Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

26.12.2011
poniedziałek

Intelektualista – zawód coraz słabiej opłacany

26 grudnia 2011, poniedziałek,

Doktor Zygmunt Freud brał za jedną wizytę równowartość dzisiejszych 2,5 tys. zł, zaś poczytny miesięcznik płacił za tekst równowartość miliona dolarów. Popłaczmy nad intelektualistami, którzy niedługo będą zarabiać mniej niż hydraulicy.

Dziś będzie nostalgicznie, ale tak jakoś mnie wzięło po świątecznych lekturach. Ciekawy esej o przyszłości prasy – optymistyczny, co nie bez znaczenia – popełnił periodyk „Columbia Journalism Review” (CJR)

Jego autor zaczyna od przypomnienia sylwetki Idy M. Tarbell, pionierki amerykańskiego dziennikarstwa śledczego, która na początku XX wieku przez wiele lat opisywała działalność imperium finansowego Johna D. Rockefellera oraz jego firmy naftowej Standard Oil Company. Dziennikarskie teksty Tarbell stały się przyczynkiem do ogólnonarodowej debaty o roli prywatnych monopoli w USA oraz zaczynem narodzin amerykańskiego prawa anty-trustowego. Autor eseju w „CJR” opisuje jednak, że zanim pani Tarbell „wzięła na warsztat” fortunę Rockefellera, przez kilka miesięcy robiła wstępny research, a potem przez kilka kolejnych towarzyszyła swemu wydawcy (i właścicielowi pisma „McClure’s Magazine” w którym pracowała) w podróży po szwajcarskich kurortach, włoskich ośrodkach Spa, greckich wyspach na Morzu Śródziemnym. Musieli po prostu sprawę gruntownie przedyskutować, zanim doszli do wniosku, że temat wart jest dziennikarskiej uwagi.

Oczywiście mogli sobie na to pozwolić, również finansowo. Miesięcznik o profilu ogólno-społecznym „McClure’s Magazine” sprzedawał się w rekordowym jak na owe czasy nakładzie 400 tys. egzemplarzy (dziś to marzenie wielu gazet, choć na przykład ziszcza się niemieckiemu tygodnikowi „Der Spiegel”). Zaś sama gazeta płaciła za teksty swym dziennikarzom równowartość dzisiejszego… miliona dolarów.


Tzw. newsroom w brytyjskiej gazecie „The Daily Telegraph”, w czasach, gdy jeszcze sporej części dziennikarzy z niej nie zwolnili… fot. Flickr CC by antony_mayfield.

Z kolei w tekście o Zygmuncie Freudzie, który opublikowała świąteczna „POLITYKA” można przeczytać, że twórca psychoanalizy za jedną konsultację brał, bagatela, równowartość dzisiejszych 2500 zł.

Nie da się ukryć, że coraz gorzej opłacanym, coraz więcej pracującym i bardziej obciążonym dziennikarzom, autorom, tłumaczom, literatom, dramaturgom, ale też lekarzom, naukowcom, biologom, prawnikom czy wykładowcom akademickim, takie przykłady tylko otwierają nóż w kieszeni. Człowiek, który dziś pracuje w branży – nazwijmy ją umownie intelektualną – musi włożyć znacznie więcej wysiłku, oddania i czasu, aby osiągnąć finansowo podobną pozycję, co jego koledzy po fachu przed stu laty.

Ten sam autor z „CJR” przywołuje zresztą również wyniki badań, z których wynika, że pod koniec lat 90. trzystuosobowy zespół gazety „Wall Street Journal” płodził rocznie 22 tys. tekstów, podczas gdy dekadę później, zespół zmniejszony o 25 proc. wytworzył już 40 tys. materiałów.

To najlepiej świadczy o wzroście efektywności (czasem za wszelką cenę), jaki następuje w zawodach dziennikarskich. A mówimy tu o gazecie „Wall Street Journal”, stosunkowo zamożnej, której internetowa strona od dawna pobiera od użytkowników opłaty (a są nimi głównie pracownicy branży finansowej, którzy puszczają ją sobie w koszty albo dostają dostęp „służbowo”). Uwierzcie mi Państwo, że w gazetach mniej zamożnych ta presja na efektywność jest jeszcze większa. Nie wpływa to oczywiście na możliwość przemyślenia tematu, dogłębnej analizy informacji i przystępnego ich podania, a za to przecież ostatecznie płaci – i tego oczekuje – odbiorca mediów.

