Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

19.02.2009
czwartek

W oku cyklonu

19 lutego 2009, czwartek,

Co tak naprawdę zdarzyło się w polskiej gospodarce w ciągu ostatnich dwóch dni?

Na pierwszy rzut oka – nic. Nie pojawiły się żadne dramatyczne dane, choć oczywiście analitycy wskazują na spadek produkcji przemysłowej, załamanie eksportu, co zapewne wyhamuje naszą gospodarkę. Warto jednak zacytować spokojny i wyważony komentarz z portalu bankier.pl: Tyle że danych makro napływających z Polski pozazdrościłby niejeden kraj – np. w Japonii grudniowa produkcja przemysłowa spadła o 20% r/r, a południowokoreański eksport zmniejszył się o jedną trzecią. Na tle państw europejskich czy USA dynamika polskiego PKB nawet w najczarniejszym scenariuszu (-0,5% r/r autorstwa ekonomisty z Danske Banku) wygląda wręcz rewelacyjnie. Również deficyt w handlu zagranicznym prezentuje się dużo lepiej niż w przypadku wielu państw rozwijających się.

A jednak wczorajszy dzień na giełdach i rynkach finansowych to już była prawdziwa panika. Dolar dochodził do 3,91 zł, euro zbliżało się do granicy 5 zł, a frank szwajcarski przekroczył 3,30 zł. Jeżeli waluta w ciągu kilku dni traci 20-30 groszy, a giełda załamuje się o 10 proc., można już mówić o krachu i strachu. A więc natychmiast pojawiły się głosy, aby rząd Tuska „coś zrobił”. Rzeczywiście – seria uspokajających komentarzy przedstawicieli władz – najpierw Zbigniewa Chlebowskiego (że wejdziemy do strefy euro zanim zostanie zmieniona konstytucja), potem premiera Tuska, wreszcie samego Ministra Finansów dziś w Sejmie, przywróciły spokój na rynkach. Sytuacja właściwie wróciła do stanu z poniedziałku (swoją drogą – taka histeryczna huśtawka bywa zazwyczaj szczytowym momentem trendu, czyli hossy lub bessy).

Co jednak stało się naprawdę? Wielce prawdopodobna jest kulminacja spekulacyjnych ataków na złotówkę – zbyt wielu globalnych graczy obstawiło spadek naszej waluty, testując przy okazji jej wytrzymałość oraz wytrzymałość naszych polityków. Trudno powiedzieć, na ile przeważająca była deklaracja Ministerstwa Finansów, że ruszy na pomoc złotówce, wymieniając na rynku euro z funduszy unijnych. Media trochę na wyrost nazwały to interwencją, bo z całym szacunkiem, ile tych pieniędzy mogło być w porównaniu z globalnym kapitałem?

Co najwyżej Minister Rostowski zrobił w naszym imieniu bardzo dobry interes, wymieniając posiadane euro po bardzo korzystnym kursie. Podobnie jak tysiące Polaków, którzy ustawili się w ostatnich dniach w kolejki pod kantorami. Z pracy za granicą przywieźli euro i funty, ale wstrzymali się z ich wymianą ze względu na bardzo słaby kurs, który mieliśmy jeszcze w ostatnie wakacje. Teraz sprzedali je po okazyjnej cenie. Minister Rostowski postąpił więc podobnie, dzięki czemu teraz będzie trochę więcej środków na budowę dróg i inne inwestycje infrastrukturalne. Nie da się jednak przecenić psychologicznego wpływu na rynki – rząd dał jasny sygnał spekulantom, że nie mogą liczyć na wieczne osłabianie się złotówki.

