Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

27.04.2010
wtorek

Gospodarcze pytania do kandydatów

27 kwietnia 2010, wtorek,

W wyścigu do prezydenckiego fotela liczyć się będą emocje, patriotyczne przymiotniki i licytacja o to, kto jest bardziej polskim Polakiem. Obawiam się, że kwestie gospodarcze – o ile w ogóle się pojawią – będą mało istotnym tłem. A szkoda.

Znamy już głównych pretendentów do najwyższego stanowiska w państwie, choć ich programy pozostają zagadką. Jeżeli w ogóle zostaną sformułowane, bo w czasie tak krótkiej, zaledwie 7-tygodniowej kampanii, bardziej liczyć się będą zapewne tzw. wrażenia i gesty. Zresztą obaj główni kandydaci, Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski – jako przedstawiciele wyrazistych ugrupowań politycznych – mają jednak za sobą zestaw już gotowych idei i poglądów gospodarczych, które zapewne zostaną odkurzone. Czeka nas więc kolejny spór III i IV RP, kolejne starcie Polski „liberalnej” i Polski „solidarnej”.

Jest to o tyle niefortunne, że od prezydenta wciąż zależy bardzo wiele (zbyt wiele?) zmian kluczowych dla polskiej ekonomii w najbliższych latach. Lech Kaczyński, jeżeli nawet nie blokował rządowych ustaw dotyczących gospodarki (bo ustawy te nie zostały przygotowane), to wyraźnie dawał do zrozumienia, na co jego zgody nie będzie. Ten opór był z kolei wygodny dla PO – przekonywali, że zmiany będą, ale jak zmieni się prezydent.

Teraz krytykowanie tragicznie zmarłego Kaczyńskiego będzie w kampanii nietaktem, a wywlekanie projektów gospodarczych, którym był niechętny – błędem. PiS bardzo łatwo przekuje osobę Lecha Kaczyńskiego na ostatniego obrońcę biednych i uciśnionych, który ratował ich przed obrzydliwymi zakusami liberałów z Platformy (prywatyzacja szpitali, grabież narodowego majątku itp.).
 
Na ich temat więc zapewne dyskutować w trakcie kampanii nie będziemy. A szkoda – bo chciałbym bardzo dowiedzieć się od przyszłego prezydenta, co sądzi na przykład o wprowadzeniu w Polsce waluty euro. Czy będzie sprzyjał temu projektowi, czy raczej go torpedował? Jak ma zamiar rozwiązać problem coraz bardziej przeciekającego garnka, nazywanego służbą zdrowia? Czy raczej skierowałby się w stronę upraszczania podatków, czy też ich różnicowania w zależności od dochodów, społecznej sytuacji, życiowych kłopotów? Czy jest za większą, czy mniejszą obecnością sektora państwowego w gospodarce? Co wreszcie z palącym już problemem rosnącej rzeszy emerytów, utrzymywanych przez pracujących coraz ciężej przedstawicieli młodszych pokoleń? Czy podpisze ustawy, które podnoszą wiek emerytalny, zrównują wiek kobiet i mężczyzn, likwidują przywileje sporych grup pracowników?

Obym się mylił, ale obawiam się, że na te pytania odpowiedzi w trakcie kampanii raczej nie poznamy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. „Na ich temat [kwestii gospodarczych] więc zapewne dyskutować w trakcie kampanii nie będziemy. A szkoda”

    Kto jak kto, ale Doris Lessing na polityce się zna. Pisze:

    „Najkrótszy nawet kontakt z polityką powinien wystarczyć, aby nauczyć każdego, że przysłuchiwanie się słowom, jakich ludzie używają, jest najdłuższą drogą wiodącą do zrozumienia, o co chodzi”.

  2. Mamy naprawdę cholernego pecha – katastrofa w Smoleńsku przytrafiła się kiedy wypadałoby wreszcie zacząć poważne reformy finansów, służby zdrowia czy systemu emerytalnego. Do tego przyspieszona kampania prezydencka i mamy jak w banku, że górę weźmie oszołomstwo, martyrologia i w ogóle emocje zbiorowe ‚zarządzane’ przez politycznych macherów.
    Gdy się patrzy na polskie realia to już ręce opadają i odchodzi wszelka nadzieja, że rozsądek i realizm wezmą tu kiedyś górę.

