Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka Pieniądze to nie wszystko - Blog ekonomiczny Piotra Stasiaka

12.07.2007
czwartek

Grunt dla korupcji

12 lipca 2007, czwartek,

Działka rolna przekształcona w budowlaną zyskuje na wartości co najmniej kilka razy. A urzędnik ziemię odrolnić może, ale nie musi. Państwo samo stworzyło i toleruje ten korupcjogenny mechanizm.

Nieszczęsna wymyślona przez CBA działka na Mazurach (39,5 hektara nad Jeziorem Juksty) przez  którą zachwiała się IV RP, jako kawał łąki mogła być warta 0,5-1 mln zł. Gdyby ją odrolnić, przekształcić w budowlaną, a potem – jak chcieli funkcjonariusze CBA – wybudować miasteczko na 4 tys. osób i hotel, jej wartość skoczyłaby do co najmniej kilkunastu mln. Tu rozumowanie CBA było słuszne – przy takim przebiciu ktoś może chcieć dać komuś w łapę, aby wszystko poszło szybko i sprawnie.

Już samo prześledzenie procedury odrolnienia ziemi uświadamia ilość punktów, w których może narodzić się korupcja. Przekształcenie danej działki musi zaakceptować rada gminy, poprzez zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Taką zmianę trzeba dobrze uzasadnić, a gmina do prośby przychyli się, albo i nie. W przypadku najsłabszych terenów potrzeba do jeszcze zgody samego wójta (odpowiednio burmistrza lub prezydenta miasta). Ci się zgodzą lub nie.Im lepsza ziemia, tym bardziej łańcuszek się wydłuża. Przy gruntach najwyższych klas o zgodę trzeba też poprosić Ministra Rolnictwa. Przy gruntach słabszych decyzję wyda marszałek województwa. Jeśli część działki porasta las, zgodę musi dodatkowo wydać Minister Ochrony Środowiska.

W Ministerstwie Rolnictwa papier przechodzi przez kilka biurek. Wnioski do ministrów musi zaopiniować wójt i marszałek województwa (wydadzą opinię pozytywną, albo negatywną). W całym procesie biorą też udział izby rolnicze (one też mogą być na tak lub na nie).  Potem gmina może jeszcze (lecz nie musi) nałożyć na właściciela gruntu opłatę adiacencką (jeśli np. dzięki wybudowaniu wodociągu wartość nieruchomości wzrosła) oraz rentę planistyczną (od wzrostu wartości osiągniętego dzięki przekwalifikowaniu gruntu). Gdy odrolnienie się uda, trzeba jeszcze złożyć wniosek o wyłączenie działki z produkcji rolnej. Najgorzej mają znów posiadacze ziemi urodzajnej – muszą uzyskać zgodę starostwa.

W całym tym procesie wszyscy decydujący po drodze mogą, lecz nie muszą się zgodzić. Od lat to wiadomo – korupcja wyrasta tam, jest pole do urzędniczej uznaniowości, a biurokratyczna procedura trwa latami

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Skoro państwo samo stworzyło i toleruje ten korupcjogenny mechanizm, to
    może lepiej wrócić do ustroju wspólnoty rodowej. Wtedy żadne zgody nie będą nikomu potrzebne i nie będzie trzeba zatrudniać armii przekupnych urzędników, a tym samym straci rację bytu to uprzykrzone CBA.

    A tak swoją szosą, co Autor właściwie miał na myśli?

  2. Nie widze dobrego uzasadnienia dla urzedniczej omnipotencji jesli chodzi o losy ziemskiej wlasnosci prywatnej. To bylo dobre w ustroju socjalistycznym gdzie wszystko i nic nalezalo do wszystkich. W ustroju wolnorynkowym nikt nie powinien sie wtracac do tego co wlasciciel zdecyduje sie zrobic ze swoja posiadloscia. Zdowa zadza zysku powinna mu dyktowac optymalne rozwiazania. Urzednik moze byc najwyzej potrzebny do rejestrowania tych czy innych decyzji wlasciciela. Niestety w Polsce pokutuja w umyslach i procedurach administracyjnych te idiotyczne pzostalosci swiadomosci komunistycznej. Ze zas jednoczesnie dopuszczono do dzialania burzuazyjne instynkty bogacenia sie wiec nie ma nic dziwnego, ze rozkwita u nas wschodnia kultura bakszyszu.