Nie potrafię niestety odpowiedzialnie powiedzieć, z czego wynika owa pauperyzacja zawodów inteligenckich. Z punktu widzenia czysto ekonomicznego może to na przykład oznaczać, że mamy do czynienia ze znaczną nadpodażą pracowników „umysłowych” na rynku…  Może Państwo – w swych niezawodnych komentarzach – mi dopomożecie?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 36

Dodaj komentarz »
  1. Łah. Notka niechlujna językowo (periodyk popełnił esej? Państwo dopomożecie?), niezbyt zachęca do rozmowy o nadpodaży pracowników „umysłowych” na rynku. Może jedynie wskazuje, że miejsca już pozajmowane objęły niewłaściwe osoby.

  2. To proste – właścicielami mediów są dziś najczęściej korporacje – twory niczym nie różniące się od wspomnianej Standard Oil Company.

    Korporacja to – cytując Joela Bakana – nic innego, jak patologiczna pogoń za zyskiem i władzą. Zysk generuje sprzedaż. Sprzedaż można podciągnąć bardziej przewidywalnymi sposobami, niż dobre teksty – np. dodając do pisma gadżety (filmy, torebki, Bóg wie co jeszcze ;d).

    A w dążeniu do wpływów i władzy, lepiej nikomu się nie narażać. Korporacje medialne nie mają interesu w tym, by utrzymywać niezależnych, myślących dziennikarzy. Korporacje potrzebują wyrobników i wiernych (im, a nie ideałom) ludzi, których można dowolnie, do swoich celów, formować…

  3. Jest tzw. dziennikarzy takie multum, ze sensownych nie można dostrzec wśród tego tłumu. A takich, którzy zamiast rządu pilnują opozycji szkoda czytać i gazet w których piszą nie warto kupować. Szmacicie się panie i panowie więc nawet 50% kosztów uzyskania przychodów nie wystarczy dla podbudowania samopoczucia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Po przeczytaniu wstepu do artykulu, nie ma sie ochoty czytac juz dalej. Czy pan szanowny ma cos przeciwko temu, ze hydraulik zarabia ? Dla pana to widac powinien byc zawsze, lekko zapijaczony i niechlujnie ubrany gamon ze spirala do przepychania panskiego klozetu. A wyglada pan na mlodego, wiec cos mi tu nie gra. Czyzby tesknota za PRL. Bo w czasach Freuda, to chyba by sie pan nie wyrobil na ten – milion za tekst – Bez specjalnego powazania. JB.

  6. To oczywiste:
    – większy popyt – więcej ludzi ma dostęp do usług
    – jeszcze większa podaż – większy dostęp do zawodów, więcej ludzi ma dostęp do edukacji
    – rozwój klasy średniej

  7. podejrzewam, ze wiekszosc czytelnikow Polityki sa to ludzie ktorzy czytali to pismo jeszcze w czasach PRLu. Czytaaj, gdyz wsrod roznych „swiatlych” prawicowych gazet Polityka jest jest jedna z nielicznych, ktora jeszcze zauwaza ze oprocz prawicy i jej belkotu istnieje lewica w Polsce.

  8. no bo tandeta była i nadal jest w cenie- o czym świadczą zarobki polskich celebrytów, politykierów, tudzież G. Lato.

  9. zabija was edukacja i dostep do nowoczesnyh technologii. dzisiaj, z lepszymi efektami, sam jestem w stanie wyszukac i zweryfikowac wiekszosc informacji. wiedza to domena latwo dostepnych srodowisk naukowych, dziennikarzom bez specjalizacji (czy tez samym wydawcom) zostaja pomyje rozrywkowo/polityczne i z tego sie musza utrzymac. to nie kryzys intelektu, a dowod na to, ze jak cos jest do wszystkiego, to ma zerowa wartosc i musi pojsc w ilosc i fajerwerki.

  10. W czasach Freuda Freud był jeden. W XXI wieku freud’ów są tysiące w samej Polsce, a autorytety nie trwają dłużej niż sezon.

  11. skuszony tytulem chcialem cos o intelektualistach przeczytac a tu o panach dziennikarzach glownie. pan autor mial na mysli „pracownikow umyslowych”, jak sadze.

  12. Witam,

    czy ktoś byłby w stanie mi wytłumaczyć w jaki sposób można płacić gażę miliona dolarów przy nakładzie czasopisma 400 000?
    Z poważaniem
    lg

  13. Nie za bardzo mogę zgodzić się z tezami Gospodarza. Zacznijmy od „sław”.

    Freudowi miano płacić odpowiednik $800 za wizytę? A dziennikarce zapłacić $1M za „teksty”? Hm, biorąc pod uwagę sławę pana Freuda (nie mylić z sensem jego koncepcji) oraz skutki publikacji pani Tarbell nie powinniśmy porównywać tych gwiazd sprzed 100 lat z byle kim współcześnie, prawda? Nie wiem kto mógłby być współczesnym odpowiednikiem Freuda ale wiem, że bardzo poszukiwani psychiatrzy biorą około $700 za wizytę. Czyli światowej sławy Freud_2011 z pewnością zarabiałby jeszcze lepiej niż hochsztapler Szlomo_1900, szczególnie „konsultując” członków rodzin królewskich.

