak okaże się nieprzydatny, to i tak musisz go zatrudnić! Błędne koło. Ach nie, jest rozwiązanie – zatrudnię go, a potem zwolnię pod pierwszym sensownym pretekstem. To rzeczywiście obietnica bardzo dobrych stosunków między pracodawcą i pracownikiem.
    Ta, o tych pracownikach, co to mają przejmować się losami firmy i identyfikować się z nią, to świetny dowcip. Zwłaszcza gdy pracownicy nie mają żadnego wpływu na jej losy i właściciel może w każdej chwili, według kaprysu, doprowadzić firmę do bankructwa, albo co najmniej sprzedać ją z zyskiem (i razem z nimi) komu innemu. Kochać żonę, która jest podła i nie daje ci żryć, to raczej mało opłacalna inwestycja w uczucia.
    Kochałem firmę, w której pracowałem, do dnia w którym właściciel podjął decyzję, by ją sprzedać, a nowy zdecydował, że akurat mój wydział do niczego mu niepotrzebny, on ma własny, i wysłał ludzi na bruk.
    Mnie się zawsze wydawało, że to co najbardziej przywiązuje pracownika do firmy, to comiesięczna pensja + dodatki.
    No ale ja rzeczywiście – nie prowadzę własnej firmy. Może dlatego takie wspaniałe pomysły do głowy mi nie wpadają.
    O poziomie aktualnych maturzystów można by bardzo długo dyskutować. Niewątpliwie sposób nauczania i sprawdzania wyników tegoż bardzo się zmienił przez ostatnie dwadzieścia lat. Jest modne (zawsze było) skarżyć się jak to współcześni maturzyści lub magistrowie są głupi i nieprzygotowani do pracy, podczas gdy ci z pokolenia przed nimi to byli, ho!, ho!, jacy mądrzy! Byli tacy mądrzy (byli!), że dzisiaj, gdy mają już swoje „po 40-tce”, do napisania i wysłania prostego e-maila potrzebują tego „głupiego” maturzysty. Bo dla nich komputer (a bardziej ogólnie – nowe technologie) to czarna magia, a ci młodzi to tacy głupi, że nawet zwykłego telefonu z tarczą używać już nie umieją.
    Możemy tak bez końca przerzucać się argumentami, za i przeciw pracodawcom, za i przeciw pracownikom – i tak niewiele z tego wyjdzie bo na koniec cała sprawa, jak zwykle sprowadza się do jednej rzeczy: interes ekonomiczny.
    Pracodawca pracuje po to, aby jak najniższym kosztem osiągnąć jak najwyższy zysk.
    Pracownik pracuje po to, aby jak najmniejszym wysiłkiem osiągnąć jak najwyższy dochód.
    Kiedy obu(!) stronom uda się zrozumieć interes partnera (i podkreślam: partnera) wówczas, być może, uda im się wspólnie dojść do ładu i owocnej współpracy.
    Dopóki jednak ta współpraca ma się opierać na zasadzie: masz mnie kochać, bo jak nie to zdechniesz z głodu pod płotem – dopóty będzie trwał konflikt.
    Nie wszyscy cierpią na syndrom sztokholmski.

  57. @Krzysztof
    Przez 25 lat prowadzenia firmy zatrudniałem w sumie ok 20 pracowników, z tego jeden, którego sam wyuczyłem, okazał sie człowiekiem któremu mozna było zaufać i zawsze liczyć na niego. Przepracowal w sumie 12 lat u mnie. Odchodząc trzy lata temu,widziałem że nie cieszył sie z tego powodu, ale jego odejscie było spowodowane sprawami osobistymi. Zawsze pracowników traktowałem jak kolegow (nie pisze jak rodzinę, bo wiadomo jak sie z nią wychodzi), niestety zawsze sprawdzało sie powiedzenie „jak masz miękkie serce, to musisz mieć twardą d…e”
    Od trzech lat pracuję sam, i jestem zadowolony, a co ważne, narezscie mam jakieś pieniądze.

  58. @Andrzej52

    Z powodu braku zdolnosci przywodczych nie potrafisz wykorzystac swego potecjalu jako przedsiebiorcy.
    Widac ze mojego wpisu @9.17 nie zrozumiales.

