Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

11.10.2007
czwartek

Rozpacz w portfelu

11 października 2007, czwartek,

Jak to jest? Inflacja podobno minimalna, a ludzie narzekają, że wszystko drożeje.

Wystarczy zapytać znajomego studenta, babcię, siostrę czy narzeczoną. Zaraz odpowie, że ceny rosną. Niektórzy nawet straszą – Puls Biznesu doniósł, że drożyzna przetrzebi wszystkim portfele, bo według prognoz przygotowanych przez ekspertów Agencji Rynku Rolnego „czekają nas kolejne, znaczące podwyżki cen chleba, makaronu, ciastek, słodyczy i innych produktów bazujących na surowcach zbożowych oraz mleczarskich”. Wszystko z powodu podwyżek cen zbóż i mleka (tu jest link do tego tekstu z darmowego archiwum Gazety).

Powszechnego przekonania, że ceny nie rosną, nie potwierdzają jednak dane GUSu. Inflacja za ostatnie dwa lata nie przekroczyła nigdy trzech procent. Jak więc wytłumaczyć ten fenomen? Pewnie najciekawsza byłoby dogłębne zbadanie tzw. koszyka cen w Głównym Urzędzie Statystycznym na podstawie którego obliczany jest wskaźnik inflacji (czyli ok. 2 tys. regularnie badanych produktów, z których korzysta przeciętne gospodarstwo domowe). Ja jednak mam na to teorię psychologiczną, którą chciałbym się podzielić. Otóż pobieżne obserwacje mogą wskazywać, że ceny rosną tam, gdzie nie widzi tego wzrostu GUS. Np. dniówki robotników budowlanych, mechaników samochodowych czy opiekunek dla dziecka, notorycznie rozliczanych „na czarno”, a więc bez kontroli statystyki. Albo cena metra mieszkania, która wg. GUS wynosi 2650 zł. Podczas gdy mieszkaniec dużego miasta rzadko płaci dziś poniżej 6 tys. za metr. Urząd, wielokrotnie rozjechany przez media za podawanie tak nierealnych wartości tłumaczy co prawda, że jest to tylko wskaźnik nakładów poniesionych przez inwestorów. I do tego jeszcze uśredniony na całą Polskę, a więc również na mieszkania w Grybowie, Wolbromiu i Suchej Beskidzkiej. Wiadomo jednak, że na początku roku ceny materiałów budowlanych wystrzeliły w górę. A w GUSie nakłady spadły.

Idąc dalej teorią psychologicznego wzrostu cen można powiedzieć, że rosną one głównie dla lepiej zarabiającej klasy średniej. Tzw. dolna półka w supermarketach, produkty i marki najtańsze, czy też cały asortyment dyskontów – tam ceny trzymają się nisko, bo klient czuły na wszelkie podwyżki. Jeżeli jednak wkładamy do koszyka produkty lepszej jakości, to odczuliśmy wzrost cen o 10-15 proc. (np. przy markowych słodyczach, serach, jogurtach i „lepszym” nabiale). Poza tym zdrożało kino, wycieczki, basen, siłownia, fitness. Drożeją więc rzeczy, z których korzystają osoby aktywniej korzystające z życia, ale też i zamożniejsze. Ergo – takie, które są w stanie zaakceptować ten wzrost.

Tyle moich obserwacji na czuja. A co Państwo o tym sądzą?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Nie zgadzam się, podrożały też pieczywo (chleb baltonowski jeszcze rok temu 1,65 w Warszawie – teraz trudno znależć poniżej 1,90, przeciętny chleb razowy trudno już kupić za 1,80 jak w zeszłym roku – albo powyżej 2 zł, albo mniejsze bochenki), masło, zwykły żółty ser, jabłka – na bazarku były całkiem ładne po 2,50 – teraz są 3,50. To nie są artykuły luksusowe, a normalne codzienne zakupy, więc dla osób które zarabiają niewiele (tzn. w Warszawie poniżej 2000) podwyżka istotna. Zamiast szukać psychologicznych teorii wystarczy po prostu przejść się do sklepu lub na bazar

  2. Opinie o wzroscie cen nie pokrywaja sie z danymi GUS o inflacji ,poniewaz kadzy odnosi skale i zakres podzwyzek do wlasnego „koszyka towarow i uslug” a nie do tego, ktorym posluguja sie statystycy. Inflacja to jest przeciez „przecietny wzrost sredniego poziomu cen w danym okresie”. Oczywiste sa wiec po pierwsze roznice terytorialne -cena rzodkiewki i jej zmiany w Warszawie pod Zwoleniem i na Podkarpaciu (zimniej) beda rozne. Ale chyba wazniejsze sa roznice w skruturze wydatkow (chocby na zwynosc) i znaczenia ktoregos ich rodzaju w domowym budzecie. Np. dla starszych osob wzrost cen lekow ma na ogol wieksze znacznie, dla rodzicow dzieci uczacych sie prywatnie istotny jest wzrost oplat szkolnych i on moze wolywac na ich opinie o „oficjalnej” inflacji. Poza tym bardziej zauwaza sie zmian cen towarow kupowanych czesciej, co mialo ogromny wolyw na opinie o wzroscie cen we Francji czy Wloszech po wprowadzeniu euro: inflacja wzrosla tam minimalnie, a ludzie byli przekonani, ze wszystko zdrozalo. Cztalam nie tak dawno o pomysle amerykanskich ekonomistow, zeby osobno liczyc inflacje (wlasciwie : wzrost kosztow utryzmania) dla roznych grup gospodarstw domowych i np. za pomoca tak otrzymanego wskaznika „emeryckiej inflacji” korygowac swiadczenia tych ludzi.