Ważne jest jednak drugie dno – oto Europa Środkowo-Wschodnia, cały nasz region, znalazły się na chwilę na czołówkach Financial Timesa, gospodarczych dzienników telewizyjnych i serwisów agencyjnych. Zdaje się, że światowi inwestorzy wpadli na chwilę w panikę. Podejrzewali, że oto nasz region jest kolejnym, po USA, Islandii, Ukrainie, w którym w sposób dotąd niespodziewany, zogniskuje się światowy kryzys gospodarczy. Przez chwilę mogliśmy się więc poczuć jak w oku cyklonu. Wykresy giełd i walut oderwały się od realiów, a zaczęła działać czysta psychologia. Na razie pierwsze uderzenie udało się przetrwać, ale ponieważ chwilowo na rynkach emocje biorą górę, od odpowiedzialności naszych polityków będzie zależało, czy i jak szybko chmury się rozwieją.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Cokolwiek by sie nie dzialo trzeba uciekac pod parasol Euro. Jezeli ktos wygra na hustawce to kilku szczesciarzy natomiast szara masa zaplaci za to.
    Pan Lulek

  2. Pamietajmy wazna zasade. Mowi ona ze oficjalne stwierdzenie przez wladze panstwowe, ze sytuacja kraju wyglada znakomicie oznacza, ze faktycznie jest ona tragiczna. Jest to odmiana reguly stwierdzajacej ze, zadna negatywna wiadomisc nie jest brana powaznie do momentu kiedy zostanie oficjalnie zaprzeczona. W PRLu byla ona znana pod nazwa propagandy sukcesu. Co zas do wplywu dzialan ministra finansow dla wzmocnienia PLN to latwo oszacowac jaki on moze byc. Wezmy roznice ceny euro przed i po interwencij i podzielmy przez sume euro jaka sprzedal Szanowny Dzialacz Rzadowy. To zreszta daje obraz tego co moze dokonac nawet zamozny spekulant na tak „cienkim” rynku jakim jest rynek PLN na FOREX. To nie nieznani spekulanci powoduja spadek notowan PLN. Na to aby spowodowac dlugotrwaly trend na rynku walutowym potrzebne jest systematyczne dzialanie czynnika znacznie zamozniejszego niz nawet najbardziej zamozny spekulant (no moze z wyjatkiem Sorosa).

  3. Myślę, że trochę pośpieszyliśmy się z obniżką stóp procentowych i zniechęciliśmy tym samym obcy kapitał, który zwijając się z naszego płytkiego rynku przyczynił się tym samym do deprecjacji naszej waluty. Chyba nie stać nas, żeby zarabiać – wzorem Szwajcarii – na udzielaniu pożyczek, gdyż nie mamy ani niezbębnego do tego kapitału ani zaufania, żeby ów kapitał pozyskać. Zmniejszenie przypływu unijnej waluty na skutek globalnego kryzysu spowodowało zmniejszoną podaż, co na skutek lawinowo rosnącego popytu ze strony uciekającego kapitału i drobnych ciułaczy, którzy w panice rzucili się wykupywać euro i dolary spowodawało skokowy wzrost cen walut. Rząd prawidłowo zareagował na to zjawisko ” przepuszczając ” przez rynek środki z unijnej dotacji ( stymulując tym samym podaż ), ale uważam, że bez korekty ” w górę ” stóp procentowych się nie obędzie.

  4. Zgoda,obecny spadek kursu zlotego jest przesadny,ale chyba zdazylismy sie juz przyzwyczaic do gwaltownych skokow na rynkach walutowych czy na gieldzie:takie czasy.
    Nalezalo by sie zastanowic,co windowalo zlotego dotychczas w gore. Byly to transfery finansowe z Unii:pomoc unijna,inwestycje zagraniczne,a przede wszystkim transfery od polskich „gastarbeiterow”.To generowalo ogromny popyt na polska walute.Wszystkiego tego bedzie teraz mniej,spadek kursu zlotego ma wiec jednak charakter fundamentalny,a nie tylko spekulacyjny.
    Ide o zaklad,ze pod koniec roku kurs bedzie ok.5 zl.za euro.

  5. W polskiej gospodarce tak naprawde nic sie nie stalo, poniewaz nie moze sie
    stac cokolwiek w czyms, co w zasadzie nie istnieje. Osobiscie wolalbym, zeby
    panowie publicysci uzywali jezyka bardziej adekwatnego do rzeczywistosci i
    na poslugiwali sie bardziej wlasciwym okreslenie: Gospodarka Umieszczona
    W Naszym Obszarze. Moze byc w sktocie.