    Tchorzostwa polskiego biznesu w zaden sposob nie mozna usprawiedliwic. Wiekszosc polskich biznesmenow to ekonomiczni kanibale. Daja na siebie narzucic terror rezimu i odgryzaja sie na pracownikach. Wstyd i hanba!

  59. @Warszawiak
    Niestety nie rozumię co znaczy u Ciebie zwrot „zdolności przywodcze”

  60. Andrzej52

    Jak mogę koledze radzić, nich kolega nie dyskutuje z warszawiakiem, to Talib występujący po różnymi nickami z moderowanych blogów raczej wyrzucany.
    Z tej dyskusji wyjdzie kolega tylko opluty i zdenerwowany.

  61. @Parker
    Zgadzam sie z opinia, zreszta dyskusja merytoryczna na blogu chyba nie ma sensu, bo pracodawca w tym kraju jest zawsze uważany za złodzieja, cwaniaka, wyzyskiwacza. A duzy udział w tej opinii maja media, pokazujące wyłacznie patologie i żywiące sie nimi, natomiast stroniące od pokazywania normalnych, pracujacych po kilkanaście godzin dziennie przcodawców, dzięki ktorym inni mają co jeść. To nie jest
    medialne, słupki oglądalności (nakład prasy) nie rosną.
    Pozdrawiam

  62. Andrzej52

    Tak, dodatkowo ludzie myślą, że biznes to zawsze zarabianie, jak w piosence z PRL której refren brzmiał, ” i wybuduje sobie szklarnię, szklarnię albo dwie..”
    Znałem takiego jednego co tak myślał i sobie wybudował.
    Żeby wybudować sprzedał mieszkanie i zadłużył się u rodziny.
    Skończył w przytułku, bez rodziny.
    Ludzie nie rozumieją, że jest coś takiego jak ryzyko w biznesie, że nieuważny ruch, nieodpowiedzialna decyzja, odpuszczenie sobie i można wszystko stracić, nie tylko wszystko co się zarobiło ale i co się odziedziczyło, czyli pracę czasem wielu pokoleń.
    W mediach pokazują tylko ludzi sukcesu, tych przegranych nie widać.
    Na ulicy też tych z sukcesem oglądamy, ci bez się nie afiszują, nie mają czym:)
    Zawiść, zawiść i jeszcze raz zawiść.
    To jest przyczyna złego klimatu wokół przedsiębiorców.

  63. Parkerze i Andrzeju,
    opamiętajcie się trochę.
    Ani pracodawca nie jest w tym kraju „zawsze” uważany za złodzieja i cwaniaka, ani pracownicy nie są „zawsze” leniwi i skłonni do nieróbstwa na koszt formy.
    Jednak przedstawianie przedsiębiorcy jako ofiary wyzysku ze strony robotnika wyzyskiwacza, to jednak odwracanie kota ogonem. Przypomina narzekania pani hrabiny, że te służące coraz bardziej krnąbrne i nieposłuszne.
    Z warszawiakiem ja też bym nie dyskutował – on zbyt skory do bójki, a ja człowiek starszy i spokojny jestem. 😉

  64. Za losy biznesu odpowiedzialnosc ponosi wlasciciel !!! Zadnych wymowek nieroby pracodawcy. Olbrzymia wiekszosc z was jest ekonomicznymi kanibalami. To glownie dlatego wam sie nie udaje.

    Przykladem jest ta debata o umowach smieciowych. Wy nieroby myslicie ze robicie przysluge pracownikom. A powinniscie byc im wdzieczni ze was jeszcze nie zjedli.

    Statystycznie proletariackie place stanowia zaledwie 8% dochodu przecietnego biznesu. 8% (dochodu biznesmeni nie mylcie z czyms innym). Za reszte kosztow biznesu odpowiedzialni jestescie wy przedsiebiorcy i rezim, bezposrednio lub posrednio.

    I wy macie czelnosc narzekac na pensje proletariackie i nie pokazujecie zainteresowania rezimem. To skandaliczna hipokryzja.

    Faktem jest – wy przedsiebiorcy dajecie sie dymac rezimowi i szukacie odwetu na proletariacie. To nie ta droga.

  65. Krzysztof

    O czym mówisz, gdzie ja narzekam na pracowników?
    Gdzie przedstawiam przedsiębiorcę jako ofiarę pracowników?
    Wklej fragment.

