Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

8.05.2010
sobota

Jak rynek powinien ukarać Goldman Sachs?

8 maja 2010, sobota,

Kryzys na nowo rozpalił dyskusję o tym, co w biznesie najważniejsze. Zysk? Klient? Pracownik? Akcjonariusz? Zaufanie?

W ostatnich tygodniach dwa prestiżowe globalne pisma o biznesie – Harvard Business Review oraz The Economist opublikowały teksty o wartościach w biznesie (nie podaję linków, gdyż archiwa obu tytułów są zamknięte i płatne). Stało się to moim zdaniem nieprzypadkowo – gdyż na metapoziomie dyskusji ekonomicznych, oderwanym od bieżących spraw przyszłości euro, Grecji itp. – od początku tego kryzysu jesienią 2007 roku trwa debata o tym, czym należy kierować się wyznaczając długoterminowe cele dla każdego biznesu.

U zarania kapitalizmu wszystko było relatywnie proste – dla przedsiębiorstwa było dobre to, co było dobre dla jego właściciela (będącego jednocześnie szefem). Potem jednak system stał się bardziej złożony. Wraz z upowszechnieniem spółek akcyjnych i giełd, coraz większą rolę zaczęli odgrywać akcjonariusze, którzy zyskali wpływ na wybór prezesa oraz zarządzających przedsięwzięciem. Narodziły się takie „mutacje” jak akcjonariat pracowniczy, czy skandynawsko-francuskie modele kapitalizmu połączonego z silnym socjalem. Gdy w połowie XX wieku akcje przestały być sposobem długoterminowego lokowania pieniędzy, a stały się elementem gry i błyskawicznego obrotu, podstawowym miernikiem sukcesu przedsięwzięcia stała się wartość akcji. Im szybciej rośnie, tym lepiej dla firmy.

I z tego właśnie – z tempa przyrostu wartości akcji – coraz częściej zaczęto rozliczać prezesów firm, których pensje uzależniano nawet od zwiększenia giełdowej wyceny w trakcie kadencji. Kłopot w tym, że prezes, który jest tylko najemnikiem wynajętym na kilka lat, podlega wyjątkowej pokusie, aby w trakcie kontraktu maksymalnie „napompować” wartość akcji. I bywa niestety – co pokazały ostatnie dwa kryzysy giełdowe – że odbywa się to w sposób sztuczny, według zasady – „po nas choćby potop”. Można podjąć szereg decyzji, które w krótkim czasie wywindują kurs akcji pod niebiosa, ale w perspektywie wieloletniej okażą się dla przedsiębiorstwa zabójcze.

Parking tylko dla naszych najcenniejszych klientów – przynajmniej w tej firmie wiadomo, kto tu (u)rządzi.
fot. icathing, Flickr, CC by SA

Na przykład ograniczenie zarobków pracowników. Na krótką metę poprawi znacznie dochodowość przedsięwzięcia, ale po dłuższym czasie może doprowadzić do odejścia z firmy najlepszych ludzi (a przecież to właśnie ludzie coraz częściej stanowią o przewadze konkurencyjnej na rynku). Jak ważny jest więc pracownik? A może to jednak klient jest w naszej firmie najważniejszy? Konflikt między akcjonariuszami spółki, a tzw. interesariuszami (pracownikami, klientami, partnerami biznesowymi) na dłuższą metę jest nie do rozwiązania. Wymaga od managerów ciągłego lawirowania i próby znalezienia punktu równowagi.

Dlaczego o tym piszę? Ano równolegle do rozwoju greckiej odsłony kryzysu finansowego w USA rozpoczęło się poważne dochodzenie wokół banku inwestycyjnego Goldman Sachs (pod linkiem znajdą Państwo artykuł z POLITYKI na ten temat). Mówiąc najbardziej skrótowo – są powody aby przypuszczać, że bankierzy w Goldman Sachs nie postąpili do końca fair, sprzedając swym klientom inwestycje, co do których od początku było wiadomo, że najprawdopodobniej skończą się stratami.