    A co do zarabiania milionów za „teksty”. No coż, tekstów tych było 19 części, z których powstała dwutomowa książka. Bob Woodward i Carl Bernstein na swojej książce zarobili grube miliony. A za artykuły publikowane na bieżąco przecież im też płacono. Plus zarobki na filmie. Plus renoma za którą kasowali z pewnością odsetki przy następnych publikacjach. Wprawdzie historia sprzed 40 lat, ale dochody z pewnością wyższe niż pani Tarbell 60 lat przed nimi. Kiedy więc porównamy podobnej skali osiągniecia to teza Gospodarza bierze w łeb.

    Następnie Gospodarz schodzi z wyżyn i jako oczywistość ogłasza:
    „Nie da się ukryć, że coraz gorzej opłacanym, coraz więcej pracującym i bardziej obciążonym dziennikarzom, autorom, tłumaczom, literatom, dramaturgom, ale też lekarzom, naukowcom, biologom, prawnikom czy wykładowcom akademickim, takie przykłady tylko otwierają nóż w kieszeni. Człowiek, który dziś pracuje w branży – nazwijmy ją umownie intelektualną – musi włożyć znacznie więcej wysiłku, oddania i czasu, aby osiągnąć finansowo podobną pozycję, co jego koledzy po fachu przed stu laty.”

    Mam wątpliwości co do poprawności tej tezy, szczególnie jeżeli znormalizujemy nasze porównania ze wzgledu na poziom wykształcenia oraz ilość ukazujących się tytułów czasopism i książek, ilość napisanych tekstów przez danego dziennikarza czy artykułów naukowych przez naukowca, rangę wydawnictwa, poziom czytelnictwa, zasięg i siłę oddziaływania danego środka komunikacji, itd, itp.
    Nie mam danych i nie chce mi się ich szukać, ale wydaje mi się, może być dokładnie odwrotnie od tego, co głosi Gospodarz. Prusa i Sienkiewicza porównujmy, no właśnie z kim współcześnie? I zaglądajmy ich odpowiednikom do kieszeni a nie jakiemuś gryziklawiaturkowi. Wyselekcjonujmy 5% najważniejszych naukowców dzisiaj i wtedy i porównujmy ich siłę nabywaczą korespondującymi grupami. A nie jakiegoś dzisiejszego asystenta jakich są kopy z Noblistą sprzed stu lat. Albo odwrotnie. Nie jestem przekonany o oczywistości postępującej pauperyzacji zarabiających głową w stosunku do ich poprzedników z jeszcze jednego powodu. Wynagrodzenie inżynierów w takim np. budownictwie dawniej i dzisiaj to dwa zupełnie różne światy. Jak często w dzisiejszych czasach zapłata dla kierownika budowy czy głównego inżyniera jest obliczna jako procent kosztów budowy zamiast być stałą pensją? Podróżując w czasie zapominamy o takich rzeczach. Znowu, aby zestawiać „dawniej” z „dziś”, normalizujmy oba światy.

  14. Po pierwsze teza o /pauperyzacji zawodów inteligenckich/ jest nieprawdziwa.
    Tutaj
    http://wyborcza.biz/finanse/1,105684,10869128,Dwie_trzecie_pracownikow_zarabia_ponizej_sredniej_.html
    można przeczytać, że

    Po podzieleniu pracowników na tzw. wielkie grupy zawodowe okaże się, że lepiej od przeciętnego Kowalskiego mają tylko przedstawiciele trzech grup:
    – władza publiczna, wyżsi urzędnicy i kierownicy – dostają ponad dwie średnie pensje (dokładnie o 107,3 proc. więcej niż średnia);
    – specjaliści – o 22,1 proc. więcej;
    – technicy i inny średni personel – już tylko o 3,1 proc. więcej.
    Wśród specjalistów najlepiej zarabiają prawnicy (prawie 7150 zł miesięcznie), lekarze (6663 zł) oraz analitycy i programiści (6386 zł).

    Czyli najwięcej zarabiają zawody inteligenckie: urzędnicy, prawnicy, lekarze, analitycy, programiści.

    Po drugie przykład Freuda i dziennikarzy gazet sprzed 100 lat jest niereprezentatywny i mylący. Freud był najbardziej wziętym lekarzem na świecie i należałoby porównać go z obecnie najlepiej zarabiającymi lekarzami w najbogatszych państwach, na pewno zarabiają więcej. Przeciętny lekarz w Polsce w 1911 roku krezusem nie był, a raczej przeciwnie. Podobnie jest z dziennikarzami. Obecne gwiazdy dziennikarstwa nie zarabiają mniej niż 100 lat temu, a raczej więcej. Tyle że siedzą w telewizjach a nie gazetach. Offra Winfrey jeśli się nie mylę jest na liście najbogatszych na świecie z jakimś miliardem dolarów co najmniej. A w Polsce np. Tomasz Lis chyba do najbiedniejszych nie należy (A. Michnik podobno kiedyś nie przyjął akcji Agory, które mu się należały, a więc mógł być bogaty). Przed wojną w Polsce było dużo gazet o niskich nakładach, gdzie zapewne słabo się zarabiało (o czym pisał w GW K.Varga chyba w czwartek).

    Po trzecie skrócanie się tekstów nie ma związku z zarobkami. W telewizorze można mało powiedzieć i dużo zarobić (albo nic – w zależności od stawki).

    Po czwarte zmiana sposobu komunikacji następuje od tysięcy lat. W czasach prehistorycznych spotykający się ludzie mogli sobie opowiadać o całym życiu. Czy to nie był najlepszy czas dla inteligencji? Być może, ale potem wymyślono książki i ludzie przestali uczyć się historii na pamięć. Dalej było coraz gorzej: druk, gazety, telegraf, radio, telewizja, Internet. Przekaz informacji się specjalizuje, jak cała reszta. Zamiast kupować gazetę można teraz wejść na bloga specjalisty w danej dziedzinie.

    Po piąte intelektualista to w ogóle nie jest zawód. Zawodem jest lekarz, dziennikarz itd. Freud dostawał pieniądze jako lekarz, nie intelektualista. Działalnością intelektualną jest: tworzenie dzieł naukowych, prowadzenie badań naukowych, literatury itp.

    Po szóste działalność intelektualistów nie zawsze bywa pożyteczna. Prasowa nagonka na przedsiębiorców na początku XX wieku była motorem polityki, która doprowadziła do wielkiego kryzysu. Podobne tendencje widzimy dzisiaj. Tysiące publicystów tęsknią za katastrofą gospodarczą, aby mogli wyżyć się w narzekaniach na płaskich, chciwych biznesmanów. Większość intelektualistów zawsze była przeciwna kapitalizmowi. Humaniści, bo wolny handel jest niehumanistyczny, umysły ścisłe, bo wierzą w dobrze zaplanowaną gospodarkę w postaci jednej wielkiej fabryki, gdzie wszyscy robią, co im inżynier kazał.

  15. Wszystko Pan pomieszał Panie Stasiak, telewizyjny bełkot z rzeczową analizą.

    Zna Pan jakiegoś Hydraulika? Albo chociaż widział Pan ogłoszenia o pracy dla Hydraulików? Ja nie. Życzę hydraulikom jak najlepiej, niestety sam (intelektualista) od kilku miesięcy przeglądam ogłoszenia o pracę – nie przypominam sobie żadnego skierowanego do Hydraulików, podobnie jak do innych fachowców jak np. murarzy, o których zaczęli już rozpisywać się Facebookowicze.

    Myślę że dobrze płatna praca dla Fachowców i Inżynierów to mit stworzony przez telewizję, znam fachowców którzy niedawno stracili pracę i też mają problemy z znalezieniem nowej. Ten mit działa jak spychologia – politycy nie muszą szukać rozwiązania problemu bezrobocia to ludzie wybrali złe zawody i mają teraz problemy z znalezieniem pracy, spychologia dział bo inżynierów i fachowców jest coraz mniej i nawet jeśli wielu z nich słabo zarabia lub jest bezrobotnych to jednak mało kto takich zna, a jak już zna to myśli że to ta osoba jest nieporadna bo przecież w telewizji mówili.

    Chętnie przeczytał bym artykuł na temat polityki spychologii.

    Pozdrawiam,
    Rownowaga

  16. zabawnie brzmi intelektualista,któremu się „nóż w kieszeni otwiera”.

  17. Nie rozumiem tej dziwnej uwagi pod adresem hydraulików …

    Zawsze można samodzielnie założyć instalację w domu/mieszkaniu i nie płacić nic tym podłym hydraulikom którzy ośmielają się zarabiać więcej niż szacowni intelektualiści.

  18. Intelektualiści nie są dziś dobrze opłacani, ale kto jest? Wąska grupa ludzi zgarnia zyski wypracowane przez większość społeczeństwa. A pomaga im w tym spadek siły negocjacyjnej większość z uwagi na chociażby ciągły wzrost produktywności i outsourcing. Wzrost nierówności społecznych doprowadził do kryzysu.
    http://rownowaga.tumblr.com/post/9598972356/deja-vu-nierownosci-spoleczne
    http://rownowaga.tumblr.com/post/9097944466/warren-e-buffett-i-niewygodna-prawda

    „[W]raz z upadkiem bloku wschodniego i załamaniem się sowieckiego socjalizmu zanikł komunistyczny straszak na elity świata kapitalistycznego. To znaczy – niemal całego już świata, włączając elity krajów postkomunistycznych, a także elity chińskie.

    Przestano się bać zagrożenia z zewnątrz?

    Tak. A wobec tego – hulaj dusza, piekła nie ma. To oznaczało wzmożony nacisk na prawa pracownicze, w tym na obniżkę płac i likwidację wynegocjowanych wcześniej zabezpieczeń, świadczeń socjalnych etc. Oczywiście w celu nowej redystrybucji dochodów, tym razem od szeroko rozumianych klas pracujących do pozostałych.”

    http://rownowaga.tumblr.com/post/12928520880/paradoks-produktywnosci
    “The employment problem that results from the paradox of productivity requires a different solution than lower corporate tax rates and other pro-business legislation.”
    “[T]hing is certain, if the paradox of productivity holds, we can’t just talk about free-market solutions to the employment problem. It’s a problem that will be with us for a long time to come, and a problem that is going to be increasingly difficult to address.”

  19. Wynagrodzenia artystów na pewno wzrosły w stosunku do poprzednich stuleci i epok. Na liście najbogatszych Forbesa znajdują się: G.Lucas i S. Spielberg, obaj ok. 300 miejsca z majątkiem ok. 3 mld USD. Około 1000 miejsca jest autorka Harrego Potera z ok. 1 mld USD. 50, 100, 200 lat temu (a nawet 30-40) prawie na pewno wśród tysiąca najbogatszych ludzi świata nie było żadnych artystów. 100 lat temu na pisaniu książek wzbogaciło się kilkanaście osób i nie były to wielkie fortuny: Sienkiewicz, Tołstoj, Dickens, Twain, może Balzak, może Orzeszkowa. Dostojewski żył raczej skromnie, Prus żył z felietonów do gazet. Wcześniej nikt nie żył z pisania. Mickiewicz, Słowacki, Krasiński i Norwid wydawali książki jak znaleźli sponsora. Może Kraszewski coś zarabiał, ale też żył z majątku ziemskiego. Przed wojną ze sprzedaży książek żyło w Polsce kilka osób: Dołęga-Mostowicz, Dąbrowska. Witkacy żył z malowania portretów, za dwie powieści dostał niewielkie pieniądze. Gombrowicz i Schulz wydali książki dzięki sponsorom. Dzisiaj nawet młodzi i awangardowi pisarze (Masłowska, Karpowicz, Witkowski, Dukaj) są w stanie się utrzymać z pisania.

  20. Ale domowych awarii hydraulicznych to już chyba nie ponaprawiam na telefon, oj nie, chyba że sam się nauczę. Niniejszym przepraszam wszystkich hydraulików i innych, jeśli poczuli się dotknięci – to była taka metafora trochę, zaczepka do dyskusji, i sądząc po ilości wpisów udało się, za co dziękuję wszystkim komentującym. Chcę Państwu zwrócić uwagę, że rynek od wielu już lat wycenia stosunkowo wysoko pracę zawodów usługowych, w stosunku do zawodów- nazwijmy je umownie – intelektualnych. Pozdrawiam Piotr Stasiak

  21. Przeczytałem: „sądząc po ilości wpisów” i się załamałem… Może niechlujstwo jest przyczyną niskich zarobków dziennikarskich? Przypominam o treści art. 12 Prawa prasowego: Dziennikarz jest obowiązany:
    3) dbać o poprawność języka.

  22. Problem w tym Panie Piotrze, że teraz co lepszy absolwent „Wyższej Szkoły Lansu i Bansu” uważa się za „intelektualistę” i chciał by siedząc za biurkiem otrzymywać olbrzymie kwoty pieniędzy… stąd szacunek do prawdziwych intelektualistów tak drastycznie się obniżył. Druga sprawa że obecnie ludzie nie są tak głupi jak 100 lat temu i żeby być intelektualistą w pełnym tego słowa znaczeniu nie wystarczy już tylko umieć pisać i czytać 🙂 I proszę – szanujmy pracę hydraulików, spawaczy, budowlańców, bo oni mają KONKRETNY fach w ręku … a taki np. absolwent filozofii czy zarządzania i marketingu to co tak konkretnego namacalnego potrafi ??