  66. Parkerze
    Fakt. Nigdzie tutaj nie napisałeś, że pracownicy są leniwi i obiboki.
    Oprócz tego miejsca:
    3 grudnia o godz. 17:01
    Pominę już fakt, jak motywująco taka niemożność zwolnienia wpływa na chęć do pracy pracownika.

    – pisząc o okresie ochronnym dla przyszłych emerytów.

    Cała Twoja dyskusja skoncentrowana była jednak na hipotezie jak to kodeks pracy jest niezrównoważony, na korzyść pracownika, i jak to pracownik zarabia często więcej od przedsiębiorcy, który potem zbiera tylko ostatki po opłaceniu pracownika.
    Pomijając już fakt, że często przyszli emeryci w okresie ochronnym są najsumienniejszymi pracownikami firmy, często licząc np. na możliwość dalszej współpracy z byłą firmą, pracodawca zarabiający mniej niż pracownik powinien bardzo poważnie przemyśleć własny pomysł na życie.
    Jedno jest pewne – jeśli pracownik kosztuje go więcej, niż przynosi dochodu, coś się w rachunku nie zgadza. Tylko, że rozwiązaniem nie jest przeniesienie pracownika na śmieciową umowę. Ani obniżenie pensji pracownika prawie do zera. Pracownik źle zarabiający źle pracuje – taki jest wynik jego rachunku ekonomicznego.

    Piszesz jednak:

    4 grudnia o godz. 13:21
    Zawiść, zawiść i jeszcze raz zawiść.
    To jest przyczyna złego klimatu wokół przedsiębiorców.

    Pomyślałeś kiedyś o innych przyczynach? Np. wściekłość pracowników, którzy od kilku miesięcy nie otrzymują zaległej pensji i widzą własnego pracodawcę wyjeżdżającego SUV-em z własnej willi?

    W Polsce, jak i w reszcie świata, jest bardzo dobry klimat wokół przedsiębiorców. Tych uczciwych. Którzy tworzą miejsca pracy i uczciwie i dobrze za nią płacą.
    Złą krew tworzą ci, którzy bezczelnie śmieją się ludziom w twarz, okradając ich jednocześnie z wyników ich pracy.
    Opowiadania o niedoli i ciężkiej harówie pracodawców za grosze, aby tylko zapewnić pracownikom dostatnie pensje to jednak bajka, którą niewielu kupuje.
    Może dlatego, że ani Ty, ani Andrzej, tak naprawdę zapewne nie byliście (nie jesteście?) żadnymi przedsiębiorcami. Andrzej sam pisze, że przez 25 lat miał w sumie 20 pracowników. No cóż. Poczuwanie się do roli przedsiębiorcy na pewno mile łechce wasze ego, ale aż nie mam serca zapytać ilu na raz maksymalnie pracowników zatrudnialiście.
    Bo jeśli się okaże, że 2-3 to wybaczcie, ale byliście tylko rzemieślnikami, którzy zatrudniali pomocników.
    Z „przedsiębiorstwem” ma to niewiele wspólnego, nawet jeśli mieliście zarejestrowaną firmę i szyld nad warsztatem.

  67. Ten przyklad demonstruje zdolnosci polskiego przedsiebiorcy. Firmy gornicze (weglowe) z Australii rekrutuja polskich gornikow. Oferuja place 5-cio krotnie wieksze od polskiej przecietnej gornika.

    I im sie oplaca a w Polsce nie, pomimo placenia skandalicznie niskich pensji za te ciezka prace. Ceny rynkowe wegla takie same na calym swiecie.

  68. Krzysztof

    Nie mam zamiaru dyskutować o sobie. Jedyną rzeczą jaką o sobie napisałem to, że jestem przedsiębiorcą. W żadnym miejscu nie odnoszę się do swoich doświadczeń poza tym jednym. Nie napisałem, że pracownik często zarabia więcej tylko że się zdarza. To, że przedsiębiorca zarabia tyle co zostaje to chyba oczywistość. I to że nie zawsze zostaje chyba też.
    Czemu nie zostaniesz przedsiębiorcą skoro to takie zyskowne? Nie trzeba skończyć studiów.
    Nie oceniam ciebie jako pracownika na podstawie komentarzy, czemu ty mnie oceniasz?
    Czy fakt gwarancji zatrudnienia, wpływa motywująco czy demotywująco na pracownika, teoretycznie, bo takie rozważania przecież prowadzimy?

