Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

26.07.2007
czwartek

Giełdy w dół

26 lipca 2007, czwartek,

Czy to początek od dawna zapowiadanych ostrych spadków na giełdach?

Właściwie od dwóch tygodni na GPW było słabiutko. Najpierw wyglądało to tylko jak nerwowa reakcja na wywalenie Leppera z rządu. Szybko jednak okazało się, że przyczyna leży głębiej, bo giełdy w USA też się chwieją (tam coraz bardziej widoczne jest załamanie rynku nieruchomości – a z nim całego systemu finansowego, bo przecież wszyscy Amerykanie od kołyski po grób spłacają hipoteki). Teraz widać wyraźnie – indeksy światowych giełd, które dotąd tylko się wznosiły niczym myśliwiec F-16, wpadły w poważne turbulencje.

Wczoraj (czwartek) było już bardzo źle. Na giełdzie warszawskiej na zamknięciu sesji indeks WIG20 spadł o 2,8 proc. WIG zniżkował o 2,5 proc. W USA  indeks Dow Jones, obejmujący 30 największych spółek, obniżył się o 2,22 proc. Indeks S&P 500 (500 najważniejszych spółek) spadł 2,26 procent. Indeks spółek nowoczesnych Nasdaq Composite spadł 1,84 procent. Źle było we Frankfurcie, Londynie, Tokio – światowe giełdy to dziś system naczyń połączonych, jak ostro spada, to wszędzie.

Teoretycznie nikogo to nie powinno dziwić. O tym, że taka hossa nie może trwać wiecznie, mówiło się już od roku. A w Polsce rosło jeszcze bardziej niż na świecie. Wszyscy wiedzieli, że ceny akcji polecą na łeb, ale nikt nie wiedział kiedy. To „kronika zapowiedzianej śmierci” – bo w międzyczasie polskie akcje podwoiły swą wartość. Mój wewnętrzny dzwonek alarmowy włączył wczoraj pewien szczegół – analityk, który wypowiedział się w radio TOK FM (proszę analityka i czytelników o wybaczenie, nie zdążyłem zanotować nazwiska). Analitycy to takie miłe osoby, które nigdy nie powiedzą jasno. Zawsze na dwoje babka wróżyła – tak kręcą, dywagują i przewidują, że zawsze w końcu wyjdzie, że będzie rosło albo i nie. Tym razem analityk w radiu TOK powiedział jasno – to początek tzw. głębokiej korekty. Według niego – wielkie instytucje finansowe doszły do wniosku, że zarobiły już dosyć. Najwyższy czas sprzedać posiadane od lat akcje (fachowo nazywa się to realizacją zysków). Oznacza to co najmniej kilka tygodni mocnych spadków. Do momentu aż te same instytucje dojdą do wniosku, że akcje są już na tyle tanie, że warto je skupować. Wszak polska gospodarka wciąż ma się nieźle, a i na świecie na razie recesji na razie nie ma.

Czy ekspert z radia TOK ma rację? Kilka najbliższych dni powinno sprawę wyjaśnić.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. „Najpierw wyglądało to tylko jak nerwowa reakcja na wywalenie Leppera z rządu”
    Dla mnie dosyć wymowny jest tu dowcip
    „- Co rząd Kaczyńskich robi dla gospodarki?
    – Dzięki Bogu NIC!”
    Myślę, że początkowo inwestorzy rzeczywiście uważnie śledzili poczynania rządu. Zreszta nie tylko tego, to powszechna praktyka i działania zachowawcze byłyby stosowane bez względu na skład nowej ekipy rządzącej.
    Później, kiedy okazało się, że gospodarkę „mamy ale się nie przejmujemy”, GPW zaczęła właściwie żyć włąsnym życiem. Nawet jeśli pojawiały się jakieś więszksze zawirowanie w rządzie, czy ekstremalne pomysly inwestorzy reagowali spokojnie i z wyczekiwaniem. I dobrze, bo kończyło się wiekszości na medialnym szumie.

