Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

29.09.2008
poniedziałek

Ostateczne zwycięstwo systemu korporacji

29 września 2008, poniedziałek,

Panie prezesie, meldujemy wykonanie zadania – mogą dziś z czystym sumieniem powiedzieć szefowie korporacji prawniczych do swych kolegów po fachu.

Tegoroczne egzaminy na aplikacje prawnicze nie pozostawiają złudzeń – korporacje zawodowe zrobią wszystko, aby ograniczyć dopływ młodych ludzi – a więc i konkurentów – do zawodu. W całym kraju na aplikacje zdawało ponad 13 tys. osób (w tym na adwokacką 3 542 osoby, na radcowską 8 060 osób, na notarialną 1 190 osób). Dostał się zaledwie co dziesiąty kandydat (413 osób na adwokaturę, 930 na radcostwo). Mówiąc obrazowo – w tym roku w całym kraju do zawodu wpuszczono tyle nowych osób, ile w zeszłym w samym tylko województwie mazowieckim. Niedoszli adwokaci i radcowie oczywiście protestują i ślą listy otwarte które chyba jednak na niewiele się zdadzą.

W takich okolicznościach między bajki można chyba włożyć liczne zapowiedzi zarówno osób z prawniczych samorządów, jak i samego ministerstwa sprawiedliwości o tym, że oczywiście są za jak najszerszym otwarciem dostępu do zawodów prawniczych, zaś wszelkie ograniczenia są spowodowane jedynie głęboką troską o wysoką jakość kształcenia młodych adeptów, odpowiednie warunki lokalowe itp. itd. Tegoroczny egzamin pokazał, jak skutecznie można ograniczyć liczbę przyjętych, przygotowując odpowiednio trudne pytania. A wszystko po to, aby utrzymać elitarność zawodów prawniczych oraz przez ograniczenie konkurencji bronić wysokich stawek za usługi.

W sumie to nawet się prawnikom nie dziwię. Też życzyłbym sobie, aby w mediach mogły pracować jedynie osoby z odpowiednią licencją po wieloletnich studiach dziennikarskich. Po ich zakończeniu co dziesiątego można by brać na kilkuletni staż, na którym za najczarniejszą robotę w redakcji płaciłoby się grosze. A potem jeszcze egzamin. Gdyby do pracy w redakcji rokrocznie zgłaszało się kilku chętnych, a nie kilkuset, mój pracodawca musiałby podnieść znacznie zarobki – wszak dziennikarzy jest niewielu, a ktoś gazetę musi wypełnić. Oczywiście każda osoba, która po wieloletnich mękach dostanie wreszcie stosowny papier dopuszczający, natychmiast będzie dążyła do blokowania dostępu do dziennikarstwa młodszym konkurentom (podobnie jak młodzi przeciwnicy zamykania korporacji prawniczych bardzo szybko zmieniają zdanie po dostaniu się na aplikację). Pytanie tylko, jak to wpłynie na jakość mediów i wolności słowa.

Tak samo źle, jak na polską kulturę prawną. Bank Światowy i Unia Europejska od lat zwracają uwagę, że w Polsce jest zbyt mało prawników, aby zagwarantować Polakom realizację ich praw. Na profesjonalne usługi nie stać obywateli i drobnych przedsiębiorców. Tymczasem korelacja między liczbą prawników a jakością życia gospodarczego jest oczywista.

Nie mam dobrego zdania o rządach Prawa i Sprawiedliwości, a niektóre zaniedbania tej ekipy w sferze ekonomii będą nam się jeszcze przez lata odbijać czkawką. Ale trzeba przyznać, że Zbigniew Ziobro w kwestii otwarcia zawodów prawniczych był pierwszym zasiadającym w fotelu Ministra Sprawiedliwości, któremu na tym autentycznie zależało i który ewidentnie coś zrobił.

W zeszłym roku, gdy panował klimat nagonki na prawnicze korporacje, na aplikacje dostało się kilka razy więcej chętnych. W tym roku wyraźnie przykręcono kurek. To nie przypadek, bo klimat do otwierania zawodów jest inny. Rację ma więc były PiSowski minister mówiąc, że „Zbigniew Ćwiąkalski jako adwokat stoi na straży interesu swojej korporacji i tylnymi drzwiami wprowadza limity przyjęć do zawodu adwokata”. Chorągiewka się odwróciła, wiatr wieje już w inną stronę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Panie Redaktorze,

    O ile dobrze zrozumiałem od czasów PiS mamy egzaminy państwowe w miejsce korporacyjnych. Wprowadzono je w imię „otwarcia dostępu do zawodu”.