Ten termos to siedziba Goldman Sachs w Nowym Jorku, fot. Wikipedia

Nie mam żadnych wątpliwości, że Goldman Sachs z zarzutów SEC się wybroni. Na pewno zatrudniają najlepszych prawników. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że ten znany bank inwestycyjny – dla krótkoterminowych korzyści – nadużył zaufania, którym obdarzali go klienci. Gdy więc istota sporu rozmyje się w prawniczych dywagacjach, warto pamiętać, czym jest istota bankowości (a już bankowości inwestycyjnej szczególnie) – czyli wieloletnią relacją między partnerami i bankiem. Najlepszą karą dla Goldman Sachs byłoby w tej sytuacji solidarne zbojkotowanie go przez partnerów biznesowych. W ten sposób krótkoterminowo zyskowna decyzja byłaby dla banku zabójcza w perspektywie kilku lat.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 28

Dodaj komentarz »
  1. Wydaje mi się, że z nieuczciwością będziemy mieli do czynienia zawsze.
    Dopóki będzie można nieuczciwie zarobić to się będzie zarabiało.
    A jeszcze spór się będzie toczył co znaczy uczciwie.
    To truizmy co piszę ale czasem i truizm w dyskusji się przyda.

    Działania antymonopolowe państwa powinny doprowadzić do podzielenia molochów w każdej dziedzinie.
    Motoryzacji,bankowości i produkcji stali.
    Państwo nie powinno doprowadzić do sytuacji powstania molocha który szantażuje upadłością i wyciąga rękę po państwowe pieniądze.
    Resztę konkurencja i prokuratorzy powinni załatwić.
    Etyka w dzisiejszym biznesie jest taka sama jak we wczorajszym moim zdaniem.

  2. „Jak rynek powinien ukarać Goldman Sachs?” – pyta red. Stasiak.

    Hmm. Goldman Sachs to właśnie rynek. Dlaczego rynek miałby sam siebie karać? Nikt sam siebie nie karze.

    Karać może tylko agencja zewnętrzna wobec rynku (w tym wypadku Goldman Sachsa). I, oczywiście, wystarczająco silna, aby kara mogła zostać wyegzekwowana.
    Czyli PAŃSTWO, albo, jeszcze lepiej, GRUPA PAŃSTW.

    Przy czym „kara” powinna być rozumiana szeroko, łącznie (przede wszystkim) z „profilaktyką”.

  3. Taaaaaaaaak….dajmy najpierw bankom nieograniczona niemal wladze nad kreacja pieniadza w roznej formie a potem dziwmy sie ze „absolutna wladza korumpuje absolutnie”. I co ma rynek zrobic? Rynek jest zdeformowany przez panstwo na korzysc wielkich bankow…co moze zrobic ? Nic kompletnie nie moze. Na rynku GS by zwyczajnie poszedl z torbami ze swoja polityka.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. red Stasiak nie rozumie zalecajac „bojkot” ze bojkot podobnie jak kazdy inny nieformalny kartel musi sie rozpasc. Zwlaszcza gdy organizacja bojkotowana ma wtyki w rzadzie federalnym (de facto nim kieruje). Przeciez cala afera odnosnie GS jest pozorowana i beknie jakas nic nie znaczaca plotka.

    Czy ktokolwiek sprawdzil w jakich instytucjach pracowali sekretarze skarbu? Obecny? poprzedni? jeszcze wczesniejszy? A to tylko wierzcholek gory lodowej…

  6. ‚ jeszcze lepiej, GRUPA PAŃSTW.”

    A najlepiej GRUPA SILNYCH PAŃSTW albo SILNA GRUPA PAŃSTW.
    A kara powinna być OKRUTNA.
    Żeby wszyscy ZOBACZYLI.

  7. Sorry @mw, ale, Goldman Sachs to nie rynek.
    GS działa na rynku i moim zdaniem ta firma się nie podniesie.
    Wszyscy posiadacze jej akcji są na lodzie.
    Uniosłem się:)

  8. parker:

    Jedno państwo w większości przypadków będzie za słabe, aby dać sobie radę z Goldman Sachsem, obojętnie czy stosując prewencję czy egzekwując karę. Tylko nadzór wielopaństwowych organizacji (jak np. UE) może być skuteczny.

    Kara nie musi, a nawet – wbrew temu, co piszesz – nie powinna być okrutna. Wystarczy, żeby była odstręczająca i pełniła skutecznie funkcję prewencyjną.

