Prezydent Komorowski. „Gospodarka jest najważniejsza”

Trwa wieczór wyborczy. Jeśli sprawdzą się sondażowe przewidywania, II turę wyborów prezydenckich wygra – choć z niewielką przewagą – jednak Bronisław Komorowski. Dla PO to spora szansa na przejęcie całości odpowiedzialności za los kraju. Ale też spore wyzwanie, bo nie będzie już można usprawiedliwiać ustawodawczej opieszałości tłumaczeniem, że „nic nie robimy, bo prezydent z PiS i tak wszystko zawetuje”.

Życzę Bronisławowi Komorowskiemu, aby okazał się lepszym prezydentem niż był kandydatem. Podczas gdy on dziś będzie pił małego szampana (większy zostawił na poniedziałek, po ogłoszeniu oficjalnych danych przez Państwową Komisję Wyborczą), ja proponuję krótki remanent spraw pilnych i bardzo pilnych w gospodarce, których do tej pory Platforma nie dotykała, spodziewając się prezydenckiego weta.

1) Po pierwsze – reforma służby zdrowia, narysowanie nowego systemu jej finansowania i jasne odgraniczenie – do czego mamy prawo za darmo, do czego zaś trzeba (i ile) dopłacić.

2) Po drugie – przygotowanie planu racjonalizacji wydatków państwa w obliczu światowego kryzysu finansowego, utrzymywanie budżetu w niezłej kondycji.

3) Zrobienie porządków w KRUS, tak aby została w nim grupa naprawdę najbiedniejszych rolników.

4) Szybkie decyzje dotyczące prywatyzacji olbrzymich spółek, które wciąż się w rękach państwa

5) Reforma systemu emerytur, szczególnie przewietrzenie zasad działania OFE, pobieranych przez nie prowizji i sposobów inwestowania (ale bez odbierania im pieniędzy). A potem kto wie – może nawet podniesienie wieku lub zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn?

W trakcie tej krótkiej i mizernej kampanii przedstawiciele PO usilnie namawiali nas, abyśmy dali im szansę przejęcia pełnej odpowiedzialności za Polskę. Teraz – jak się wydaje – ta szansa im się trafia. Przed partią Tuska kilkanaście miesięcy naprawdę katorżniczej pracy. O ile tylko wszystkie obiecywane projekty ustaw i pomysły mają ujrzeć światło dzienne. Szefostwo Platformy staje przed niezwykle trudnym zadaniem.

Z jednej strony podejmowanie niepopularnych decyzji może odebrać wyborców, a za pasem kolejne wybory (samorządowe oraz parlamentarne w 2011 r.). Jednak dalsza polityka chowania głowy w piasek i sprytnego wymijania nabrzmiewających problemów gospodarczych, szybko się zemści na stanie państwowej ekonomii. A to zły sygnał dla rządzących. Ich wyborcy za chwilę po prostu powiedzą „sprawdzam”.