Pobite szklanki

Ekonomiści podzieli się dziś na tych, którzy uważają, że światowa gospodarka jest szklanką na pół pustą, na pół pełną oraz tych, którzy uważają, że już dawno została roztrzaskana.

Znów rzucam okiem na ostatnie, zimowe wpisy na blogu i staram się ułożyć to, co wydarzyło się w światowej gospodarce do dziś. Niby najgorsze już za nami, niby prognozy są coraz lepsze. Grupa najbardziej uprzemysłowionych państw G20 jeszcze we wrześniu ogłosiła, że kryzys został przezwyciężony, a szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego widzi poważne możliwości poprawy koniunktury już w przyszłym roku.

Nawet sami bankowcy, którzy po ostatnich dwóch latach doświadczeń nauczyli się mocno ważyć słowa i nie szarżować z obietnicami, wykazują jakby ostrożny optymizm (tu wywiad z prezesem Citigroup na nasz region świata).

Trudno jednak jednoznacznie odpowiedzieć, czy nie jest to przypadkiem optymizm przedwczesny. Wciąż mamy powody do niepokoju, a na imię im inflacja, zadłużenie krajów i bezrobocie (o sytuacji z pracą obszerniej tutaj) oraz zasadnicze pytanie – co powinno być motorem dalszego wzrostu gospodarki, w której wciąż brakuje pieniędzy i popytu ze strony zniechęconych konsumentów. Zeszły tydzień przyniósł niezwykle optymistyczne dane z USA. Kraj, od którego obecne kłopoty gospodarcze się zaczęły, jest jakby busolą – wszyscy patrzą, czy za Oceanem się poprawia. Statystycznie tak – po raz pierwszy od roku wzrost PKB USA wzrósł (i to aż o 3,5 proc.), zaś krzywa produkcji przemysłowej poszła w górę po raz pierwszy od października 2006 r. (i to znacznie).

Eksperci jednak szybko ostudzili entuzjazm przypominając, że tak naprawdę ten wzrost może być tylko rodzajem kreatywnej księgowości, sztucznym pobudzaniem ekonomii przez różnorodne rządowe programy pomocy (np. dopłaty do nowych aut, pobudzanie konsumpcji). A programy rządowe już wkrótce się kończą.

Nad wszystkim ciążą dodatkowo przepowiednie takich ekonomistów jak Nouriel Roubini – ekonomisty, który trzy lata temu przewidział i dokładnie początki tego kryzysu – a pisze on, żeby nie popadać w samozadowolenie, bo recesja w USA jeszcze się nie skończyła, zaś kryzys wciąż może jeszcze powrócić.
Ważkie pytanie „co dalej” pozostaje więc drażniąco aktualne. Trafiłem ostatnio na ciekawą teorię, która co prawda nie daje na nie odpowiedzi, ale prosto i klarownie opisuje dalsze możliwe scenariusze wydarzeń. Opiszę ją przy następnej okazji, a dziś uchylę tylko, że kryje się pod czteroliterowym skrótem WULV.