Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

3.09.2010
piątek

Prof. Staniszkis i reklama PKP

3 września 2010, piątek,

Im więcej wiadomo o tym, jak wywiad znanej socjolog stał się akcją promującą PKP tym więcej pojawia się znaków zapytania o to, jak działają polskie media.

Najpierw było lekkie niedowierzanie, że prof. Jadwiga Staniszkis, znana z bezkompromisowych sądów, zdecydowała się wystąpić w reklamie PKP. Po chwili naszła mnie jednak refleksja, że w przeciwieństwie do wielu autorytetów marketingu jestem zdania, że nie ma co rozdzierać szat nad cierpiącym wizerunkiem Pani Profesor. Jest przecież dorosłą, odpowiedzialną osobą, która ma już status celebrytki (i to jeszcze celebrytki-intelektualistki, który trudniej jest osiągnąć, bo nie wystarczy do tego ładnie wyglądać w TV i na pudelku, ale trzeba jeszcze coś w życiu przeczytać). Jeżeli więc zdecydowała się wystąpić w reklamie, a użyczenie swej twarzy takiej kampanii warte może być kilkadziesiąt tys. zł – to jej wybór, prawda?

fot.  faxepl, Flickr, CC by SA

Dzisiaj jednak przeczytałem tekst w „Wyborczej” i moje niedowierzanie zmieniło się głębokie zdziwienie. Okazało się, że Pani profesor nie dostała za udział ani grosza, bo miał być to zwykły wywiad – materiał redakcyjny.

Czytamy w GW: Umowa z redakcją „Rz” polegała na tym, że wywiad nie będzie opublikowany jako ogłoszenie i ukaże się w cyklu rozmów ze znanymi ludźmi, którzy będą opowiadać o urokach podróży kolejami. – Koniecznie chcieliśmy, żeby to było na stronach redakcyjnych i nieoznaczone jako ogłoszenie. Redakcja wzięła za to symboliczne pieniądze, bo w zamian przecież dajemy im ogłoszenia o sprzedaży kolejowych nieruchomości – mówi Natalia Bogdanowicz z wydziału promocji PKP SA.

Powyższe podkreślenia są moje, bo w tym właśnie miejscu pani z promocji wyłożyła się, a do tego zdemaskowała jeszcze trochę „Rzeczpospolitą”. Bo – przepraszam bardzo – teraz wygląda to tak, że dział promocji jakiegoś przedsiębiorstwa narzuca dziennikarzom jednej z czołowych gazet codziennych w kraju, z kim i o czym mają przeprowadzić wywiad. Bo przecież W ZAMIAN dają im ogłoszenia płatne o sprzedaży nieruchomości. A czytelnik – widząc rozmowę z prof. Staniszkis na stronach tzw. „redakcyjnych” ma prawo przypuszczać, że dziennikarze „Rzepy” uznali kwestię pozytywnego wpływu kolei na Polaków za wyjątkowo ważną z punktu widzenia społecznego. Na to właśnie dziś poświęcili miejsce w gazecie. Na to zwracają uwagę Czytelników.

Na szczęście – cytuję panią z promocji: „ktoś zawalił” – i wywiad w „Rzepie” ukazał w takiej formie, w jakiej de facto od początku powstawał, czyli w formie tekstu promocyjnego. Głupio wyszło jedynie, że prof. Staniszkis wystąpiła w reklamie. I do tego za darmo.

Oczywiście – trzeba to sobie otwarcie powiedzieć – wszyscy w mediach (również autor tego wpisu) zależymy w mniejszym lub większym stopniu od tego, czy udaje nam się przyciągać reklamodawców. Mówiąc gospodarczo – czy danej gazecie / stronie internetowej / telewizji udaje się przetrwać na rynku jako przedsiębiorstwu, które musi przynajmniej zarobić na koszt swej działalności. Więc niby nie jestem tym, który pierwszy może rzucić kamień. Nie da się jednak ukryć, że w czasach kryzysu i wielkiej rewolucji – jaka w związku z rozwojem internetu dotyka dziennikarzy – reklamodawcy bezwzględnie wykorzystują swą pozycję i eskalują żądania wobec każdej redakcji. Domagają się tzw. świadczeń dodatkowych, starają się narzucać tematy i przemycać swe produkty na łamy. Redakcje spotykają się z takimi oczekiwaniami na co dzień i są już takie gazety (media), w których dany temat nie pojawi się, a dziennikarz nie napisze o nim, jeżeli nie będzie „pod niego podczepiona” reklama.

