Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

30.07.2007
poniedziałek

Spokojnie to tylko wypadek

30 lipca 2007, poniedziałek,

Rządowa agencja, zamiast budować drogi, inscenizuje na nich upozorowany wypadek, ku przestrodze kierowców. Żart? Nie w Polsce.

Trafiłem na informację tak kuriozalną i wstrząsającą zarazem, że muszę się nią podzielić. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zainscenizowała przy drodze na Mazury wypadek na niby. Wszystko wygląda profesjonalnie – trzy roztrzaskane auta w rowie, jedno po dachowaniu, wewnątrz widać ranne osoby. Stoją radiowozy policyjne i karetki. Ludzie jadą sobie na wakacje, zatrzymują się, wstrząśnięci zakrywają dzieciom oczy. A kilkaset metrów dalej stoją billboardy, na których wyjaśnienie, że to tylko taki makabryczny teatrzyk, przygotowany ku przestrodze kierowcom. „Upozorowany wypadek na trasie krajowej numer 8 w okolicach miejscowości Rutki był na tyle autentyczny, że przypadkiem przejeżdżający tamtędy lekarz zatrzymał się, by pomóc w ratowaniu ofiar” – chwali się GDDKiA w komunikacie prasowym.

To nie żart. Kontrowersyjny happening ma według organizatorów wyedukować kierowców. Przekonać, że brawura za kierownicą może być śmiertelnie niebezpieczna.

Tyle tylko, że większość polskich kierowców widziała pewnie nieraz prawdziwy wypadek. Nie trzeba tu nic inscenizować. A może czas, energię i pieniądze zużyte na zabawę w teatr lepiej wydać na budowanie dróg po prostu? Kiedy dotrze wreszcie ta prosta prawda, że nie pomoże ani ustawienie setek fotoradarów, ani tysięcy ograniczeń prędkości, ani nawet wsadzenie do każdego auta policjanta z pałą. Pomogą nowe, dobre i bezpieczne drogi, obwodnice i autostrady.

A tych powstaje niewiele. Kiedy w tym kraju będzie można wreszcie szybko i sprawnie dojechać z miasta A do B, nie ryzykując przy tym utratą zdrowia i życia? Tego niestety Generalna Dyrekcja nie sama nie wie. Pozostaje więc edukowanie przez straszenie.

Można oczywiście pójść krok dalej i metodą teatralną edukować społeczeństwo w innych kwestiach. Na przykład przed każdym monopolowym ustawić aktorów ucharakteryzowanych na meneli. Niech odgrywają sceny moralnego upadku, a nawet kłótnie małżeńskie na oczach obdartych i brudnych dzieci-statystów. Warto też w każdym ciemnym zaułku ułożyć sztuczne zwłoki, z nożem wystającym z pleców. Od razu będzie wiadomo, że nie należy się tam zapuszczać.

Sprytnie pomyślany i artystycznie wysmakowany happening na drodze nr. 8 mógł się jednak skończyć tragicznie. Nikomu nie przyszło do głowy, że mogło dojść do tzw. lustrzanych wypadków (częste zjawisko znane Policji – przejeżdżający kierowcy tak bardzo zagapiają się na pokiereszowane wraki, że sami powodują kolejną stłuczkę). Na szczęście – podobno skończyło się na korkach. Organizatorzy akcji powołują się na doświadczenia z Francji i Anglii. Nadmieniam, że tam profilaktykę zaczęto chyba jednak od zbudowania siatki szerokich i bezpiecznych dróg. We Francji jak się widzi tablicę Lyon 330 km, to znaczy, że w Lyonie będzie się za 3 godziny. W Polsce jak widzę drogowskaz Rzeszów 330 to wiem, że będę jechał pół dnia.

Trudno chyba wykazać zależność pomiędzy inscenizowaniem makabrycznych wypadków na niby, a spadkiem liczby ofiar na drogach. Łatwo jednak wykazać zależność pomiędzy stanem sieci dróg, ich jakością, liczbą autostrad, a wzrostem bezpieczeństwa ruchu. Ale po co budować, skoro można straszyć. U nas jak zawsze wszystko robi się od tylniej strony. Aha – program, w ramach którego odbywają się te kuriozalne inscenizacje, nosi nazwę „Drogi Zaufania”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 25

