Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

15.07.2007
niedziela

Olbrzymi sukces CBA

15 lipca 2007, niedziela,

Skutkiem prowadzenia walki z korupcją w sposób, jaki obserwujemy ostatnio, może być kompletny paraliż jakiejkolwiek decyzyjności w państwie.

Medialne zainteresowanie, a ostatnio również polityczny chaos, wywoływany przez akcje Centralnego Biura Antykorupcyjnego paradoksalnie powoduje, że organizacja ta zaczyna odnosić sukces. Choć jest to „sukces nie wprost”. Operacyjnie wyniki funkcjonowania struktury, która kosztowała nas już 190 mln zł, są jak na razie chyba mizerne (chyba, bo przecież wszystko jest tajne / poufne). Ale efekt pokazowy, który udało się osiągnąć przez zatrzymanie kardiochirurga Mirosława G., czy spreparowanie fałszywych dokumentów – i przepchnięcie ich przez kilka urzędniczych biurek, aż do kierownictwa Ministerstwa Rolnictwa włącznie – jest ogromny.

Myślę, że teraz każdy lekarz, zanim przyjmie kopertę przed operacją, zastanowi się 10 razy. Każdy policjant z drogówki, zanim wyjmie stówę wsuniętą w dowód rejestracyjny rozważy, czy warto dla niej ryzykować niezłą karierę i wcześniejszą emeryturę. Każdy urzędnik zawaha się, gdy przedsiębiorca postanowi zachęcić do podjęcia korzystnej decyzji. Kanar w tramwaju nie weźmie, a pasażer-gapowicz rzadziej da. Medialnego rezonansu, jakim cieszą się działania CBA, twórcy społecznych akcji przeciw korupcji – np. „Tylko ryba nie bierze” Fundacji Batorego – mogą tylko pozazdrościć. Z korupcją i korumpowaniem zaczyna się w Polsce wiązać strach. W tym kontekście rządy PiS zrobiły dla przeciwdziałania korupcji więcej, niż wszystkie poprzednie.

Ten „sukces nie wprost” może mieć jednak swoją cenę. Duszna atmosfera powszechnej podejrzliwości, który zapanował w IV RP, zniszczy społeczne zaufanie. Każdy może być prowokatorem, wszędzie może być podsłuch. Najszybciej i najbardziej odczują to urzędnicy – dziś podejrzani z zasady. Zgodził się na zbudowanie autostrady? Masztu telefonii komórkowej? Domu? Wiadomo – wziął. Wydał decyzję na rzecz przedsiębiorcy x? Wiadomo – wziął. Wydał decyzję przeciw przedsiębiorcy x? Widomo – wziął od konkurencji. W takim klimacie każdy urzędnik zrobi wszystko, aby zdjąć z siebie ciężar podjęcia decyzji. Sprawę przedłuży, odda, przekaże. A tak się składa że państwo – aby działać sprawnie – musi podejmować decyzje. Skutki tego urzędniczego paraliżu odczujemy dopiero za kilka lat. Za rządów Lecha Kaczyńskiego w stolicy większość inwestycji infrastrukturalnych stanęła. Przypominam sobie o tym codziennie, gdy tracę czas w korku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. W swojej pracy (zależy jej wynik od decyzji urzędników wyższego szczebla) zaczynamy odczuwać skutki podejrzliwości. „Sprawę przedłuży, odda, przekaże” stało się już regułą. Czym to się skończy
    Jak zwykle, niczym. Nikt nie poniesie za to odpowiedzialności. Jeżeli nic się nie robi, to nikt nie może mieć o nic pretensji. A gospodarka?
    A co to jest?

    Pozdrowienia

  2. Nie zgadzam się z gospodarzem.
    CBA nie ma czasu na maluczkich. I pewnie długo nie będzie miało, bo władza ma dla niej jak na razie wystarczaj ąco zajęcia.
    Może i jakaś szycha się wystraszy, komuś zadrży ręka.
    Ale w małych miejscowościach gdzie swój zna swego, kto kombinował dalej będzie brał, kto był uczciwy i bez CBA taki zostanie.
    Natomiast zgadzam się co do paraliżu urzędniczego. Mam wprzykład z własnego podwórka. MNój sasiad prowadzi firmę drogową. Obecnie mieli kończyc obwodnicą. Należy zwrócić uwagę na słowo MIELI, bo od zeszłego roku nie ma odważnego żeby rozpisac przetagr. W ten sposóm mamy wspaniałe zjazdy na obwodnice, tylko obwodnicy jakoś nie widać.

