Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

25.07.2007
środa

Jak zostać milionerem

25 lipca 2007, środa,

Ciekawe wnioski z najnowszego raportu o najbogatszych mieszkańcach Ziemi

Firma doradcza Cap Gemini oraz bank Merrill Lynch opublikowały niedawno po raz 11. doroczny raport o milionerach: World Wealth Report. Wynika z niego, że bogatych na świecie szybko przybywa. Liczba osób, które zgromadziły majątek powyżej 1 mln dolarów wzrosła do 9,5 mln osób. Najwięcej nowych milionerów przybyło w Rosji, Singapurze, Indiach i Indonezji. Zgromadzili oni łącznie majątki o wartości 37,2 biliona dolarów, przy czym w ciągu ostatniego roku wartość tych fortun zwiększyła się o 11,4 proc. Najszybciej bogacili się krezusi z Ameryki Łacińskiej, rejonu Azji i Pacyfiku oraz Afryki (!). Rośnie też liczba tzw. ultra-bogaczy czyli osób, które mają na koncie więcej niż 30 mln dolarów. Tych jest na świecie 95 tysięcy.

Po co o tym wszystkim piszę? Bynajmniej nie chcę wywoływać uczucia zazdrości. W raporcie nie podano niestety pewnej recepty, jak szybko dojść do takich fortun. Natomiast jest ciekawe zestawienie tego, w co inwestuje statystyczny globalny bogacz:
• 31 proc. swego majątku ma ulokowane w akcjach
• 21 proc. w obligacjach
• 14 proc. w gotówce i lokatach
• 24 proc. w nieruchomościach
• 10 proc. w inwestycjach alternatywnych

To bardzo interesujące – statystyczny milioner rozkłada swój majątek w myśl żelaznych zasad od lat i do znudzenia powtarzanych przez doradców inwestycyjnych. Są więc inwestycje bezpieczne (obligacje, gotówki, lokaty), są inwestycje spoza rynku kapitałowego (1/4 w nieruchomościach), są inwestycje ryzykowne, ale dochodowe (akcje). 10 proc. – dokładnie tak jak to można przeczytać w poradnikach „giełda dla opornych” – globalny milioner wkłada w inwestycje bardzo ryzykowne, ale o potencjalnie olbrzymich zyskach (np. w spółki pracujące nad wynalezieniem paliw alternatywnych). Nie wkładając wszystkich jaj do jednego koszyka – krezusi dobierają różne sposoby pomnażania pieniędzy i w ten sposób rozkładają ryzyko.

Może to jednak jest jakaś recepta. Prosta – prawda ? 😉

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawa uwaga:) W sumie przydałaby się jakaś większa empiryczna analiza tych wszystkich porad dla początkujących inwestorów.

  2. Voltaire, z pewnością.
    Chociaż ja raczej poczytałbym sobie w jakich „dzieninach” pojawiają ci kolejni milionerzy. Zawsze też fascynowały mnie ich poczynania przyczynowo-skutkowe. Bo choć część po prostu dziedziczy ogromne fortuny lub ich fragmenty a potem inwestuje (w co podał nam Autor), ale jednak część to nadal majątki zbudowane niemal od zera. Do niedawna obowiązywał jeszcze amerykański mit „od pucybuta do milionera”. Teraz sami Amerykanie przyznają, że to praktycznie niewykonalne.
    Skąd więc biorą się owi milionerzy?
    Ciekawe jest też – moim zdaniem – „geograficzne wystepowanie” nowych milionerów. Rosja, Indie, Afryka, Azja.
    Ostatnio przeczytałem – gdzie nie wspomne – że informatyka w osobie Billa Gatesa, nie jest już najbardziej dochodowa na świecie. Teraz okazuje się nią telekomunikacja w osobie Meksykanina Carlosa Slima.
    Co ciekawe stało się to nie dzięki nowym inwestycją czy wdrożeniu nowych produktów. Slim stał się najbogatszym człowiekiem świata dzięki gwałtownemu wzrostowi wartości akcji giełgowych, których jest właścicielem, czyli statystycznie dzięki zyskomjakie przyniosło mu statystyczne:
    „• 31 proc. swego majątku ma ulokowane w akcjach” 🙂

  3. Pytanie: ilu z tych bogaczy wzbogaciło się na tych właśnie inwestycjach? Mam wrażenie, że ten rozkład nie ma nic wspólnego z dorobieniem się fortuny, a tylko jej zabezpieczeniem przed utratą wartości (nie w sensie liczby $ a w sensie siły nabywczej).

  4. DO franki: widziałem kiedyś badania dot. przyrostu liczby nowych milionerów na świecie, postaram się odnaleźć. Z tego co pamiętam, to świeży milionerzy w USA rodzą się dziś w branżach nowej gospodarki głównie (internet, media, show-biznes) ale wciąż to możliwe.

    Choć pan Slim dorobił się podobnie jak kilku naszych rodzimych krezusów – na styku biznesu i polityki.

    I przypominał mi się jeszcze stary dowcip, kiedy pytają amerykańskiego milionera jak doszedł do fortuny.

    „No więc byłem bardzo biedny, mieszkałem pod mostem i głodowałem. Aż ty pewnego dnia z przejeżdżającego na moście wozu spadł ziemniak. Więc ja go upiekłem. Ale nie zjadłem, choć przymierałem głodem. Sprzedałem za 1 dolara. Za tego dolara kupiłem 2 ziemniaki, które upiekłem i sprzedałem, po jakimś czasie dorobiłem się worka ziemniaków. A potem zmarła moja daleka ciotka-milionerka i zostawiła mi fortunę w spadku.”

    Pozdrawiam