To smutne i prawdziwe tym bardziej, że profesjonalizm, niezależność w formułowaniu sądów, wreszcie swoboda w decydowaniu o tym, ku czemu staramy się skierować uwagę naszego odbiorcy, co jest naszym zdaniem ważne w społecznej debacie, jest naszym ostatnim atutem w starciu z Lewiatanem, jakim jest sieć.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. Jako PR-owiec mogę potwierdzić – coraz częściej przedstawiciele prasy łączą poruszenie danego tematu na łamach z wykupieniem reklamy. Czytam potem tendencyjne, jednostronne teksty promujące dane rozwiązania i wiem, że na następnej stronie zobaczę reklamę firmy oferującej wspomniane rozwiązania.

    Nie wierzę jednak, aby „profesjonalizm, niezależność w formułowaniu sądów…” miały na dłuższą metę pomóc w walce z siecią. Ostatecznie cała prasa będzie tam obecna (chociażby w płatnej wersji). I tak jak teraz, jedne redakcje będą dbały o standardy, a inne nie.

  2. Nic nie pomoże „biadolenie” nad upadkiem standardów „profesjonalizmu, niezależności, swobody w decydowaniu” – bo to nie zmieni oczywistego kierunku zmian cywilizacji i kultury na całym świecie. To prawie tak, jak niegdysiejsze narzekania luddytów na maszyny. Nic nie powstrzyma „rozwoju”.

    Czy to nam zagraża? Nie. To tylko przyspiesza i stymuluje ksztaltowanie się „odpowiedzi kulturowej”, tzn. rosnącego (wbrew pozorom) krytycyzmu odbiorcy. Czytelnik (odbiorca) mediów, w tym elektronicznych, w miarę jak media tracą „profesjonalizm, niezależność, swobodę wyboru”, sam będzie rozwijał swój własny krytyczny profesjonalizm, niezależność oceny materiału medialnego i swobodę swego wyboru tego rodzaju medium, jaki mu/jej pasuje.

    Jeszcze nie tak dawno, to co „pisały” gazety, było wręcz „święte”, to co mówiła „gadająca głowa” z profesorskim tytułem było niepodważalne. Dziś większość przekazów medialnych przyjmowana jest bezkrytycznie TYLKO przez tych, którzy już przedtem mieli taki właśnie, jak w przekazie, pogląd. Mnie w ogóle nie zaskakuje niski poziom etyczny ludzi mediów, bo sam już się o tym przekonałem dawno (bez ich pomocy), a poza tym nie mam złudzeń co do poziomu etycznego kogokolwiek, więc nie dziwi mnie, że „kręcą”. Po prostu znacznie bardziej uważam, porównuję, konfrontuję, m.in. dzięki dostępowi do coraz większej liczby tych „nieprofesjonalnych”mediów.
    Mnie tak łatwo nikt swymi krokodylowymi łzami nie nabierze, a już na pewno nikt, kto stara się usprawiedliwić (siebie i/lub innych autorów z mediów) trudami „walki w starciu z Lewiatanem, jakim jest sieć”. Ha, ha, ha….

  3. „Czy to nam zagraża? Nie. To tylko przyspiesza i stymuluje ksztaltowanie się “odpowiedzi kulturowej”, tzn. rosnącego (wbrew pozorom) krytycyzmu odbiorcy. Czytelnik (odbiorca) mediów, w tym elektronicznych, w miarę jak media tracą “profesjonalizm, niezależność, swobodę wyboru”, sam będzie rozwijał swój własny krytyczny profesjonalizm, niezależność oceny materiału medialnego i swobodę swego wyboru tego rodzaju medium, jaki mu/jej pasuje.”

