Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

4.10.2007
czwartek

Polska jazda

4 października 2007, czwartek,

Tysiące fotoradarów i setki mandatów – czy to nowy pomysł na sfinansowanie budowy autostrad?

Obiecałem sobie, że blog ekonomiczny to nie jest miejsce na fakowanie fatalnych polskich dróg i kretyńskich rozwiązań administracji nimi zarządzającej. No ale nie mogę, nie mogę! Dziennik doniósł o pionierskim projekcie, który ma zwiększyć bezpieczeństwo na polskich drogach. Otóż – a jakże – trzeba na nich ustawić więcej nowoczesnych fotoradarów i zbudować taki system komputerowy, który automatycznie pstryknie nam fotkę i przyśle pod koniec miesiąca mandacik pocztą, niczym fakturkę za telefon. Unia Europejska dorzuci na ten projekt 180 mln zł.

Autorzy Dziennika słusznie zauważają dziś, że ten genialny projekt nie zwiększy bezpieczeństwa na drogach, za to zwiększy wpływy z mandatów i frustrację kierowców. Moim zdaniem to pójdzie jeszcze dalej – wypadków będzie więcej.

Za kilka lat przybędzie samochodów. Już dziś kupuje się u nas 20 tys. nowych aut miesięcznie. Dróg nam oczywiście nie przybędzie zbyt wiele. Politykom uda się pewnie otworzyć z pompą kilka obwodnic, kilka kilometrów jakiejś dwupasmówki, do Warszawy będzie dochodzić może już prawie autostrada A2. Ale generalnie do powstania sensownego systemu szybkich i bezpiecznych dróg, którym da się przejechać kraj wszerz i wzdłuż, wciąż będzie daleko.

Na pozostałych drogach będziemy mieli permanentny plac budowy. Pieniędzy unijnych będzie jeszcze więcej niż dziś, więc co chwila będzie zwężenie, korek i ruch wahadłowy jednym pasem. No i jeszcze korki przy fotoradarach, rozstawionych co kilka kilometrów. W efekcie zamiast jechać z centralnej Polski nad morze czy w góry 6-7 godzin, będzie się jechało cały dzień. Podróże, które już dziś są trudne, staną się koszmarem. A im dłużej kierowca za kółkiem, tym bardziej jest wściekły, zmęczony, dzieci z tyłu płaczą i żona narzeka, ciśnienie skacze, o wypadek nietrudno. A jak już będzie kawałek prosty i nawet bez korka, kierowca depnie gaz do dechy – wszak kiedyś trzeba nadgonić opóźnienie – i od razu mu mandat fotoradar wlepi.

Może zresztą o to chodzi. Każdy kierowca kilka(-naście?) razy dziennie łamie przepisy. Jak mu się te wszystkie wykroczenia sfotografuje i wymandatuje, a pod koniec miesiąca wystawi fakturkę na kilkaset zł, to może wreszcie znajdą się pieniądze na zbudowanie w tym kraju normalnych dróg.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. zastanówcie się wreszcie co promujecie. Przecież świat doświadczył już tego, że im więcej dróg tym szybciej samochody zapychają je. Przecież w Warszawie jest 500 samochodów na 1000 mieszkańców. Popatrzcie na Warszawę w nocy widać smoog jaki nad nią wisi. Nie ma co rwać szat w wyrazie rozpaczy nad dolegliwościami zmotoryzowanych.
    Zacznijcie może walkę o transport kolejowy, i komunikację publiczną w miastach. Żyjemy wg zasady po nas choćby potop, a ocieplenie klimatu to nie jest tylko wymysł klimatologów.

  2. ja mam jeszcze lepszy pomysł i tańszy! niż policja. Należy na każdej polskiej drodze zainstalować progi zwalniające, tzw „śpiących policjantów”! Co 500 metrów szykana i polscy kierowcy będą jeździć wolniutko, tempem podobnym do powozu ciągniętego przez konie! Wtedy to naprawdę będzie bezpiecznie i wypadków będzie mniej!

