Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

11.04.2008
piątek

Drogi diesel

11 kwietnia 2008, piątek,

Wzrost cen ropy najbardziej odczują posiadacze aut z silnikiem diesla.

Szef PKN Orlen zapowiedział, że spekulacje o wzroście w wakacje cen benzyny do 5 zł na litrze są mocno przesadzone. Jego zdaniem ceny benzyny powinny się w najbliższych miesiącach utrzymać.

To jest ta dobra wiadomość. Zła jest natomiast taka że rośnie i będzie rosła cena paliwa do silników diesla. Jeszcze kilka lat temu było ono prawie 50 proc. tańsze niż zwykła E95, bo koszt wytworzenia oleju napędowego w rafinerii jest niższy niż etyliny. To jednak się zmienia, bo na drogach jeździ coraz więcej diesli. Tymczasem moce produkcyjne w ciągu kilku lat się nie zwiększyły. A skoro rośnie liczba diesli, rośnie też popyt na to paliwo – a więc jego cena. W ciągu półtorej roku różnica 60 groszy na litrze zmniejszyła się do ok. 20. A będzie jeszcze gorzej – za 2-3 lata diesel ma być droższy od benzyny. Proszę spojrzeć, jak idealnie zadziałała tu tzw. niewidzialna ręka rynku, prawo popytu i podaży. Łatwo przewidzieć, jaki będzie kolejny ruch klientów w salonach. Tym bardziej że auto palące olej napędowy jest zazwyczaj kilka tys. droższe od benzyniaka.

Może fakt, że za wzrost moich rachunków na stacji odpowiada wolny rynek, trochę osłodzi ból portfela przy każdym tankowaniu? Przypomina mi się historia sprzed kilku lat, gdy rząd zachęcał ludzi do instalowania w domach kotłów na olej opałowy (czyli ten sam diesel). Bo tani, a przy tym ekologiczny. Rząd nawet zrezygnował z pobierania od niego akcyzy. Ci, którzy dali się skusić tej propagandzie, szybko jednak pożałowali. Bo znaleźli się cwaniacy, którzy tani bezakcyzowy olej zamiast do pieców lali do baku i jeździli za półdarmo. Rząd długo się namyślał, a potem doszedł do wniosku, że jedyny sposób na likwidację mafii paliwowej to dowalenie akcyzy opalającym domy olejem. W ten sposób ekologiczne paliwo przestało się opłacać, a ludzie wrócili do węgla, drewna, czy wręcz śmieci. Wzrost cen wyniknął z idiotycznego, niekonsekwentnego działania państwa. Z dwojga złego już chyba wolę wolny rynek.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. „Półtorej roku”?
    Półtora błędu w półtorej chwili.

    http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=3310

  2. Nie jestem pewien, czy produkcja ON jest tańsza niż benzyny. Wydaje mi się, że jest droższa, ale zawsze na benzynę był znacznie większy popyt, a ON i tak trzeba wyprodukować przy okazji produkcji benzyny z jakichś tam powodów technicznych (stanowił produkt uboczny; coś trzeba z cięższymi frakcjami zrobić…). Z powodu a) niskiego popytu, i b) niższej stawki podatku (benzyna=luksus; diesel=praca) ON był zawsze tańszy. U nas. Np. Ameryce i UK ON od dawna jest trochę droższy.

    Spaliny diesla są też bardziej toksyczne, ze względu na cząsteczki sadzy. Dlatego tak trudno dostać homologację na diesla w Kalifornii i dlatego taki Mercedes wprowadza tą całą technologię BlueTec czy coś tam. Inni producenci z resztą też.

    W sumie to dobrze, że diesel zdrożeje. Może konsumenci się opamiętają. Ludzie wydają majątek na te silniki zupełnie bez sensu. One są kilka tysięcy droższe w zakupie i kilkanaście tyś droższe w naprawach. Szybciej się też zużywają/psują (nie ma już tych prostych diesli co jeździły i jeździły setki tyś km bez awarii) A im nowocześniejsze/czystsze tym gorzej!

    Nie wiem, czy wyższa sprawność mechaniczna jest w stanie to zrekompensować.

    Sam jestem zwolennikiem diesla. Ale mnie nie stać na jego utrzymanie!

    Pozdrawiam

  3. Energy Information Administration podaje, ze aktualna srednia cena benzyny w USA wynosi 3.332 USD/gal =1.94 PLN/litr. W cene te wchodzi 13% podatek, ceny marketingu i przewozu 10%, koszty destylacji 8% oraz koszty ropy 69%.
    Dla diesla srednia cena wynosi 3.95555 USD/gal= 2.30 PLN/litr w tym podatek stanowi 14%, koszty rozwozu 5%, destylacja 18% i ropa 63%.

    Ceny surowca, oczyszczania i rozprowadzania powinny byc zblizone do polskich. Jesli wiec cena jednostkowa paliw jest wyzsza to zapewne winny jest podatek.
    Jak juz kiedys pisalem, za wzrastajace ceny podstawowych surowcow nie sa odpowiedzialni ich producenci a dewaluacja pieniadza, ktora lezy w gestii bankow emisyjnych krajow konsumenckich (http://bobolowisko.blogspot.com, ” Wielka ekonomiczna depresja …”, „Legendy mieszczuchow”).

    Przy okazji mam pytanie do Szanownego Redaktora. Przegladajac rozdzial 17 „Malego Rocznika Statystycznego 2007 ” w dziale dochody i wydatki panstwa znalazlem nastepujace dane dotyczace dobroczynnego wplywu Unii Europejskiej na finanse Rzeczpospolitej. W roku 2004 wplaty z UE do budzetu wyniosly 2.588 mld PLN (1.4% budzetu), w roku 2004 wplata taka wynosila 2.447 mld PLN (1.4% budzetu) a w roku 2006 mamy wplate 1.985 mld PLN (1% budzetu). Natomiast w dziale wydatki mamy wyplate z budzetu do UE (pewnie skladka czlonkowska) = 4.4% budzetu. To sugeruje, ze Polska traci corocznie okolo 3% wplywow na korzysc UE. Czy tak jest istotnie? W wielu rozmowach oraz artykulach zamieszconych w Polityce mowi sie o niesamowitych dotacjach jakimi obrzuca Polske UE.
    Czyzbysmy mowili znowu o slynnych sumach bajonskich?

  4. Bobola: Znalazł Pan bezpośrednie transfery z i do budżetu, bez środków pomocowych i funduszy strukturalnych. Pozdrawiam

  5. Szanowny Redaktorze,

    Bardzo dziekuje za zwrocenie uwagi. Istotnie fundusze strukturalne i srodki pomocnicze UE dysponuja w Polsce znacznymi funduszami, ktorych przeznaczenie jest najwyrazniej poza gestia wladz RP. Stad nie pojawiaja sie one w Roczniku Statystycznym. Oznacza to, ze w Polsce istnieje faktycznie dwuwladza: polska i unijna z ktorych kazda dysponuje wlasnymi funduszami na rozwoj tych dzialow goispodarki, kultury, nauki i infrastruktury, ktore uwaza za najwazniejsze dla swoich celow. Zyjemy wiec w istocie w Satnach Zjednoczonych Europy nawet przed podpisaniem formalnych dokumentow w tej sprawie.