Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

17.10.2008
piątek

Gospodarka, głupcy!

17 października 2008, piątek,

Na kilkanaście dni przed wyborami w USA warto przyjrzeć się gospodarczym pomysłom obu kandydatów.

Kampania wyborcza to nigdy nie jest dobry moment na formułowanie programów ekonomicznych. Przed zeszłorocznymi wyborami w Polsce debata na temat gospodarczy w ogóle nie istniała (poza mocnym irlandzkim i infrastrukturalnym akcentem u Tuska na finiszu). Jednak zarówno Barack Obama jak i John McCain od ekonomii nie uciekną, tym bardziej, że oko szalejącego nad finansowym światem cyklonu znajduje się dokładnie nad Wall Street. Doniesienia z USA czytam jednak z dużym zdziwieniem. Okazuje się, że obaj kandydaci mają dość wykrystalizowane poglądy na gospodarkę. A nawet – kilka konkretnych pomysłów, a nie jedynie zbiór chwytliwych ogólników sprowadzających się do wspólnego „żeby było lepiej”, do których przyzwyczaili nasi politycy. A im bliżej wyborów, im wstrząsy na rynkach silniejsze, tym gospodarki w kampanii więcej – co można zobaczyć w ostatnich spotach obu kandydatów.

Spójrzmy więc jak na meczu Obama vs. McCain wyjdzie ekonomia.

mccain.jpgJohn McCain zdaje się być klasycznym liberałem (o ile tacy jeszcze dziś istnieją). Opowiada się za minimalną interwencją państwa, wolnym handlem międzynarodowym, prostymi podatkami i deregulacją (co symboliczne – początkowo opowiedział się przeciw ratowaniu banków za pieniądze podatników, zmienił zdanie dopiero, gdy wyczuł, że nie trafił w nastrój chwili). Jeśli chodzi o pobudzenie amerykańskiej gospodarki opowiada się mgliście za cięciem wydatków budżetowych i zmniejszeniem deficytu. Nie bez powodu Obama zarzuca mu wspieranie wielkiego biznesu – w swych dotychczasowych działaniach opowiadał się przeciw wzmacnianiu związków zawodowych, subsydiom dla rolnictwa i biopaliw, oraz za uproszczeniem podatków dla dużych firm.

obama.jpgNa tym tle ekonomia według Baracka Obamy powinna być zorganizowana bardziej na wzór europejski. Z tymi wszystkimi wyjątkami i „ale…”, które oddalają ją od Milla i Hayka, a zbliżają do europejskiej definicji tzw. „trzeciej drogi”. Jest więc Obama zwolennikiem wolnego handlu i wolnego rynku, ale tylko jeżeli nie zagrażają amerykańskiemu obywatelowi. Ratowanie banków – tak, ale tylko w określonych sytuacjach i tylko na warunkach, które docelowo się amerykańskiemu podatnikowi opłacą. Na fali krytyki korporacyjnej Ameryki (tzw. Wall Street) senator Obama zapowiada zacieśnienie polityki wobec wielkich firm, zwiększenie kontroli i regulacji oraz stworzenie nowego super-nadzoru, który przejmie większość kompetencji dzisiejszej Komisji Nadzoru Bankowego (częściowo Fed) oraz Giełdowego SEC (co podoba się obywatelom, tzw. Main Street). W wielu postulatach Obamy widać wyraźny lewoskręt – chociażby w obietnicy zwiększenia roli związków zawodowych.

Ważnym elementem kampanii obu polityków są ich plany dotyczące podatków osobistych. Tu wychodzą istotne różnice, bo Obama proponuje szeroko zakrojoną akcję cięcia podatków dla rodzin mniej zarabiających m.in. zero podatków dla osób starszych, z dochodem poniżej 50 tys. dol. rocznie (o – to by się spodobało u nas!). Natomiast osoby z dochodem powyżej 250 tys. rocznie zapłacą fiskusowi więcej. Według cytowanego przez „The Economist” raportu niezależnego instytutu Tax Policy Centre w rozbiciu na udział podatników wypadnie to tak, że 80 proc. rodzin zapłaci mniej, a 10 proc. więcej. W wyniku wprowadzenia w życie pomysłów Obamy 20 proc. najgorzej sytuowanych rodzin ma mieć rocznie w kieszeni 5,4 proc. pieniędzy więcej, podczas gdy 1 proc. najzamożniejszych podatników będzie miał dochód zmniejszony aż o 8 proc. Taki efekt jest zgodny z zapowiadanym przez Obamę wyrównaniem społecznych podziałów i rosnącej w ostatnich latach w USA przepaści między bogatymi i całą resztą.