Dodaj komentarz »
  1. Dziękuję Panu Redaktorowi za artykuł. Miałam już chęć mieć sobie za złe, że w upozorowanym wypadku widzę jedynie infantylizm, niekompetencję, brak profesjonalizmu,kpiny w żywe oczy, do tego bez metki z ceną, no, same marne oceny. Pomógł mi Pan nie zwątpić w moje możliwości percepcyjne. Dziękuję raz jeszcze. tss

  2. Zgadzam się całkowicie, że idiotyzmem są inscenizowane wypadki. Wystarczająco wiele widzi się prawdziwych. Ale ilośc wypadków nie jest w prostej zależności od jakości dróg. Przecież najwięcej grożnych wypadków jest właśnie na tych dobrych drogach. Choćby dzisiaj – na autostradzie i prostych dobrych drogach. Obawiam się, że gdybyśmy mieli więcej autostrad, to bez zmiany sposobu jeżdżenia powybijalibyśmie się wzajemnie.

  3. Szanowny Pan to już nie ma chyba o czym pisac?
    No tak. Lato przyszło, główka się przegrzewa …

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie wydaje mi sie, aby „teatrzyk drogowy” był aż tak kuriozalnym pomyslem jak go Pan Redaktor przedstawil. Z pewnością pieniądze drogowcy mogliby lepiej wydać, ale jak słusznie zauważył andrzej – dobre drogi problemu bezpieczeństwa na Polskich drogach nie rozwiążą (choć pewnie zmniejszą). To by w końcu znaczyło, że polskim kierowcom do medalu najbezpieczniej jeżdżących na świecie brakuje jedynie porządnych szerokich szos…

    Miałem przyjemność prowadzić samochód w kilku już krajach na świecie i zawsze jak wracam na polskie drogi to łapię się za głowę ze zgrozy widząc co niektórzy wyprawiają….

  6. Inscenizacja wypadku na niby – to pleonazm.

  7. Moja koleżanka i jej mąż zginęli na dobrej drodze. Po prostu z bocznej drogi wyjechal traktor wymuszając pierwszeństwo. Jako ciekawostkę dodam,że jechali oni na Jasną Górę/ to tak nawiasem , że też jechali na pielgrzymkę i wtedy nikt z tego tytulu nie plakal nad tym faktem,a byl to rok 2001 czy 2002/ . Tym niemniej uważam, że tego typu inscenizacja jest makabryczna i niepotrzebna, a dobre drogi powinny być i basta.

  8. Co do pomysłu – to w pełni zgadzam się z tss. Też czułem się dziwnie, kiedy od początku nie podobał mi się ten pomysł.
    Nie przekonuje mnie to. Po pierwsze jak pisał Autor, wielu ludzie widzało wypadki – PRAWDZIWE. A po drugie. Obawiałbym się, że takie częste pokazywanie może spowodować u ludzi zobojętnienie i kiedyś ktoś moze się po prostu nie zatrzymac, bo będzie przekonany że ogląda kolejny „teatrzyk”. Zresztą wiadomo, że często oglądane nawet najtragiczniejsze wydarzenia moga spowszednieć.
    Jeśli chodzi o dobre drogi, to ja raczej obstawiałbym za policjantem z pałą.
    Bo jak taki baran jeden z drugim na dziurach pędzi 160 to na dobrej drodze pojedzie 200. I bynajmniej nie będzie dzięki temu bezpieczniej.
    Może zabrzmi brutalnie, ale w tej kwestii jestem zwolennikiem drastycznie wysokich kar, np. zabierania samochodu za jazde po pijanemu.

  9. „prosta prawda” brzmi prawie jak wypowiedź premiera (przepraszam, jeśli Pan się poczuje urażony). Zgadzam się raczej z andrzejem, karpikiem i franki – drogi to nie wszystko, ważniejsze jest tępienie wariackiej jazdy. Ale np. telewizja lubuje się w prostych receptach: zapal światła, zmień opony na zimowe … I jeżdżą niektórzy w lipcu na zimowych oślepiając źle ustawionymi światłami. A zwalanie całej winy na drogowców jest, jak sądzę, śmieszne.

