Czarna magma działa

Premier Tusk nie chce, czy nie może?

Kontynuując wątek z poprzedniego wpisu zastanawiam się nad pojawiającymi się coraz głośniej zarzutami nieróbstwa pod adresem rządu PO. Opozycja gra tą kartą wyjątkowo dobrze. Już pierwsze miesiące rządów PiS obfitowały przecież w zapowiedzi rozliczeń, rewolucyjnych zmian i projektów ustaw, które wstrząsały kolejnymi grupami społecznymi i zawodowymi. Część z tych rzeczy pilnie wprowadzono w życie, a Sejm stał się maszynką do sprawnego głosowania za budową IV RP. Pod tym względem aktualna koalicja wypada co najmniej skromnie. Tusk nie tylko nie zapowiedział rewolucji, ale też widać wyraźnie, że żadnej rewolucji na dłuższą metę raczej nie planuje. Nowych ustaw niewiele, w większości to zmiany i poprawki kosmetyczne. Więc nuda i nic się nie dzieje. Tymczasem poparcie dla Platformy spada.

Oczywiście można przyjąć do wiadomości lansowaną w kręgach rządowych tezę, że nicnierobienie to świadome działanie, bo wszystko czego teraz potrzebuje elektorat, to nieco spokoju w polityce. Można też przyjąć inne popularne tłumaczenie – nic nie robimy, bo i tak Prezydent wszystko zawetuje.

Z nieoficjalnych rozmów na ministerialnych korytarzach wyłania się jednak inny obraz – Tuskowej ekipy, która zderzyła się bezmiarem polskiej biurokracji i urzędniczej inercji. Ta tajemnicza siła, którą nazywam na własny użytek czarną magmą, skutecznie paraliżuje poważniejsze inicjatywy. Ludzie Tuska sprawiają wrażenie takich, co to nawet by i chcieli, ale czego się nie dotkną, robota ich przerasta. Gdzie nie spojrzą, gdzie nie pójdą, trafiają na mur, gąszcz, bagno i taki bajzel, że odkręcanie tego potrwa lata (patrz autostrady, służba zdrowia, reforma edukacji, komisja Przyjazne Państwo). Bo w naszym systemie prawnym nie da się szybko i sprawnie stworzyć ustawy z jednej dziedziny, nie dotykając kolejnych. 

Każdy przepis to nowe pisma, międzyresortowe ustalenia i opóźnienia. A urzędnik, zanim coś zrobi, trzy razy zastanowi się czy to aby jest na pewno w jego zakresie kompetencji. Tego się nie da zrobić. Ten przepis może nie jest dobry, ale nie jest też zły, więc po co go zmieniać? Spychologia, tumiwisizm, niechęć do zmiany – jednym słowem powszechna niemoc jest dziś prawdziwym problemem koalicji PO-PSL. I nie pomoże tu nawet wygranie przez Tuska wyborów prezydenckich i przejęcie pełni władzy.

Najwyższa Izba Kontroli wydała właśnie raport, z którego wynika, że to nie prawo jest złe, tylko stosujące je urzędy. Kontrolerzy NIK słusznie zauważyli, że nawet dobre przepisy można zastosować tak, aby utrudnić ludziom życie. A co dopiero w przypadku przepisów niejasnych i niespójnych, a z takimi zazwyczaj mamy do czynienia w Polsce.  Nie oszukujmy się, nawet najlepsze wizje przywódców w życie wprowadza zazwyczaj armia urzędników. Niestety u nas dowódcom brakuje wizji, a armii – chęci.