Grunt dla korupcji

Działka rolna przekształcona w budowlaną zyskuje na wartości co najmniej kilka razy. A urzędnik ziemię odrolnić może, ale nie musi. Państwo samo stworzyło i toleruje ten korupcjogenny mechanizm.

Nieszczęsna wymyślona przez CBA działka na Mazurach (39,5 hektara nad Jeziorem Juksty) przez  którą zachwiała się IV RP, jako kawał łąki mogła być warta 0,5-1 mln zł. Gdyby ją odrolnić, przekształcić w budowlaną, a potem – jak chcieli funkcjonariusze CBA – wybudować miasteczko na 4 tys. osób i hotel, jej wartość skoczyłaby do co najmniej kilkunastu mln. Tu rozumowanie CBA było słuszne – przy takim przebiciu ktoś może chcieć dać komuś w łapę, aby wszystko poszło szybko i sprawnie.

Już samo prześledzenie procedury odrolnienia ziemi uświadamia ilość punktów, w których może narodzić się korupcja. Przekształcenie danej działki musi zaakceptować rada gminy, poprzez zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Taką zmianę trzeba dobrze uzasadnić, a gmina do prośby przychyli się, albo i nie. W przypadku najsłabszych terenów potrzeba do jeszcze zgody samego wójta (odpowiednio burmistrza lub prezydenta miasta). Ci się zgodzą lub nie.Im lepsza ziemia, tym bardziej łańcuszek się wydłuża. Przy gruntach najwyższych klas o zgodę trzeba też poprosić Ministra Rolnictwa. Przy gruntach słabszych decyzję wyda marszałek województwa. Jeśli część działki porasta las, zgodę musi dodatkowo wydać Minister Ochrony Środowiska.

W Ministerstwie Rolnictwa papier przechodzi przez kilka biurek. Wnioski do ministrów musi zaopiniować wójt i marszałek województwa (wydadzą opinię pozytywną, albo negatywną). W całym procesie biorą też udział izby rolnicze (one też mogą być na tak lub na nie).  Potem gmina może jeszcze (lecz nie musi) nałożyć na właściciela gruntu opłatę adiacencką (jeśli np. dzięki wybudowaniu wodociągu wartość nieruchomości wzrosła) oraz rentę planistyczną (od wzrostu wartości osiągniętego dzięki przekwalifikowaniu gruntu). Gdy odrolnienie się uda, trzeba jeszcze złożyć wniosek o wyłączenie działki z produkcji rolnej. Najgorzej mają znów posiadacze ziemi urodzajnej – muszą uzyskać zgodę starostwa.

W całym tym procesie wszyscy decydujący po drodze mogą, lecz nie muszą się zgodzić. Od lat to wiadomo – korupcja wyrasta tam, jest pole do urzędniczej uznaniowości, a biurokratyczna procedura trwa latami