  10. To wcale nie jest nowy pomysł. Na przełomie 60 i 70 lat milicja obywatelska również miala zwyczaj urządzać na drogach tego typu inscenizacje. Pamiętam, że do moich rodziców wpadli kiedyś ciemną, deszczową nocą przerażeni znajomi. Facet trzęsącym się z nerwów głosem powiedział iż przejechał człowieka leżącego na drodze. Przejechał, zatrzymał się ale zwłoki(?) zginęły – nie potrafił ich znaleźć w ciemnościach. Więc dzwonienie na milicję, picie zimnej wody, histerie. Ojciec w końcu wziął latarkę i poszedł trupa szukać. I co zastał? Rozbawiony patrol drogówki z manekinem, ktorego podrzucali kierowcom. Historia miała tak dramatyczny nastrój, że zapamiętałem ją z dzieciństwa. Wniosek z tego taki – komuna tkwi na dobre w mózgach urzędników Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Wcale mnie to zresztą nie dziwi bo IV RP to świetny czas na renesans socjalizmu realnego.
    Pozdrawiam

  11. franki, dzięki za dobre słowo i prośba o kolejne. Otóż jak kto ma wysoką gorączkę należy mu się uwaga, pomoc, nawet kwiaty, więc czemu na wysoką adrenalinę, czy wysoki kortyzol, aplikować… brutalność. Może lepiej obowiązkową terapię u psychologa jak przy chorobie zakażnej (wtedy też leczenie jest obowiązkowe). Z zatrzymaniem prawa jazdy do ukończenia terapii…

    Mam szansę na poparcie?

  12. tss
    Ale czy przymusowa terapia piratów drogowych ma jakikolwiek sens? To trochę jak przymusowe leczenie alkoholików. Ludzie swych problemów emocjonalnych po prostu nie uznają za problemy, choroba jest dla nich normą. Przy zaburzeniach psychicznych najtrudniejsze jest przekonanie chorego do brania leków, bo on swego stanu nie odbiera jako chorobę.
    pozdrawiam

  13. tss, sens to ma! Kto wie czy nie byłoby właśnie metodą, nie tylko zabranie prawka, ale i obowiązkowe np. 10 wizyt u psychologa. może by się typ zastanowił (jedno z drugim dawałoby do myślenia) Tylko jak weryfikować efekty?
    Puścic typa na drogę i zobaczymy jak pojedzie? A co jak „depnie”” 200 i zabije przechodnia? Bo koleś zawsze może siedzieć kiwać głową i potulnie tłumaczyć, że rzeczywiście źle zrobił. Ale co potem?
    Wojtek ma tu rzeczywiście rację. Zapytaj takich typów a zobaczysz co usłyszysz. Może 2 na 10 powie ze skruchą, że faktycznie się śpieszyli no i przegieli i tak dalej. Ale reszta nie dopatrzy się w tym co robi nic dziwnego. Usłysysz o „zajebistym” paleniu gumy, wyminięciu 20 fur z czego 15 lepszych ale za kierownicą jakieś lalusie itp.
    Na studiach miałem zajęcia z psychologii z prof. Grzegorzewską. Opowiadała nam taki przypadek. Przyprowadzono do niej chłopaka – 15 lat – klasyczny przykład lęków napadowych. Nauczyciele byli przekonani, że rodzice biją chłopca, jednak pielegniarka pomimo kilku ogledzin nie znalazła żadnych sińców.
    Pewnego razu Pani Prosesor jechała akurat z Częstochowy do Opola i tak się stało, że zabrał ją właśnie ojciec chłopca. Postanowiła z nim porozmawiać. Okazało się że chłopak moczy sie, symuluje choroby, próbował sie okaleczać. Sprawa wyglądała więc poważnie. Nagle zwróciła uwagę, że zaraz po wyjeździe z miasta, ojciec prowadzi jak przysłowiowy wariat, nie schodząc poniżej 140 km/h. Nagle przed nimi pojawił się samochód ciężarowy. Mężczyzna zwolnił do około 100 km/h ze słowami „I teraz będziemy się kur++ za nim wlekli”. Kiedy spocona dojechała do Opola wymigała się od powrotu i przyjechała autobusem. Kiedy rozmawiała z chłopcem nastepnym razem, powiedziała mu że dzwonił ojciec i kazał go zwolnić z następnej lekcji bo musza jechać do Katowic. Chłopak dosłownie zaczął się trząść. Wszystko było jasne. Jednak próba rozmowy z ojcem skończyła się wielką awanturą. Z czasem okazało się, że mężczyzna odreagowywał wszelkie stresy właśnie szybką „wariacką” jazdą.
    Ten przykład niewątpliwie jest potwierdzeniem dla pomysłu tss. Nie raz i nie dwa rozmowa z psychologiem mogła by pomóc. Gorzej jeśli ktoś po prostu jest głupi jak but, i nie dostrzega – jak pisał Wojtek – nic dzinego w tym co robi.
    Więc może należałoby zmienić coś w systemie kształcenia kierowców. Zamiast niekończącej się jazdy w kółko po parkingu może czas na jazdę po mieście, ale nie na zasadzie znudzony instruktor przysypia, tylko: tak źle, tak niedobrze. Mój brat jeździł z genialnym instruktorem, który uczył w ten właśnie sposób: nie jedź tak bo stracisz panowanie nad samochodem, poczekaj bo nie wiesz czy facet ci skręci, uważaj, to nic że przejazd strzezony a jak drużnik spi pijany? I tak dalej i tak dalej. trochę w myśl starego dowcipu z morałem „A jak szwagier wyjedzie z boku?” Może by więc zamiast męczyć późniejszych kierowców, to organizować przez egzaminem takie spotkania i tłumaczyć, pokazywać, wyjaśniać. Może i banalne ale kto wie.
    Kiedy pracowałem na prasach hydraulicznych wysokiego zgniotu, na każdej maszynie wisiał napis „Pamiętaj, że się urodziłeś bez części zamiennych”. Dawało do myślenia.
    Może więc gdyby jednemu z drugim wbijać do łba po 200 razy, żeby „wolniej jedziesz dalej zajedziesz”, to może by i dotarło.

