Giełdy w dół

Czy to początek od dawna zapowiadanych ostrych spadków na giełdach?

Właściwie od dwóch tygodni na GPW było słabiutko. Najpierw wyglądało to tylko jak nerwowa reakcja na wywalenie Leppera z rządu. Szybko jednak okazało się, że przyczyna leży głębiej, bo giełdy w USA też się chwieją (tam coraz bardziej widoczne jest załamanie rynku nieruchomości – a z nim całego systemu finansowego, bo przecież wszyscy Amerykanie od kołyski po grób spłacają hipoteki). Teraz widać wyraźnie – indeksy światowych giełd, które dotąd tylko się wznosiły niczym myśliwiec F-16, wpadły w poważne turbulencje.

Wczoraj (czwartek) było już bardzo źle. Na giełdzie warszawskiej na zamknięciu sesji indeks WIG20 spadł o 2,8 proc. WIG zniżkował o 2,5 proc. W USA  indeks Dow Jones, obejmujący 30 największych spółek, obniżył się o 2,22 proc. Indeks S&P 500 (500 najważniejszych spółek) spadł 2,26 procent. Indeks spółek nowoczesnych Nasdaq Composite spadł 1,84 procent. Źle było we Frankfurcie, Londynie, Tokio – światowe giełdy to dziś system naczyń połączonych, jak ostro spada, to wszędzie.

Teoretycznie nikogo to nie powinno dziwić. O tym, że taka hossa nie może trwać wiecznie, mówiło się już od roku. A w Polsce rosło jeszcze bardziej niż na świecie. Wszyscy wiedzieli, że ceny akcji polecą na łeb, ale nikt nie wiedział kiedy. To „kronika zapowiedzianej śmierci” – bo w międzyczasie polskie akcje podwoiły swą wartość. Mój wewnętrzny dzwonek alarmowy włączył wczoraj pewien szczegół – analityk, który wypowiedział się w radio TOK FM (proszę analityka i czytelników o wybaczenie, nie zdążyłem zanotować nazwiska). Analitycy to takie miłe osoby, które nigdy nie powiedzą jasno. Zawsze na dwoje babka wróżyła – tak kręcą, dywagują i przewidują, że zawsze w końcu wyjdzie, że będzie rosło albo i nie. Tym razem analityk w radiu TOK powiedział jasno – to początek tzw. głębokiej korekty. Według niego – wielkie instytucje finansowe doszły do wniosku, że zarobiły już dosyć. Najwyższy czas sprzedać posiadane od lat akcje (fachowo nazywa się to realizacją zysków). Oznacza to co najmniej kilka tygodni mocnych spadków. Do momentu aż te same instytucje dojdą do wniosku, że akcje są już na tyle tanie, że warto je skupować. Wszak polska gospodarka wciąż ma się nieźle, a i na świecie na razie recesji na razie nie ma.

Czy ekspert z radia TOK ma rację? Kilka najbliższych dni powinno sprawę wyjaśnić.