Gospodarcze pytania do kandydatów

W wyścigu do prezydenckiego fotela liczyć się będą emocje, patriotyczne przymiotniki i licytacja o to, kto jest bardziej polskim Polakiem. Obawiam się, że kwestie gospodarcze – o ile w ogóle się pojawią – będą mało istotnym tłem. A szkoda.

Znamy już głównych pretendentów do najwyższego stanowiska w państwie, choć ich programy pozostają zagadką. Jeżeli w ogóle zostaną sformułowane, bo w czasie tak krótkiej, zaledwie 7-tygodniowej kampanii, bardziej liczyć się będą zapewne tzw. wrażenia i gesty. Zresztą obaj główni kandydaci, Jarosław Kaczyński i Bronisław Komorowski – jako przedstawiciele wyrazistych ugrupowań politycznych – mają jednak za sobą zestaw już gotowych idei i poglądów gospodarczych, które zapewne zostaną odkurzone. Czeka nas więc kolejny spór III i IV RP, kolejne starcie Polski „liberalnej” i Polski „solidarnej”.

Jest to o tyle niefortunne, że od prezydenta wciąż zależy bardzo wiele (zbyt wiele?) zmian kluczowych dla polskiej ekonomii w najbliższych latach. Lech Kaczyński, jeżeli nawet nie blokował rządowych ustaw dotyczących gospodarki (bo ustawy te nie zostały przygotowane), to wyraźnie dawał do zrozumienia, na co jego zgody nie będzie. Ten opór był z kolei wygodny dla PO – przekonywali, że zmiany będą, ale jak zmieni się prezydent.

Teraz krytykowanie tragicznie zmarłego Kaczyńskiego będzie w kampanii nietaktem, a wywlekanie projektów gospodarczych, którym był niechętny – błędem. PiS bardzo łatwo przekuje osobę Lecha Kaczyńskiego na ostatniego obrońcę biednych i uciśnionych, który ratował ich przed obrzydliwymi zakusami liberałów z Platformy (prywatyzacja szpitali, grabież narodowego majątku itp.).
 
Na ich temat więc zapewne dyskutować w trakcie kampanii nie będziemy. A szkoda – bo chciałbym bardzo dowiedzieć się od przyszłego prezydenta, co sądzi na przykład o wprowadzeniu w Polsce waluty euro. Czy będzie sprzyjał temu projektowi, czy raczej go torpedował? Jak ma zamiar rozwiązać problem coraz bardziej przeciekającego garnka, nazywanego służbą zdrowia? Czy raczej skierowałby się w stronę upraszczania podatków, czy też ich różnicowania w zależności od dochodów, społecznej sytuacji, życiowych kłopotów? Czy jest za większą, czy mniejszą obecnością sektora państwowego w gospodarce? Co wreszcie z palącym już problemem rosnącej rzeszy emerytów, utrzymywanych przez pracujących coraz ciężej przedstawicieli młodszych pokoleń? Czy podpisze ustawy, które podnoszą wiek emerytalny, zrównują wiek kobiet i mężczyzn, likwidują przywileje sporych grup pracowników?

Obym się mylił, ale obawiam się, że na te pytania odpowiedzi w trakcie kampanii raczej nie poznamy.