McCain proponuje z kolei zmniejszenie podatków od dochodów kapitałowych, dywindend i giełd. Wprowadzenie innych jego postulatów w życie spowoduje – wg. TPC – zmniejszenie obciążeń dla najbogatszych. Z raportu cytowanego w „The Economist” wynika, że 20 proc. najgorzej sytuowanych rodzin będzie pod rządami McCaina rozporządzać dochodem o 0,2 proc. wyższym, podczas gdy 1 proc. najbogatszych podatników zyska 2,2 proc.

Polityka McCaina ma teoretycznie wprowadzić Amerykę na drogę długofalowego wzrostu gospodarczego, tymczasem Obama obiecuje szybki wzrost zarobków. Plan Obamy zakłada, że obniżka podatków pobudzi konsumpcję, a za tym – całą gospodarkę. O ile McCain chciałby pobudzić ekonomię poprzez uzdrawianie jej podstaw (np. ograniczanie wydatków państwa), Obama wspomina nawet coś o programach zamówień publicznych. Ładnie to podsumowuje „The Economist”, pisząc: Podczas gdy McCain cały sercem wspiera klasyczną liberalną ekonomię, cięcie podatków i minimalną interwencję państwa, Obama ma słabość do skomplikowanych programów wsparcia, ukierunkowanych cięć podatkowych i wiarę w moc państwa w poprawianiu rzeczywistości. Jego ustawy zmniejszą obciążenie pracownika, zaś dorzucą nieco na barki przedsiębiorców.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Gdzie pan te informacje uzyskuje? W rezymowym WSJ? Czy w rownie „profesjonalnym” Economiscie? No i gratuluje ekonomicznej ignorancji. Pozwole sobie zrobic mala poprawke.

    Po pierwsze oba ekonomiczne programy kandydatow sa katastrofa, krotkoterminowym belkotem politycznym.Co laczy obu to kompletny brak zrozumienia problemu rozmiarow wydatku rzadu federalnego. Obaj chca ciac podatki ale dosc niemrawo mowia o ograniczaniu wydatkow co oznacza powiekszanie sie i tak juz gigantycznego deficytu i dlugu. W obecnej sytuacji zakrawa to na jawna glupote i o ile mozna by ryzykowac stwierdzenie ze wyborcze obiecanki jedno a rzeczywistosc powyborcza drugie to skrupulatnie sledzac kampanie i debaty obu kandydatow (ogladam na zywo a nie czytam relacje) moge smialo powiedziec ze oboje nie maja zielonego pojecia o co w gospodarce chodzi. Przy czym McCain bardziej niz Obama. Obama chce ograniczac wydatki w stopniu minimalnym ale przynajmniej proponuje podwyzke podatkow na pokrycie deficytu w jakims stopniu. To co proponuje McCain to chora „reaganomika” ktora sprowadza sie do ciecia podatkow (z dziwna tendencja do ciecia bardziej najbogatszym) i jednoczesnego zwiekszania wydatkow. Nikt inny jak wlasnie „liberal” Reagan odwrocil trend zmniejszania dlugu na niezrownowazony tor gwaltownego wzrostu zadluzenia ktory tak pieknie kontunuuowali obaj Bushowie. Skutki widzimy golym okiem dzis.W dodatku obaj panowie milcza na temat najwiekszego segmentu wydatkow pozaswiadczeniowych jakim jest budzet departamentu „obrony” oraz srodki na wojne z terroryzmem. Lacznie w tym roku skumulowalo sie to na 1 BILION (po angielsku trylion) dolarow na machine wojenna ktora w najmniejszym stopniu nie sluzy obronie.Dokladnie jedna trzecia wszystkich wydatkow federalnych USA to wydatki na wojne. John „Sto Lat w Iraku” McCain ktory jest militarystycznym psychopata i wiecznie wymachuje szabelka twardo unika jakichkolwiek wzmianek o redukcjach. Obama ktory jeszcze rok temu robil sie na wielkiego antywojennego reformatora tez juz siedzi cicho. MIC – tzw kompleks militarno-przemyslowy – widac juz go kupil.