  3. Panie Piotrze
    Pisze Pan:”Myślę, że teraz każdy lekarz, zanim przyjmie kopertę przed operacją, zastanowi się 10 razy…” Jak rozumiem owo niebranie źródła ma w strachu. Nie wiem, odnosząc się tylko do przykladu lekarza, czy to polega na lęku przed konsekwencjami. Nie chcę być złośliwy ale to dość karykaturalny opis ludzi. Za oknem widzę chodniki pełne przechodniów. Patrząc z tej perspektywy mężczyźni nie gwałcą na nich roznegliżowanych dziewcząt tylko dlatego, że się boją. Dziewczęta z koleji nie oddają się pod mym oknem nieznanym mężczyznom za garść bilonu (zawsze by się chcialo kupić coś atrakcyjnego) też z powodu lęku o reputację. To taka pis-owska wizja społeczeństwa zlepionego tylko lękiem – zdaniem pis-u, gdyby nie knut wiszący nad ludźmi to ulica pod moim oknem spływałaby krwią. Zapewniam Pana, że są lekarze, którzy nie biorą bo się po prostu nie muszą. Biorą za to sowite honoraria za swe usługi przyjmując w prywatnych gabinetach, szpitalach i klinikach. Komfort psychiczny i wolność od łapówek osiągnęli zrywając zawodowe związki z państwem. To proste – gdy się nie ma związków z państwem i zarabia na siebie bez jego pomocy ani dawać, ani brać nie trzeba.”Moralne państwo”- to śmieszne w swojej naiwności hasło.
    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Piotrze!

    Wojtek z Przytoka ma w pełni rację. Nie dotykałem tego tematu („brania” przez lekarzy) bo na innych blogach już dużo na ten temat (przy okazji aresztowania dr G.) pisaliśmy. Poruszył on temat, do którego chciałbym coś dołożyć. Kiedy ktoś bierze?
    1. Gdy jest czegoś deficyt i chcemy ominąć kolejkę
    2. Gdy nasza przyszłość zależy od czyjejś woli (np. urzędnika przydzielającego koncesję)
    3. Gdy przepisy są tak skonstruowane, że ich interpretacja nie jest jednoznaczna (pole do szantażu) i załatwia sie pozytywne ich odczytanie

    Pomijając wychowanie i nauczenie, że należy zachowywać się przyzwoicie, wystarczy usunąć w/w przyczyny, a na pewno żaden lekarz, urzędnik, polityk nie będzie „brał”, bo mu nikt nie da.
    Proste? A jak trudne w realizacji.

    Pozdrowienia

  6. JKJK
    Jeśli w sensie ekonomicznym państwo administruje deficytem starając się dogodzić 30% grupie populacji żyjącej z tego deficytu to nie może być inaczej-łapówy są jedynym racjonalnym sposobem regulowania takim burdelem. Smutne jest to,że beznadziejne efekty tego administrowania kierują aktywność biurokracji na administrowanie np. moralnością, religijnością i inną „ością”(w gardle).Tutaj można przynajmniej truć i udawać, że coś wychodzi. Beznadziejne to jest! No ale cóż, za głupotę się nie karze w krainie króla Ubu – wygodniej ganiać za króliczkami – koperciarzami.
    Pozdrawiam

  7. Przypomniał mi sie stary kryminał z czasow Ludowej Ojczyzny – opisana jest scena, gdy oficer milicji wygrywa w pokerka dobry, zagraniczny samochód. Sposobow na dawanie i branie sa miliony (nawet legalna umowa z dalekim krewnym), natomiast nawet PiS nie wymyslil nic nowego, aby nie brać – strach minie po tygodniu i pojawią sie nowe formy

  8. Czyli jak zwykle rozwiązań idealnych nie ma. Teraz nastąpiło przegięcie w jedną ze stron pewnie za 2 lata wahadło odchyli sie w drugą. Tylko nie podoba mi sie ukryta w podtekście sugestia że korupcja jest smarem gospodarki. To myślenie rodem z caratu gdzie urzędnik po otrzymaniu łapówki wydawał resztę.

  9. Paraliż decyzyjny przećwiczył Lech Kaczyński na Warszawie. Dlatego został wybrany,aby kontynuował dzieło na skalę ogólnopolską.