  23. Tekst Mareka Beylina (GW), myślę, jest o czymś bliskim, a więc dla fermentu oto link:
    http://wyborcza.pl/1,86117,10869368,Pochwala_myslacego_lenia.html

  24. Dobry do dyskusji nad tematem
    tekst „Pochwała myślącego lenia”
    Mareka Beylina z 2011-12-23,

    Więcej… http://wyborcza.pl/1,86117,10869368,Pochwala_myslacego_lenia.html#ixzz1hmLDChgw

  25. Hydraulik kontra intelektualista – niezła kasza.
    Przed paru laty umówiłem się z hydraulikami na wymianę instalacji w moim mieszkaniu, więc skrobnę kilka zdań o tym. Chłopaki przyszły punktualnie, w 4 godziny uporali się z robotą i zaśpiewali 750 zł, a ja im na to, żeby się gonili na drzewo, bo umawialiśmy się na 500 zł. Na argumenty o nieprzewidzianych czynnościach odpowiedziałem, że jak poślą synka lub córkę na korepetycje z matematyki, to też się takie trudności mogą wyłonić, a poza tym znajoma nauczycielka bierze tylko 50 zł za godzinę. Koniec końców, dali się przekonać i poszli sobie zostawiając mnie z bajzlem jakiego narobili. Czy mógłbym zrobić sam instalację wodną? Tak, mógłbym, potrafię nawet rozebrać silnik i go złożyć, ale nie mam na wszytko czasu, więc wynajmuję fachowców. Okazuje się, że jak ich brakowała, tak dalej brakuje, a jeśli już ktoś taki jest, ma prawie te same wady jak w zaprzeszłym systemie.
    Czy usterki warsztatowe intelektualistów z tamtej epoki czymś się różnią w dzisiejszych czasach? Z zamieszczonych postów wynika, że nie, nie różnią się.
    Przydałoby się też trochę mniej zawiści skierowanej do tych kilku dziennikarzy z gażą kilkudziesięciu tysiaków na miesiąc, ich jest garstka, a reszta raczej klepie przeciętność.

  26. Nie wiem czemu wszyscy powyżej oburzają się za wzmiankę autora o hydrauliku. Hydraulik, którego ostatnio wezwałem wziął ode mnie dwukrotność mojej stawki godzinowej za około pół godziny pracy – wychodzi na to, że zarabia za godzinę około czterokrotnie więcej ode mnie, wykonującego pracę umysłową.

    Nie ma się jednak czemu dziwić. W latach dziewięćdziesiątych praktycznie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe, promowano ogólnokształcące, zaś szereg prywatnych uczelni wykształcił mnóstwo humanistów. Jeśli osób z wykształceniem wyższym w ciągu dekady przybyło o połowę, a młodych ludzi po zawodówkach ubyło, nic dziwnego, że rynek wycenia pracę dziennikarza znacznie taniej, niż hydraulika.

    W czasach, gdy niewiele osób kończyło ogólnokształcące szkoły średnie, a studia były płatne – tak, jak przed wojną – bycie dziennikarzem było wyceniane wielokrotnie drożej, niż bycie rzemieślnikiem. Współcześnie maturę zdaje ponad połowa populacji, jedna piąta ma wykształcenie wyższe, a szkoły zawodowe kończy nie więcej niż jedna osoba na dziesięć. Ot co.

  27. Prosi pan o dopomozenie co niniejszym czynie. Prosze sobie samemu odpowiedziec czy pracujac w ango jezycznej prasie zaplaconoby panu chociaz pare centow za artykul w ktorym wplotlby pan „badania, poszukiwani.” Ciekaw jestem ile dostal pan zaartykul pt. tytulem „Intelektualista-zawod coraz slabiej oplacany”. Napisal go pan w jezyku polskim tylko nie moge zrozumiec (jako mieszkaniec Kanady) po cholereuzywa pan zwrotu: „RESEARCH”.Nie tlumaczono panu w szkole podstawowej co to sa makaronizmy?

  28. Miki
    27 grudnia o godz. 19:22

    W Polsce nie ma intelektualistow. Nie ma intelgencji. Bo co to za inteligencja i intelektualisci ktorzy czerpia inspiracje od motlochu. W elektryku widzieli swego wodza i juz przez 22 lata nie potrafia stawic sie klamstwu i obludzie.

