Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

21.08.2008
czwartek

Hamowanie, lądowanie

21 sierpnia 2008, czwartek,

Dlaczego powinniśmy się cieszyć ze słabych danych z polskiej gospodarki.

Możemy już sobie to powiedzieć otwarcie – nasza gospodarka hamuje. Dynamika produkcji przemysłowej podana przez GUS wyniosła w lipcu 5,6 proc. (spadek o 1,5 proc. w porównaniu z czerwcem).
Spada również tempo wzrostu eksportu, w magazynach firm rosną zapasy niesprzedanych towarów.
Do tego pracownicy wciąż żądają podwyżek (rosną koszty pracy) zaś silna złotówka daje w kość eksporterom. Trudno więc oczekiwać, że gospodarka pozostanie na takie dane obojętna. I choć 5,5 proc. wzrost PKB na koniec roku według Ministerstwa Finansów jest niezagrożony, impet będzie już raczej słabnąć. Rekord jest za nami.

Wszystko na to wskazuje, że nareszcie zaczyna  nas dotykać kryzys, który w zeszłym roku zaczął się w USA od załamania na rynku nieruchomości, a ostatnio trafił do kolejnych państw UE. Dlaczego nareszcie? Ano dlatego, że w końcu kiedyś musiało to nastąpić. Skoro w zadyszkę wpadły tak silne gospodarki europejskie jak Wielka Brytania, Francja, Włochy czy Niemcy, nie ma mocnych, żebyśmy – tak silnie powiązani handlowo – tego tąpnięcia nie odczuli.

W obiegu funkcjonuje popularne powiedzonko o kichającej Ameryce i reszcie świata, która ma katar. Ja jednak proponuję inne lekarskie porównanie – z tym kryzysem jak z ospą wietrzną. I lepiej go przejść, gdy organizm jest w miarę zdrowy i w miarę przygotowany. A tak właśnie jest na dziś z naszą ekonomią. Do powyższych mało optymistycznych danych GUS trzeba bowiem dodać inne sygnały z ostatnich tygodni:

• Ceny rosną wolniej, niż się tego spodziewali analitycy
• Szczyt inflacji prawdopodobnie mamy już za sobą
• Rada Polityki pieniężnej najpewniej na razie przestanie podnosić stopy procentowe (możliwa jest jeszcze jedna podwyżka po wakacjach)
• Szczyt cen surowców mamy już za sobą (ropa od połowy lipca tanieje)
• Kurs złotówki trochę się osłabił i wszystko na to wskazuje, że będzie się stabilizował

Optymistom (a ja do nich należę) daje to nadzieję, że kryzys minie nam w miarę lekko. Społeczeństwo wciąż konsumuje na potęgę, jest więc szansa że przedsiębiorstwa mniejsze zamówienia z zagranicy skompensują sobie wyższymi krajowymi. Jeżeli uda się wyhamować inflację, a stopy procentowe przestaną rosnąć, ludzie będą chętniej się zadłużać, a więc więcej wydawać. Niższe ceny surowców dadzą trochę odetchnąć firmom oraz nam, na stacjach benzynowych.

Lepsze hamowanie niż twarde lądowanie. Optymistyczny scenariusz jest taki, że zanim na dobre odczujemy skutki kryzysu, świat już wyjdzie na prostą. Jeśli na rok-dwa nasza gospodarka zwolni wzrost do np. 4 proc., wciąż będzie to sporo. Trzymajmy kciuki, aby nam się udało.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop