Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

16.05.2010
niedziela

Sukces e-commerce w Chinach

16 maja 2010, niedziela,

Chiny, choć są ogromnym rynkiem internetowym, do tej pory nie były potęgą w dziedzinie e-handlu. To jednak się zmienia – i to w tempie trzycyfrowym.

Według raportu banku inwestycyjnego Credit Suisse, jeszcze w 2007 roku wartość chińskiego rynku e-commerce wynosiła 40 mld juanów (niecałe 6 mld dolarów). W zeszłym roku po raz pierwszy przekroczyła 200 mld juanów (30 mld dol.), zaś według prognozy CS, w roku 2012 zbliży się do 900 mld juanów (131 mld dol.). Trzeba przyznać, że jest to wzrost imponujący.

Chiński Internet dorobił się już takich usług jak lokalna odmiana PayPala (nazywa się Alipay.com), zaś przedsięwzięcia takie jak Taobao – lokalne skrzyżowanie serwisu aukcyjnego i pasażu handlowego – rozwijają się błyskawicznie.

www.taobao.com

Przyczyna sukcesu chińskich e-sklepów to przede wszystkim konkurencyjne ceny. Według raportu Credit Suisse są one średnio o 21 proc. niższe niż w „realu”. Co jednak bardzo ciekawe – struktura e-sprzedaży różni się od tradycyjnie rozwiniętych rynków e-commerce, takich jak Wielka Brytania, USA, czy nawet już Polska. Oczywiście rozchodzi się tam mnóstwo sprzętu AGD, elektroniki, telewizorów, filmów DVD i innych dóbr kultury. Jednak prawdziwa żyła złota to produkty codziennego użytku. Hitami są więc pieluchy dla niemowląt, kosmetyki, a nawet – pieczywo, owoce, warzywa, herbata. Już dwie-trzecie chińskich gospodarstw domowych, posiadających dostęp do Internetu, kupiło w ciągu ostatniego pół roku przedmioty codziennego użytku online.

Oczywiście w Polsce tego rodzaju towary też są sprzedawane przez sieć. Jednak są domeną dość ekskluzywnych e-delikatesów, takich jak Piotr i Paweł, internetowa Alma, czy Frisco. Codzienne zakupy spożywcze można oczywiście tam robić. Choć niestety ceny nie należą do najniższych. Zazwyczaj złożenie zamówienia przez sieć oznacza, że po prostu po sklepie przejść musi się zatrudniony na etat pracownik, który na podstawie komputerowego wydruku włoży do koszyka pożądane przez nas produkty. Jeśli do tego dodamy jeszcze spore koszty dostawy (kurier liczy sobie co najmniej 20 zł) otrzymamy usługę raczej dla zamożnych klientów.

Tymczasem w Chinach codzienne e-zakupy opłacają się bardziej niż w „stacjonarnych” supermarketach. A kluczem do sukcesu są… tysiące posłańców, kursujących na motorach i rowerach po ulicach chińskich metropolii i oferujących się dowieźć dowolny towar w dowolne miejsce za równowartość kilkudziesięciu centów.

fot. decade_null, Flickr, CC by SA

Niski koszt siły roboczej działa tu na korzyść zamożniejszych Chińczyków. Można przypuszczać, że podobne zjawisko spotkamy w przypadku usług e-commerce w innych wielkich globalnych metropoliach, w których występuje nadpodaż rąk do pracy (Indie, Meksyk, Brazylia). To smutne, gdy uświadamiamy sobie, że kluczem do sukcesu jest spora grupa chętnych, która zrobi wiele, aby zarobić (ostatecznie) bardzo niewiele.

fot. andreweland, Flickr, CC by SA

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Tanie usługi + wysoka motywacja (odwrotnie jak u nas), to natura chińskiego żarłocznego smoka. Przyjdzie czas, by i nas pożarł – przestanie się Pan, Redaktorze, lewicowo użalać. Mnie może się uda nie dożyć wizji Passoliniego.

  2. Ja tez sie boje chinskiego smoka. Poznalam ichnia motywacje, glod sukcesu, hungry spirit. Przy nich Polacy to znuzone dostatkiem bananowe dzieci.