2009: domy, mieszkania, kredyty

Co się stanie z cenami nieruchomości w nadchodzącym roku?

W związku z pierwszymi dniami stycznia proponuję Państwu rzut oka na kilka fragmentów otaczającej nas ekonomicznej rzeczywistości. Zaczniemy od rynku nieruchomości. Co czeka nas w 2009 r.? Zarówno w USA jak i Wielkiej Brytanii ceny domów spadają (odpowiednio o 18 i 8 proc. w ciągu minionego roku).

W Polsce, na razie, na papierze ceny metra właściwie się trzymają (widać symboliczne, zazwyczaj kilkuprocentowe spadki). Jeśli jednak dostrzeżemy, że deweloperzy dodają klientom extra-bonusy (miejsce w garażu gratis, wyposażenie kuchni, a nawet samochody czy ekskluzywne wakacje w tropikach) – de facto mamy do czynienia z obniżkami. Rynek wtórny to też na razie spadki niewielkie – choć znów – bazować można na cenach oficjalnych, czyli tych, po których mieszkania są wystawiane. W prywatnych rozmowach agenci przyznają, że jeśli komuś zależy na sprzedaniu nieruchomości, można wytargować obniżkę 10-25 proc.

Powodem jest bardzo nikły popyt. Nasz nieruchomościowy boom był od 2004 roku nakręcany przez banki, które luzowały kryteria przydzielania kredytów hipotecznych. Karierę robiły również bardzo nisko oprocentowane kredyty we frankach szwajcarskich. Teraz banki – przestraszone kryzysem – zakręciły kurek z kredytami. Stały się bardzo ostrożne w badaniu wniosków, zaostrzyły kryteria, wymagają minimum 20 proc. wkładu własnego. Do tego od września złotówka dramatycznie osłabła, co spowodowało wzrost rat kredytów frankowych. Dlatego zdaniem wielu analityków rynku, rok 2009 będzie czasem dalszych i już poważniejszych spadków na rynku nieruchomości. Według firmy Home Broker nałoży się na to spadek popytu na mieszkania (nawet o 1/3) przy jednoczesnym coraz większym wyborze już zbudowanych lokali, wprowadzanych do oferty przez deweloperów.

Z dobrych wiadomości – jest więcej możliwości zaciągnięcia kredytów mieszkaniowych, z którego część odsetek spłaci za nas państwo. Komisja Nadzoru Finansowego obiecuje też rzucić okiem na tzw. spread walutowy (czyli zawyżanie kosztów skupu/sprzedaży walut przy rozliczaniu rat kredytów walutowych – w niektórych bankach mogą sięgać nawet kilkunastu groszy). Możemy też liczyć na spadek oprocentowania kredytów – wraz z powszechną akcją cięcia stóp procentowych (również przez naszą Radę Polityki Pieniężnej).

Zdaniem Home Brokera spadek cen zostanie zahamowany na przełomie 2009 i 2010 roku. Jeżeli więc jesteśmy z zakonu optymistów (zakładamy, że kryzys, który dotknie Polskę będzie tylko chwilowym spadkiem formy, a świat pod koniec 2009 roku powoli zacznie się wygrzebywać z recesji) najbliższe miesiące są najlepszymi, aby pomyśleć o kupnie nieruchomości. O ile oczywiście mamy odpowiednie pieniądze albo możliwości kredytowe. Myślę jednak, że skoro boom mieszkaniowy był napędzany przez łatwą dostępność kredytu hipotecznego, dopóki to źródło finansowania nie działa, na spektakularne wzrosty cen raczej nie ma co liczyć.