Drogi diesel

Wzrost cen ropy najbardziej odczują posiadacze aut z silnikiem diesla.

Szef PKN Orlen zapowiedział, że spekulacje o wzroście w wakacje cen benzyny do 5 zł na litrze są mocno przesadzone. Jego zdaniem ceny benzyny powinny się w najbliższych miesiącach utrzymać.

To jest ta dobra wiadomość. Zła jest natomiast taka że rośnie i będzie rosła cena paliwa do silników diesla. Jeszcze kilka lat temu było ono prawie 50 proc. tańsze niż zwykła E95, bo koszt wytworzenia oleju napędowego w rafinerii jest niższy niż etyliny. To jednak się zmienia, bo na drogach jeździ coraz więcej diesli. Tymczasem moce produkcyjne w ciągu kilku lat się nie zwiększyły. A skoro rośnie liczba diesli, rośnie też popyt na to paliwo – a więc jego cena. W ciągu półtorej roku różnica 60 groszy na litrze zmniejszyła się do ok. 20. A będzie jeszcze gorzej – za 2-3 lata diesel ma być droższy od benzyny. Proszę spojrzeć, jak idealnie zadziałała tu tzw. niewidzialna ręka rynku, prawo popytu i podaży. Łatwo przewidzieć, jaki będzie kolejny ruch klientów w salonach. Tym bardziej że auto palące olej napędowy jest zazwyczaj kilka tys. droższe od benzyniaka.

Może fakt, że za wzrost moich rachunków na stacji odpowiada wolny rynek, trochę osłodzi ból portfela przy każdym tankowaniu? Przypomina mi się historia sprzed kilku lat, gdy rząd zachęcał ludzi do instalowania w domach kotłów na olej opałowy (czyli ten sam diesel). Bo tani, a przy tym ekologiczny. Rząd nawet zrezygnował z pobierania od niego akcyzy. Ci, którzy dali się skusić tej propagandzie, szybko jednak pożałowali. Bo znaleźli się cwaniacy, którzy tani bezakcyzowy olej zamiast do pieców lali do baku i jeździli za półdarmo. Rząd długo się namyślał, a potem doszedł do wniosku, że jedyny sposób na likwidację mafii paliwowej to dowalenie akcyzy opalającym domy olejem. W ten sposób ekologiczne paliwo przestało się opłacać, a ludzie wrócili do węgla, drewna, czy wręcz śmieci. Wzrost cen wyniknął z idiotycznego, niekonsekwentnego działania państwa. Z dwojga złego już chyba wolę wolny rynek.