Solidarność 50+

Rząd chce zachęcić osoby starsze do pracy. Ale co na to powiedzą sami zainteresowani?

Michał Boni, szef zespołu doradców strategicznych premiera, przedstawił program „Solidarność pokoleń 50+”. Jego głównym celem jest rozbrojenie bomby demograficznej, która tyka w naszym społeczeństwie. Jest bowiem dość prawdopodobne, że dzisiejsi 20-30 latkowie, którym państwo całe życie będzie odbierać znaczną część pensji na zabezpieczenie socjalne, dostaną po przejściu na emeryturę głodowe pieniądze.

Rząd ma więc nadzieję, że uda się zachęcić osoby starsze do pozostawania aktywnym zawodowo. W ten sposób system zostanie odciążony na kwotę 32 mld zł (16 mld zł dodatkowych podatków oraz drugie tyle oszczędności na świadczeniach socjalnych). I to już przy założeniu, że pracę podejmie 700-800 tys. osób po „pięćdziesiątce”. Rząd chce ograniczyć możliwość ucieczki na wcześniejsze emerytury, zachęcić starsze osoby do podnoszenia kwalifikacji, a pracodawcom dać ulgi podatkowe. 

Cały plan ma tylko jeden feler – co na to powie społeczeństwo. Na dziś wiele osób jest wręcz zainteresowanych jak najszybszym zakończeniem pracy. Na przykład kobiety, szczególnie te gorzej zarabiające, które i tak na emeryturze nie liczą na kokosy, chętniej zajmują się wychowywaniem wnuków. To zresztą jest całkiem niezłe rozwiązanie, bo odciążeni przez babcie młodzi rodzice (szczególnie matki) szybko wracają na rynek pracy. Na budowach, w zakładach rzemieślniczych, warsztatach samochodowych jest też całkiem sporo młodych emerytów, którzy na czarno zarabiają niezłe dodatkowe pieniądze. Trudno ich będzie przekonać, aby te prace wykonywali legalnie.