Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

15.04.2008
wtorek

Chemia i jedzenie

15 kwietnia 2008, wtorek,

Ekologia i ekonomia coraz częściej nie idą w parze.

Trochę zmartwiło mnie doniesienie, że polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi pracuje nad poluzowaniem norm dotyczących użycia pestycydów przez rolników. Na dziś wygląda to tak, że polskie zboża, owoce i warzywa są bardziej unijne niż unia, to znaczy polskie prawo w tej sprawie jest bardziej restrykcyjne niż narzucane przez Brukselę. Dla nas to dobrze – to co jemy jest zdrowsze. Dla rolników mniej, bo podlewane chemią pola dają lepsze plony (a więc można produkować więcej i taniej). Żeby polscy rolnicy nie byli na straconej pozycji, Ministerstwo chce podnieść dopuszczalne normy stosowania pestycydów. Choć i tak wciąż będą one wtedy spełniały kryteria unijne.

Choć taka polityka ma uzasadnienie ekonomiczne, z punktu widzenia ekologii jest ona niekorzystna. Polska żywność ma już wyrobioną markę. Przeciętny Niemiec wie, że pomidor z Polski wyrósł w jednym z najczystszych zakątków Europy, co niekoniecznie da się powiedzieć np. o holenderskim. Teraz możemy tę eko-markę stracić. Na pocieszenie pozostaje tylko to, że urzędnicy w Brukseli pracują nad nowym prawem, które hurtem zaostrzyć ma zasady stosowania chemicznych nawozów w uprawach.

Powyższy przykład dobrze ilustruje narastający konflikt między ekologią a rachunkiem ekonomicznym. Chińska gospodarka pomyka do przodu, ale nikt tam nie ogląda się na koszty dla środowiska naturalnego. Chińscy oficjele nie pozostawiają złudzeń – jeśli tamtejsze przedsiębiorstwa zaczną przestrzegać takich eko-norm, jakie są np. w Europie, przestaną być konkurencyjne, a produkty z Chin najtańsze. Jak pogodzić te sprzeczne interesy? Nie mam pojęcia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Do braku zbieżności punktów widzenia ekologicznego i ekonomicznego trzeba jeszcze dodać i etycznego.Te 3E można powiedzieć budują formułę rozwoj.Wyższość szkoły biznesu nad szkołą ekonomii leży u podstaw globalnego eolnego handlu,który okazał się być kolejną utopią.Ewolucja ludzkiego myślenia nie idzie w parze z budową świadomości.Można powiedzieć,że wiek XX miał swoją ikonę w postaci Alberta Einsteina.Wiek XXI czeka na swoją ikonę,która ukaże mechanizmy budowania świadomości,aby móc zacząć odpowidać an pytanie JAKI ROZWÓJ.Bez zrozumienia przyczyn naszych problemów nie jesteśmy w stanie ich rozwiązywać.To rodzi zapotrzebowanie na politycznych bandziorów i ich systemowe porody na bazie stosowania bezwzględnego prawa silniejszego.

  2. Nie bardzo rozumiem o co Panu w tym artykule chodzi? Czy o ochronę środowiska naturalnego, ekologię czy o jakość produktów rolniczych? Częste mylenie pojęć ekologia i sozologia może się przydarzyć w jakimś „Fakcie” czy innym piśmidle, ale w „Polityce” to nie powinno mieć miejsca. Ekologia to nauka zajmująca się współzależnościami pomiędzy gatunkami organizmów oraz elementami ekosystemu. Ochroną ekosystemów zajmuje się ochrona środowiska albo inaczej sozologia. Dodatkowo, to o czym Pan pisze czyli jakość produktów rolniczych związana jest ze znacznie szerszym problemem niż stosowanie pestycydów. Jakość produktów rolniczych to skutek przestrzegania określonych wymogów produkcyjnych oraz zorganizowany system kontroli. Jeśli Pan o tym nie wie, to proszę się zapoznać z organizacją systemu kontroli jakości produktów rolniczych w Polsce. Tego systemu praktycznie nie ma. Kontroli poddaje się próbki produktów pobrane sporadycznie, co nie odzwierciedla stanu jakości wszystkich produktów. Wystarczy poczytać stosowną literaturę w tym zakresie (IOR Poznań lub IMW w Lublinie) aby stwierdzić, że dobra jakość polskiej żywności to tylko witrualne stwierdzenie nie poparte wynikami badań, bo tych jest zbyt mało i nie odzwierciedlają stanu faktycznego. Koszty badań są zbyt wysokie, stąd niewielu producentów i niewielu odbiorców sobie na nie pozwala. I nie ma powodu, by twierdzić, że ta jakość jest dobra lub zła. Choć jeśli spojrzymy na wyniki badań jakości wody w gospodarstwach rolniczych, a analizy w tym zakresie zostały wykonane dla większości gospodarstw, to włos na głowach się jeży. Szanowny Panie, to że mówi się, że polska żywność jest „zdrowa” ( chora być nie może?), to tylko nasze subiektywne, gospodarskie odczucie.
    Innym aspektem podnoszonym często przez redaktorów – znawców z bożej łaski, jest żywność he he he – ekologiczna. To tak jakby inna nie powstawała w warunkach środowiska – jakim by ono nie było. W przypadku tej grupy produktów wykonuje się tak mało analiz dotyczących jej jakości, że twierdzenie o jej nadzwyczajnej jakości po prostu jest szalbierstwem. Czy ktoś bada zawartość mykotoksyn w tych produktach, przechowywanych bez zabezpieczenia, czy ktoś zastanawiał się ile tych substancji znajduje się w zakażonych grzybami owocach, bo tu przecież nikt skutecznych środków ochrony roślin nie stosuje, albo stosuje jak nikt nie widzi. Radzę się zainteresować bliżej tym problemem, jeśli chce się pisać artykuły na ten temat. Bo powtarzanie sloganu dobre, bo polskie, to przystoi tym produktom, których jakość jest normowana i oceniana.
    Przy braku ocen o jakości mówić i pisać w opiniotwórczym tygodniku nie wypada. Proszę o inne tematy…
    pozdrowienia