    Dla mnie idealnym odwzorowaniem tej sytuacji były wypowiedzi -nazwijmy to w ten sposób – dwóch stron, po ogłoszeniu Euro 2012. Pełna egzaltacja rządu, zachwyty, wizje. I rzeczowa, choć nie kryjąca zainteresowania reakcja inwestorów.
    Jedni mówili, wielka szansa, wielkie zwycięstwo, wielki sukces, nie ma żadnego problemu, zdążymy.
    Drudzy mówili, wielka szansa, ale teraz potrzeba zmian, nowelizacji, usprawnień biurokratycznych, a znajdą się pieniądze.
    Jak to wygląda obecnie – każdy widzi. Egzaltacja pierwszych minęła, efaktów nie widać, drudzy w wielu przypadkach nadal cierpliwie czekają.

    Amerykński system kredytowo-finansowy, to ewenement na skalę swiata. I to dosłownie, bo rola gospodarcza USA jest przecież obecnie nie do przecenienia.
    W skali globalnej wygląda to mniej więcej tak (przepraszam za uproszczenie). W USA gwałtownie brakuje pieniędzy, m.in. w wyniku nadmiernych wydatków socjalnych (to a propos, że tylko u nas:) ). Więc emitowane są obligacje a masowo skupują je np. Chiny. Są tym w oczywisty sposób zainteresowane, bo przecież Stany to największy dla nich rynek zbytu. I tak się to wzajamnie napędza.
    A w skali „małego człowieczka”, wygląda to mniej więcej tak. Mój brat mieszka w USA od ponad 20 lat. Jak sam opowiadał przyjechał tak jak wszyscy z typowym „obłedem polskim”. Nie do pomyslenia było, żeby wziąść kredyt na 35 lat i spłacać go całe życie. Wzięli więc kredyt krótkoterminowy, utyrali się jak przysłowiowe woły i mają go już dawno za sobą. Ale to życie Polaka. Jak brat zawsze podkreślał zycie Amerykanina, to jeden wielki kredy. Opowiadał mi kiedyś taką historię. Jego sąsiad to typowy amerykański pracocholik. Kredyt na dom, kiedyś tam samochód, teraz studia dzieci Polowa rzecy w domu kupion ana kredyt podczas licznych wyprzedaży (które cieszą się tam maniakalną wręcz popularnością). Jego syn, pod czujnym okiem ojca najpierw strzygł trawniki za przysłowego „dolca”, potem po szkole pracował w pizzerni, potem przy budowie drogi w wakacje. Kiedy skończył szkołe i nie wykazał chęci pójścia dalej, ojciec zawiózł go do jego pierwszej pracy (po drodze wstepując i kupując starego forda). Kiedy już syn dostał prace na stałe, ojciec zawiósl go do banku w którym syn zaciągnął hipotekę. Przykład modelowo-ksiązkowy. Ostatnio brat był na wielkij imprezie przydomowej, gdzie sąsiad – wspierany serią wiwatów – spalił weksel hipoteczny i gromkim głosem oznajmił spłacenie domu.
    Ale to były czasy dawniejsze, kiedy domy, były stosunkowo „niedrogie”, co wiązało się bezpośrednio z prostotą nabycia kredytu hipotecznego. Nagle się to zmienia. Po pierwsze ceny domów poszły kosmicznie w górę, co związane jest przede wszystkim z dużym zainteresowaniem gdyż fakt, że mieszkanie w domu na „obrzeżach”stało się modne (do niedawna „zabijano się” o lokalizacje „środkowomiejskie”, co czesto oznaczało jedynie wynajm nie zaś zakup). Poza tym łatwość dostepu do kredytów sprawiła, że dostały go osoby, niejako z założenia już nie będące go w stanie spłacić czytałem kiedyś raport z którego wynikało, że 7 na 10 osób miało w pewnym okresie problemy z uzbieraniem raty, z czego 4 z tych 7, nie płaciły przez okres co najmniej 3 miesięcy). Zresztą nawet ci, którzy takiego „nie spłacania” nie przewidywali stanęli nagle w obliczu problemów gospodarczych i pogorszenia się warunkow pracy. Aby temu zapobiec zaostrzono przepisy regulujące przyznawanie kredytów (to a propos pretensji do polskiej RPP).

