Zalesianie Wschodu Polski: cd

Zachęcony gorącą dyskusją i licznymi komentarzami kontynuuję ten wątek.

Bardzo się ucieszyłem z gorącej dyskusji, jaka się wywiązała po zeszłotygodniowym wpisie o sensowności inwestycji strukturalnych na ścianie wschodniej. Przepraszam też za nieco spóźnioną reakcję, ale pracowałem dość intensywnie nad ważnym materiałem do „papierowej” POLITYKI.

Na wstępie przyznam się – z premedytacją nieco wyostrzyłem tezę prof. Gorzelaka (Olhado mnie tu rozszyfrował ;-), ale mówiąc szczerze liczyłem na włączenie się wielu osób do dyskusji. Co chyba się udało, dlatego przy okazji bardzo dziękuję za wszystkie cenne komentarze, szczególnie Olhado, Grzegorzowi, przytomnemu2, tss, Mrukowi. Dziękuję też za linka do referatu cytowanego przeze mnie profesora.

Chyba wszyscy (prof. Gorzelak, ja, komentujący) zgadzamy się, że pieniądze unijne mają iść na zrównoważenie rozwoju poszczególnych krajów UE, a w tych krajach poszczególnych regionów. Nie potrafię się wypowiedzieć kompetentnie o tym, co prof. Grzelak miał na myśli, gdy udzielał wywiadu. Mogę zaś chętnie doprecyzować swoje poglądy w tej sprawie. Wydaje mi się, że wszyscy również podzielamy opinię, że priorytety są następujące – drogi, edukacja, informatyzacja.

To prawda, że centrum rozwoju gospodarczego przesuwa się po kraju i w różnych wiekach różne to były regiony. Nie wykluczam, że za kilkadziesiąt lat słynąca na całą Europę z walorów ekologiczny polska ściana wschodnia będzie jednocześnie centrum badań biotechnologicznych (ba – nawet tego nam życzę). To, co mnie osobiście jakoś niepokoi, i przeciw czemu jak podejrzewam zaprotestowała też swoją wypowiedzią min. Bieńkowska, to właśnie pewne urzędnicze, odgórne forsowanie projektów, które nie mają praktycznego i ekonomicznego uzasadnienia. A często jedyną racją ich bytu jest realizacja ambicji politycznych jakiejś grupy osób. Tak na gorąco przychodzi mi do głowy niedoszłe międzynarodowe lotnisko pod Kielcami – wystarczyło kilka podpisów i ono mogło powstać. 

Problem z unijnymi funduszami jest taki, że wiele z nich idzie z rozdzielnika – x euro na cel taki a taki, choć czasem sensowność jego realizacji na danym terenie jest dyskusyjna. Np. budowanie kolejnej szkoły za unijne pieniądze, kiedy zdrowy rozsądek i demografia podpowiadają, że i tak dana miejscowość się wyludnia (przykład podany w komentarzu qweera). Albo ekologicznie przeinwestowane projekty (spalarnie śmieci, do których trzeba dowozić paliwo setki kilometrów). Albo szereg inicjatyw aktywizujących, które teraz odbywają się za unijne pieniądze w miastach ściany wschodniej, np. szkolenia, biznesowe dokształcanie – tak aby ludzi zachęcić do zakładania tam firm i ich przytrzymać na miejscu. A może właśnie nie trzeba ich urzędowo na siłę przytrzymywać, może należy ich dobrze wykształcić i zbudować dobre drogi czy koleje do metropolii, tak aby mogli jak najczęściej i wygodniej sobie kursować tam i z powrotem.

Tu dochodzimy do głównego jak mi się wydaje pytania – co jest lepsze – przeznaczyć część pieniędzy na wprowadzenie naszych metropolii do światowej czołówki, czy też tymi pieniędzmi pozwolić prowincji szybciej gonić dzisiejsze metropolie (w ten sposób też rozumiem dylematy wskazywane przez prof. Gorzelaka). Co jest lepsze dla Suwałk? Lotnisko, którym dolecą turyści z Londynu (i ilu ich będzie), czy droga (kolej), którą dotrzemy do Suwałk w dwie godziny z Warszawy czy Trójmiasta? Pisząc o zalesianiu ściany wschodniej chciałem więc zwrócić uwagę na to, że musimy sobie odpowiedzieć na pytanie o takie właśnie priorytety. Decyzje te muszą być podejmowane z rozważeniem perspektywy i strategii na kilkadziesiąt lat, a nie doraźnie. Internauta Mruk słusznie zauważa, że nic tak nie gasi rozwoju jak urzędowa gospodarka planowa. Pozostając w poetyce komentarza Mruka obawiałbym się realizacji na ścianie wschodniej „unijnej gospodarki planowej”, doprawionej krótkowzrocznością naszych polityków.