  3. Panie Redaktorze, też jestem ciekawa, czy z wymienione przez pana ważne problemy nie zginą w populiźmie. Tabliodyzacja życia oducza nas rozsądnego myślenia, a powiększająca się rzesza starszych osób z ich postawą roszczeniową i quasi religijnością w połączeniu z nienawiścią jest złym dla reform elektoratem. Chciałabym bardzo się mylić, ale to będzie kampania o niczym (z eknomomicznej perspektywy). Zobaczymy…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Prezydent nie ma absolutnie zadnego wplywu na gospodarke panie Stasiak. Domyslam sie ze nie mieszka pan w Polsce, stad nie wie.

    To Premier i rzad sa odpowiedzialni za gospodarke. (ale bez rozliczenia) A po kandydatach na prezydenta nie nalezy sie spodziewac ze maja poglady na gospodarke. To poza Komorowskim kandyduja partyjni dyktatorzy ktorzy samych siebie nominowali na kandydatow.

    Zachlannosc za wladza, miejsce przy korycie i pasozytnictwo na podatkowiczu sa ich jedyna motywacja. Bo urzad prezydenta jest Polsce nie potrzebny. Urzad prezydenta nalezy zlikwidowac. Przekazac oszczednosci co jest ponad 160 mln zl rocznie na sieroty i opieke spoleczna lub rozwoj technologi.

    Od Komorowskiego (jszcze jeden historyk i bogobojny katolik) rowniez nie nalezy sie spodziewac ani planow ani pogladow gospodarczych. Na smyczy Tuska bedzie wykonywal jego rozkazy. (gdy wygra).

  6. @mw – Świetny cytat z Lessing, bardzo ją lubię.
    Na marginesie uzupełnię sam siebie, bo przypomniał mi się tekst prof. Skarżyńskiej opublikowany kilka tyg. temu w POLITYCE:
    http://archiwum.polityka.pl/art/dwie-prawice,427637.html
    Wynika z niego, że tak naprawdę wyborcy PO i PiSu podejmując decyzje wyborcze przy urnach, wcale nie kierują się poglądami gospodarczymi kandydatów – a więc ci nie mówią nic o tym w kampanii, bo nie o to – zdaniem fachowców od PR – warto kopie kruszyć. Pozdrawiam

  7. @Piotr Stasiak;

    Ba, żeby tylko wyborcy PO i PiSu…

  8. PR, czyli zastosowanie marketingu w polityce, nie zostalo wymyslone w Polsce. Na calym swiecie wybory demokratyczne wygrywa ten kto ma lepszych „sprzedawcow”. Polska nie jest tu wyjatkiem.
    Politycy, kierowani przez specjalistow od marketing, staraja sie przede wszystim nie zrazic zadnego wyborcy. Najprostrzym sposobem na to jest unikanie szczegolow. Konkretna polityka jest zawsze w interesie jednej grupy wyborcow a przeciwna interesom innej.
    W czasie kampani jestesmy skazani na ogolniki, w kazdej dziedzinie w tym i ekonomii.
    „… jestesmy za Polska silna, bezpieczna; za Polska, w ktorej kazdy obywatel bedzie zyl w godnosci i dostatku …”

  9. Też tak uważam. Za to będzie zapychanie wystąpień nieistotnymi z punktu widzenia gospodarki i państwa informacjami o religijności kandydata, jego przywiązaniu do tradycyjnych wartości, liczbie dzieci, ew. miłości do żony, kota, mamy i innych domowników :-). Co gorsza, myślę, że nie skończy się na tym – będziemy też mieli kolejny wylew gnojówki – kolejnego „dziadka w Wehrmachcie” itp. itd.