    Czynniki te sprawiły, że boom nieruchomościowy przygasł. Statystyki wykazują, że nie tylko nie kupuje się już tylu mieszkan więcej, ale i ich ceny przestały rosnąć w tak galopującym tempie. Niedawno jeden z amerykańskich developerów (nazwy nie wspomne) zaskoczył rynek informacją, że domy najnowszego osiedla które wybudował, cenowo nie różnią się od domów ukończonych 4 miesiące wcześniej. Do niedawna taka sytuacja byłaby nie do pomyslenia.

    „Teoretycznie nikogo to nie powinno dziwić. O tym, że taka hossa nie może trwać wiecznie, mówiło się już od roku.”
    Rzeczywiście nie powinno. Znajomy który pracuje jako makler, opowiadał (co pokrywa się w 100% z informacjami Autora), że od penego czasu wielkie transakcje zaczęły „przygasać”. Nadal niektóre spółki (ORLEN, KGHM) mogą się pochwalić dużym obrotem akcjami, ale podobno jest wo wynikiem licznych transakcji, nie zaś dużych jednorazowych zakupów.
    To podobno nowa „jakość” polskiej giełdy. Pojawia się coraz więcej osób – w różnym wieku – które inwestują drobne sumy (10, 20 tysięcy) właśnie w akcjach. Podobnie ma się zresztą dziś sprawa z funduszami inwestycyjnymi (nota bene sam jestem taką osobą).

    Pojawiają się tu moim zdaniem dwie ważne kwestie. Po pierwsze, jeśli chodzi o DPW to jak długo będzie trwał taki spadek, bo rzecież gospodarka nadal „idzie do przodu”? Po drugie jeśli idzie giełdy amerykanskie i wskaźnik Dow Jones, to pytanie jak duży będzie spadek? Myślę, ze to kwestia bardzo istotna, bo przecież w ostanim czasie zanotowano kilka rekordowych „górek”.

  2. Przepraszam za chaos wypowiedzi, ale jestem „w trasie”, i pisałem na przysłowiomym „kolanie” :).

  3. Mam wrażenie, że do gry na giełdzie potrzebna jest intuicja, jakiś siódmy zmysł. Czytałem kiedyś o dwóch legendarnych graczach giełdy nowojorskiej. Starzy faceci ( niestety nie pamiętam ich nazwisk) siedzący w zawalonym papierami pokoiku mieli to coś i robili kokosowe interesy. Nawet komputerów do pracy nie używali. Wydaje mi się, że dobry gracz musi mieć instynkt drapieżnika – coś co wyróżnia dobrego tropiciela od ludzi bezradnie kręcąch się po lesie. Dlaczego jedni ludzie czują zbliżający się kataklizm a do innych sygnały o nim nie docierają? Ciekawe. Ja w każdym razie sądzę, że nadchodzą ciężkie czasy.
    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wojtku, popieram
    Znajomy opowiadał mi, że mają w firmie klientów, którzy siedzą, czytają wszelkiego rodzaju doniesienia biznesowe i potrafią np. dzien przed otwarciem nowej puli akcji i podaniu tego do wiadomości publicznej kupić pakiety tej firmy.
    Kiedyś zapytał jednego z tych klientów dlaczego kupił, jak przewidział emisje. I wiecie co usłyszał: wie Pan, no nie mieli innego wyjścia.
    Ma się więc to coś albo i nie. Ja nie mam. fundusz posiadam Arkę Fundusz Zrównoważony (teraz bank namawia mnie na Akcji Środkowej i Wschodniej Europy, ale nie jestem przekonany, może po prostu cykor ze mnie i tyle 🙂 ), natomiast akcje posiadałem (na CeTo) Karen Notebook, teraz juz wyszli, na GPW chyba ich jeszcze nie ma, ostatnio nie śledzę. Natomiast obecnie akcji nie posiadam, a na giełde się nie pcham. Raz że nie mam tyle pieniędzy, dwa że za mało się na tym po prostu znam.
    Natomiast o prawdziwym szczęściu może mówić mój Tato. Kupił lata już temu – jakoś tak w przypływie fantaczji – za pieniądze na tak zwany „jubileusz” i trochę własnych oszczędności pakiet akcji Wedla. Sprzedał je później z chyba z 4-5 krotnym przebiciem. Była to jedyna przygoda Taty z giełdą.

