Giełdy: jest źle i co dalej?

Widmo kryzysu krąży nad giełdami, które straciły wszystko, co zarobiły w ciągu 2007 roku.

We wtorek na zamknięciu sesji warszawskiej giełdy WIG20 stracił 4,33% i wyniósł 3.045,05 pkt, a WIG spadł o 3,59% do 47.863,64 pkt. Tym samym pierwszy z tych indeksów osiągnął poziom najniższy od 14, a drugi – najniższy od 12 miesięcy. W ten sposób wszyscy inwestorzy, którzy trzymali pieniądze w akcjach, albo funduszach akcji, stracili wszystko, co udało im się zarobić w ciągu ostatniego roku.

Co gorsze, nastroje na rynkach finansowych wciąż są bardzo kiepskie. Dane z rynku amerykańskiego – a na nie ogląda się cały świat – dołują. Spada sprzedaż detaliczna i zamówienia w przemyśle, rośnie bezrobocie. Alan Greenspan, były szef amerykańskiego Fedu, powiedział, że szansa na wystąpienie recesji wynosi jego zdaniem 50 proc (do tej pory szacował ją na 30 proc.). Również naszym analitykom rozwiązał się język – używają coraz chętniej epitetów „katastrofa”(vide komentarz analityków z Open Finance) tudzież „osłabienie gospodarcze” (vide: wywiad byłego Ministra Finansów Gronickiego). Te kiepskie informacje sprawiają, że szczęśliwi dotąd właściciele jednostek funduszy inwestycyjnych zaczynają masowo je umarzać i wycofywać pieniądze (np. warto przeczytać tę analizę). Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych nie mają innego wyjścia, jak tylko wyprzedawać posiadane akcje, w ten sposób pogłębiając giełdowe spadki.

Co dalej? Wiadomo przecież, że giełdy zawsze nieco wyprzedzają sytuację w gospodarce.

Pierwszy scenariusz – wchodzimy w recesję gospodarczą, która po USA rozleje się na inne kraje. Przygotujmy się na zaciskanie pasa, niższe pensje i widmo bezrobocia. Beda trzy lata chude.

Drugi scenariusz – wchodzimy w okres spowolnienia gospodarczego – USA zbliżają się do recesji ale w nią nie wchodzą w innych krajach z dynamicznymi gospodarkami (w tym Polsce) PKB dalej rośnie, choć już nie tak szybko, uspokaja się nieco szaleństwo konsumpcyjne, płace nie rosną już tak szybko. Moim zdaniem to wariant najlepszy i najbardziej prawdopodobny.

Trzeci scenariusz – spokojnie to tylko korekta – akcje ostatnio i tak były za drogie i wiedzieli o tym wszyscy. W scenariuszu „korekta” najdalej za kilka miesięcy na rynki wróci optymizm, wystarczy kilka dobrych wieści z USA i ludzie znów zaczną masowo kupować akcje.

Pytanie jeszcze, jak rozumieć słówko „recesja”? Wszak spowolnienie wzrostu ekonomiści za takową nie uznają, a ludzie oraz media – i owszem. Ale to temat na inny wpis.