Po co to euro?

Przeczytajcie, jeśli uwierają was rosnące kursy franków szwajcarskich.

Narodowy Bank Polski wydał z dawna oczekiwany raport o konsekwencjach przystąpienia Polski do strefy Euro i zmiany naszej narodowej waluty. Konia z rzędem temu, kto przez niego przebrnie w całości. Mniej cierpliwym polecam kluczowe aspekty zawarte w prezentacji z konferencji prasowej. Raport jest niejednoznaczny, a przez to bardzo fajny, bo pokazuje większość plusów i minusów, a wniosek każdy może sobie wyciągnąć sam.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na opisane w raporcie korzyści, które autorzy podzielili na bezpośrednie i pośrednie. Większość z nich jest znana, bo przewijają się w debacie od dawna (m.in. brak ryzyka kursowego dla firm handlujących z zagranicą, co z punktu widzenia sytuacji złotówki w ostatnich tygodniach może mieć, jak widać,  kapitalne znaczenie). Druga korzyść bezpośrednia, odczuwalna od razu po wprowadzeniu euro, to obniżka stóp procentowych (zarówno w przypadku kredytów dla ludności, co dla przedsiębiorstw). Oba te elementy mogą, zdaniem autorów raportu, pozytywnie odbić się na przyroście polskiego PKB (o ok. 0,7 proc. rocznie, w długim okresie o ok. 7,5 proc. łącznie). Warto jednak przyjrzeć się bliżej korzyściom pośrednim, które autorzy definiują jako potencjalne, mające charakter szansy, a przez to również trudne do oszacowania. Wśród nich mamy m.in. dostęp krajowych przedsiębiorstw do światowego rynku kapitałowego, wzrost konkurencyjności Polski, wzrost handlu i inwestycji oraz stabilności i wiarygodności naszej gospodarki.

Szczególnie ostatni punkt dobrze współbrzmi z wydarzeniami ostatnich tygodni oraz z obserwowanym spektakularnym i chyba jednak nieuzasadnionym głębokim spadkiem kursu złotówki. Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z odruchem stadnym światowych inwestorów, którzy problemy z wypłacalnością Węgier i Ukrainy z automatu rzutują na wszystkie kraje z naszego regionu. Do tej fali wycofywania kapitału, na której cierpią giełdy i waluty, podłączają się jeszcze zapewne fundusze spekulacyjne, które usiłują na całym zamieszaniu coś ugrać. Dramatyczny wzrost kursu dolara, euro i franka szwajcarskiego w ostatnich tygodniach udowadnia nam, że w globalnym świecie finansowym posiadanie lokalnej waluty, podatnej na spekulacyjne ataki, może być tyleż powodem do dumy, co i trosk.