  6. Wiesz Franki, ja myślę, że giełdami kręcą jakieś proste zasady. No ale dlatego iż są proste i logiczne większość ludzi ich nie zauważa. Może natłok informacji je ukrywa i zamętnia, może hermetyczny język gieldowy. Talenty, o których piszemy, ci drapieżnicy giełdowi chyba jasno widzą te zasady. No ale ja uzdolnień takich nie mam. Dobrze choć, że zdaję sobie z tego sprawę. Znam kilku, którzy czuli się graczami i nieźle popłynęli.
    Pozdrawiam

  7. Wojtku, może coś w tym jest, nie wiem.
    Ale podobnie jak Ty, mam znajomych, którzy stracili na giełdzie naprawdę duże pieniądze.
    Inwestowali wszystkie pieniądze, bo doszli do wniosku że tylko tak można konkretnie zarobić. Na poczatku inwestowali ostrożnie, słuchali porad prowadzącego ich maklera.
    Ale potem się „wciągnęli”. Wypatrywali każdej „górki” czy „dołka”. Non stop sprzedawali i kupowali. W końcu zaczęli to robić niemal z przyzwyczajenia. Ot dzisiaj kupili, kilka dni i juz patrzyli co sprzedać i co nowego kupić.
    Skończyło się tragicznie. Akcje poleciały w doł, makler sugerował, żeby się wstrzymać bo znów się „odbija”. Nie zaczekali, sprzedali, kilka dni póxniej wszedł owy inwestor i akcje które sprzedali podskoczyły bardzo znacznie – szczegółów nie znam sle chyba 2-3 krotnie. I znajomy się załamał. I to dosłownie, musiał się leczyć, popadł w trwałą depresję, zwolnił się z pracy.
    To mnie zniechęciło to podobnych eksperymentów, nawet na niewielką skalę..
    Z drugiej strony, podobnie jak Ty Wojtku, nigdy nie czułem się w tym mocny. Ponadto takie zachowanie ma według mnie, jakis pobłysk hazardu, a ten mnie kompletnie nie ciągnie (choć mam znajomego który w karty i ruletkę stracił – bo ja wiem – napewno wartość kilku samochodów).

  8. Gielda na Wall St nie jest wcale demokratyczna. Prawo spekulacji na niej maja tylko nieliczne podmioty . Reszta graczy moze sobie tylko prywac wraz z falami wywolanymi przez tych pierwszych. Kary za wylamywanie sie z tej zasady sa niesamowite. Pamietacie historie Marty Stewart – jej
    zaczelo sie wydawac ,ze jest juz w klubie. Innych jak Milkena , Boeskiego,Grasso potraktowano dosyc lagodnie.
    Wielu mlodych polskich brookerow realizuje na biezaco zlecenia na nowojorskich gieldach – moze podziela sie swoimi doswiadczeniami …

  9. Mysle, ze spadek juz sie konczy. Najwyzej jeszcze jeden, dwa dni ladowania i jest szansa na powrot byczego rynku. Tak wynika z mojej dziesiejszej analizy QQQQ, DIA, SPY na gieldzie w USA. Moze pora zagrac na zwyzke?

  10. Pingback: Stock Market Information