  3. Proszę nie gromić autora tekstu,bo trzeba odróżnić warunki produkcji w warunkach srodowiskowych od technologii przeróbki tych płodów.Oczywiście toczy się spór między produkcją roślinną w warunkach ekstensywnych i intensywnych.Problem oczywiście należy rozszerzyć na wpływ tych produkcji na komponenty środowiska naturalnego.Stąd bierze się ochrona wód powierzchniowych i Bałtyku przed biogenami,stąd problem poboru wód powierzniowych do picia /konieczność butelkowania/ it.d.Temat oczywiście rzeka,ale jest wyzwaniem do szukania odpowiedzi JAKI ROZWÓJ?!Nadużywaniem bezwzględnego prawa silniejszego problemu się nie załatwi.

  4. Panski artykul jest niestety bardzo prawdziwy. Jakos zywnosci produkowanej przemyslowo jest nieporownanie gorsza niz tez produkowanej w bardziej tradycyjny sposob. Niestety ten tradycyjny sposob jest mniej oplacalny. Mowis sie , ze Polska nie ma szansy z tania zywnosia nad-produkowana w Europe zachodniej i np. Maroku. Zgadzam sie z tym stwierdzeniem. Dlatego mysle, ze polskie rolnictwo ma swietna i niepowtarzalna szanse aby stac sie producentem dobrej jakosciowo zywnosci, tzw. zywnosci bio. Na zachodzie (mieszkam w Szwajcarii) taka zywnosc staje sie coraz bardziej popularna. Jest coraz czesciej dostepna w popularnych supermaketach Coop i Migros po cenach dostepnych (max 50% drozej niz nie-bio). badania na poziom np. pestycydow (publikowane w czasopismach i programach dla konsumentow) pokazuja, ze zywnosc ta jest wolna od tych zanieczyszczen. Dlatego uwazam, ze jesli Polska wykorzysta te swiezo tworzaca sie „nisze ekonomiczna bio” swietnie na tym wyjdzie. Potrzebne jest dostrzezenie tej mozliwosci, madre decyzje politykow, odpowiednie przepisy, no i oczywiscie troche reklamy. Bo nie ma to jak miod z Roztocza (regularnie przywoze go do Szwajcarii i bardzo smakuje tutejszym znajomym)!

  5. Wypada podziękować za głosy z oddali.Takim niestrudzonym komentatorem ekonomicznej rzeczywistości jest Andrzej Bobola /blog Bobolowisko/.Co do działalności polityków,a właściwie zmiany ich sposobu myślenia mam powazne możliwości czy sa w stanie wyzwolić się z objęć traktatu okrągłostołowego i antyobywatelskiej ustawy zasadniczej,które popspołu stworzyły pogodę dla politycznych szulerów i korupcji.Nadal funkcjonuje utrwalona polityka historyczna,która z katów stara się uczynić ofiary.
    „KATYŃ!Ostatnie kłamstwo Andrzeja Wajdy” to dowód jak dziełem sztuki tą politykę utrzymuje się w mocy.Dotyczy to również i Forum POLITYKI,która ogranicza możliwości wypowiedzi na temat polityki historycznej.
    Ma ona bezpośredni związek dla wypracowywania odpowiedzi na pytanie JAKI ROZWÓJ?!