Ostateczne zwycięstwo systemu korporacji

Panie prezesie, meldujemy wykonanie zadania – mogą dziś z czystym sumieniem powiedzieć szefowie korporacji prawniczych do swych kolegów po fachu.

Tegoroczne egzaminy na aplikacje prawnicze nie pozostawiają złudzeń – korporacje zawodowe zrobią wszystko, aby ograniczyć dopływ młodych ludzi – a więc i konkurentów – do zawodu. W całym kraju na aplikacje zdawało ponad 13 tys. osób (w tym na adwokacką 3 542 osoby, na radcowską 8 060 osób, na notarialną 1 190 osób). Dostał się zaledwie co dziesiąty kandydat (413 osób na adwokaturę, 930 na radcostwo). Mówiąc obrazowo – w tym roku w całym kraju do zawodu wpuszczono tyle nowych osób, ile w zeszłym w samym tylko województwie mazowieckim. Niedoszli adwokaci i radcowie oczywiście protestują i ślą listy otwarte które chyba jednak na niewiele się zdadzą.

W takich okolicznościach między bajki można chyba włożyć liczne zapowiedzi zarówno osób z prawniczych samorządów, jak i samego ministerstwa sprawiedliwości o tym, że oczywiście są za jak najszerszym otwarciem dostępu do zawodów prawniczych, zaś wszelkie ograniczenia są spowodowane jedynie głęboką troską o wysoką jakość kształcenia młodych adeptów, odpowiednie warunki lokalowe itp. itd. Tegoroczny egzamin pokazał, jak skutecznie można ograniczyć liczbę przyjętych, przygotowując odpowiednio trudne pytania. A wszystko po to, aby utrzymać elitarność zawodów prawniczych oraz przez ograniczenie konkurencji bronić wysokich stawek za usługi.

W sumie to nawet się prawnikom nie dziwię. Też życzyłbym sobie, aby w mediach mogły pracować jedynie osoby z odpowiednią licencją po wieloletnich studiach dziennikarskich. Po ich zakończeniu co dziesiątego można by brać na kilkuletni staż, na którym za najczarniejszą robotę w redakcji płaciłoby się grosze. A potem jeszcze egzamin. Gdyby do pracy w redakcji rokrocznie zgłaszało się kilku chętnych, a nie kilkuset, mój pracodawca musiałby podnieść znacznie zarobki – wszak dziennikarzy jest niewielu, a ktoś gazetę musi wypełnić. Oczywiście każda osoba, która po wieloletnich mękach dostanie wreszcie stosowny papier dopuszczający, natychmiast będzie dążyła do blokowania dostępu do dziennikarstwa młodszym konkurentom (podobnie jak młodzi przeciwnicy zamykania korporacji prawniczych bardzo szybko zmieniają zdanie po dostaniu się na aplikację). Pytanie tylko, jak to wpłynie na jakość mediów i wolności słowa.

Tak samo źle, jak na polską kulturę prawną. Bank Światowy i Unia Europejska od lat zwracają uwagę, że w Polsce jest zbyt mało prawników, aby zagwarantować Polakom realizację ich praw. Na profesjonalne usługi nie stać obywateli i drobnych przedsiębiorców. Tymczasem korelacja między liczbą prawników a jakością życia gospodarczego jest oczywista.

Nie mam dobrego zdania o rządach Prawa i Sprawiedliwości, a niektóre zaniedbania tej ekipy w sferze ekonomii będą nam się jeszcze przez lata odbijać czkawką. Ale trzeba przyznać, że Zbigniew Ziobro w kwestii otwarcia zawodów prawniczych był pierwszym zasiadającym w fotelu Ministra Sprawiedliwości, któremu na tym autentycznie zależało i który ewidentnie coś zrobił.

W zeszłym roku, gdy panował klimat nagonki na prawnicze korporacje, na aplikacje dostało się kilka razy więcej chętnych. W tym roku wyraźnie przykręcono kurek. To nie przypadek, bo klimat do otwierania zawodów jest inny. Rację ma więc były PiSowski minister mówiąc, że „Zbigniew Ćwiąkalski jako adwokat stoi na straży interesu swojej korporacji i tylnymi drzwiami wprowadza limity przyjęć do zawodu adwokata”. Chorągiewka się odwróciła, wiatr wieje już w inną stronę.