    Teraz okazuje się, że „korporacje” (bliźniacze słowo „układu”) są naprawdę wredne a na dodatek życie jest nie fair, bo nie wystarczy przyjść na egzamin ale trzeba się jeszcze nauczyć:).

    Wobec zakulisowych wrogich działań długich macek „korporacji” pozostaje nam tylko jedno, ale za to ostateczne rozwiązanie – zrezygnować wogóle z egzaminów! Kandydatów zatwierdzać mógłby jednoosobowo np. E. Gosiewski. Rozwiązanie ma tę dodatkową zaletę, że nie trzeba nawet chodzić przez 5 lat na zajęcia!

    W razie wprowadzenia tego pomysłu w życie zastrzegam sobie prawo do tantiemów:)

    Pozdrawiam,

  2. Ochrona korporacyjnych zawodów jest przeniesieniem obyczaju „papierów na szlachectwo” i wywieszkami na drzwiach za czasów PRL-u informującymi , że mieszka tam „mgr”, lub „mgr inż”.
    Na luksusowe wycieczki stać obecnie notariuszy polskich , których pozycja na świecie jest więcej niż skromna. Polski zaścianek broni się rękoma i nogami , a Sejm wystawia sobie świadectwo lenistwa pospolitego. Platforma jest mistrzem świata w markowaniu pracy i stwarzania pozorów.

  3. Warto pamiętać, że póki co mamy konstytucyjny zapis potwierdzony orzeczeniem TK upoważniający samorządy zawodowe do regulacji własnych spraw.

    Istnieje też pojęcie zawodu zaufania publicznego.

    Z obu warunków wynika, iż musi istnieć system regulujący i gwarantujący poziom wiedzy prawników, lekarzy, inżynierów. Jeżeli nie samorząd zawodowy, to kto? Państwo.

    Ale czy na pewno musi istnieć taki system? Przecież sporo funkcji publicznych i zawodów wymaga ukończenia studiów wyższych. Jest jeszcze kłopot z samorządami prawniczymi. Czy faktycznie niezbędne są ogólnokrajowe monopole? Jeżeli nie są, to jak rozmontować obecne? Odgórnie podzielić? Niewiele to zmieni. Kluczowy byłby brak przymusu – tak jak w typowych związkach zawodowych. Wtedy samorządy np. prawnicze musiałyby zabiegać o członków, a o jakości usług mogłaby informować przynależność do tej lub innej korporacji prawniczej.

    Nadrzędną sprawą jest interes społeczny. Czy organizacje prawnicze i lekarskie rzeczywiście go gwarantują? Nic na to nie wskazuje. Notariusze popełniają szkolne błędy, a lekarze są pijani albo pazerni.

    Pytanie: czy liberalizować dostęp, jest bezzasadne. Właściwym pytaniem jest: jak liberalizację przeprowadzić?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jestem zaskoczony, ze Polityka firmuje taki stek bzdur, jakie nalezy stwierdzic w felietonie powyzej.
    Po pierwsze mamy wolny dostep do zawodow prawniczych. Po drugie ministerstwo pytania ukladaja przedstawiciele ministerstwa, a nie korporacje prawnicze, ktore w tym roku rzeczywiscie ukladaly czesc pytan, ale musialy one zostac zaakceptowane przez ministerstwo
    Po trzecie na aplikacje tak jak stwierdza autor dostal sie „zaledwie” co dziesiaty kandydat. Nie wiem skad u Autora sformulowanie „zaledwie”, otoz na przyklad w Niemczech jest to zawsze bardzo trudny egzamin i ilosc zdajacych jest porownywalna. Nadto prosze sprawdzic ilosc miejsc na przygotowanych w zeszlych latach na aplikacjach sadowych, otoz tam nawet dostac sie nie moze statystycznie co dziesiaty kandydat.
    Wyjatkowa glupota jest porownywanie zawodu prawnika do zawodu dziennikarza, wszak dziennikarz nie jest w stanie przegrac przez brak wiedzy badz zwykle niechlujstwo procesu, ktory moze byc dla klienta kluczowym jesli chodzi o jego przyszlosc. Pan dziennikarz ponadto ma nad soba zwierzchinka w postaci redaktora naczelnego oraz ewentualnie musi liczyc sie z konsekwencja odpowiedzialnosci sadowej (ktora to vide procesy przeciwko dziennikarzom Faktu, co raz czesciej dyscyplinuje dziennikarzy)
    Konczas jeszcze raz musze podkreslic, iz mamy do czynnienia z typowo polskim lamentem, do ktorego dolaczyl sie felietonista, otoz byl trudny sprawiedliwy (nie jak dzialo sie wczesniej egzamin) a grono aplikantow powiekszylo sie o 413 aplikantow adwokackich oraz 930 aplikantow radcowskich, a wiec na co tu narzekac.
    Pozdrawiam