  14. zgadzam sie z poglądem, ze drogi dobrej jakosci powiekszaja bezpieczenstwo podrozujacych. Na takich jezdniach nie ma pojazdow wolnobierznych jak traktory czy koparki, zmniejsza sie liczba manewrow wyprzedzania, drogi bezkolizyjne zabezpieczaja przed wymuszaniem pierwszenstwa, a drogi z dobra widocznoscia pozwalaja na szybsza reakcje zwiazna z sytuacja na jezdni oraz latwiej wlaczyc sie bezpiecznie do ruchu. Uwazam rowniez, ze drogi to nie wszystko a najlepszym tego dowodem jesrt brak kultury jazdy w naszym kraju. Brak oglady na drodze ma wiele przyczyn, ale chyba pierwsza jest kurs na prawo jazdy, kiedy pan instruktor mowi, ze na egzaminie trzeba jezdzic zgodnie z przepisami, a pozniej to i tak trzeba bedzie od nowa nauczyc sie jezdzic…

  15. To smutna wstawka do dyskucji.
    http://wiadomosci.onet.pl/1581128,11,item.html
    Moim zdaniem, prawo jazdy powinno się odbierać dożywotnio, jeśli ktoś zostanie złapany za jazdę po pijanemu.
    Ja wiem, że to w żaden sposób nie odbiera możliwości jeżdżenia, w końcu ciągle słyszy się o osobach jeżdżących bez prawa jazdy, ale zasada „straszaka” by była. Albo rzeczywiście – jak pisał Pan Franki – konfiskata samochodu.
    U nas nadal za często usprawiedliwia się pijaków słowami „to przecież taki dobry człowiek, to przez wódkę”. To nie jest wytłumaczenie.
    Przy okazji ogłoszonej przez Premiera żałoby, pojawily siię statystyki wypadków – ponad 20 odób DZIENNIE! STRASZNE.
    Więc chyba czas coś z tym zrobić.
    Przykład podany przez Pana Wojtka jest wtrząsający. A podany przez Autora moim zdaniem wyjątkwo nietrafiony. Oczywiście, że ileś tam osób się przejmie. Ale istnieje ryzyko o jakim pisał Autor, że w wyniku „gapiostwa” może dojść do kolejnych stłuczek. A prawda jest taka, że przysłowiowy „drogowy wariat” nawet nie spojrzy. Moja znajoma opowiadała mi jak zimą „zarzuciło” jej samochów i wylądowała w rowie. Jacheły za nią dwa samochowy. Żaden się nie zatrzymał. Kiedy udało się jej wysiąść z samochodu, akutar mijał ja ogromny TIR. Nie zwolnił ani o kilometr, obrzucając ją błotem.
    Czy do takich ludzi dotrze „wypadkowe” przesłanie? Ja osobiście watpie. A przecież włąśnie do nich jest kierownane!

