Allegro, świąteczne prezenty i social shopping

Serwis aukcyjny może nam posłużyć jako inteligentna wyszukiwarka najtańszych ofert na rynku. Jak? Dzięki wykorzystaniu energii i czasu innych jego użytkowników.

O używaniu Facebooka oraz serwisów społecznościowych do tzw. social shoppingu napisano już wiele. Pokrótce przypomnę więc, że chodzi o taki sposób robienia zakupów, w którym wiemy, co kupują nasi znajomi, co sądzą o danym produkcie, tudzież nawet kupujemy go, składając wspólne zamówienie. Od co najmniej dwóch lat ten sposób robienia zakupów niezmiennie uznawany jest przez ekspertów za jeden z najsilniejszych trendów przyszłości e-handlu.

Twój kot kupowałby Whiskas – również w internecie? Źródło: Flickr, tsuacctnt CC by 2.0

Rozumiany bywa szeroko (wtedy za social shopping uznaje się wszelkie serwisy zbierające oceny o  produktach, np. znam.to, serwisy do zakupów grupowych itp.). W tym rozumieniu social shopping notuje jakiś tam rozwój, szczególnie jeśli spojrzymy na zeszłoroczną eksplozję Groupona i dziesiątek serwisów, próbujących skopiować ich model biznesowy.

Zaś w wąskim rozumieniu pojęcia – kiedy oznacza ono robienie zakupów z wykorzystaniem serwisów społecznościowych, głównie Facebooka – social shopping na razie się nie rozwija, co potwierdzi chyba każdy użytkownik FB, który za pomocą aplikacji nabywał dotąd ewentualnie jedynie monety w „Farmville” (choć oczywiście próby prowadzenia sprzedaży przez FB są prowadzone – polecam ten artykuł o nowych możliwościach serwisu).

Nie tak dawno pisałem jednak w „Polityce” o dynamicznym rozwoju polskiego e-handlu w ogóle. Cała branża sklepów internetowych notuje – wg szacunków Euromonitora – 15 mld zł rocznych obrotów. W 2010 r. 28 proc. polskich e-sklepów zanotowało wzrost sprzedaży o 20 proc., a 21 proc. o więcej niż połowę. Eksperci przewidują dalszy rozwój, o 15–18 proc. rocznie, w czym zapewne pomoże spowodowane kryzysem poszukiwanie przez konsumentów oszczędności w domowym budżecie i utarte przekonanie, że w sieci jest taniej.

W tym wzroście spory udział ma serwis aukcyjny Allegro – na dziś szacuje się, że przepływa przez niego połowa polskiego e-handlu. To oznacza miliony transakcji i klientów każdego miesiąca – a taką masę da już się jakoś kreatywnie wykorzystać. Czy zauważyli na przykład Państwo, że kupując różne typowe produkty (kawa o marce x, w 1 kg opakowaniu, popularne zabawki, popularne książki, karma dla psów o marce y) można w łatwy sposób wyszukać najlepszą ofertę? Przy każdym popularnym produkcie jest zawsze kilkanaście, kilkadziesiąt sklepów, które go oferują – i tyleż samo ofert pojawia się po wrzuceniu odpowiedniego hasła do wewnętrznej wyszukiwarki Allegro. Oferty różnią się oczywiście ceną, a wystawiający aukcje starają się maksymalnie zaciemnić obraz tak, aby nie dało się ich łatwo porównać. Manipulują więc kosztami dostawy, dodają różne gratisy, konstruują paki itp.

Tak się jednak składa, że sortując wyniki po popularności (kiedyś nazywano to liczbą licytacji danej aukcji) łatwo możemy stwierdzić, że internauci już wiedzą, gdzie warunki zakupu najkorzystniejsze. Oni po prostu – mając prawdopodobnie sporo czasu, wykonali już operację porównania ofert za nas.

Kupuję na Allegro sporo i ta prawidłowość sprawdza mi się zaskakująco często. To się nazywa outsourcing na innych. Wykorzystanie mądrości tłumów. Z mikołajkowym pozdrowieniem!