    Raczysz żartować? Selekcja informacji i krytyczny do nich stosunek dotyczy stosunkowo niewielkiej grupy obywateli. Większość bez głębszej refleksji łyka to co dostaje. Szczytem krytycyzmu, na którym większość się zdobywa jest ostatnio mem „Nie można ufać mediom!” Ale czy przekonanie o tym czyni kogokolwiek mądrzejszym? Może i coraz więcej osób rezygnuje ze „starych mediów” na rzecz Internetu, ale często kończy na Onecie i YouTube.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. I jeszcze przykład (to a propos) nieetycznego, jak mi się wydaje (chyba że to niezwykły zbieg okoliczności, albo niechlujstwo piszących) działania w mediach:

    Oto dwie relacje wypowiedzi po ogłoszeniu wyników konkursu na projekt Muzeum II Wojny w Gdańsku:

    „Jacek Droszcz, szef Studia Kwadrat, opowiada o symbolice budowli: – Publiczność zaczyna zwiedzanie muzeum od podziemi – od piekła wojny – aż trafia na wieżę, z której widać panoramę Gdańska.” – „GW” Trójmiasto 1.09.2010

    „- Według mnie to ma być taka podróż przez piekło wojny do nieba – stwierdza prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.” – „GW” 2.09.2010

    Kto użył tej metafory pierwszy? Daty sugerują, że architekt (tekst pojawił się ok. południa), a nie prezydent (tekst pojawił się przed północą tego samego dnia). A może obaj wpadli na ten sam pomysł? A może to „przyzwyczajenie” piszących? A może….

  6. Dawno, dawno, temu, prof. Balcerowicz będąc szefem NBP umieszczał wysoko płatne ogłoszenia o sprzedaży obligacji państwowych tylko w jedynie słusznych i zbawiennych, politycznie, gazetach (GW, Rzepa).
    Czyli bardzo wysoki urzędnik państwowy popierał politycznie mu bliskie media za pieniądze podatnika. I nikomu z wolnych i niezależnych mediów to nie przeszkadzało.

    „To smutne i prawdziwe tym bardziej, że profesjonalizm, niezależność w formułowaniu sądów, wreszcie swoboda w decydowaniu o tym, ku czemu staramy się skierować uwagę naszego odbiorcy, co jest naszym zdaniem ważne w społecznej debacie, jest naszym ostatnim atutem w starciu z Lewiatanem, jakim jest sieć.”
    Zbyt często i zbyt wielu z was. pisze jak agitatorzy PO, dodatkowo stosujecie cenzure na wpowiedzi niezgodne z „linia partii”, to skad te zdziwieni ?

    Ostatnio red. Dziadulowi nie spodobały się moje wspomnienia ze spotkania z Kazimierzem Świtoniem po jego uwolnieniu z aresztu domowego w 1980 r. Porównałem jego zachowanie do zachowań Kaczynskiego, bo takie odniosłem wrażenie z kilku spotkań z nim. Zaproponowałem również stworzenia listy strajkujących zakładów w 1980 r i zobaczyć które z nich jeszcze istnieją.
    Ale chyba najbardziej nie spodobało się panu Dziadulowi stwierdzeniem ze Śląsk i Zagłębie nie za bardzo miały po co strajkować w 1980 r.
    Czyli komuna wrocila, amen.

  7. Po pierwsze to zamieszczanie materiałów promocyjnych jako redakcyjnych jest złamaniem prawa.
    To kryptoreklama która jest zakazana.
    Takie działanie jest nieuczciwe wobec czytelników.
    Takie działanie szkodzi wiarygodności gazety a więc szkodzi jej sprzedaży a co za tym idzie zwyczajnie szkodzi firmie jaką jest gazeta.
    Czasami kryptoreklama wiąże się dodatkowo z okradaniem z wpływów reklamowych firmy przez piszącego, nieuczciwego dziennikarza.
    Dlaczego firmom reklamującym się zależy na kryptoreklamie?
    A bo jest ona skuteczniejsza przez swoje oszukaństwo.
    Gdyby kryptoreklama była legalna toby w cennikach reklam stawki za „artykuł redakcyjny” były kilkukrotnie wyższe niż za tekst oznaczony jako promocyjny czy sponsorowany a co za tym idzie te ostatnie by zniknęły zupełnie wraz z wiarygodnością gazet.

    Autor pisze:”Nie da się jednak ukryć, że w czasach kryzysu i wielkiej rewolucji – jaka w związku z rozwojem internetu dotyka dziennikarzy – reklamodawcy bezwzględnie wykorzystują swą pozycję i eskalują żądania wobec każdej redakcji.”