    Oczywiście, że powinna to być silna grupa państw. Przypuszczam, że słaba grupa państw (przykładowo: Kamerun, Azerbejdżan, Timor Wschodni i Kiribati) z Goldman Sachsem nie dałaby sobie rady.

    A może uważasz inaczej?

  9. parker:

    Aha, jeszcze piszesz, ze wszyscy powinni zobaczyć. Zgadzam się, chodzi nie tylko o ukaranie i zniechęcenie (do ponownego takiego działania) winowajcy, ale też o uzmysłowienie innym chętnym do „twórczego” używania sił rynku, że nie powinni z tą „twórczością” przesadzać, bo to się im NIE OPŁACI…

  10. parker:

    jak panstwo moze dzialac antymonopolowo gdy jest jednoczesnie jedynym prawdziwym zrodlych trwalych monopoli – poprzez tworzenie prawa pozwalajacego sztucznie takim tworom trwac na rynku bez wzgledu na ich efektywnosc???

  11. @mw @pk

    Nie ma chyba między nami sporu co do potrzeby podzielania zbyt dużych żeby upaść.
    Nie więżę jednak w skuteczną agencję międzynarodową.
    Jeśli największa gospodarka świata, podzieli swoje gigantyczne firmy a jest na to klimat społeczny i przyłączy się do tego Europa to ekonomia światowa zyska moim zdaniem.
    mw chciałby odstraszać karami a ja bym pozwolił zadziałać rynkowi.
    Jakby GS był akurat na tyle duży żeby upaść już by go nie było.
    Akcjonariusze by stracili no ale to ryzyko inwestora.
    Zarząd najprawdopodobniej by bronił się przed sądem.
    Bez odsiadki by się nie obeszło.
    A tak to mamy potężnych graczy którzy szantażem przerzucili na państwo ryzyko swoich inwestycji a teraz się okazuje że i oszustw najprawdopodobniej.
    Państwo wspierało oszustów wyszło.

    Teraz mamy początek drugiej fali kryzysu kiedy to w tarapaty wpadają państwa które z tarapatów wyciągnęły prywatne firmy.
    Na razie to Grecja,straszy się Portugalią i Hiszpanią.
    A kiedy Ameryka, że niedyskretnie spytam?
    Moim zdaniem właśnie działania antymonopolowe będą wnioskiem jaki ludzkość wyciągnie z kryzysu.
    I skończy się mam nadzieję wspieranie przez państwo czytaj społeczeństwo gospodarki.
    Ludzie niech pracą wspierają gospodarkę a nie podatkami.

  12. parker:

    Ręce i nogi opadają, gdy czytam Twoje „argumenty”. To coś jak z Poncyliusza, Kluzik-Rostkowskiej i ś.p. Gosiewskiego.

    Ty byś „pozwolił zadziałać rynkowi”. A kto nie pozwoliłby? Przecież dyskutujemy nad skutecznym NADZOREM nad rynkiem i KARAMI dla wykorzystujących mechanizmy rynkowe dla celów a- czy nawet anty-społecznych, a nie nad likwidacją rynku!!!.

    Proponujesz „podzielenie zbyt dużych” i „działania antymonopolowe”. A KTO ma to zrobić, wymusić i TO nadzorować? Ci, którzy łącza się, żeby być jeszcze potężniejszymi w zmaganiach z nadzorem i nie upaść, nawet jeśli udowadnia się im zwykłą kradzież? Ci, którzy łącza się w monopole? Kpisz, czy o drogę pytasz? Nadzór może być prowadzony a kary egzekwowane WYŁĄCZNIE przez agencję ZEWNĘTRZNĄ wobec nadzorowanego i karanego. Czy to nie jest logiczne?

    Ci, którzy „szantażem przerzucili na państwo ryzyko swych inwestycji” zrobili to, właśnie WYKORZYSTUJĄC BRAK państwowego (czyli społecznego) NADZORU i systemu KAR. Tego tez nie rozumiesz?

    No i kompletny (wybacz) idiotyzm. Piszesz: „skończy się wspieranie przez państwo, czytaj społeczeństwo, gospodarki”

    Czyś Ty szaleju się napił? A czyja jest gospodarka, jak nie SPOŁECZEŃSTWA właśnie????

    Jeśli społeczeństwo skończy wspierać gospodarkę, to kto ją będzie wspierał? Marsjanie? Hobbici?