  6. Prawdziwym czynnikiem ograniczająctym dostęp do zawodów prawniczych nie jest to, że egzaminy na aplikacje są trudne, lecz to, że status aplikanta „korporacyjnego” w dalszym ciągu nie został właściwie uregulowany. Trzeba pamiętać, że aplikant nie musi być zatrudniony na etat, w świetle przepisów nie jest też osobą uczącą się i nikt za niego nie opłaca jakichkowiek składek, nie mówiąc już o tym, że za aplikację płaci się obecnie 4.500,00 PLN rocznie. Krótko mówiąc będąc aplikantem, dajmy na to – adwokackim, jest się w ciemnej d….

  7. Do Mamrota: Jasne, ministerstwo też może „zameldować” wykonanie zadania. Myślę, że klimat w kwestii otwierania zawodów prawniczych uległ gwałtownej zmianie – o jakieś 180 stopni. Pozdrawiam

  8. Jaki piękny jest prosty świat. Tak piękny, że trzeba go upraszczać do maksimum. Wyniki na aplikację mówią więc nam tylko tyle, że ktoś jest za otwarciem zawodów prawniczych albo przeciw. Innych możliwości nie ma … czyżby?!
    Czy Pan Redaktor sprawdził, kto układał pytania? czy były one trudniejsze i w jakim zakresie w porównaniu do tych z ubiegłego roku? czy porozmawiał z osobami na wydziałach prawa, które coś nie coś wiedzą na temat obecnego poziomu studentów i ich przygotowania? a może rozmawiał Pan z osobami układającymi pytania? Nie???? Szkoda!
    Jeszcze trochę, a w ogóle nie będzie można na aplikacji przeprowadzać żadnych egzaminów, bo każdy z nich powoduje „ograniczenie dostępu do zawodu” (chyba, że wszyscy zdadzą ;-)).
    Wprowadzone egzaminy mają jedną podstawową zaletę – są identyczne dla wszystkich, rodzinne tradycje już się nie przydają, liczy się przygotowanie. A że bywają zbyt trudne? Może właśnie po to, by przyszli prawnicy nie wypowiadali się o materii o której mają jedynie mgliste pojęcie. TAK JAK SIĘ TO ZDARZA DZIENNIKARZOM.
    Rozumiem dyskusję o doborze tych pytań, poziomie ich szczegółowości, przydatności. Taka polemika jest bardzo potrzebna i krytyka pytań na tegorocznym egzaminie, przynajmniej w cześci, jest zasadna. Ale żeby o tym rozmawiać trzeba przeczytać pytania, coś wiedzieć, zobaczyć świat, również prawniczy, w wielu odcieniach szarości, a nie tylko czarno – biały.
    Proszę szerzeć uzasadnić, gdzie Pan dostrzegł gwałtowną zmianę klimatu o jakiś 180 stopni. Czy tylko w wynikach testów na aplikacje, czy również jeszcze w innym miejscu?

  9. Do nilwri:
    Tak się akurat składa, że jestem produktem prawniko-pochodnym, tzn. ukończyłem Wydział Prawa i Administracji UW, choć nie pracuję w zawodzie prawniczym. Tak się akurat składa, że 3/4 moich znajomych to prawnicy (obecni / przyszli / niedoszli). Więc choćby mgliste pojęcie mam. Pozdrawiam