  16. franki, Wojtek z Przytoka.
    Wyobrażam sobie, że prawo prowadzenia samochodu jest wysoce motywujące. Ludzie podchodzą do egzaminu nawet dziesięć razy aby je mieć, więc gdy je utracą i po terapii będą mogli odzyskać to na terapię pójdą, a psycholodzy dysponują testami pozwalającymi sprawdzić kondycję pacjenta – delikwenta.

    Terapie, to temat rzeka, jednak dziesięciu spotkań z psychologiem terapią nazwać się nie da. Może pięćdziesiąt byłoby bardziej adekwatne. Do tego psycholog może zalecać pacjentowi lektury, jest z czego wybrać (choćby ostatnio czytana przeze mnie „Inteligencja społeczna” Daniela Golemana, czy choćby „Jak mówić żeby dzieci słuchały, jak słuchać żeby dzieci mówiły” bo i ze sobą samym (tak,tak) trzeba umieć się porozumieć adekwatnie do sytuacji). Nie powinna to być z pewnością jedna książka…

    Psycholog może z pacjentem te lektury przedyskutować (po ich przeczytaniu przez pacjenta) w ramach tej samej terapii, sprawdzić wyniesiony z nich pożytek. Lektury mogłyby skracać terapię, jeśli okazałyby się na tyle pomocne. Psycholog po planowanej liczbie spotkań powinien decydować czy wyda zaświadczenie o ukończeniu terapii, czy przedłuży terapię, czy uzna że prawo jazdy dla tej osoby jest zbyt niebezpieczne. Może też konsultować pacjenta-klienta z psychiatrą.

    Dokumentacja z terapii powinna trafiać do organu wydającego prawa jazdy.

    Tak to widzę. Panom dziękuję za zainteresowanie i proszę o ocenę mojego projektu. Tylko proszę nie mówić, że jakiś szofer nie umie czytać. On się nauczy, przeczyta i do końca życia chwalić będzie to doświadczenie.

  17. tss
    Projekt uważam, za niezwykle przebiegły i perfidny a ponieważ nie cierpię szalejących w samochodach buraków w pełni popieram. Perfidia Twojego projektu polega na:
    1. Dotkliwości finansowej. 50 spotkań płatnych z psychologiem oznacza poniesienie kosztów rzędu 2,5 tys złotych( stawka 50 zl za godzinę terapii)
    2. Dotkliwości psychomotorycznej. Przez 50 tygodni nabuzowany adrenaliną mięśniak musiałby leżeć przez godzinę na kozetce w bezruchu.
    3. Dotkliwości intelektualnej. Musiałby czytać zadane przez psychologa teksty i o nich mówić. No ten ból byłby najdotkliwszy!
    Na koniec finał udręki – egzamin rozmowa. Biorąc pod uwagę, że psychologią parają się większości kobiety a faceci mają zahamowania w mówieniu co czują byłaby to dla piratów najcięższa próba. Tss, sądzę iż opracowałaś świetny sposób na dokonanie trwałych zmian w strukturze emocjonalnej szalejących po drogach piratów. Pozostaje tylko zainspirowanie Posłów na Sejm RP Twoją metodą. I to wydaje mi się największym problemem.
    Pozdrawiam serdecznie

  18. Pozwolę sobie się wypowiedzieć. Przepraszam bardzo (nie odnosi się to do autora bloga), ale denerwują mnie dziennikarze-kierowcy. Wypowiadają się z punktu widzenia użytkowników dróg, mając na uwadze swoje i ewentualnie bliskich doświadczenia. Przez to powstają takie „oczywiste oczywistości”, które są błędne. Gdy czytam, że lekarstwem na zmniejszenie liczby wypadków jest zwiększenie dopuszczalnych prędkości (bo jadę krócej, to mniejsze prawdopodobieństwo wypadku – absurd jakich mało czy też przeciwdziałanie znużeniu kierowcy).

    Po pierwsze: w statystykach policyjnych wina stanu dróg oscyluje na poziomie kilku % (dane z kart wypadków) – policjanci nie potrafią wyłapać błędów projektowych, itd. więc wyniki są zaniżone. Szacuje się, że stan dróg odpowiada za około 17-33% (współprzyczyna) wypadków. To dość dużo, jest więc tu pole do popisu dla projektantów.

