Listy nie przyszły

Strajk to najlepszy prezent, jaki Poczta mogła zrobić swej konkurencji.

Choć problemy występują w co dziesiątym urzędzie i strajkuje zaledwie 3,5 proc. załogi (ze 100 tys. pracowników), protest w Poczcie Polskiej przykuł uwagę Polaków. Jak doniosły media poważnych problemów na razie się nie czuje, ale mogą się zacząć za kilka dni, bo stanęły węzły logistyczne, które zajmują się sortowaniem i rozdzielaniem korespondencji. Więc nawet jeśli twój listonosz nie strajkuje, to za chwilę nie będzie miał czego roznosić.

W ten sposób strajkujący osiągną cel – sparaliżują działanie jednej z największych firm w kraju. W praktyce może to oznaczać opóźnienia w dostarczaniu korespondencji, urzędowych listów, rachunków, wypłat emerytur, e-zakupów. Jakby te opóźnienia i bez strajku były małe. Trzeba to sobie powiedzieć prosto w oczy – Poczta Polska stacza się ku upadkowi, a strajk może tylko ten zjazd po równi pochyłej przyspieszyć.

I dobrze. Związkowcy chcą sparaliżować Pocztę? Świetnie. Może udowodnią wszystkim, że można to jednak zorganizować inaczej. Że możemy się bez narodowego monopolu pocztowego spokojnie obejść. Emerytury i renty można przecież przesyłać na konto, wypłacać w ośrodkach pomocy społecznej, oddziałach ZUS, w punktach płatności rachunków – ba – nawet w kasach sklepów spożywczych. Tak to działa w wielu krajach, gdzie listy można np. nadać i odebrać na stacji benzynowej. Urzędy mogą zrezygnować z połowy rozsyłanych papierów. Banki (patrz mBank) znakomicie sobie poradzą z minimalnym udziałem papierowej korespondencji. Firmy telekomunikacyjne chętnie prześlą rachunek przez e-mail.

I tak dalej. Konkurencja w postaci licznych firm kurierskich i poczt prywatnych (np. InPost, PAF Operator Pocztowy) już zaciera ręce. Im więcej przesyłek utknie, im więcej paczek z Allegro nie dojdzie, im więcej gazet z prenumeraty opóźni się przez strajk, tym więcej oni będą mieli klientów. W ten sposób monopolista straci najbardziej lukratywne zlecenia biznesowe i zostanie mu tylko dostarczanie wezwań sądowych w Bieszczady, do czego rzeczywiście pewnie trzeba dokładać.

Niemcy ze swego monopolu zrobili nieźle prosperujący DHL. Amerykanie mają FedEx. Holendrzy TNT, Poczta Polska to instytucja ociężała, niereformowalna, źle zorganizowana i z gigantycznymi przerostami zatrudnienia. Dzięki temu całkiem wciąż dochodowy na świecie biznes u nas się nie opłaca. Pozostaje nam tylko jedno – Pocztę Polską jak najszybciej sprywatyzować i sprzedać. Póki jest jeszcze co.

PS. Pouczająca może być lektura bloga „insidera” – pracownika Poczty Polskiej, który opisuje życie wewnętrzne molocha. Polecam.