    PS mam nadzieję, że władze nie wezmą tego pomysłu na poważnie 😉

  3. Następny „wspaniały” pomysł na kierowców. Stacjonarne radary, których stoi już wiele, w większości są pustymi pudłami, straszącymi przy drodze i po kilku dniach wszyscy kierowcy wiedzą, gdzie one stoją. Pomagają w tym np GPS-y gdzie są naniesione miejsca ich postawienia lub odpowiednią mapę można otrzymać w internecie. Kierowcy z reguły hamują przy takim urządzeniu, by potem 100 m. dalej przyspieszać dowolnie, ile im fabryka dała. Ważniejsza jest edukacja kierowców i nauczenie kultury jazdy, np. włączenie kierunkowskazu PRZED skrętem. Zamiast inwestować miliony w nieczynne pudła, policja powinna pokazać się na drogach, bo nic tak nie uspokaja kierowców, jak widok samochodu policyjnego. Na mandaty kierowcy znajdą sposoby.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Boja sie tylko winni! Czas na cywilizowanie czesci kierowcow w Polsce!
    Mam nadzieje, ze po latach nieudolnych akcji policji technologia okaze sie skuteczniejsza w egzekwoaniu przepisow. Kultury (albo jej braku) jazdy nie da sie wytlumaczyc stanem drog, narzekajaca zona czy placzacymi dziecmi.
    Dziury w nawierzchni nie maja wiele wspolnego z tym czy Kowalski jezdzi jak pirat czy nie. Cala nadzieja w kamerach. Moze one naucza Kowalskiego by nie wyprzedzal na trzeciego, mrygal tym co jada mniej niz 150km/h itd.

  6. No cóż – trzeba będzie jeździć z bardzo brudnymi tablicami rejestracyjnymi,przyklejonymi wąsami itp. 🙂

  7. andy, to jest pomysl do opatentowania.
    W momencie uruchomienia silnika automatyczny psikacz powinien klajstrowac obydwie tablice rejestracyjne. Dla oszczednosci tylko te litery i cyfry ktore umozliwiaja identyfikacje pojazdu. Albo jeszcze lepiej zastosowac antyfotoradary ktore w momencie identyfikacji stosownego napisu – ostrzezenia obroca tablice na druga strone z napisem na przyklad: „a takiego”.
    Moze by tak rozpisac konkurs na pomysl doprowadzenia pomyslu do zdrowego rozsadku metoda. Panu Bogu swieczke i djablu RADAREK.
    Ostatnio w Polsce wlepiony czyli zamandatowany
    Pan Lulek
    Pan Lulek

  8. Ja tylko jestem ciekawa, czy te pieniądze pójdą rzeczywiście na budowę dróg, bo jak dotąd, to pomyslów bylo sporo, a dróg jak nie ma,tak nie ma i pieniędzy też, bo nie wiadomo na co idą. I co ma to wszystko powiedzieć kierowca. Chcialabym, aby nasi rządzący przejechali się kiedyś po tych strasznych bocznych polskich drogach, tylko warunek, że sami będą prowadzili, bez żadnej obstawy i „czyszczenia” ruchu przed ich przejazdem. Niechby spróbowali tej ‚przyjemności’.