    Problem bezpieczeństwa ruchu na drogach jest bardzo istotny. Jak zwykle kluczem do sukcesu jest… współpraca wielu instytucji. Prewencja (policja), edukacja (wychowanie komunikacyjne), polityka (promowanie koleji, transportu publicznego, plany zagospodarowania!), inżynieria (projektowanie bezpiecznych dróg), nauka (modele bezpieczeństwa ruchu). Jeśli pozorowany wypadek wpisuje się w szerszy krąg działań, to w porządku. Oczywiście nie zastąpi pozostałych, wymienionych dziedzin, ale może współuczestniczyć. To nie jest albo-albo. Za upozorowanie wypadku raczej nie wstarczy na 1m zwykłej drogi.

    Naszym drogom brakuje przede wszystkim HIERARCHIZACJI sieci. To jest coś, z czym nie można sobie poradzić. Tylko u nas wzdłóż dróg krajowych buduje się rzędy domów, gdzie indziej to niedopuszczalne. Robi się odnogę sięgaczową i można się budować. Określone kategorie dróg mają dopuszczalne odstępy skrzyżowań – im wyższa klasa, tym ostrzejsze restrykcje, tylko jak wygląda to w rzeczywistości… szkoda gadać. Polecam drogę Kraków-Rzeszów, zjazd co 5 metrów. To właśnie hierarchizacja sprawia, że nie wyjedzie nam traktor na głównej drodze sobie tak na raz. Jedziemy dalej – możemy jechać szybciej i wygodniej. Na bliskie odległości wystarcza droga niższych klas. Gdyby hierarchizacja istniała, wtedy zasadne jest pilnowanie limitów prędkości. Na razie kierowcy czują się usprawiedliwieni pędząc przez teren zabudowany 90 km/h – w końcu wieś co 2 km, a nie będą jechać przecież przez pół Polski 50 km/h.

    Dziurawe drogi raczej stanowią wentyl bezpieczeństwa. Wypadki, to domena prostej drogi, słonecznego dnia i suchej nawierzchni…

    Istnieje pewna teoria, tzw. homeostazy. Wg niej każdy kierowca posiada pewien poziom ryzyka. Stworzenie pozorów bezpieczeństwa (wycięcie drzew, szerokie pobocza) sprawi, że będzie on jechał jeszcze szybciej i skutki będą takie same. Dlatego ostatnio nie robi się utwardzonych poboczy (polska specjalność), a drogi okrawężnikowane cechują się niższymi prędkościami średnimi.

    Autostrady są 3 do 4 razy bezpieczniejsze pod względem liczby wypadków w odniesieniu do przenoszonego ruchu. Tylko, że jak już się pojawią, to są one na ogół tragiczne w skutkach.

    Fotoradary zmniejszają prędkość w niewielkim stopniu. Ale to dobra metoda na ograniczenie prędkości w najbardziej niebezpiecznych miejscach (z całym szacunkiem, ale wybudowanie setek kilometrów autostrad nie sprawi, że na lokalnych drogach kierowcy zdejmą nogę z gazu). Obecnie prowadzone są badania, czy np. fotradar przed przejściem dla pieszych działa tylko w obrębie wykonywanego zdjęcia, czy np. kierowcy nie przyspieszają aż nie miną przejścia dla pieszych.

    Podsumowując, wpływ infrastruktury jest przeceniany przez kierowców na bezpieczeństwo ruchu (pod pozorami dbania o brd chcą oni lepszych dróg, by… jeździć szybciej a nie bezpieczniej). Edukacja + tępienie nietrzeźwych kierowców + kompleksowe działania są prawdziwym lekarstwem na poprawę bezpieczeństwa ruchu.

    Pozdrawiam i przypominam, że nie zawsze białe jest białe a czarne jest czarne (czy jakoś tak).

  19. Wojtek z Przytoka.
    Ani perfidii, ani przebiegłości. Naprawa/leczenie.

    Alkoholikom państwo leczenie funduje? Terapia mogłaby być i na koszt państwa (jak choroba zakażna), co by się państwu mogło opłacić i to nie tylko ze względu na poprawę bezpieczeństwa na drogach, bo edukacja stąd wynikająca oddziaływałaby na inne ważne dziedziny życia.

    Na terapiach już się chyba nie leży. Część tej terapii mogłaby być indywidualna, a część – grupowa. Rozwijam się…

    Dotkliwość cytelnicza – przejściowa i dobrze rokująca.

    Decydenci? Kto wie?

