Expose Tuska: ile deklaracji, ile konkretów?

Na poziomie planów i zapowiedzi sejmowe expose nowego-starego premiera Donalda Tuska wprowadziło ekonomistów w stan euforii. Pytanie tylko, ile tych ambitnych założeń da się zrealizować?

Jeden z posłów PiS, wywiadowany przez TVN24 tuż po wyjściu z sali sejmowej wydukał coś o swym zaskoczeniu, gdyż Donald Tusk w expose nie powiedział nic o kulturze, edukacji, sprawach społecznych… To prawda – w trwającym równo godzinę przemówieniu przewijały się jak mantra słowa kryzys, budżet, finanse państwa.

Tusk, Komorowski i szalik

fot.Prezydent Bronisław Komorowski i Donald Tusk po zaprzysiężeniu. Prezydent podarował premierowi szalik, ten sam, który kiedyś od niego dostał na szczęście w trakcie kampanii.

Idea Tuska jest prosta – w zagrażającym Europie kryzysie (wciąż jeszcze nie wiadomo, jak dużym) trzeba maksymalnie dbać o stabilność finansową państwa, bo tylko wtedy zyskuje się zaufanie potężnych i histerycznych rynków finansowych. A jak pokazał przykład Grecji, Hiszpanii czy Włoch, to zaufanie jest dziś wszystkim.

Dlatego expose Tuska w sprawach gospodarczych było bardzo radykalne. Mam nawet wrażenie, że spełniło sporo postulatów, o które od lat dopominali się ekonomiści i komentatorzy. Jest więc przede wszystkim – sensacja – podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat oraz zrównanie wieku przechodzenia na emeryturę dla kobiet i mężczyzn. I to od razu, z konkretnym terminarzem, a nie „gdzieś, kiedyś”. Jest zapowiedź likwidacji emerytalnych przywilejów służb mundurowych i górników, a nawet księży i rolników (politycy PSL przyjęli to z kamiennymi twarzami).

Żeby nie było tak miło, bo „wszyscy muszą po równo i solidarnie ponosić koszt naprawy finansów państwa” oraz „nie będzie świętych krów” – podwyżka podatków nas nie minie. Zlikwidowana zostanie ostatecznie ulga na Internet oraz furtki, pozwalające unikać podatku Belki. Tzw. twórcy – to też ja, dziennikarz – stracą możliwość korzystnych rozliczeń podatkowych, dzięki czemu płacili fiskusowi daninę jedynie od połowy zarabianych pieniędzy. Podniesiona zostanie składka rentowa, co zmniejszy deficyt w ZUS (ale zwiększy też koszty pracy). Wreszcie – zamożne rodziny, wychowujące jedno dziecko stracą możliwość odliczania ulgi na wychowywanie potomka, która będzie przysługiwać od drugiego dziecka (pełna lista reform zapowiedzianych przez Tuska w expose tutaj).

Po co to wszystko? Społeczeństwo musi wiedzieć, że co prawda ponosi ciężary walki z kryzysem, ale solidarnie, a dzięki temu w efekcie państwowe finanse będą zdrowsze, a więc gospodarka rozwijać się będzie lepiej.

Takie plany – zgodnie uznane przez pierwszych komentatorów za przełomowe w dziedzinie finansów państwa – to wiadomość skierowana do rynków finansowych. Wiadomość odczytana prawidłowo. Po expose złotówka – od kilku dni zyskująca na wartości – dalej szybko się umacniała.

Osobiście nurtuje mnie tylko pytanie, kiedy my – jako ponoszący koszty zapowiedziane przez Tuska – będziemy mogli powiedzieć premierowi „sprawdzam”. Niepokój mój bierze się stąd, że podwyżkę podatków (a więc likwidację ulg) w większości przypadków przeprowadza się stosunkowo łatwo (tak jak np. podatek Belki wprowadzono błyskawicznie w celu zatykania deficytu w budżecie). Jest więc spora możliwość, że zaczną one obowiązywać już w 2012 roku. [korekta: Minister Rostowski mówi mediom, że jednak w 2012 r.]. Tymczasem sporo zapowiedzianych reform będzie miało charakter stopniowy, bez społecznego szoku. I tak wprowadzenie opodatkowania na „normalnych” zasadach dla rolników ma zacząć się od 2013 roku i to na razie od wprowadzenia obowiązku rachunkowości (na szczęście podniesienie składki zdrowotnej zapowiedziano już od lutego 2012 r.). Poziom 67 lat przejścia na emeryturę zostanie osiągnięty w 2020 r, dla mężczyzn i 2040 dla kobiet. Ograniczenie przywilejów emerytalnych służb mundurowych, górników i… duchownych ma zacząć się od 2012 roku, ale tylko dla tych którzy jeszcze nie nabyli stosownych praw (coś mi mówi, że ze względu na determinację Tuska duchowni mogą tu być na najsłabszej pozycji). To wszystko będzie wymagało licznych konsultacji, zmian ustaw, walki z biurokracją. I przede wszystkim – zmagania się ze spadającymi wynikami sondaży. A jak wiadomo – im bliżej kolejnych wyborów, im lepsza sytuacja państwowej kasy, tym zapał do wprowadzenia trudnych reform maleje.

Nie łudziłbym też, że państwo, którego sytuacja finansowa w kryzysie powinna być zdrowsza, kiedyś nam odpuści. Lub podzieli się częścią zarabianych na daninach pieniędzy, gdy kryzysowa fala upadnie. W przemówieniu Tuska – co symptomatyczne – nie padło nic na temat racjonalizacji wydatków administracji publicznej, rozdętej i kosztownej biurokracji itp. Podatek Belki też miał być tylko na jakiś czas, do momentu zasypania braków w budżecie (tzw. dziury Bauca).

Jeśli więc po expose z bólem serca i portfela trzeba dać Tuskowi kredyt zaufania, to trzeba też nieustannie monitorować, jak idzie mu wprowadzanie zapowiedzianych reform. Będziemy mówić „sprawdzam”.