Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

8.07.2010
czwartek

Kurs franka znów martwi kredytobiorców

8 lipca 2010, czwartek,

Dla nas problemem są wyższe raty, dla Szwajcarów – nagła popularność ich waluty.

Od dwóch miesięcy kurs franka szwajcarskiego nieprzerwanie wzrasta. Od poziomu mniej więcej 2,75 zł, na którym utrzymywał się od zeszłorocznych wakacji, dochodzi już do 3,15 zł. Przez chwilę wydawało się nawet, że nieuchronne jest przebicie bariery 3,25 zł, który to rekord został ustanowiony w lutym 2009 r.

Dla spłacających kredyty denominowane w CHF to znów oznacza wzrost wysokości raty. Przy średnim kredycie na ok. 350 tys. zł, miesięczne obciążenie ich budżetów domowych wzrosło o 300-400 zł. O samej sumie kredytu lepiej nie myśleć. Jeżeli ktoś pożyczał 350 tys. zł w 2008 roku, gdy złotówka była rekordowo mocna, a szwajcarska waluta wahała się około 2 zł, dziś jest winien bankom sumę o 175 tys. wyższą.

Kurs franka w złotówkach w ciągu ostatnich 3 lat, źródło: Money.pl

Analitycy uspokajają, że dalszy wzrost ceny franków jest mało prawdopodobny (choć niestety pamiętam, że ci sami specjaliści przepowiadali latem 2008 roku, że na Boże Narodzenie za szwajcarską walutę zapłacimy nawet 1,80 zł). Te czasy niestety szybko nie wrócą. Pocieszać się można jedynie tym, że według doradców kredytowych, raty spłacane przy kredytach frankowych wciąż są niższe, niż dla tych samych sum zaciągniętych w złotówkach (ze względu na niższe oprocentowanie).

Zawirowania związane z kursem franka wynikają z załamania zaufania inwestorów do euro (po kryzysie greckim i coraz głośniejszych kłopotach budżetowych Hiszpanii, Włoch i Portugalii). Gdzieś trzeba lokować kapitały. Dolar ma już nadszarpniętą reputację, a złoto jest bardzo drogie. Wybór padł więc na walutę niewielkiego alpejskiego kraju. Dla gospodarki Szwajcarów to jednak jest bardzo niekorzystne – przestaje się opłacać eksport towarów (np. zegarków), zmniejsza się ruch turystyczny. Opłaca się za to przywożenie coraz tańszych produktów zza granicy (a więc spada sprzedaż w kraju). Bank Szwajcarii, który przez pewien czas próbował osłabiać swą walutę, prawdopodobnie doszedł do wniosku, że taka walka z rynkiem jest zbyt kosztowna. Teraz pozostaje tylko czekać, aż sytuacja w światowej gospodarce się unormuje, a ceny surowców i walut ustabilizują. Tak długo, jak odczuwać będziemy kolejne fale, echa i odsłony kryzysu, polscy kredytobiorcy też nie mogą spać spokojnie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Jako społeczeństwo przechodzimy na własnej skórze kurs ekonomi.
    Najpierw okazało się, że giełda nie rośnie w nieskończoność.
    To już dawno się okazało.
    Potem, że nieruchomości nie zawsze idą w górę i potrafią spadać.
    No i że złoty się umacnia ale nie zawsze.
    Bywa, że się osłabia.
    Moim zdaniem dopóki osłabieniu złotego nie towarzyszy przecena na rynku nieruchomości to nic się nie stanie i ludzie przetrzymają.
    Jak się kwota zadłużenia rozjedzie z kwotą zabezpieczenia to będziemy mieli problem.

  2. Witam
    Nie potrafie zrozumieć jednego. Jesli kurs franka/euro/dolara rośnie media szaleją, wydaje się , że mamy w Polsce samych kredytobiorców. Natomiast jak kurs franka/euro/dolara spada, to w mediach jest cisza, ewentualnie panuje radość, że wakacje będą tanie. Natomiast nikogo nie interesuje to, że mocny zloty powoduje że przestaje opłacać się eksport ,opłaca się import , tani import powoduje że przestaje się oplacać nawet produkcja na rynek krajowy, miejsca pracy uciekają za granicę. Widze rozwiązanie w jak najszybszym wprowadzeniu w Polsce euro, nie będzie wtedy różnic kursowych, producent/eksporter, ale także importer będzie wiedzial ile jego towar będzie kosztowal za rok, można będzie zaplanować działalność.
    Piszę to jako producent i eksporter (od 18 lat 100% swoich wyrobów sprzedaję w Unii), i doskonale znam sytuacje gdy w ciągu roku wartość sprzedaży wyrażona w złotowkach spada o 20%, przerabiałem to już kilka razy. Ratuję sie zakupem materiałow za euro.
    Co do kredytobiorców mających kredyt w innej walucie niż zloty, to mam o nich własne zdanie .
    Pozdrawiam

  3. Szanowny Panie, pieniądzem w Polsce jest złoty, a nie jakaś złotówka! Jak można – uważając się za poważnego komentatora gospodarczego w poważnym tygodniku – uzywać języka tablidów. 300 tysiecy kredytu w Pańskich „złotówkach” to byłaby ciężarówka bilonu

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Ciekawe, czemu w ciągu dwu miesięcy złotówka straciła 20% wartości, skoro jesteśmy „zieloną wyspą której zazdrości nam świat” ?

  6. Z powyższych rosyjskich wpisów widać, ze mamy globalizm w rozkwicie. Pozwolę sobie zatem przesłać poniższy link o http://www.j2global.com/

    http://www.catholicbusinessjournal.biz/Blogs/?p=605

  7. Pingback: Ak47-024

  8. To raczej wygląda na wirusa!

  9. ..ewentualnie szpiedzy rosyjscy przekazują sobie szyfry na blogu???

  10. …to byl oczywiscie zart -:)

  11. Pingback: Adwing-755

  12. Gospodarz widać rzadziej od gości na blog zagląda.
    Może jest na urlopie?

  13. @ andrzej52 2010-07-08 o godz. 19:33 pisze:
    > Co do kredytobiorców mających kredyt w innej walucie niż zloty, to
    > mam o nich własne zdanie.
    Myli się Pan uważając, że Biorący Kredyty Walutowe mieli w zamiarze doprowadzić do ruiny budżet Polski a już z pewnością nie robili tego aby dopiec eksporterom.
    Nie byli też durniami.
    Powiem za siebie. Walutowy był jedynym, na który było mnie stać aby nabyć najtańsze z możliwych mieszkań. Odwrotnie niż teraz, kiedy wyższe wymagania co do dochodów stawia bank jeśli ma udzielić walutowego niż gdyby miał być w złotówkach.
    Brałem kredyt w ostatniej chwili kiedy mogli mi go udzielić na 16 lat, dziś po dwóch latach mógłbym dostać tylko na 14, więc rata wyższa a i wymagania ostrzejsze, więc własne mieszkanie bye bye. W życiu miałem już własne mieszkanie ale straciłem w wyniku rozwodu i genialnych rozwiązań zawartych w datowanym na lata 60-te Kodeksie Rodzinnym i Opiekuńczym.
    W moim przypadku było to więc wzięcie kredytu „rzutem na taśmę”.
    Tylko walutowego bo innny był poza zasięgiem.