    Parker, bój się Boga! Myślałem, że jesteś jednym z tych nielicznych na blogach Polityki, którzy myślą. Kompletnie się pomyliłem…

  13. @mw
    To coś jak z Poncyliusza, Kluzik-Rostkowskiej i ś.p. Gosiewskiego.

    To etatyści podobnie jak cały PiS któremu i socjalistycznych idei nie brakuje.
    Sojusz ze związkami maja jak SLD.
    Raczej w Twoich komentarzach przebija etatystyczne myślenie.
    Internacjonalno-etatystyczne jeśli można te idee połączyć w jedną.

    Jesteś zwolennikiem jak rozumiem silnego nadzoru państwa nad gospodarką a z patologiami chcesz walczyć karami i kontrolą.
    Nie zgadzam się z takim myśleniem bo historia uczy, że nie jest to skuteczne i rodzi patologie.
    Gdzie dużo władzy urzędniczej tam dużo korupcji i marnotrawstwa.

    Uważam, że państwo jest od usuwania przyczyn patologi przede wszystkim.
    Przyczyną takiego rozrośnięcia się i skonsolidowania kapitału w …tu mi słowa brakuje na nazwanie tych molochów finansowych, jest próba rządu USA wejścia z nimi w grę.
    Razem grzali bańkę spekulacyjną i gospodarkę.
    Rząd obniżał stopy a „banki” szalały na kredyt wraz z całym społeczeństwem.
    Tak się kończy udział państwa w grze rynkowej.
    Państwo czyli podatnicy zostaną z długami na koniec, bo nie ma nic za frico.
    Rząd się nie zna na gospodarce i nie powinien być uczestnikiem gry.
    Powinien być arbitrem i kontrolerem i do takich działań zaliczam działania przeciwko nadmiernej koncentracji kapitału.
    Żeby rynek mógł działać.
    Wtedy gospodarka będzie społeczeństwa bardziej niż dziś.
    Szkoda, że Cię rozczarowałem swoim myśleniem

  14. parker:

    I znowu jak kulą w płot! Piszesz, podsumowując podane przykłady finansowo-ekonomicznych zwyrodnień:

    „Tak się kończy udział państwa w grze rynkowej.”

    Oczywiście! Tak będzie zawsze, gdy państwo (w rozumieniu „urzędu”, a nie „społeczeństwa”) „bierze udział w grze rynkowej”.

    Tego państwu (urzędowi) nie wolno! Przeczytaj dokładnie dyskusję tutaj.
    Bo państwo (jako urząd), a dokładnie jego agendy nadzorująco-sankcjonujące, ma zupełnie inne zadanie: NADZORU nad finansami w gospodarce rynkowej (która przecież obraca wyłącznie pieniędzmi społecznymi, zarobionymi przez ludzi) i SANKCJI za łamanie reguł (sankcji egzekwowanych w imieniu obywateli, którzy powierzyli swe zarobki rynkowi).

    Żeby rynek mógł działać, jako rynek społeczeństwa.

  15. Goldman Sachs nie da się ukarać z prostej przyczyny. Instytucji o tych rozmiarach (zdolnych do obsługi dużych klientów) jest ograniczona ilość i klienci instytucjonalni po bojkocie GS musieliby się udać do innej, podobnej instytucji. Na tym polega oligarchia, że wyemancypowany duzy gracz nie pozostawia klientom wyboru.

    Podobnie jest na rynku surowców i z wielka dystrybucją. Stal mozna kupić wszędzie, ale ceny ustala Arcelor. Mozna się obrazic na lokalny hipermarket, ale mało kto będzie jeździł na drugi koniec miasta robić zakupy w innym itd. To jedna z cech kapitalizmu korporacyjnego, jeszcze słabo opisanego, ale juz widocznego przez coraz bardziej bezczelne zachowania liderów rynku.

  16. @Art63
    Jak już zabrałem głos, to chyba nie wypada zamilknąć skoro nikt z odsieczą się nie kwapi.
    Piszesz:
    „Stal mozna kupić wszędzie, ale ceny ustala Arcelor.”

    To niech sobie podniesie.