  29. Nie wiem czemu przyjmuje pan za pewnik, że praca intelektualisty jest dziś cięższa. Trzymając się pańskiego przykładu dziennikarza mi wychodzi że jest znacznie łatwiejsza. Dawniej redaktor żeby coś napisać musiał wybrać się w podróż co najmniej do najbliższej biblioteki. Dzisiaj internet załatwia sprawę. Ogromna cześć niusów to przepisane wiadomości z innych gazet. Bez ruszania się z domu można żywcem tłumaczyć z cnn albo bbc. Nie zna pan języka, też nie problem, PAP wspomoże. Proszę zajrzeć na stronę gazeta.pl.
    Wiadomości:
    – lącznie 9 sznurków do artykułów
    – 5 PAP
    – 1 Reuters, IAR
    – 1 TOK FM
    – 2 bez źródła
    Jak praca taka płaca. Do opracowania komunikatu PAP nie potrzeba geniusza.

    Hydraulik natomiast wydaje mi się, bo ekspertem nie jestem, ma robotę trochę bardziej skomplikowaną niż w czasach gdy za potrzebą chodziło się budki z serduszkiem, a ciepła woda w kranie była ekstrawagancją.

    @ zza kałuży, Krzysztof Mazur
    celnie !

  30. Nie jest tak zle. Do niedawna ten temat w ogole nie byl publicznie zauwazany. Co u postronnych wywolywalo wrazenie, ze np. dziennikarze sami zwawo poddaja sie nowej sytuacji. I zamieniaja sie w towar rynkowy, ktory, jak wiadomo, nie ma sumienia niz wyzszych uczuc. Okazuje sie jednak, ze kazde staczanie ma swoj kres i przychodzi moment opamietania. Oby tak dalej.

  31. Znacznie łatwiej dzis znaleźć dobrego hydraulika czy jakąś inną „złotą rączkę” niż dziennikarza lub profesora, który bierze kasę (mniejszą lub większą) za dyrdymały często uwłaczające inteligencji odbiorcy prawd przez nich objawionych. Kiedy słucham lub czytam wypowiedzi niektórych „niezależnych” żurnalistów oraz intelektualistów (zwłaszcza tych zaangażowanych po „prawej stronie”) nóż mi się otwiera w kieszeni.
    Ile np. powinnam zapłacić, gdyby to ode mnie zależało, za prognozy politologiczne prof. Staniszkis czy historiozoficzne wizje prof. Terleckiego (Ryszarda, bo może pomyliłam nazwisko)? Nic bym nie zapłaciła. Nie z uwagi na ich poglądy, których nie podzielam, ale nierzetelność i niekompetencję.
    O tzw. etyce dziennikarskiej szkoda gadać. Żeby było śmieszniej jeszcze jakoś „bronią się” niektóre dinozaury wywodzące się z PRL.

  32. do vanaker
    ” Hydraulik, którego ostatnio wezwałem wziął ode mnie dwukrotność mojej stawki godzinowej za około pół godziny pracy – wychodzi na to, że zarabia za godzinę około czterokrotnie więcej ode mnie, wykonującego pracę umysłową.”

    Też zdarzało mi sie pracować za stawkę godzinową i wytłumaczenie jest proste: ten hydraulik musiał dojechać ( koszty paliwa i samochodu ), kupić części i narzędzia. Czas dojazdu juz płatny nie jest. Podobnie jak czas czekania na zlecenia. Zdarzają sie takie dni, że zleceń nie ma. Coś takiego jak płatny urlop czy zwolnienie również nie funkcjonuje. Mało tego, z tej stawki trzeba zapłacić ZUS i podatki. Nawet jeżeli przez miesiąc nie było żadnego zlecenia.

  33. mag 28 grudnia o godz. 17:02
    Ja napisałem, że nie ma różnicy, procentowo wśród hydraulików i intelektualistów jest obecna grupa, która powinna znaleźć sobie inne zajęcie. Różnica polega jedynie na możliwości weryfikacji świadczonych usług, jeśli oczywiście założymy taką funkcję dla intelektualistów. W przypadku wspomnianego Freuda, musiało upłynąć trochę czasu, ażeby jego teoria rozsypała się w proch, a instalacja wodnokanalizacyjna ujawnia braki tuż po jej uruchomieniu.
    Inkryminowana Jadzia sprzedaje swoje usługi grupie odbiorców, pragnących wierzyć w dyrdymały i nic tu nie ma do rzeczy sprawdzalność przepowiedni i analiz pani profesor. Nie jest też powiedziane, że pani Staniszkis zawsze będzie pudłować, może kiedyś się pomyli i trafi.
    A przypomnijmy sobie jaką wartość miały analizy intelektualistów oceniających ZSRR na tydzień przed samorozwiązaniem się tego imperium. Tyle ton papieru do kosza! Ale to i tak nic jeśli choćby pobieżnie „przewertujemy” gigantów najbardziej rozpowszechnionych teorii filozoficznych, które zjadł czas podobnie jak teorie freudowskiej psychoanalizy. Tak to już jest z dorobkiem intelektualistów, że niewiele z tego zostaje nie tracąc wartości, tej mierzonej pieniądzem i tej ocenianej jako kamienie milowe intelektualnego dorobku.

