Liniowy Belką przykryty

Podatnicy już wiedzą, co planuje rząd. Ale to na razie tylko plany…

Znów obowiązki redakcyjne sprawiły, że rzadziej zaglądam do bloga i do Państwa. A tu tyle ciekawych rzeczy. W mediach przebrzmiały już trochę podatkowe zapowiedzi Donalda Tuska. „Prorodzinny podatek liniowy” to lingwistyczne mistrzostwo świata. Ciekawe, czy wpadli na to sami, czy pomogli specjaliści od marketingu. Przymiotnik „prorodzinny” to jednak dobry strzał – oswaja ideę podatku liniowego, wokół której narosło już wiele mitów, a i dużo strachu podsycanego przez takie ugrupowania jak PiS czy Samoobrona.

Podatek liniowy to jednak wciąż daleka przyszłość – 2011 r. według zapowiedzi Tuska. Trudno przewidzieć, czy się uda. Czy wystarczy determinacji w obliczu kolejnych wyborów? Znacznie realniejsza wydaje się być obietnica likwidacji podatku Belki. Płacimy go już 7 lat – 19 proc. od dochodów z lokat, kont bankowych, funduszy inwestycyjnych i akcji. Obietnice jego likwidacji składały już kolejno wszystkie liczące się ugrupowania polityczne. Teraz wraca do niej Tusk i obiecuje zniesienie do końca 2009 zysków obciążenia lokat, kont, funduszy inwestycyjnych i obligacji.

Ale z podatkiem Belki są prawdziwe udręki. Bo rację mają ci, którzy twierdzą, że nasze społeczeństwo na dorobku wciąż jest zbyt biedne, aby częścią dochodów z uciułanych oszczędności dzielić się z państwem.  To podcina rozwój klasy średniej – słusznie argumentują przeciwnicy podatku. Druga strona też ma swoją prawdę. Wszak to jedyny sposób opodatkowania giełdowych spekulantów, którzy żyją tylko z obracania akcjami. To również 4 mld zł do budżetu rocznie – suma niebagatelna, jeśli pamiętamy o rosnących żądaniach płacowych (lekarze, nauczyciele, urzędnicy, służby mundurowe). Prawdą jest też to, że taki podatek obowiązuje w większości krajów Europy.

Na razie szykuje się ostry spór w Sejmie, bo każdy będzie chciał sobie przypisać „credit” za jego zniesienie. Skorzystają na pewno posiadacze lokat, funduszy inwestycyjnych, banki i giełdowi gracze. Ale jest jeszcze jedna grupa społeczna, która próbuje zyskać więcej – politycy.