  69. I jeszcze jedno..
    Odnoszę wrażenie, że czytasz co chcesz przeczytać nie co jest napisane.
    Dlaczego?
    Bo przeczytałeś, że jestem przedsiębiorcom:) nawet napisałeś ze żaden ze mnie przedsiębiorca:):):)
    Pewnie żeby mi się miło zrobiło, prawda?

  70. @Krzysztof
    Pomocnikiem jest ktos kto podaje narzedzia, natomiast ja zatrudniałem pracowników samodzielnie obsługujących maszyny. A czy rzemieśnik to coś gorszego? To tyle w temacie.
    @parker
    Co do motywacji przy gwarancji zatrudnienia. Jak kogoś zwalniałem , nawet za trzymiesięcznym wypowiedzeniem, to takiej osobie wręczałem wypowiedzenie i natychmiast wypłacałem wynagrodzenie za ten okres., nie musiał więcej przychodzić do pracy. Uważam że lepiej takiego pracownika natychmiast pozbyć sie z warsztatu niż go bezproduktywnie trzymać przez okres wypowiedzenia.
    Pozdrawiam

  71. Andrzeju.
    Nie. Rzemieślnik nie jest niczym gorszym od przedsiębiorcy. Często jest czymś lepszym. Tylko, że jego warsztat nie jest przedsiębiorstwem – nie ta skala.
    I nie przeciw rzemieślnikowi protestują Oburzeni i redaktor Stasiak. Przedsiębiorcy przeciw którym oni protestują nie potrzebują Twojej obrony.
    Jednak nawet rzemieślnik, który zatrudnia pomocnika na śmieciowej umowie nie powinien potem usprawiedliwiać tego ciężkimi warunkami rynkowymi. Nie stać Cię na zatrudnienie pracownika na godziwych warunkach? To go nie zatrudniaj. Takie są (podobno) prawa rynku.
    Czy też może one obwiązują tylko pracownika, a nie Ciebie?
    Tylko, że jeśli to Ciebie osobiście nie dotyczy, gdyż Ty traktowałeś zawsze uczciwie Twoich pracowników, to dlaczego czujesz się dotknięty? Przecież ta krytyka Ciebie dotyczyć nie powinna.
    Parkerze (i Andrzeju).
    Nie miałem żadnego zamiaru krytykować Waszej działalności jako przedsiębiorców, jeśli do takiego miana się poczuwacie.
    Odnosiłem się do Waszych wypowiedzi.
    Zaangażowaliście się w opisywanie ciężkiej doli pracodawców, którzy muszą walczyć ze światem zewnętrznym, pracownikami, fiskusem, konkurentami, kodeksem pracy. Bardzo to wzruszające. Tak wzruszające, że aż się chce zawołać: Przestańcie cierpieć! Porzućcie tę niewdzięczną rolę pracodawcy, gdzie jesteście otoczeni zawiścią, zawiścią i jeszcze raz zawiścią!
    Przejdźcie do roli pracownika na śmieciowej umowie, lub na stażu za darmo. Bo od tego zaczynała się nasza konwersacja.
    Na koniec.
    Jeśli poczuliście się urażeni dyskusją ze mną, to przepraszam. Nie takie były moje intencje. Nie przyszedłem się kłócić. Przyszedłem by porozmawiać. Pozdrawiam.

  72. @Krzysztof
    Nie czuję sie urażony, ale jestem po prostu szczęśliwy że wyzwoliłem sie od pracowników. Dużo lżej sie pracuje, a musisz wiedzieć, że ZAWSZE od siebie wymagałem wiecej niz od pracownika.
    Pozdrawiam

  73. A wie gospodarz, że jego bloga nie ma?
    Znaczy się, nie jest dostępny ze strony Polityka.
    Pewnie wie, ale gdyby nie wiedział, to zwracam uwagę, bo czasem to taki zapieprz, że nie ma czasu taczkę załadować:)

  74. Problem w tym,ze mamy tutaj kryzys od 30 lat , a nie jak napisano od 2008 roku.
    Polski pracodawca może okradac pracownika , bo pieniądze zaoszczędzone
    przeznaczy na zakup odpustu w kosciele.