    Reklamodawcy w czasach kryzysu są w tak samo trudnej sytuacji jak wszyscy.
    Nie mają pieniędzy na reklamę a sprzedaż spada.
    Zresztą reklamodawcy zawsze starają się zapłacić mało a dostać dużo bo to normalna zasada biznesowa, wcale nie godna potępienia.

    Zresztą dalej autor pisze: „…są już takie gazety (media), w których dany temat nie pojawi się, a dziennikarz nie napisze o nim, jeżeli nie będzie „pod niego podczepiona” reklama.”

    Czyli mamy do czynienia ze sprzężeniem zwrotnym.
    Można powiedzieć, że gazety(media) wymuszają opłaty za informowanie czytelników.
    A to już jest moim zdaniem godne potępienia.

    Żeby podsumować nikt w opisywanym przypadku nie zachował się uczciwie.
    Rozumiem autora, że jako dziennikarz będzie solidarnie winą obarczał reklamodawców ale ja bym jednak za winnego redakcję Rzeczpospolitej uznał.
    PKP rzetelność dziennikarska nie obowiązuje.
    PKP można oskarżyć o nieuczciwą konkurencję ale co to znaczy uczciwa konkurencja, że cynicznie spytam?
    A kryzys nie ma tu nic do rzeczy moim zdaniem.
    Gdybym był właścicielem gazety to za taki numer redaktora naczelnego bym zwolnił dyscyplinarnie a sprawę skierował do prokuratury.
    Bo suma summarum to właściciel gazety najwięcej stracił na tym skandalu.

  8. Jest taka gazeta w branży drzewnej (miesięcznik), w której każdy artykuł opisujący jakieś urządzenie lub technologię, a nawet przedstawiający firmę jest kryptoreklamą. Na tej samej stronie jest zawsze zamieszczona reklama dotycząca opisywanego tematu. Zawsze sie zastanawiałem , jak takie pismo kosztujące 9,- zł, wychodzące w nakładzie 20000 egz, na dobrym papierze, mające kilkadziesiąt stron może się utrzymać na rynku.
    Rzetelność i uczciwość dziennnikarska w tego typu prasie już dawno odeszła w niebyt.
    Pozdrawiam

  9. A ja się cieszę, że tak się stało. To znaczy – żal mi profesorki Staniszkis, ale miło, że sprawa się rypła, a ta pani z PKP jest tak uroczo otwarta, jeśli chodzi o zdradzanie tajemnic firmy. (Swoją drogą – ona najwyraźniej nie miała pojęcia, że takie praktyki to łamanie prawa.)

    Prawda o ‚artykułach sponsorowanych’ jest znana od dawna, ale niewielkiej garstce czytelników. Dzięki tej sprawie podniesie się świadomość o wiele liczniejszej grupy. Chociaż oczywiście dziwi zapał GW w tropieniu tej sprawy. Nad artykulikiem unosi się smrodek hipokryzji. Oto podwinęła się noga konkurencji („…a my robimy to samo, ale dyskretniej”).

  10. Już bodaj 5 lat temu, pisząc w lokalnej prasie musiałem łagodzić materiały lub zaniechać …bo krytykowany daje reklamy, wójek stryjka brata p.preztydenta miasta robiącego szwindle, sponsoruje coś tam. Albo poglądy medialne dziennikarza, nie są tożsame z poglądami ciotki żony właściciela gazety Itd.
    Ponieważ cenię sobie niezależność odpuściłem. Dlatego gadki o wolnych, niezależnych mediach dawno włożyłem między bajki.

  11. mozliwe, ze babcia jadwisia proboje nam w ten przewrotny sposob
    zwrocic uwage,
    ze zlikwidowanie w ciagu dekady ponad polowy polaczen kolejowych,
    bylo kompletnym idiotyzmem?

  12. Staniszkis jak zwykle demaskuje. Tym razem posrednio ujawnila i udowodniła mizerię polskiego dziennikarstwa, kruchość finansową prasy i brutalność walki PKP ze swoimi klientami. Niestety, obnażyła też swoją naiwność. A mnie pozbawiła możliwości zobaczenia jej np. w różowej pomadce, którą w końcu moglaby kupić za reklamę PKP.

