Torebki raz jeszcze

Foliowe torebki w sklepach tylko za opłatą – to pomysł Ministerstwa Środowiska.

Wracamy do dyskusji na temat foliowych torebek, rozdawanych klientom w supermarketach. Pisałem już o tym kilka razy na blogu. Aktywny odzew czytelników sprowokował nawet mojego kolegę, Pawła Wrabca, do polemiki na jego blogu. Temat okazuje się być jednak żywy i trwały niczym plastik, z którego zrobione są te torebki (rozkładają się kilkaset lat). Oto Wyborcza doniosła, że przygotowywany jest przepis, który wprowadzi obowiązkową odpłatność za foliowe torebki. Ostrożnie mówi się, że może to być 10 gr. od sztuki. Pieniądze uzyskane z takiego podatku miałyby iść na proekologiczne akcje edukacyjne oraz lepszą gospodarkę odpadami. A przy tym – zachęci nas do używania toreb wielorazowych.

Przyznam się szczerze, że odczucia mam mieszane. Z jednej strony – takie metody działają. Po wprowadzeniu groszowej opłaty od wydruku potwierdzenia z bankomatu w Irlandii, większości osób wystarcza potwierdzenie wyświetlone na ekranie. Z drugiej strony zaś – wygląda mi to na jeszcze jedno obciążenie fiskalne nałożone na obywateli. Poza tym wciąż nikt mi nie udowodnił, że wytworzenie i zutylizowanie np. tysiąca toreb papierowych jest bardziej ekologiczne niż tysiąca toreb foliowych.

Już chyba wolę rozwiązanie pośrednie. W tekście Wyborczej wspomniano przykład Tesco, które zastąpiło zwykłe jednorazówki, rozkładające się kilkaset lat, reklamówkami rozkładającymi się w ciągu dwóch lat. Sieć zachęca też do korzystania z toreb wielorazowego użytku. Sprzedaje płócienną torbę na całe życie, która jest bezpłatnie wymieniana na zupełnie nową, gdy się zużyje albo zniszczy. Takie pomysły są godne pochwały.

PS. Czytelników, którzy domagają się komentarza nt. polityki gospodarczej nowego rządu śpieszę poinformować, że od piątku łamię sobie głowę nad tym, co sensownego i ŚWIEŻEGO napisać na ten temat po espose Tuska. Poblem w tym, że wciąż nie wychodzimy poza sferę planów, planów, planów.