  3. Bobola korzystając z twojej opinii : „nikt nie powinien sie wtrącać do tego co właściciel zdecyduje sie zrobić ze swoja posiadłością” zbuduję koło twojego domu przemysłową spalarnię odpadów toksycznych.
    W końcu nikt ma się nie wtrącać do tego co właściciel zrobi ze swoją własnością. Więc na mojej działce będziemy spalać odpady zwierzęce, czego nie spalimy to zakopiemy przy granicy działki. Albo nie nie będziemy zakopywać taniej będzie składować odpad zwierzęcy w hałdach.
    Bo możemy ze swoją działką robić chcemy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. gregory;

    Masz absolutna slusznosc. Mozesz wybudowac co ci sie zywnie podoba pod warunkiem, ze efekty tej dzialalnosci nie narusza wartosci dzialek otaczajacych Twoja posiadlosc. Jezeli nie uda Ci sie ograniczyc emisji zanieczyszczen sasiedzi zloza skarge do sadu o odszkodowanie. W praktyce krajow o gospodarce wolnorynkowej na rozpoczecie dzialalnosci gospodarczej na terenie mieszkalnym potrzebna jest zgoda sasiadow tudziez lokalnego samorzadu. No i oczywiscie nikt posiadajacy przyjemna dzialke mieszkalna nie zuzyje jej na otwarcie spalarni odpadkow bo straci na wartosci posesji, narazi sie na kosztowne pozwy sadowe itd a gruntow, na ktorych mozna bez tych klopotow rozpoczac dzialanosc gospodarcza nie brak. Ale jak mowie wyzej w polskich umyslach tkwi wielkie przekonanie, ze urzednik jest madrzejszy od wlasciciela posesji a od urzednika jeszcze madrzejszy jest wojewoda itd itd. Prawda najczesciej jest odwrotna. Trzeba byc nieglupim aby zdobyc tyle kapitalu aby moc kupic i utrzymac majatek ziemski. Ten kto go ma rzadko postepuje tak aby obnizyc jego wartosc nieprzemyslanymi decyzjami inwestycyjnymi. Niekiedy zdarzyc sie moze , ze inwestycje dokonane prywatnie (patrz przyklad bylego senatora Stoklosy) sa uciazliwe dla otoczenia ale ta uciazliwosc jest akceptowana przez okolicznych mieszkancow bo jest ich zrodlem zatrudnienia. Podobnie bylo za PRLu (na przyklad Tarnobrzeskie zaglebie siarkowe) .

  6. Współczuję nieszczęśnikom, którzy będą potrzebowali „odrolnić” swoje ugory. Po tej aferze, urzędnicy na sam widok wniosku będą mdleć ze strachu. Mój Boże, pieczątki lupą będą sprawdzali, do podpisów pewnie grafologa zatrudnią. A najpewniej zacznie się pig-pong przy pomocy kpa, byleby tylko nie podejmować decyzji.Więc perzem bedą zarastać ugory. I to jedyny realny efekt tej idiotycznej afery.

  7. No cóż Wojtku, masz jak zwykle rację.
    Bobola, sam sobie przeczysz. Właśnie po to są interwencje urzędnicze, żeby takich problemów nie było.
    A tak na marginesie. Co Ci z tego że wygrasz w sadzie (oby) jak np. w tym czasie dzieci zachorują Ci na raka łuszczyce albo inne świństwo.
    Właśnie po to jest planowanie przestrzenne i decyzje o zgodzie na zagospodarowanie terenu. Bo inaczej to już by pół puszczy polskich wyafaltowano a potem można by się procesować czy słusznie.
    Poza tym zapytaj rolników, co sądzą o tym, żeby im ktoś posadził na melioracjach 30 ha lasu, to się dowiesz po co są potrzebni wydający takie zgody urzędnicy 🙂

  8. franki;
    Wiwat mentalnosc socjalistyczna! To jest dokladnie to co Rafal Ziemkiewicz nazwal „polactwem”. Dobry Pan zadecyduje i da co potrzeba. A jak nie da to jego wina. Nie bede Wam tlumaczyl na czym polega wyzszosc wolnego rynku nad panstwowo kontrolowanym. Mozna o tym sobie poczytac albo empirycznie sprawdzic wyjezdzajac np. do USA. Zauwazcie tylko, ze administracja panstwowa byla wszechmocna w PRLu gdzie nominalnie zasada byla troska o czlowieka. I nie tylko „polactwo” bylo przeciw z zasady ale tez wiekszocs decyzji bylo powzietych przez „madrego pana” w taki sposob, ze cierpialo i srodowisko i mieszkancy a z calego „potencjalu ekonomicznego” g—- wyszlo jesli chodzi o stope zyciowa komunistycznego raju. Moze pora sie czegos nauczyc na bledach!

