Giełdy: Pożyjemy, zobaczymy

Na giełdy wrócił dziś optymizm, a więc i wzrosty. Trudno jednak powiedzieć, czy na długo.

Są małe szanse na koniec świata, bo koniec świata się nie opłaca. Nikomu – śpiewał kiedyś Muniek Staszczyk z zespołem T.Love. Ta fraza dobrze ilustruje to co się stało w piątek i poniedziałek na światowych giełdach. Po fali spektakularnych spadków (pisałem o nich tutaj) główne instytucje finansowe podjęły szereg działań tonująco-uspokajających i ratunkowych:

• Amerykański Bank Rezerwy Federalnej (Fed) wniósł na rynek ponad 30 mld dolarów w formie taniego kredytu dla instytucji finansowych. W ten sposób przywrócił stabilność. Wydał też oświadczenie (co zdarza się niezwykle rzadko), że „zapewni niezbędne do działania systemu dostawy gotówki, bo mamy okres, w którym instytucje finansowe mogą doświadczyć problemów z finansowaniem”. Wysłał sygnał – jakby co, będziemy interweniować.
• Podobną operację wykonał Europejski Bank Centralny, wpompowując do globalnego systemu finansowego 200 mld euro.
• Szereg ważnych osób w świecie finansów zaczęło tonować nastroje, udzielając uspokajających wypowiedzi w mediach. O tym, że kryzys na rynku kredytów hipotecznych nie stanowi zagrożenia dla amerykańskiej gospodarki, przekonywał w TV nawet prezydent Bush.
• Bank Morgan Stanley podniósł rekomendację dla akcji jako klasy aktywów – czyli mówiąc po prostu – dał sygnał że akcje mimo wszystko nie są aż tak ryzykowne.

Wszystko to wlało w serca giełdowych graczy niezwykły optymizm. Poniedziałkowe wykresy świeciły na zielono, oznajmiając wzrosty. Również w Warszawie – indeks WIG wzrósł o 2,25 proc., a WIG 20 o 2,81 proc. Sytuacja na razie nieco się uspokoiła. Pytanie tylko co dalej.

Moim zdaniem scenariusze są dwa:

• WARIANT I. Rynki się uspokoją, rekiny finansjery odetchną i pojadą na wakacje, które część z nich musiała odwołać. Wydarzenia z ostatnich 2 tygodni zostaną uznane za „potrzebną korektę” i wszyscy o nich szybko zapomną, licząc kolejne zyski i kolejne rekordy. Podstawy światowej gospodarki wciąż nie są złe, więc optymizm będzie pchał giełdy jeszcze jakiś czas do przodu. Jaki – tego oczywiście nie wiadomo. Widmo dłuższej korekty (2-3 miesięcznej) albo nawet bessy (roku czy dwóch) wciąż jeszcze będzie wisiało, i wszyscy będą pytać „kiedy” i „czy już”.

• WARIANT II. Za kilka dni na rynek zaczną spływać kolejne niepokojące sygnały i informacje. Np. że gospodarka amerykańska jednak mocno spowalnia. Albo że w Chinach jest gorzej. Albo że kolejny bank lub fundusz inwestycyjny wpada w tarapaty finansowe. Każdy taki news będzie testował i tak już nadszarpniętą odporność inwestorów. W pewnym momencie ich cierpliwość się wyczerpie, stwierdzą że hossa nie może trwać wiecznie i zaczną masowo wyprzedawać akcje. I to właśnie będzie „wtedy” i „już” czyli zacznie się bessa lub korekta.

Wszystkie większe kryzysy na rynkach finansowych zaczynały się ostrą korektą (ostrzeżeniem), po których na rynki na kilka tygodni a nawet miesięcy wracał entuzjazm i rekordy. Dopiero potem było naprawdę źle. Który wariant przeważy? Najbliższe dni dadzą odpowiedź.