  13. Na szczęście odnoszę się z dużym krytycyzmem do tego co pani Staniszkis raczy ogłosić publicznie.Więc nie załamuję rąk.Rzepa odpali działkę pani Jadzi z tytułu reklamy i będzie spokój.

  14. A ja wrócę do tematu podwyżki Vat rzetelności dziennikarskiej o którą wpis zahacza.
    Rząd zapowiada podniesienie stawki z zera do pięciu procentów na książki.
    I słusznie.
    Gdyby to ode mnie zależało to bym objął książki stawką 22% a zyski przeznaczył na dofinansowanie wiejskich bibliotek w celu wyrównywania szans edukacyjnych.
    Na dofinansowanie zakupu podręczników ludziom niezamożnym.
    Nie widzę powodu żeby biedny człowiek co nie ma za co utrzymać rodziny kupując chleb dokładał się do wspólnej kasy jaką jest budżet i VAT płacił a bogaty inteligent który buduje sobie księgozbiór miał być z tego obowiązku zwolniony.
    Zresztą nie uważam czytania książek za wartość samą w sobie.
    Książka książce nierówna.
    Ale ciekawe jest jak lobby wydawnicze dociera do opinii publicznej przez bezkrytyczne media.
    Zarówno wcześniej w telewizji a dziś w radio usłyszałem ten sam komunikat, że wzrosną ceny podręczników.
    O 10%
    Co prawda VAT wzrośnie o 5% ale wiadomo, że wzrośnie na transport i inne bla bla więc z obliczeń fachowcom wyszło, że cena podręczników wzrośnie o 10%.
    Pisaliśmy już tutaj, że tylko VAT końcowy jest cenotwórczy a VAT „po drodze” do produktu finalnego podlega odliczeniu więc nie wpływa na cenę ale kto by sobie z dziennikarzy takim drobiazgiem głowę zawracał.
    I idzie w świat ogłupiający ludzi przekaz.
    A czemu o podręcznikach się mówi a nie o innych książkach?
    A bo dziecko zawsze wzruszy i propagandowy przekaz będzie silniejszy.
    Ale lobby wydawnicze nie domaga się utrzymania zerowej stawki na podręczniki za czym i ja się opowiadam.
    Nauka jest obowiązkowa i ludzie często niezamożni nie mają wyboru kupić nie kupić.
    Przy pomocy podręczników załatwiają większy interes obłudnicy.
    Ale biznes jest biznes a dziennikarze?

  15. ->parker
    Wyższa cena książek na rynku „pierwotnym” oznacza siłą rzeczy wyższą cenę na rynku „wtórnym”.
    Nie jestem bogatym inteligentem, księgozbiór kompletuję po antykwariatach/bazarach.
    Komplet książek wystarczający na pół roku, po antykwarycznych cenach kosztuje kilkaset złotych czasami.
    Chyba nie doceniasz faktu posiadania książek, tego że książki są obecne w przestrzeni w której się np. dziecko porusza, i fakt ze domownicy przykładają dużą wagę do książek/czytania sprawia że książki i czytanie stają się w jakiś sposób istotne w życiu, „fajne”.
    Kilka książek z biblioteki nie spełni tej funkcji.
    Biblioteczki domowe też są potrzebne.

  16. guutek

    Wyższa cena książek na rynku pierwotnym nie oznacza wyższej ceny na rynku wtórnym.
    Nie można powiedzieć, że jest zupełnie bez wpływu ale nie wydaje mi się żeby ten wpływ dał się zauważyć.
    Choć niewątpliwie antykwariusze będą takiej argumentacji używać i próbować coś na tym ugrać.
    Proszę się nie dawać i targować.
    Antykwariat czy uliczny handlarz nie będą od nowego roku więcej za używane książki płacić to i sprzedawać nie muszą drożej.

    Doceniam wartość posiadania książek.
    Bardziej niż ich czytania chyba, bo cały czas mimo, że czytam to kupuje więcej i liczba nieprzeczytanych książek rośnie w mojej bibliotece:)
    Ale nie o czytaniu był mój komentarz.
    Czemu chleb jest Vatem objęty a książki nie?
    A czy wiesz, że kwiaty są objęte uprzywilejowaną stawką 3% Vat?
    Teraz będzie 5%.
    Napiszesz coś o zbawiennym wpływie przebywania wśród kwiatów? 🙂