    Obaj panowie popieraja chore metody „naprawiania” obecnego kryzysu wg szkodliwych recept Keynesistowskich ktore w najlepszym przypadku go nie pogorsza. W najgorszym…szkoda mowic.

    Obaj panowie nie maja pojecia co zrobic z nieuchronna finansowa katastrofa social security i medicare (zwlaszcza). Obaj nie maja pojecia jak rozwiazac problem ochrony zdrowia bo nie potrafia zrozumiec ze problem w USA lezy po stronie producentow uslug i poziomu cen ktore sa horrendalnie wysokie. McCain chce wrzucic jeszcze wiecej pieniedzy do systemu (co spowoduje dalszy wzrost cen) a Obama dorzucic przymus. Kompletnie bezsensowne propozycje ktore utrzymaja system lecznictwa w USA na samobojczym katastrofalnym kursie.

    Reszta – prawa obywatelskie, centralizacja wladzy w DC, skandale korupcyjne i polityczne, reformy strukturalne, polityka energetyczna etc sie nie licza bo sa problemem wtornym.

    Teraz kilka uwag o uwagach Redaktora. McCain ma sie tak do klasycznego liberalizmu jak piesc do oka. W ostatniej debacie malo ze smiechu sie nie udlawilem sluchajac jak opowiada o swoim federalizmie czy panstwie minimum…. W kampanii Republikanow na cala zgraje neokonserwatystow ktorzy sa klasycznymi, oryginalnymi republikanami niemal w XIXwiecznym duchu (panstwowe wspieranie wielkiego biznesu, interwencjonizm militarny, centralizacja wladzy, luzna polityka monetarna i duzy dlug publiczny) byl JEDEN klasyczny liberal – Ron Paul. Nazywanie McCaina ktory na dodatek jest przerazajacym ekonomicznym ignorantem ktory nawet nie potrafi sie wyslowic poprawnie opowiadajac o swoich planach to kiepski zart.

    Obama jest duzo konkretniejszy i jakkolwiek nie jest ekonomicznym asem to wie co mowi. Tylko ze on wzoruje sie na FDR ktory jak wszyscy wiemy byl ekonomiczna katastrofa dla gospodarki USA ( i polityczna dla swiata).

    Tak czy inaczej obaj postuluja ograne ( i bledne oraz nieskuteczne) Keynesistowskie metody stymulacji gospodarki przez dorzucanie drukowanych pieniedzy na rynek liczac ze cos moze drgnie.W kontekscie tego faktu dosc zaskakujaca ( bo historycznie prawdziwa) uwaga McCaina o tym ze Herbert Hoover zagwarantowal swoim protekcjonizmem Wielka Depresje jest co najmniej ironia losu.

    Acha.. Panie Redaktorze. Nie wiem czy zauwazyl Pan ale zestawianie klasycznie liberalnego, austriackiego ekonomisty von Hayeka ktory slyszac propozycje McCaina (zwlaszcza bailout) lapalby sie za glowe z przerazenia z socjalliberalnym pionierem JSMillem ktory ma tak sie do klasycznego liberalizmu jak Keynes do leseferyzmu (od JS Milla zaczela sie wlasnie dziwaczna transformacja terminu „liberal” od liberala do socjaldemokraty) to dowod ze dosc nieuwaznie przygotowuje Pan swoje wypowiedzi. Rowniez smieszne jest to w kontekscie faktu ze reprezentujace szkole austriacka ekonomii von Hayek zgodzilby sie w 100% ale z wlasnie przegranym w prawyborach Ronem Paulem ktory jest blisko zwiazany z amerykanskim Instytutem Ludwiga von Misesa (nauczyciel Hayeka).

    Jednym slowem ocena planow ekonomicznych przedstawiona we wpisie powyzej jest na zadziwiajaco plytka i powierzchowna. I co najgorsze kompletnie nie pokazujaca tego co istotne, a czego w planach kandydatow niestety brakuje.

  2. Sam McCain określa się popularnym wśród Republikanów mianem ‚fiskalnego konserwatysty’ (sądzę, że termin ‚liberał’ odebrałby on a jego polityczne zaplecze już na pewno jako potwarz), czyli tak jak napisał Pawel Krzywulski, zredukować podatki najbogatszym, tradycyjnie poluzować dyscyplinę budżetową (wydatki militarne kosztem społecznych) i to wszystko jakoś magicznie ma zbilansować budżet. Żaden republikański prezydent od czasów Reagana (z nim włącznie) nigdy nie zbilansował budżetu. Reganomika zbankrutowała i to dosłownie, nie da się żyć ponad stan i na kredyt przez całe dekady. W tym świetle pozdrowienia, które McCain przesłał na początku ostatniej prezydenckiej debaty Nancy Reagan, która poczuła się na tyle źle, że wylądowała w szpitalu, nabrały pewnego metaforycznego wymiaru.