  10. Mam taką propozycję. Może dziennikarze „Polityki” ułożyliby kwestionariusz z rzeczowymi pytaniami do kandydatów. Kwestionariusz musiałby odzwierciedlać prerogatywy prezydenta, tak żeby odpowiedzi dały obraz poglądów kandydatów na kwestie, w których rozstrzyganiu głos prezydenta jest istotny. Ponieważ, jak pisze pani Anna Dąbrowska, kandydaci nie zamierzają nam się narzucać w czasie kampanii, może poważny opiniotwórczy tygodnik powinien przepytać ich na piśmie, bez emocji i rzeczowo? Pozwoliłoby to też, przynajmniej niektórym, zrozumieć, czym prezydentura w Polsce być powinna i jakie są rzeczywiście obowiązki, prawa prezydenta i jego wpływ na to, co dzieje się w Polsce.

  11. A więc jednak debata, zahaczająca nawet tylko o meritum, jest istotna.

    Właśnie obejrzałem trzecią debatę telewizyjną Browna, Camerona i Clegga. Formalnie na tematy ekonomiczne, ale ostatnie pół godziny poświęcono problemom społecznym (w kontekście ekonomicznym).

    Jak można się było spodziewać, ekonomia to było starcie Browna i Camerona. Nick Clegg, najmłodszy, najmniej doświadczony, z najmniejszym „wsparciem”, miał najmniej do powiedzenia na tematy gospodarczo-finansowe. Zasadniczo ograniczał się do przytaczania anegdot z autopsji (to jest lubiane przez każda publikę) i powtarzania jak mantry swej obietnicy zwiększenia dochodu nieopodatkowanego. W pewnym momencie prowadzący debatę zwrócił mu nawet uwagę, żeby odniósł się do pytania, a nie powtarzał tego, co już mówił.

    Brown jest (a przynajmniej takim mi się wydaje) najbardziej rzetelny, wiarygodny, realistyczny przede wszystkim. Natomiast Cameron to łasica: unikał jasnej odpowiedzi na temat swych obietnic dla najbogatszych, no i używał najbardziej śliskiego języka (skwapliwie potakiwały mu starsze panie na widowni). Nawet wygląda jak naolejony. Ja bym mu nie wierzył, ale przypuszczam, że mniej wyrafinowani przedsiębiorcy „prowadzący własną działalność gospodarczą”, którzy nie mogą dostać pożyczki z banku oraz managerowie banków zagłosują na niego. Tym bardziej, że poglądy społeczne ma bardzo konserwatywne (w Polsce też osoby prowadzących własną działalność gospodarczą są najbardziej konserwatywne, np. maja największy procent zwolenników przywrócenia kary śmierci wg badan prof. Czapińskiego bodajże).

    W kwestiach społecznych, pod koniec debaty, Nick Clegg odrobił znaczną część strat. Nie to, że mówił coś specjalnie odkrywczego, ale jest emocjonalny, sprawia wrażenie przekonanego i szczerego, co lepiej się uwydatnia w sprawach społecznych (imigracja, edukacja) niż w kwestiach ekonomiczno-finansowych (z nimi najwidoczniej najmniej miał do czynienia).

    Co jeszcze zwraca uwagą, to profesjonalizm tych wystąpień, tych wypowiedzi werbalnych. Żadnego stękania, żadnych zająknień, praktycznie cały czas z głowy, gładko, płynnie, natychmiast, ze swadą, bardzo poprawnie, wyraźnie, z doskonałą mimiką (trochę słabszy w tym Brown, grał raczej „ojca”), gestykulacja, aż do przesady wystudiowaną (szczególnie gładki Cameron).

    W ostatnich dniach, wg Poll of Polls BBC partia Clegga spadła na trzecie miejsce, po prawie miesiącu wyprzedzania partii Browna. Konserwatyści trzymają się na czele.
    Zobaczymy, jak zareaguja słupki (przepraszam, wyborcy) po dzisiejszej debacie, no i co zrobią w czwartek, 6 maja. Przewiduję wznios Laburzystów, dalszy spadek Liberałów i pewnie niewielką przewagę (?) Konserwatystów za tydzień.