  10. Toczący się obecnie spór pomiędzy Ministerstwem a Naczelną Radą Adwokacką jest w istocie sporem pozornym, bo dotyczy w istocie jedynie sposobu, w jaki sposób najlepiej można zamknąć rynek usług prawniczych przed konkurencją. Minister chciał to uczynić przy pomocy limitów przyjęć, a teraz przy pomocy testu z punktami ujemnymi za złą odpowiedź. Adwokaci zaś proponują powrót do naboru, w którym wyłącznie oni decydowali, kogo przyjąć, a kogo nie na aplikację. Zarówno minister jak i adwokaci mówią, że czynią to w „dobrych intencjach” pod szyldem „dobra absolwentów” i „dobra klientów”.
    Trudno uwierzyć w szczerość tych intencji. Wystarczy przypomnieć sobie wypowiedzi obecnego ministra sprawiedliwości, który twierdził, że prawników powinno być mało, bo wówczas będzie zapewniona wysoka jakość usług, jak również liczne utyskiwania przedstawicieli palestry po 2005 roku na to, jak to dużo aplikantów się dostało w wyniku egzaminów państwowych i jak trudno jest im zapewnić szkolenie. W latach, kiedy to korporacje rządziły egzaminami na aplikacje średnio dostawało się na aplikację adwokacką 230 osób w skali kraju, zaś po 2005 roku – 480 osób (uwzględniając złe wyniki z 2008 roku).
    W rankingu wolności gospodarczej Heritage Foundation (www.heritage.org) w 2008 roku Polska znalazła się na 83 miejscu na świecie (wśród 157 państw) i 35 w Europie (wśród 41 państw). Polskę bezpośrednio wyprzedza między innymi Kenia i Nikaragua, a tuż za nami jest Tunezja i Egipt. Nasz wynik – 59.5 punktów – lokuje Polskę wśród krajów określanych jako pozbawione wolności (ang. „mostly unfree”). Naszą pozycję w rankingu obniża między innymi niska jakość procesu egzekwowania prawa przejawiająca się m. in. ograniczoną swobodą i wysokim kosztem zakładania i prowadzenia firmy, bardzo długim czasem potrzebnym na pozyskanie koncesji lub zezwolenia, bardzo powolnym system sądowniczym oraz ograniczonym dostęp do niektórych usług, m. in. usług prawnych. Te wyniki można radykalnie poprawić m. in. poprzez zwiększenie dostępności usług prawnych dla firm i obywateli poprzez zniesienie ograniczeń nakładanych na wykonywanie zawodów prawniczych (m. in. adwokatów, radców prawnych, notariuszy, komorników).
    Według danych CCBE (Council of Bars and Legal Societes of Europe) w 2006 roku w Polsce było 8.500 adwokatów, w Bułgarii 11.500, w Rumunii 17.000, w Czechach 10.000, na Węgrzech 9.700, w Słowacji 4.300. W większych krajach Europy Zachodniej prawników było znacznie więcej: Włochy 180.000, Francja 46.000, Niemcy 38.000, Hiszpania 152.000, Wielka Brytania 151.000, Szwajcaria 8.000. Oznacza to, że w Polsce na milion mieszkańców przypada ok. 220 prawników, podczas gdy w innych krajach UE liczba ta jest znacznie większa: Niemcy 462, Francja 786, Rumunia 786, Słowacja 795, Węgry 963, Czechy 974, Bułgaria 1.485, Wielka Brytania – prawie 2.500, Włochy i Hiszpania – ponad 3.000.
    Korporacje czy to siłami własnymi, czy siłami swoich przedstawicieli na ministerialnych stanowiskach nie będą w stanie rozwiązać problemu dostępu absolwentów do szkoleń i problemów obywateli z dostępnością do pomocy prawnej. Kompromisowym i prorynkowym rozwiązaniem jest stworzenie alternatywnych dróg dojścia do wykonywania na rynku zawodu prawnika. Takie możliwości daje ustawa o państwowych licencjach prawniczych umożliwiająca szkolenie i egzaminowanie absolwentów bez pomocy korporacji. Szkolenie odbywałoby się w jednostkach akredytowanych, (którymi mogłyby być także wyższe uczelnie), które mają potencjał i możliwości szkoleniowe. Już teraz na aplikacji w większości wykładają sędziowie i nauczyciele akademiccy. Licencjonowany przez Państwo prawnik nie będzie musiał należeć do żadnej korporacji, ponieważ sam odpowiada za swoje działania, na zwykłych zasadach, na jakich odpowiadają przedsiębiorcy. Gwarancją jakości jego usług i jego wypłacalności dla klienta, na wypadek błędu jest polisa ubezpieczeniowa od odpowiedzialności cywilnej, którą obowiązkowo musi posiadać.
    Wtedy na rynku usług prawniczych będą działać tak prawnicy korporacyjni jak i licencjonowani i to klient zdecyduje kto jest lepszy.

  11. Kiedy wreszcie dotrze do swiadomosci Polakow ,ze Polska nalezy do 3-ciego swiata???? Wiem-NIGDY !!!!