  34. – Po pierwsze primo – Czy INTELEKTUALISTA to zawod ? Ja myslalem, ze to raczej funcja umyslu, czasem rowniez intelektualista moze byc prosty hydraulik. Tak jak Hrabal mogl byc pracownikiem fizycznym w skladnicy makulatury, a Karol Wojtyla tlukl mlotem w kamieniolomach. JB.

  35. @MM

    Też drażni mnie stosowanie do określenia mocy zbioru policzalnych rzeczownika „ilość”. Jak często ludzie określąją „liczbę” kaszy? Raczej rzadko. Nie pamiętam rangi osoby – ani jej odczuwanej kompetencji językowej – z jaką wymieniałem uwagi o liczbie i ilości. Byłem przekonywany, że rzeczownik „ilość” jest wypierany z roli jaką pełnił dotychczas rzeczownik „liczba” w praktyce językowej osób wykształconych. Sądzę, że jest to wynik okrojenia zasobu wiedzy o języku jaki wynosi ze szkoły polski maturzysta.

    Nieustanne używanie „nic”, „wszystko”, zaimków upowszechniających zamiast liczebnych oraz podobne przerysowania w obrazowaniu przypominają mi ostrzeżenie dane młodemu przez powściągliwego starszego: „Uważaj! Bo zaraz skala ci się skończy!”

    Jestem świadom swych slabych umiejętności językowych, ale z uporem staram się uporu nie nazywać deteterminacją i nie mylić upodobania z predylekcją. „Jak ognia” (pół wieku paliłem papierosy) unikam słów bedących hasłami Słownika Wyrazów Obcych. Jeden z czytanych niegdyś przeze mnie autorytetów określił sedno tej sprawy tak: jeśli nie potrafisz zastąpić słowa obcego opisem w rodzimym języku, to znaczy że tego słowa nie rozumiesz.

    Przy tej okazji podam moje tłumaczenie na polski napotkanych określeń – słowackiego i niemieckiego – określeń komputera: policznik i porządnik.

    Poruszony przez Gospodarza temat określony parą differentia specifica
    – cech charakterystycznych obiektu lub gatunku obiektów – intelekt i pensja jest przykładem zróżnicowania ludzkich zbiorowości skutkiem upowszechnienia wykształcenia. Dziś wsród osób nie kojarzonych z taśmą produkcyjną jako warsztatem pracy można wskazać bardzo liczne grupy „wyrobników pióra” oraz „wyrobników słowa”.

    Dumni z siebie komputerowcy są sprowadzani na ziemię nazwą wykładanej wiedzy przez jednego z czołowych specjalistów:
    „wytwórstwo programów komputerowych”. Złośliwi sceptycy twierdzą, że wszystkie programy już napisano a tylko brak podręczników ich skutecznego(!) używania.
    Software jest pieczatką półinteligenta.

    Otóż w sprawie pensji intelektualistów jest jak w sprawie znajomości języków: można znać kilka i w żadnym nie mieć nic do powiedzenia.
    I nie da się dobrze opisać pensji intelektualistów jeśli się nie poprawi zacytowanego tu żartu: „mieć coś do powiedzenia, czego chcą słuchać zorientowani słabiej”.

    Dziś najwięcej pieniędzy zarabiają znawcy duszy ludzkiej umiejący przekonać ojca do kupienia synowi drugiego samochodu.
    Freud padł, bo tego nie umiał.

    Gospodarzowi życzę powodzenia i ciekawych dyskusji w roku przestępnym 2012.

  36. staruszku!
    Znamienne, że „zawodowi” intelektualiści mówią zazwyczaj to, czego się po nich spodziewamy. Przynajmniej ci Tu i Teraz.
    Jakoś nie dostrzegam burzy mózgów i wyznaczania nowych kierunków (nieważne w którą stronę). A nawet zwykłej obrazoburczej przekory, na co pozwalał sobie np. Kisiel.
    Zgorzkniałąm, czy cóś.

  37. Staruszku, a to wszystko gwoli udowodnienia, że ty zasługujesz na milion dolarów za ten tekst? 🙂