Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

24.09.2008
środa

Z zasady bez zasad

24 września 2008, środa,

Próby pomnażania pieniędzy na własną rękę coraz częściej przypominają loterię.

rollercoaster.jpgO ile jeszcze pół roku temu łatwo było wskazać sposoby inwestowania przewidziane na trudne czasy, dziś jest to prawie niemożliwe. Zawirowania na rynkach finansowych potrafią uderzyć w wycenę państwowych obligacji, a nawet w fundusze rynku pieniężnego. Te ostatnie inwestują w bardzo bezpieczne obligacje o krótkim terminie wykupu i papiery wartościowe emitowane przez spółki. Wypracowują minimalne stopy zwrotu, ale właściwie nie mają prawa być na minusie. A tymczasem dramatyczna niepewność związana z przyszłością największych amerykańskich spółek załamała rynek obligacji korporacyjnych i sprawiła, że fundusze rynku pieniężnego po raz pierwszy od lat wykazywały – mikroskopijne ale jednak – straty.

Inny przykład na kompletny brak przewidywalności systemu to ranking najlepszych funduszy inwestycyjnych w Polsce w sierpniu. Dwadzieścia pierwszych miejsc okupują fundusze inwestujące pieniądze za granicą – m.in. w amerykańskie małe i średnie spółki, dolarowe obligacje, spółki technologiczne za Oceanem – z miesięcznym zarobkiem 12-15 proc. Ten skok bynajmniej nie jest jednak efektem rewelacyjnych wyników tych funduszy ani skoków cen akcji poszczególnych spółek ale… załamania kursu złotego wobec euro i dolara, które nastąpiło w sierpniu. Po wielu miesiącach ciągłego umacniania się złotówki pod koniec wakacji przyszła korekta. Każda z walut podrożała o 10 proc. i to wystarczyło, aby notowania funduszy w tym miesiącu poszły do góry. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie fundusze, choć uplasowały się w czołówce sierpniowego rankingu, w perspektywie ostatniego roku notują pokaźne straty (24-40 proc. na minusie).

Wielką loterią są też inwestycje powiązane z rynkiem surowcowym. Na przykład złoto. Na początku aktualnego kryzysu za uncję na giełdach płacono 696 dolarów. Cena tego kruszcu zawsze rośnie w niepewnych czasach – to inwestycja ostatniej szansy, gdy na niczym innym nie da się zarabiać. W styczniu uncja przebiła na chwilę psychologiczną barierę 1000 dolarów, ale już w kolejnych miesiącach zjechała do poziomu 748 dolarów. Ten szaleńczy rollercoaster wykonał jednak gwałtowny zwrot w ostatnich 2 tygodniach. Gdy na Wall Street padały banki, w ciągu kilku dni złoto zdrożało aż o 150 dolarów. – Istnieje wysokie prawdopodobienstwo, że złoto znów przebije wkrótce poziom 1000 dolarówtwierdzi Michał Słysz, członek zarządu Investors TFI. Słysz wymienia szereg argumentów za: niepewność sytuacji na rynkach, początek sezonu ślubów w Indiach (1/5 światowego zapotrzebowania na szlachetny kruszec), zbliżające się Boże Narodzenie. Ale równocześnie jest równie wielu ekspertów którzy przewidują koniec złotej hossy.

Podobnie na rynku ropy. W latach 2005-2007 roku kurs baryłki utrzymywał się pomiędzy 55 a 75 dolarami. Dokładnie rok temu zaczął się piąć w górę, na przełomie lutego i marca przebijając historyczną barierę 100 dolarów. Rekordem w tym przypadku było 146 dolarów, osiągnięte w wakacje. Potem zaczął się gwałtowny zjazd znów poniżej poziomu 100 dolarów. Wytłumaczeń tego zjawiska jest prawie tyle, ilu ekspertów podejmujących się tego zadania. O ten skok obwinia się w dużej mierze kapitał spekulacyjny. Czy jednak cena baryłki będzie w najbliższych miesiącach rosła (bo światowe zasoby się kurczą, a zapotrzebowanie nie) czy też spadała (bo ludzie nauczą się oszczędzać, zmienią rodzaj paliwa, a przy okazji spodziewane spowolnienie gospodarcze ograniczy popyt na surowiec) – tego nie wiedzą nawet najstarsi nafciarze z Teksasu, a tym bardziej finansiści.

Świat finansów i inwestycji jest ostatnio jak kolejka górska w wesołym miasteczku, idąca od szczytów do dna, od bańki do bańki. Ale tym, którzy z niej spadną, nie jest wcale do śmiechu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Swiat nie jest tak zagadkowy jak to moze sie wydawac. Cena zlota w USD rosla bo dolar sie dewaluuje dzieki drukowaniu pieniedzy bez pokrycia przez Bank Rezerwy Federalnej. W marcu Miedzynarodowy Fundusz Walutowy rzucil na rynek 240 ton zlota co na jakis czas ustabilizowalo jego cene. Jak sie wydaje porcja ta zostala obecnie rozkupiona i stad szansa, cena zlota pojdzie do gory. Chyba ze MFW , ktory ma w zapasie okolo 2000 ton zlota znowu zanterweniuje aby ratowac dolara. Co do ropy to jej cena w zlocie jest raczej stabilna i nie ma oznak wskazujacych na wyczerpywanie sie zloz. Zo 1 uncje trojanska zlota otrzymujemy przecietnie 6 do 8 barylek ropy. Natomiast cena ropy w USD fluktuuje w zaleznosci jak zmienia sie relacja USD- zloto. W podobny sposob zreszta utrzymuje wartosc zlotowki (na zbyt wysokim poziomie ) nasz NBP.
    Jesli nie bedzie dalszych interwencji na rynku zlota to cena zlota osiagnie wartosc 1700USD/oz. okolo roku 2010.

  2. Ciekawe. Pytanie tylko ile razy MFW jest w stanie rzucać na rynek 250 ton złota w celu ratowania dolara. Przecież całego złota się nie wyzbędą? Druga sprawa to pytanie jak długo Chiny wytrzymają presję pikującego dolara i dokonają rozpaczliwego ruchu wymiany części dewiz lub zakupu złota? Może oprócz złota dobrze jest zacząć skupywać konserwy 😉

  3. Wydaje mi sie,ze zasady prywatnego inwestowania sa w gruncie rzeczy bardzo proste.Mozna pobawic sie w spekulacje,gre na gieldzie,itd.,ale inwestujac tylko te pieniadze,ktore nie beda nam przez dluzszy czas potrzebne i z ktorych mozemy zrezygnowac(przynajmniej czesciowo)w razie straty.Nalezy wyzbyc sie iluzji przewidywalnosci rynkow finansowych,a przede wszystkim nie polegac na tzw.intuicji,decyzje inwestycyjne,podejmowane pod wplywem uczuc sa prawie zawsze falszywe.Istotna jest mozliwie szeroka,ale w granicach rozsadku , dywersyfikacja wlasnego portfolio.Ja stosujac te zasady zupelnie dobrze sobie poradzilem,private banking zapewnia mi sympatyczny dodatkowy dochod,jednak koncentruje sie nadal na swojej wlasciwej dzialalnosci zawodowej,czyli na tym,na czym sie znam.