Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

2.04.2008
środa

Przymusowa dieta

2 kwietnia 2008, środa,

Globalny wzrost cen żywności odczujemy nie tylko w portfelach.

To niestety jest już przesądzone – kończą się czasy taniej żywności. Wczorajsza „Gazeta Wyborcza” doniosła o skokowym wzroście cen produktów spożywczych w krajach Unii Europejskiej (m.in. makaronów, jogurtów, mleka). W efekcie inflacja w całej UE sięgnęła 3,5 proc. (u nas wynosi 4,1 proc.). To sporo, zważywszy, że do tej pory utrzymywała się około 2 proc.

Na wzrost cen żywności mają wpływ drożejące paliwa (a więc jej transport). Ale jeszcze bardziej oddziaływuje ciągły wzrost popytu w Indiach oraz Chinach. Rosnąca tam w siłę ekonomiczną klasa średnia nie chce zajadać się już przysłowiową „miską ryżu”. Chcą jeść światowo, karierę robią kuchnia śródziemnomorska i amerykańska. Rosną ceny pszenicy i soi. Gwałtownie rośnie sprzedaż słodyczy, co z kolei powoduje wzrost cen kakao oraz czekolady. Argentyna – kraj olbrzymich łąk i jeden z największych na świecie producentów wołowiny, nie nadąża z zaspokajaniem światowego popytu. Rząd tego kraju nałożył na farmerów-eksporterów specjalny podatek, tak aby nie wysyłali wszystkiego za granicę (to powoduje braki na rynku lokalnym i społeczne niezadowolenie). W podobny sposób Wietnam i Indie nałożyły restrykcje na eksport ryżu, aby zapobiec wzrostowi jego cen na krajowym rynku (podaję za ostatnim „The Economist”, który poświęcił kilka tekstów temu problemowi). Wzrost zapotrzebowania na biopaliwa powoduje wzrost ceny rzepaku i sprawia, że wypiera on uprawę roślin jadalnych. Zresztą drożejące biopaliwa dalej nakręcają spiralę cen.

Takie przykłady można niestety mnożyć. Zapewne za jakiś czas rynek to wyreguluje, ale trudno przypuszczać, aby ceny żywności wróciły do niskiego poziomu sprzed kilku lat. Niestety przyjdzie nam się z tym pogodzić, a być może nawet zmienić zwyczaje żywieniowe. Alterglobaliści od lat powtarzają, że podstawą diety powinny być produkty produkowane lokalnie, a dowożenie samolotem świeżych krabów czy owoców passiflory na drugi koniec świata to czyste szaleństwo.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. A może by tak pójść w ślady Argentyny, i wprowadzić w UE cła eksportowe? Skoro już dokładamy tyle kasy do wspólnej polityki rolnej, to w sumie, jako konsumenci, moglibyśmy wymagać w zamian rozsądnych cen żywności.

    Swoją drogą zaczyna się kształtować na świecie ciekawe zjawisko – uzależnienie poziomu życia (czy nawet samego przeżycia!) sporej części ludzkości od kilku dużych producentów rolnych. W tej chwili my jesteśmy szantażowani przez OPEC, ale kto wie, czy za kilka lat sytuacja się nie odwróci 🙂 Gdyby doszło do zmowy UE, Rosji, Ukrainy, USA, Kanady, Argentyny i Australii w kwestii ceł eksportowych na żywność, to reszta świata miała by DUŻY problem. Kto wie, może to jest sposób na chwilowe rozwiązanie problemu notorycznego deficytu budżetowego wielu państw zachodu 😉

  2. Pingback: Pieniądze to nie wszystko » Archiwum bloga » Drogie jedzenie

  3. Pingback: Pieniądze to nie wszystko » Archiwum bloga » Jeszcze o jedzeniu