Klienci funduszy – zakładnicy hossy.

O tym, czy sytuacja na giełdach z nerwówki przemieni się w długotrwałą bessę, zadecydują posiadacze jednostek funduszy inwestycyjnych.

Wczorajszy dzień można określić mianem „czarnego czwartku” na polskich giełdach. Indeks WIG spadł o 6,1 proc., a indeks największych spółek WIG 20 o 5,4 proc. To najwięcej od 7 lat. Dziś, choć przez chwilę warszawski parkiet był na plusie, w południe spadki trwają nadal. Nie lepiej jest na giełdach światowych. Od połowy lipca wartość inwestycji w akcje spadła o 15-20 proc. Czyżby więc zaczął się sprawdzać negatywny scenariusz (pisałem o nim tutaj), w którym napływ pesymistycznych informacji na rynek będzie tak duży, że skłoni inwestorów do sprzedawania akcji. A więc pchnie światowe finanse w długotrwałą, nawet kilkumiesięczną fazę spadków?

Moim zdaniem chyba tak, choć wciąż jeszcze zbyt wcześnie, aby jednoznacznie to stwierdzić. O tym, czy mamy do czynienia mocną korektą, czy też może jest to już bessa (a nawet krach?) zadecyduje prawdopodobnie postawa klientów funduszy inwestycyjnych. To w dużej mierze oni w ciągu ostatnich dwóch lat spowodowali te niebywałe wzrosty na giełdach. W 2006 r. najlepsze fundusze akcji wypracowały nawet kilkadziesiąt procent zysku. Przyjazna drobnym inwestorom polityka – do zakupu jednostek TFI wystarczy już nawet 100 zł, sprawiła, że w fundusze zaczęli inwestować „wszyscy”.

Tylko w lipcu na rachunki TFI Polacy wpłacili 2,2 mld zł swych oszczędności. W funduszach grających na giełdzie trzymamy 46,4 mld zł, a w funduszach stabilnego wzrostu i mieszanych (obracających na giełdzie tylko częścią powierzonych pieniędzy) – łącznie 64,9 mld zł. Jeżeli drobni inwestorzy się przestraszą i masowo zaczną wycofywać pieniądze z funduszy, zarządzający nimi będą musieli sprzedawać posiadane akcje, aby móc wypłacać gotówkę. I to może być kolejny – prawdopodobnie ostateczny – krok do bessy. 

Wygląda więc na to, że szczęśliwi do niedawna posiadacze jednostek TFI stali się zakładnikami sytuacji na rynku. Jeśli zareagują nerwowo – wszystko poleci na łeb, a więc stracą jeszcze bardziej. Na razie nie ma wśród nich paniki – fundusze inwestycyjne wciąż czekają, nie pozbywają się swych aktywów.

Inwestorzy lokujący w funduszach już w zeszłym roku przeżyli chwile niepewności. Na przełomie maja i czerwca indeks WIG stracił prawie 20 proc. Później jednak szybko odrobił straty i pobił nowe rekordy, a jego wartość podwoiła się. Drobni inwestorzy jak widać na razie liczą, że ten scenariusz się powtórzy.