Nieznośna śmieciowość pracy

Jeśli jest coś, co na przestrzeni ostatnich lat szczególnie mnie niepokoi, to odejście od jednej z podstawowych zasad kapitalizmu – że za pracę należy się płaca. Każdy szef chce z pracy korzystać, choć nie każdy chce płacić.

Przy okazji potwierdza się moja teoria, że jeśli chodzi o wdrażane rozwiązania biznesowe, świat mediów o kilka epok wyprzedza tak zwaną realną gospodarkę. Zróbmy teraz skok w czasie o ponad 10 lat do tyłu – młody Piotr Stasiak, student i początkujący dziennikarz (to ja) dostaje zaproszenie do rozkręcającej się prywatnej telewizji, aby tam wystąpić jako ekspert w jednym z programów. Mam mówić o biznesie gier wideo. „Jedź, jedź – mówi mój ówczesny szef – polansujesz się, i jeszcze 100 złotych honorarium dostaniesz”. Może to niewielka kwota, ale na taksówkę będzie, tym bardziej, że telewizja mieści się na jakimś wygwizdowie, gdzieś na południu Warszawy, a tu zima, mróz trzaska, a nagranie było jakoś tak nocą.

Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy żadnego honorarium dla gości programu nie przewidziano, o czym boleśnie się przekonałem, przytupując na mrozie w oczekiwaniu na nocny autobus. Okazało się później, że to ogólna tendencja już będzie.

Deprecjonowanie wartości pracy dotyka głównie młodych – stąd nośność ruchów Occupy… fot. Flickr, CC by cadillacdeville2000.

Po prostu ta prywatna telewizja, w przeciwieństwie do publicznej TVP, postanowiła zapraszanym do studia fachowcom za ich wiedzę ekspercką nie płacić. Powinna im wystarczyć sława i chwała wystąpienia na wizji.

Dziś do tej stacji – w międzyczasie budynek na obrzeżach Warszawy znacznie rozbudowano – ale też do innych, bo nawet TVP wdrożyła ten model, masowo pielgrzymują goście, którzy chętnie i za darmo pokazują swą twarz na ekranie. Układ jest prosty – „ty dajesz nam swą wiedzę i pozwalasz zapełnić czymś program, my dajemy ci publicity, wizerunek z telewizji, którą możesz potem lepiej sprzedać na rynku. Na przykład wystąpisz w reklamie szamponu, albo wynajmie cię jakaś firma jako konsultanta, albo zaproszą cię na konferencję i zapłacą za wykład”. Mówiąc krótko – my ci nie zapłacimy, ale damy szansę na tzw. zmonetyzowanie popularności gdzie indziej.

Przez lata proces ten działał dość dobrze, ale oczywiście – jak to w kapitalizmie – dało znać o sobie wieczne cięcie kosztów i mechanizm zaczął się powoli degenerować. Każdy chce z pracy korzystać, choć nie każdy chce płacić. Moment monetyzacji odsuwa się w czasie. „Występuje pan w telewizji, choć robi to za darmo. My zaprosimy pana na konferencję. Za wystąpienie też nie płacimy. Ale kto wie – może dzięki temu ludzie na sali będą chętniej kupować pana książki? Albo wystąpi pan w reklamie szamponu?”. „Wydamy pana książkę, ale za nią nie zapłacimy. Ale jako poważnego autora będą pana zapraszać do telewizji”.

Zdaje się, że powoli jedynym pewnym źródłem dochodu będą te reklamy szamponu…

Ale poważnie – piszę o tym nie dlatego, aby biadolić nad losem ekspertów, dziennikarzy i osobowości medialnych (ci dadzą sobie radę). Moim zdaniem przykład ten dobrze ilustruje pewien proces, który już od kilku lat zachodzi w całej gospodarce. A jest nim ciągłe deprecjonowanie wartości pracy. Odchodzi się od modelu, w którym za pracę w sposób oczywisty należy się płaca. Skoro są tacy, którzy są gotowi pracować za darmo. Skoro są tacy, którzy pod pretekstem nauki zawodu mogą miesiącami harować jak woły za przysłowiowy grosz (albo i to nie)? Każdy chce mieć pracownika, ale nikt nie chce mu za robotę płacić. W tym układzie sławne już, odsądzane od czci i wiary tzw. umowy śmieciowe (zlecenia, dzieło itp.) są tylko jeszcze jednym odpryskiem patologicznej całości.

Dotyka to szczególnie ludzi młodych, których traktuje się jako darmowych stażystów, latami przyuczanych do zawodu. Wraz z nadejściem kryzysu, trwającego nieprzerwanie ostrzej lub łagodniej od 2008 roku, chęć skracania smyczy „pracownikom” rośnie (wspomniana telewizja lansowała nawet przez jakiś czas pomysł odwrotny, czyli to idący na przyuczenie powinien zapłacić stacji za bezcenną wiedzę, którą zdobywa).

To siłą rzeczy podmywa jeden z filarów kapitalizmu, czyli powiązanie pracy i płacy. Taniej i darmowej siły roboczej na rynku na pewno będzie przybywać. Co więc pozostaje? Szanujmy się i się wzajemnie. I nie dajmy się, nie dajcie się!