  3. Tak naprawde McCain jest jak najbardziej tradycyjnym Republikaninem. Partia ta powstala w latach 60-tych XIX wieku w wyniku rozpadow partii Wigow i kilku mniejszych srodowisk i jej najlepszym przedstawicielem byl nieszczesny Abraham Lincoln – dlug publiczny i bank centralny,wysokie taryfy importowe, przywileje dla wielkiego biznesu, protekcjonizm i subwencje dla kompanii kolejowych, centralizacja wladzy w Waszyngtonie, militarny adwenturyzm (Wojna Secesyjna znana tez jako Wojna o Niepodleglosc Poludnia na poludnie o linii Masona-Dixona)
    i przede wszystkim ordynarne klamstwa (dzis o WMD i demokracji w Iraku, wtedy o niewolnikach). Partia ktora faworyzowala decentralizacje, wolny rynek, niskie podatki i wolnosci osobiste to byla Partia Demokratyczna stworzona przez Thomasa Jeffersona (pozniej jej przedstawicielem byl np slynny Andrew Jackson) ktora bedac bardziej podatna na idologie niz Republikanie ktorzy byli zwyczajna banda lobbystow na przelomie XIX i XX wieku zostala opanowana przez progresywistow ktorzy wraz z wyborem Woodrow Wilsona na prezydenta zawrocili partie o 180%. Jeszcze Calvin Coolidge bedac demokrata reprezentowal wszystko to co dzis kojarzy sie jako „konserwatyzm” w polityce.Dzieki oblednemu, niespotykanemu do tej pory interwencjonizmowi Wilsona wiekszosc konserwatystow w przerazeniu przeniosla sie do powoli ulegajacej dezintegracji partii Republikanskiej (byl nawet taki rysunek satyryczny ktory przedstawial slonia – symbol republikanow – zbierajacego deszczulki ze slowami „niskie taryfy”, „podatki” [policy planks po ang] co wlasnie przesmiewczo pokazywalo zamiane pozycji partii o 180stopni. Od tego czasu to demokracie byli sila cisnaca na ekspansje rzadu federalnego oraz wlaczanie sie w wojny gdzie sie tylko da, co sila rzeczy zepchnelo GOP na pozycje opozycyjne – fiskalnego konserwatyzmu, noninterwencjonistycznej czy wrecz izolacjonistycznej polityki miedzynarodowej – i trwalo to w pewnym stopniu wlasnie az do prezydentury Reagana. Dwukrotnie republikanie byli wybierani „aby zakonczyc wojne” – Eisenhower w Korei a Nixon w Wietnami. Obaj jednak twardo kontynuuowali linie poprzednikow. Reagan byl tym wyjatkiem ze otwarcie propagowal konfrontacyjna polityke miedzynarodowa w stylu dawnych demokratow (ktorzy z kolei stali sie za Cartera i Mondale’a bardzo ugodowi…) Takze jakby nie patrzec McCain wraca do starych dobrych Lincolnowskich korzeni …. w autentycznym – negatywnym ,a nie propagandowym znaczeniu tego slowa.

    Swoja droga smiesznym jest nazywanie istniejacych od 1860 Republikanow „Grand Old Party” w sytuacji kiedy Partia Demokratyczna istnieje nieprzerwanie od prezydentury Johna Adamsa tj 1800 roku.
    Inna sprawa ze demokraci dziwnie wstydza sie swoich chwalebnych przeciez tak naprawde korzeni….

  4. Pingback: Pieniądze to nie wszystko » Archiwum bloga » Ekologia, głupcy!

  5. Do Pawla Krzywulskiego: Z przyjemnoscia przeczytalem Pana komentarze. Czy moglby Pan polecic mi ksiazki, z ktorych moglbym dowiedziec sie wiecej na tematy poruszane w obu panskich wpisach? (np recept Keynesistowskich jak i innych poruszanych ekonmicznych zagadnien oraz wspomnianej kwestii drastycznej zamiany pogladow w obu partiach). Bylbym wdzieczny za wskazanie mi ciekawej i pelnej konkretow lektury.