  9. Witam !
    Wbrew Pana obiekcjom jest to temat jak najbardziej ekonomiczny !
    A teraz od początku. Sytuacja drogowa, jak i cała polityka to jedna wielka hipokryzja. Czas najwyższy z tym skończyć. Od intensywności mieszania herbata nie będzie słodsza, trzeba realnych posunięć popartych często pieniędzmi, a nie kolejnym czarowaniem nowymi przepisami.
    1. w benzynie jest ukryty podatek na rozbudowę dróg, dlatego przy kolejnej podwyżce cen benzyny zniesiono podatek drogowy. Proponuję, aby pani Gilowska przyznała się ile jest wpływu z tego podatku i w jaki sposób zostały te pieniądze wykorzystane.
    2. należy w pierwszej kolejności wyeliminować ruch pieszy i rowerowy z dróg publicznych. Wg nieoficjalnych informacji 66 % wypadków z udziałem pieszych powstaje z ich winy. A obarcza się z założenia kierowców.
    3. przypominam, że w momencie wprowadzenia Pań/Panów STOP-ów przy szkołach i na newralgicznych przejściach do zera spadła w tych miejscach wypadkowość. Nie dlatego, że kierowcy zaczęli lepiej jeździć, tylko dlatego, że wzrosła dyscyplina wśród pieszych.
    4. należy skończyć z fałszowaniem statystyk przez policje i polityków. Dzisiaj, w każdym przypadku za wypadek wg. policji i jej procedur odpowiada nie ten, który ewidentnie spowodował wypadek, ale ten, który miał 0,21 %% alkoholu. Wypada przypomnieć, co zaszokowało również policjantów zjedzenie dwóch wedlowskich baryłek z likierem dało wynik 1,7 %% w wydychanym powietrzu!!!! Zwracam uwagę, że w przypadku normy 0,5 %% jaka była do niedawna, ilość wypadków „po alkoholu” spadłaby do 30 %, a więc 3-krotnie. W przypadku normy ze Szwajcarii, czy Francji = 0,7 %% tylko 3 % wypadków można by klasyfikować jak poalkoholowe, a więc 30-krotny spadek.
    5. należy skończyć z fałszowaniem statystyk, za pomocą formuły ” z powodu niedostosowania szybkości do aktualnych warunków na drodze”. Z tego powodu moja znajoma zapłaciła mandat za dachowanie, bo nie przewidziała, że droga jest zalana olejem silnikowym i wpadła w poślizg.
    6. należy natychmiast zdyscyplinować drogowców do prawidłowego oznaczania dróg i aktualizacji tego oznakowania. Klasycznym przykładem jest Kraków, w którym jeszcze 2 dni po zakończeniu wizyty Papieża wszędzie widniały znaki zakazu zatrzymywania i policja kasowała kierowców, chociaż wszyscy wiedzieli, że ten zakaz wprowadzono tylko na 2 dni faktycznej wizyty. Takich przykładów można mnożyć. Takie działania powodują, że kierowcy lekceważą znaki. Można pokazać znaki STOP przed torami kolejowymi, na których wyrosły kilkuletnie drzewa, ale policja może w majestacie prawa wlepić mandat. Dla ułatwienia powiem, że w Niemczech ostatnią czynnością jaką wykonują drogowcy po zakończeniu pracy w tym dniu, to położenie znaków ograniczających szybkość do rowu, aby następnego dnia, gdy do pracy wrócą postawić je na nowo.
    7. za „strasznej” komuny Gierka na rondzie w Katowicach wprowadzono drobiazg, spiralne oznaczenie pasów ruchu. Wystarczy, że wiedziesz na odpowiedni pas ruchu, a on sam wyprowadzi Ciebie na odpowiedni wyjazd z ronda. Ani razu nie musisz zmieniać pasa ruchu, zajeżdżać nikomu drogę. Ale do tego trzeba, aby w ZDM pracowali ludzie z aktualnym prawem jazdy i głową na karku, a nie partyjni urzędasy.
    8. problemem jest przy naszych drogach wyprzedzanie na „trzeciego”, a wystarczy tak jak w Austrii, zlikwidować martwe pasy postojowe, a wprowadzić nakaz jazdy przy skraju drogi szerokiej na trzy pasy. Co parę kilometrów, na jakieś 2 km wprowadza się oznaczenie 2 pasy w jednym kierunku i jeden w drugim. Wtedy wolniejsze samochody, w tym ciężarówki mogą spokojnie się wyprzedzić. Za parę kilometrów sytuacja się powtarza, ale w odwrotnym kierunku. Proste ! Prawda, I to bez dodatkowych kosztów, a nawet oszczędza się na farbie, bo zużycie farby spada.
    9. koszmar to naukowcy i prominentni policjanci i politycy. Wielka akcja „ZNICZ” i podsumowanie, tym razem zginęło 80 osób, to była najczarniejszy 1 Listopada. „gówno prawda”, jak mawiają Bacowie. To były najbezpieczniejsze dni. Codziennie „załadowanie” samochodu wynosi 1,2 osoby, a przebieg ca 20 km, to jest ca 25 pasażerokilometrów. 1 listopada i w pobliży załadowanie wynosi prawie 4 osoby, czasami 5 dorosłych + dwoje dzieci na kolanach i przebieg 200 km do Rodziców, Dziadków, to jest 800 pasażerokilometrów na jeden samochód. Więc jak nareszcie zaczniemy liczyć porządnie, to wtedy dopiero można porównać w sposób obiektywny sprawę wypadkowości. A nasi profesorowie od ruchu drogowego wprowadzili kryterium, ilości zgonów na drodze i w łóżku i wyszło, że w Polinezji jest największe bezpieczeństwo w ruchu drogowym.
    10. o dziurach i jakości dróg na razie nie napiszę, bo król jest nagi.