  3. Tak się składa, panie Redaktorze że koszyki zakupów rożnych grup dochodowych i społecznych różnia sie znacznie. Dlatego wybitni polscy ekonomiści, specjaliści od spożycia i minimum socjalnego(np Andrzej Hodoly czy Andrzej Tymowski) oprócz badań statystycznych sami robili zakupy).
    Np czerwony kawior rosyjski , dzieki wprowadzeniu go do hipermarketów, wyraźnie staniał, ale zwykła śmietana czy chleb zdrożały. Mój koszyk codziennych zakupów żywnościowych (sam je robię)jest w zasadzie stały i zauważyłem że w ciągu ostatnich dwu miesiecy jest wyraźnie drożej, a nie dotyczy to artykułow sezonowych. Natomiast tanieją laptopy i TV LCD, aparaty cyfrowe i mapy GPS, ale ja ich nie kupuję, tanieja tez bardzo drogie luksusowe samochody, pojawiają się też tanie auta typu Logan, więc odpowiednio manipulując średnimi można w RZADOWYCH instytucjach jak GUS wykazać że inflacja stoi lub nawet ceny spadają.
    Wyjście jest proste i „Polityka” to nieraz robiła: porównac ceny z PODSTAWOWEGO koszyka rok temu i dzisiaj, tak jak porównywaliście ceny w hipermarketach. I zgadzam się że w Auchan jest najtaniej, chociaż w Biedronkach czy Lidlach różne badziewie jest tańsze.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jestem emerytem i jednocześnie głównym „zaopatrzeniowcem” rodziny. Od pewnego już czasu obserwuję wzrost cen artykułów pierwszej potrzeby, wcale nie kupowanych przez przedstawicieli klasy średniej, lecz przez ludzi nisko zarabiających, w tym takich jak ja emerytów. Pomimo tego, że staram sie kupować na rynku i w większych marketach, odczuwam wyraźną zmianę cen i uszczuplenie mojego portfela. I nie jest dla mnie pociechą, że spadają ceny luksusowych artykułów np. elektronicznych, których i tak nie jestem w stanie kupić.
    Niezbędne jest stworzenie i porównywanie cen koszyka towarów konsumpcyjnych pierwszej potrzeby, zbudowanego odpowiednio do wielkości dochodów poszczególnych grup ludności. Wtedy okaże się, że być może ceny spadają lub utrzymują się na dotychczasowym poziomie, ale w grupie osób wysoko zarabiających.

  6. To wszystko już było. W czasach realnego socjalizmu, czy socjalizmu realnego, również inflacja utrzymywała się okresowo na niskim poziomie. Taniała stal, parowozy, szyny. Chleb nie drożał ale był kiepski. O wymysłach typu biojgurtu nikt nie słyszał.
    Dzisiaj mamy powtórkę z rozrywki. Ile telewizorów i laptopów może kupić ten dobrze sytuowany. A chleb z piekarni Mazowieckiej, bardzo rozsądnie sprzedawany na kromki a nie bochenki, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zmienił cenę z 4,90 za kg na 7,99; bardzo dobre jogurtu z Mlekowity (naprawdę polskiej mleczarni) już nie kosztują 1,20 a 1,59. I tak można wyliczać długo, ale co to da.Ostatnią rzeczą z jakiej zrezygnuję będzie „Polityka”. To nie żart.

  7. Też „na czuja” proponuję protezę metodologiczną – połączenie rozważań o wskażnikach inflacji w wydaniu GUS-owskim a podawaniem przez tenże GUS danych o spadku bezrobocia w ostatnich latach. GUS nawet się porządnie nie zająknął o masowej emigracji zarobkowej , w tym bezrobotnych!!!

    Doskonały przykład z USA ,obrazujący twórcze i prawdziwe potraktowanie tego złożonego/przykład to ukazuje/ -podała powyżej Halina B.

    Pozdrawiam.

  8. wyliczenia statystyczne inflacji daja sie bardzo latwo manipulowac tzw deflatorami hedonistycznymi, tzn rozbijaniem towarow na wiazki charakterystyk, np w przypadku komputerow szybkosc procesora, rozdzielczosc monitora, itd. poprawiaja sie szybciej od przyrostu cen komputerow, wiec nalezy te ceny ‚obnizyc’ do wspolnego mianownika na podstawie charakterystych wyjsciowych. podobnie jest w przypadku wielu towarow, jak np telewizorow, telefonow (ktore obecnie maja kamery, kolorowe przegladarki), wiec przyrost ich cen jest „zawyzony”. Innym przykladem sa towary spozywcze, ktore maja atrakcyjniejsze opakowania niz wczesniej, wiec to tez trzeba ujac….liczby nie klamia, to tylko ludzie klamia, gdy mowia o liczbach, zwlaszcza o tych, na podstawie ktorych sa oceniani.