    To nie prawda.
    Ceny ustala koniunktura na stal.
    Wysokość produkcji na którą oczywisty wpływ ma koncern wpływa na cenę ale żeby ją podnieść, trzeba ograniczyć produkcję a zatem i przychody.
    To skomplikowany mechanizm i produkuje się mniej więcej tyle, żeby wystarczyło i w magazynach nie zalegało bo to straty.
    Zdecydowanie większy wpływ na ceny stali ma popyt który od inwestycji a te od koniunktury jak wspomniałem zależą.

  17. Zgadzam sie z Parkerem. Jednym z problemow obecnego kryzysu na pewno jest nie przestrzeganie przepisow anty-monopolowych.

    Ale sa rowniez inne przyczyny. Moim zdaniem glownym problemem jest zmniejszajaca sie produktywnosc kapitalu. Mozna to zaobserwowac porownujac tepa wzrostu dlugow i produktow krajowych. Np w USA tepo wzorstu dlugow przekracza tepo wzrostu PKB az 5-cio krotnie !!! (przecietna ostatnich 2 lat)

    I z tego powodu trwa teraz dyskusja po co istnieja banki inwestycyjne (jak Goldman Sach). Faktem jest kontrybucja tych bankow do PKB jest ZERO.

    20-30 lat temu rola bankow bylo; wziasc od jednych i sfinasowac drugich i na tym zarobic. Teraz niestety tak nie zawsze jest. Banki (inwestycyjne) nie finasuja innch, banki same inwestuja i robia to na rynkach gieldowych, walutowych, surowcowych i innych. Ich operacje staly sie gra jak w kasynie. Roznica jest ze w kasynie gracz gra swymi pieniedzmi a bank inwestycyjny gra peiniedzmi nalezacymi do klientow. Bank investycyjny podejmuje ryzyko na koszt swych klientow. Co jest niezgodne fundamentalna zasada – bez ryzyka nie ma zyzku. Bank inwestycyjny nie podejmujac ryzyka (na swoje konto) moze miec zysk.

    I to jest problemem bo nic, zadnych wartosci to nie produkuje. Np; ilosc pieniedzy naplywajacych codzinnie na gieldy przewyzsza wartosc nowych akcji tam sprzedawanych. Rezultatem jest inflacja akcji juz w obiegu. Ich ceny rosna co to jest fikcyjnym stworem. Kapital zainwestowany na gieldach nic nie produkuje. (pomijam tu nowe akcje co jest rzadkoscia) A kazda panika wyrzuca ten kapital w bloto.

    Rzeczywistym rozwojem gospodarki zajmuja sie teraz banki developerskie ale poniewaz banki inwestycyjne sciagaja za duzo kapitalu i go marnuja produktywnosc calosci kapitalu spada.

    Nie dajcie sie oszukac przez te wielkie zyski deklarowane przez banki. To sa tzw zyski nie zrealizowane, oszacowane na podstawie cen w danym czasie.

    Ceny na gieldach rosna na podstawie inflacji (nie mylic z CPI) stwarzajac fikcyjne zyski, powazne projekty musza wiec konkurowac o kapital z fikcyjnymi zyskami z gield co staje sie kosztowne dla tych projektow. Co z kolei obija sie negatywnie na wzroscie PKB.

    Np; ja mam projekt, potrzebuje kapital a inwestor na gieldzie moze zarobic 20%, a jest to oszacowane na podstawie danych historycznych,
    (tzn nie koniecznie zrealizowane zarobki), ja musialbym zaoferowac wiecej niz 20%. A to moze byc dla mnie za duzy koszt. Odkaldam wiec moj projekt na polke i PKB traci. (dla ciekawskich polecam Capital Assets Pricing Models)

    Widac wiec ze same centrum na ktorym opiera sie teoria kapitalistyczno-wolno rynkowa jest destrukcyjne. Tylko dzieki kolonialnemu zlodziejstwu i naduzyc kredytu kapitalizm przetrwal do tej pory.

  18. parker pisze:
    2010-05-10 o godz. 19:53

    Rynki stali nie maja nic wspolnego z wolnym rynkiem. Rynek stali jest zdominowany przez kilku duzych producentow. Oni ustalaja ceny i poziom produkcji. Dzialaja jak cartel (mafia) pomimo ze nie maja umowy (bo zabronione). Jest to charakterystyka rynkow oligopolistycznych.