  20. Warto przeczytać

    http://wiadomosci.onet.pl/1581559,11,item.html

    tss, co do terapii.
    Jakoś mnie to nie przekonuje. Ile by tych spotkań nie było, to:
    – spotykali by sie tam sami tacy „drogowcy”, więc pole do popisywania się rośnie,
    – jeśli byłeś w wojsku to wiesz jak wygląda rozmowa z psychologiem i testy sprawdzające, kto był widział jakie osby trafiają i pomyslnie przechodzą „weryfikacje”, (dla przykładu na okręcie miałem kolesia, który miał wytatuowaną na przedramieniu swastykę i był zadeklarowanym neonazistą !),
    – skąd wziąć tylu psychologów, bo pojawia się pytanie kto trafia na takie spotkania – czy gość który spowoduje wypadek, czy też wystarczy że ktoś przekroczy prędkośc o powiedzmy 30 km w stosunku do dozwolonej, (przy tej liczbie zatrzymań, każdy może sobie wyobrazić jak by to wyglądało)
    – jak weryfikować, testy (po 3 miesiącach chłopaki będą ściągać prawidłowe odpowiedzi z netu), rozmowa (powiedzą ci to co chcesz usłyszeć),
    – no i kwestia efektywności, w końcu więzienia też mają wychowywać, ale ilość recydywy o czymś świadczy.

    Pomysł jest dobry, ale trzeba by zaczynac wcześniej – jak pisał Luki – prewencja a więc wbijać baranom do łbów jak mają się zachować na drodze. Później dotkliwe kary (gdyby – będę się upierał przey swojej wizji – zabierano samochody, niejednemu noga by „zalżała” na gazie). A przede wszystkim jakaś kampania uświadamiająca już dzieciom w gimnazjum, że wariat jadący po pijaku, to dureń, kretyn, idiota i co tylko. Że to nie jest żaden guru.
    Mam znajomą w Szwecji, w której wielką wagę przykłada się bezpieczeństwa na drogach. Opowiadała jak w szkole jej syna organizowano spotkania z młodymi ludźmi, którzy spowodowali wypadki i zostali niepełnosprawnymi. Efekt był podobno „piorunujacy”. Nagle „młodzi” przekonywali się że nie są nieśmiertelni a 200 na liczniku wcale nie musi byś „extra”.
    Nie wiem czy taka forma, nie byłaby lepsza od tego od czego dyskucja się zaczęła – czyli od udawanych wypadków.
    I tu ostatni przykład. U mnie na osiedlu mieszka kilku „karków”. Zawsze start z piskiem opon, „muza na full”, łokieć za oknem. Pare tygodni temu brat jednego z nich miał wypadek na motocyklu. Prawdziwa tragedi – skończyło się usunięciem płuca i śledziony i wyjęciem obu zmiażdżonych rzepek. Teraz chłopaki ruszają cichutko, spokojnie, żadnego pisku opon.
    Dlatego myślę, że lepiej byłoby uświadamiać ludzi, ze szybka jada prowadzi do wypadków, niż żeby później oglądać nawet jak najbardziej szczerą skruchę człowieka, który zabił pięć stojących na przystanku osób.

  21. Dlaczego my, Polacy, zawsze musimy robić po swojemu? Po co na nowo wynajdować koło, skoro już dawno zostało wynalezione? Dlaczego nie korzystamy z doświadczeń innych krajów? We Francji liczba wypadków spadła nie po inscenizacjach wypadków ale po zwiększeniu liczby fotoradarów na drogach. W Szwecji nikomu nie przyjdzie do głowy ryzykować mandatu, bo policjant sprawdzi nam PIT w Urzędzie Skarbowym i dowali karę wg zarobków (zarabiasz dużo – płacisz dużo). My musimy zawsze po swojemu, tylko nie wiem czy to z ambicji czy z głupoty?

  22. tss
    Przykład fundowania alkoholikom leczenia przez państwo (podatników) podnosi mi ciśnienie. Polityka podała kiedyś koszt takiego leczenia – 60 tys zł. Sądziłem, że to literówka, pomyłka w druku ale okazało się na konferencji w której ostatnio uczestniczyłem, że to prawda. Leczenie alkoholika finansowane ze składek w niektórych placówkach kosztuje 60 tys zł!!!. Mój Boże!!! Teraz weź gazetę codzienną z ogłoszeniami i podzwoń: odtrucie w domu(500 zł), wszywka(300),psycholog-psychiatra (80 za wizytę), prochy(20 – 100zł). Reszta to determinacja by nie pić. No i gdzie jest te 60 tys wydane na leczenie sztajmesa, który i tak zacznie na nowo chlać? Więc wracając do terapii piratów drogowych – niech płacą ze swojej kieszeni!
    Pozdrawiam

  23. franki. Wojtek z Przytoka.
    Dobrze, niech sami płacą! Kurs na prawo jazdy też mógłby zawierać w programie parę godzin wykładów o patologiach na drodze, ich przyczynach (!) i skutkach. Taka edukacja mogłaby uświadomić wielu wiele uświadomić.