  9. Franki, dobry zwrot „interwencje urzędnicze”. Przyznaję, że interwencje są potrzebne w interesie ogółu, czy poszczególnych ludzi. Ale zwróć uwagę, że mamy doczynienia z jakims monstrum państwowym uzurpującym sobie do wszystkiego prawo. Przecież ta machina jest jak walec drogowy a walec walcuje a nie dokonuje interwencji. Doszło do tego, że bez uznaniowej(!) decyzji biurokraty nie możesz na swoim gruncie nawet stawu dla kaczek wykopać. A oni za te decyzje albo biorą pieniądze albo, jeśli się boją, to ich po prostu nie wydają. Po lutowych wiatrach nad linią przesyłową prądu do mojej wsi zawisła naderwana olbrzymia akacja. Stała na prywatnym gruncie. Właściciel pisał podania o zgodę na wycięcie drzewa i dupa zimna. Pisał, pisał… Czekał, czekał… No ale wiesz, urzędnik myśli:”Zgodę wydam i co, będę się tłumaczył ile wziąłem w łapę. Lepsza już zwłoka urzędnicza, to przewinienie urzędnicze a nie karne”.W lipcu rzyszla burza, akacja runęła i trzy dni prądu nie bylo. I przez takie drobiazgi życie się w koszmar zamienia. Dlatego śmiech mnie obezwładnia, gdy słyszę a wizjach stadionów i autostrad. Między bajki te plany można włoży.To państwo nie nadaje do budowania czegokolwiek. To państwo potrafi tylko rujnować.
    Pozdrawiam

  10. Bobola przesadzasz jak zwykle. Franki ma rację pisząc, że interwencja państwa jest w pewnych przypadkach potrzebna. Podaje dobry przykład lasów. Zgadzam się z Franki, że gdyby nie państwowa ochrona to dawno by je wyrżnięto i zabetonowano. Tylko owa interwencja musi być ograniczona i zarazem konsekwentna. A Polska biurokracja ma nieograniczone apetyty i zarazem jest nieskuteczna. Ze dwadzieścia lat słyszę trucie o prawach niepełnosprawnych obywateli a pochylni dla wózków inwalidzkich szkłem powiększającym wypatrzeć nie można. Kongres USA przyjął na wniosek kombatantów z Wietnamu ustawę o niepełnosprawnych amerykanach i dał trzy lata na udostępnienie obiektów wózkowiczom. I są windy i pochylnie!!! To jest skuteczne państwo a nie ta masa bezwładna(roztrzesiona galareta) jaką jest IV RP.

  11. Wojtku
    Oczywiście. Stopień ingerencji i bzdurność niektórych przepisów włosy na głowie jeżą. Ostanio wpadła mi w ręce informacja – gdzie nie wspomnę, że osoba wywłaszczana z gruntów pod budowę autostrady dowie się o tym z gazety albo ogłoszenia na tablicy gminie. Szok.
    Nie jestem wcale za tym, żeby o prawie do mojego ślubu decydował urzędnik. A znam osobiscie przykład, gdzie znajomemu ksiądz powiedział, że powinni jeszcze poczekać i lepiej się poznać i że ślubu nie udzieli. Śmiać się czy płakać nie wiadomo.
    Ale wydaje mi się w pewnych kwestiach lepiej zdać się na urzędnika.
    A co do podanego przez Ciebie Wojtku przykładu. Teraz głośno o pracach (górnolotnie powiedziane) przed 1012 rokiem. Prac nie ma, bo urzędnicy boją się nawet rozpisywać przetargi.
    Bobola ma tu racje, że pokutuje stereotyp wszechmogącego biurokraty. Jeśli coś juz się dzieje to wiadomo, ktoś miał dojścia i załatwił co trzeba.
    Ja nie mówię, że system jest idealny, ale przeraża mnie wizja pełnej swobody, gdzie każdy w imię jakiegokolwiek systemu bedzie robił co chciał.