    Popyt z koleji reprezentuja rozproszeni klienci i jako calosc nie maja nic do powiedzenia. Nie maja wplywu na ceny ani poziom produkcji.

    Glownym celem producentow jest unikanie wojen cenowych a manipulacje poziomem produkcji maja swoje ograniczenia.

  19. „the mentor” pisze:
    „Zgadzam się z Parkerem”
    I konkluduje: „Tylko dzieki kolonialnemu zlodziejstwu i naduzyc kredytu kapitalizm przetrwal do tej pory.”

    I co Ty na to, „parker”? To właśnie miałeś na myśli?
    Pisz jaśniej….unikniesz takich nieporozumień.

  20. Jaśniej nie potrafię

  21. @parker,

    „…to niech sobie podniesie…”

    Własnie podniósł. Na rynku malejącego popytu w EU ceny poszybowały od stycznia o 22%, na lipiec zapowiadane są podwyzki o następne 12%. Celem jest podwojenie ceny w 2010 (z ok. 500E za tonę do 1000E za tonę).

    Arcelor kształtuje ceny poprzez manipulacje mocami produkcyjnymi, (bo nie opłaca mu sie trzymać otwartych zakładów o nasyceniu kosztami stałymi rzędu 90%), mobbing mniejszych producentów (jak w zeszłym roku we Włoszech) Oraz kontrolę podaży na poszczególnych rynkach. Szczegółowy mechanizm przekracza ramy wpisu ale jest dość uniwersalny tj. oligarchowie na rynku surowcowym zachowują sie podobnie w każdej branży tzw. „zderegulowanej”.
    Podobne uwagi dotyczyc mogą relacji na rynku producentów i dystrybucji, bo obecnie w praktyce na każdym europejskim rynku ok. 80% dystrybucji jest pod kontrolą wielkich sieci, które maja tylko kilku dostawców każdego asortymentu.

    Działanie oligopolu opisał pokrótce @the mentor, nie zgodzę się tylko, że zmowy mają charakter kartelowy: kartele sa nietrwałe i łatwe do zerwania, podczas gdy ustalanie cen miedzy dużymi graczami to jedyne wyjście, aby nie wywołac wojny cenowej niszczącej dla wszystkich, są więc bardzo trwałe.

    Jednym słowem jak masz rynek, na którym 80-90% obrotów kontroluje trzech graczy, to model „niewidzialnej ręki rynku” lub „równowagi popytu z podażą” nie jest właściwym opisem. Nie ma żadnej równowagi, jest pompa ssąca cash od małych do dużych. Dlatego Goldman Sachs nie można ukarać, za to on może ukarać nas:)

  22. To nie rynek powinien karać Goldmana, a sądy. Moim prywatnym zdaniem ta instytucja oraz wiele jej pokroju nie mają nic wspólnego z rynkiem, to czysta szulernia, okradająca de facto tych, którzy naprawdę pracują. Ich „inżynieria finansowa”, różne ABACUSy to zwykły szwindel, uwłaczający ekonomii oraz inteligencji ludzi, służący realizacji założenia wyrażonego precyzyjnie przez dyrektora z Goldmana, Fabrice Tourre: „K… musimy wyp… w d… klientów”.

    To także instytucje podżegające do wojen, rozmyślnie destabilizujące gospodarki całych państw i regionów świata, manipulujące dowolnie kursami walut. Ich instrumenty finansowe, jak kontrakty terminowe na przykład powodują, że ta złodziejska „finansjera” zajmuje określone pozycje, długie lub krótkie, a następnie robi wszystko, aby „rynek”, który de facto nie istnieje, podążał w obstawionym kierunku. Jeśli na przykład zajęte są długie pozycje na „rynku” ropy, to wojna w z Iranem gwarantuje im horrendalne zyski, itd.

    Więc nie rynek powinien tu reagować, a sądy, ewentualnie Robesspierre.

  23. @Art63
    Popyt w Unii może i maleje, wierzę na słowo.
    W pozostałej części świata rośnie w takim razie, bo inaczej ceny by nie rosły.
    Wydaje mi się, że masz założona tezę i być może nieświadomie filtrujesz informacje.
    Zauważasz tylko te które Twoja tezę potwierdzają.
    Na ceny surowców wpływa też niepewność w czasach kryzysu.
    Stały się środkiem tezauryzacji w większym stopniu niż wcześniej.
    Wiele czynników wpływa na ceny stali.
    Również producent.