  10. Nie wiem, czy Autor jezdzil po drogach angielskich (nie autostradach). Tutaj radarow jest od zatrzesienia, a jakos nie przeszkadzaja. Fotoradary maja to do siebie, ze stoja zawsze w tym samym miejscu i z reguly tam gdzie rzeczywiscie nalezy zwolnic. Wspolczuje Autorowi placzacych dzieci i narzekajacej zony, ale nie jest to zbyt wysoka cena za zycie innych ludzi. To prawda, ze w Polsce jest za malo autostrad czy drog ekspresowych, ale nie znaczy to, zeby tymczasowo, za takowe mialy robic zwykle jednopasmowki.
    Zastanawiam sie tez, jakim samochodem (czyzby Syrenka) Autor jechal z centralnej Polski nad morze w 7 godzin i po jakiej trasie (przez Wybcz i Cimciborki?)

  11. na zachodzie juz ten problem rozwiazano – jest spray do tablic, ktory uniemozliwia ich sfotografowanie.

    Zalaczam jeden link – ale mozliwosci jest sporo.

    Zainteresowanym polecam search google ‚speed camera spray’.

    Powodzenia!

  12. Szokujace! Eksperci i autor blogu są przeciwko poprawie bezpieczeństwa na drogach! Bo myśle, że fotoradary należy dzisiaj rozpatrywać jako jedyny stosunkowo tani i szybki sposób na zmniejszenie predkości na drogach i co za tym idzie liczby zabitych i rannych (autostrad nie zbudujemy przecież w ciągu paru lat ale możemy przynajmniej zmniejszyć ilość tragedii na drogach). Predkość zabija – co do tego nie ma żadnych wątpliwośći. Niestety w tej statystyce (zabici i ranni na drogach) Polska przoduje w Europie (i ponosi olbrzymie koszty na leczenie, rehabilitację etc.)..
    Jako kierowca, który przestrzega obowiązujace zasady i planuje czas podróży nie mam żadnego zrozumienia dla piratów drogowych którzy naruszając predkość i przepisy stwarzają niebezpieczne sytuacje i zagrażajac również mojemu życiu i zdrowiu. Argument że prędkość musi się przekraczać bo inaczej podróż miedzy miastem A i B trwałaby dwie godziny dłużej jest groteskowy! Dlaczego karać złodzieja? Przecież kradnie dlatego, że ma powód -potrzebuje pieniędzy!
    Szkoda także, że „eksperci” nie dostrzegają prostego faktu, że zmniejszenie prędkości (jakie niewątpliwie nastąpi dzięki radarom) a tym samym liczby ekscesów na drogach prawdopodonie powiększy płynność ruchu i uspokoi kierowców. Rezultat – mniej wypadków! Doświadczenia wszystkich krajów europejskich sa jednoznaczne. Na odcinkach dróg wyposażonych w fotoradary spada ilość rannych i zabitych w wypadkach drogowych.
    A dla tych kierowcow którzy przestrzegają prawa fotoradary to nie przeszkoda ale pomoc.
    Aby chronić nasze życie i zdrowie należy wprowadzić fotoradary jak najpredzej i to na wszystkich odcinkach dróg o dużym zagrożeniu. Pieniądze przeznaczyć na budowę bezpiecznych dróg. Dodatkowo, aby jeszcze bardziej powiększyć bezpieczeństwo na drogach (i aby pieniędzy było wiecej) :
    – mierzyć również srednią predkość samochodów miedzy fotoradarami (rozwiązanie już stosowane w niektórych krajach Europy) i karać za przekroczenie,
    – uzależnić wysokość grzywny od dochodów przestępcy.