    Policja przy werbunku pracowników posługuje się testami psychologicznymi i wiele osób na tych badaniach przepada, a testy do internetu nie przeciekają. Kandydatom na kierowców żadnych testów się nie robi… Kierowcom po szkodzie – też nie!

    W dziedzinie samoświadomości jak i świadomości innych jesteśmy bardziej zapyziali niż w innych i edukacja w tym zakresie przynieść może wiele korzyści, warto jej potrzebę propagować.

    Pozdrawiam Panów serdecznie, tss

  24. No i okazuje się, że nie mieliśmy racji 🙂
    Oto fragment wywiadu Moniki Olejnik i Agnieszki Kubik z Prezydentem:

    „Nawet gdy chodzi o liczbę wypadków na drogach, to ta w w 2006 r. była najniższa od wielu lat – po raz pierwszy spadliśmy poniżej 5 tys. ofiar śmiertelnych – stwierdził Prezydent.
    – Ale to chyba nie dzięki PiS, panie prezydencie? – zapytały dziennikarki.
    – Dlaczego nie dzięki PiS? Jak widzę, panie przyjmujecie, że nic co dobre, nie zawdzięczamy PiS – odparł L. Kaczyński.”

    Nic dodać, nic ująć.

    ze strony:
    http://wiadomosci.onet.pl/1581590,11,1,0,120,686,item.html

  25. Pozwole sobie zmienić „trochę” temat.

    Dyskutowaliśmy niedawno na temat spadków na giełdzie:
    http://stasiak.blog.polityka.pl/?p=24

    Bobola prorokował, że jego zdaniem, spadek zaraz się kończy, niestety wszystko wskazuje na to, że jeszcze nieprędko:
    http://waluty.onet.pl/1581760,wiadomosci.html

    Ciekawa jest informacja, że wartość akcji American Home Mortgage Investment Corp. spadła o 90 proc., co zreszta spowodowało kolejny giełdowy „dołek”. Niedawno przecież dyskutowaliśmy o nowych milionerach, w tym o obecnym numerze jeden Slimie, który wzbogacił się, gdy posiadane przez niego akcje poszły „w górę” o ponad 30 proc.

    Ciekawe co dalej? Czytałem ostatnio, nie pamiętam gdzie, że rząd amerykański szykuje się do wypuszczenia kolejnego pakietu obligacji. Pytanie jednak, czy zabieg ten jest w stanie zmienić coś na rynku nieruchomości (bo wszystko wskazuje na to, że to właśnie kryzys w tym sektorze odbija sie niekorzystnie na giełdowych wskaźnikach), skoro jednocześnie we wrześniu mają zostać wprowadzone kolejne obostrzenia dotyczące długoterminowych kredytów.

    Mam jednocześnie pytanie do Autora. Przeczytałem informację, że Bank Centralny Szwajcarii (czy też jego tamtejszy odpowiednik), planuje jeszcze w tym roku kolejną, i to dosyć wysoką podwyżkę stóp procentowych? Czy Gospodarz może zweryfikować tą informację? Pytam, bo w połaczeniu ze słabnącą złotówką byłaby to informacja wysoce niekorzystna, dla osób posiadających kredyty we frankach (o czym zresztą niedawno również dyskutowaliśmy).
    Pozdrawiam
    franki

  26. franki: W kwestii Banku Szwajcarii mogę tylko opierać się na zdaniu analityków. A ci spodziewają się do końca roku podwyżki o jeszcze 0,5 proc. Choć są już głosy, że Bank Szwajcarii zaprzestał cyklu podwyżek. Tu pewną wskazówką może być wykres wsaźników WIBOR czy LIBOR dla franka – opiera się on na nastrojach rynku, gdy rynek spodziewa się podwyżki stóp, wskaźnik idzie do góry, antycypując tę podwyżkę. Wskaźniki można śledzić np. na http://www.bankier.pl