    Na koniec dodam, że też jestem przeciwnikiem monopoli.
    Tylko z „innych pozycji.”

  24. @parker,

    Ciężkie stawiasz zarzuty:)) Podaję Ci dane i mechanizmy, a nie mój wyobrażony świat. Ale mniejsza z tym.

    Jeśli chciec wyrazić moją myśl kategoriami równowagi rynkowej (podaży i popytu), to w przypadku stali równowaga ta może byc wyrażona metodami statystycznymi (niewidzialna ręka rynku) do czasu pojawienia sie silnej korelacji (przyczyny i skutku) czyli aż grupa graczy zacznie kontrolować jedną z tych wielkości. W przypadku Mittala, posiadając ok. 50% światowej produkcji stali i istotny wpływ na mniejszych graczy (mobbing i dumping), kontroluje on podaż, a przez to ceny.
    Podobnie jest z Goldman Sachs:)

  25. parker:

    Przeczytaj, co mówi John Williamson, super liberał i zwolennik rynku, autor „Konsensusu waszyngtońskiego” z 1989 r:

    „Gdybym to pisał dzisiaj, uzupełniłbym otwarcie rynków finansowych o postulat większego NADZORU i REGULACJI. Wielki kryzys, jaki mieliśmy właśnie (…), wynikał przede wszystkim z BRAKU nadzoru i regulacji rynków finansowych”.

    http://wyborcza.pl/1,97559,7855340,Konsensus_waszyngtonski_po_20_latach__Spowiedz_liberala.html

  26. The mentor, 10.5 – 20.29.

    ,,Tylko dzięki kolonialnemu złodziejstwu i nadużyć kredytu kapitalizm przetrwał do tej pory”.

    To czemu, pomimo kolonialnego złodziejstwa (np CCCP wobec republik własnych i obozowych), oraz nadużyciom kredytowym (okradając obywateli) komuna padła? Możesz mi to wyjaśnić?
    Dostrzegasz inne przyczyny przetrwania kapitalizmu i upadku komuny, czy nie? Wyznaj szczerze, będę wdzięczny.

  27. @mw,
    Podzielam poglądy Johna Williamsona.
    W kwestii którą cytujesz, nie do końca się z nim zgadzam.
    Nie, przede wszystkim, tylko miedzy innymi moim zdaniem.
    Oczywiście, że zawiódł nadzór.
    Że niektóre instrumenty finansowe nie powinny być w obrocie.
    Ale na kredyt żyła cała Ameryka.
    Słynne kredyty hipoteczne były podstawą piramidy.
    Było to możliwe dzięki udziałowi rządu amerykańskiego w nakręcaniu koniunktury.
    Poprzez obniżki i utrzymywanie stóp procentowych na niskim poziomie.

    Dlatego zawiódł nadzór, że był w „spółce”.
    To była okazja która uczyniła z instytucji finansowych złodzieja.
    Nie było za mało nadzoru, tylko był zły.
    I nie mam na myśli „spółki” jako spisku.
    Taki wspólny interes wystąpił co się w życiu zdarza.
    Potem trzeba było „wspólników” ratować.
    I znów nie spisek, tylko taka potrzeba, bo gospodarka się zawali.

    A to wszystko dlatego, że publiczność kiedyś uwierzyła, że gospodarką trzeba kierować żeby dobrze działała.
    A politycy uwierzyli, że potrafią to robić.
    Grzali gospodarkę żeby w wyborach zwyciężać.
    Ratują, żeby zwyciężać.
    Szkoda, że sami nie płacą za to rachunków tylko obywatele.

    Mniej ingerencji państwa w gospodarce wszystkim na zdrowie wyjdzie.
    Niezależny nadzór też by się przydał.
    Na nadzorcę Balcerowicza proponuję tylko czy go Amerykanie zechcą.
    Zbyt niezależny, moim zdaniem.
    nizalażny

  28. parker, przeczytałem.

  29. To nie tylko GS. Nowy slogan „Wall Street Terrorism” staje sie coraz bardziej popularny. Polecam Max Keiser Rapports.

    http://www.youtube.com/user/maxkeisertv