    I pare smutnych refleksji na zakończenie.
    1. Kultura jazdy w Polsce jest niestety niezwykle niska a brak poszanowania przepisów ruchu drogowgo napotyka sie na każdym kroku. Można tylko spekulować o ile liczba zabitych i rannych by spadła gdyby wszyscy kierowcy wykazali wiecej szacunku dla przepisów i, przede wszystkim, więcej wyobraźni, instynktu samozachowawczego i szacunku dla życia i zdrowia bliźniego.
    2. Problem jest trudny. Przy założeniu, że drogi są jakie są nikt jeszcze nie wymyślił lepszego rozwiązania na zmniejszenie liczby ofiar w ruchu drogowym niż fotoradary. Napawa smutkiem, że istnieją eksperci i dziennikarze, którzy się fotoradarom sprzeciwiają nie proponując innych rozwiązań na zmniejszenie liczby ofiar niż autostrady. Bo przecież trzeba być realistą – na autostrady i bezpieczne drogi przyjdzie jeszcze dłuuuugo poczekać. A coraz więcej ludzi ginie na drogach.

  13. Wojtek, jeżeli zostanę premierem, zostaniesz u mnie ministrem od transportu, masz w 312 % rację. A ponieważ premier tego rządu, (z „tej ziemi”) nie ma prawa jazdy, więc każdy posiadacz samochodu będzie dojną krową i środkiem do poprawy sytuacji budżetowej. Czy któraś z partii w końcu zauważy, że w roku 2007 samochód nie jest luksusem, tylko środkiem transportu, bez którego nie da się funkcjonować, a często nie dostanie się pracy. Pozdrowienia i dzięki za mądry post, a spiralne oznakowanie poziome marzyłoby mi się na Placu Sztywnych w Szczecinie (plac Sprzymierzonych, skrzyżowanie 6 ulic), za każdym razem zastanawiam się, czy uda mi się z niego zjechać, czy też ktoś mnie walnie.

  14. zaskakują mnie głosy zarzucające Autorowi sprzeciw wobec bezpieczeństwa na drodze. Zaskakują, ponieważ wyraźnie napisał, że to poprawa stanu dróg, szeroko pojęta (np budowa nowych, budowa bezkolizyjnych skrzyżowań, przejść dla pieszych, chodników, dróg rowerowych, poprawa fatalnego stanu oznaczeń dróg, rezygnacja z bezsensownych ograniczeń prędkości miejscach które tego nie wymagają itp itd) a nie egzekwowanie bzdurnych często ograniczeń prędkości pozwoli zwiększyć bezpieczeństwo na polskich drogach.

    Zakładanie fotoradarów to leczenie objawowe (na dokładkę mało sensowne). Polskim drogom potrzebne jest wyleczenie źródła choroby, nie objawów. Fotoradary to jak leczenie raka mózgu tabletkami od bólu głowy.