Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

13.05.2010
czwartek

Kryzys grecki był potrzebny?

13 maja 2010, czwartek,

Zaskakujący jest niepokój, z jakim rynki finansowe zareagowały na kłopoty budżetowe Grecji oraz wspólnej europejskiej waluty. Jeżeli to miał być test post-kryzysowego systemu immunologicznego, to nie wypadł on dobrze. Rynki finansowe wciąż są mało odporne na złe wiadomości.

W ostatni weekend ministrowie finansów państw strefy euro uzgodnili rekordowy pakiet EWENTUALNEJ pomocy, która MOŻE być uruchomiona, jeżeli zajdzie konieczność wyciągnięcia z budżetowych tarapatów państwa-członka unii monetarnej oraz obrony wspólnej europejskiej waluty. Gwarancje na kwotę 750 mld euro – z czego 250 mld zapewnia Międzynarodowy Fundusz Walutowy (i jak policzył „The Economist” jest to największe tego typu zobowiązanie w jego historii) – miały zrobić wrażenie na rynkach finansowych. Jasny sygnał – euro bronić będziemy niczym Francuzi bagietek, a Niemcy Oktoberfestu – uspokoił nastroje na giełdach. Choć wciąż temat ten przyciąga wiele uwagi biznesowego świata. Tu dla przykładu zrzut ekranu z dzisiejszej strony FT.

O skutkach wprowadzenia pakietu ratunkowego dla Grecji pisaliśmy już w komentarzu na stronie POLITYKA.PL. Mnie jednak zastanawia inny aspekt tej sprawy – mianowicie jak to się stało, że cała sprawa wywołała aż taki przestrach, że mówi się już nawet o „greckim kryzysie”. W gruncie rzeczy można było przewidzieć, że członkowie Euro-landu nie poddadzą się łatwo i prędzej czy później jakiś plan ratunkowy powstanie. Oczywiście – jak to w przypadku ciał, gdzie decyzje podejmuje nadmiernie rozdęte grono – musiało się to wszystko wykrystalizować, każdy członek Unii patrzył przecież na własne problemy budżetowe (są spore), nastroje społeczne, słupki sondażowe itp. Koniec końców jednak – wspólna waluta jest jedną z najważniejszych zdobyczy wielu lat europejskiej integracji i moim zdaniem od początku jasne było, że nie można tego zaprzepaścić z powodu problemów budżetowych nieodpowiedzialnych Greków.

Europa oczywiście będzie za nich musiała teraz zapłacić. Spadek wartości wspólnej waluty wobec dolara zilustrowany na tych wykresach

Źródło: Money.pl

ma co prawda wymiar prestiżowy, ale aż tak kłopotliwy nie jest (poprawi się na przykład konkurencyjność towarów made in EU). To co naprawdę niepokoi – to skala wyprzedaży i paniki na giełdach.

Źródło: Bankier.pl

W ciągu kilku dni indeksy – tu na przykładzie warszawskiego WIG20 – dosłownie zmiotły całą hossę, która mozolnie ciągnęła się przez ostatni kwartał. Jeżeli to tylko korekta – w porządku, była ona rynkom potrzebna. Jeżeli jednak spojrzymy na tempo wyprzedaży akcji (a więc spadku indeksów) widać niestety, że handlujący akcjami na świecie wciąż mają poczucie, że siedzą na beczce prochu. Nerwy puszczają im zbyt łatwo, tak jakby oczekiwali, że prawdziwa tragedia (nomen-omen – grecka) wciąż jeszcze może nadejść. Takie emocjonalne rozedrganie źle niestety wróży i każe obawiać się kolejnych fal paniki, w reakcji na kolejne niepokojące wieści.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 18

Dodaj komentarz »
  1. W pełni zgadzam się z autorem.

    „Takie emocjonalne rozedrganie źle niestety wróży i każe obawiać się kolejnych fal paniki, w reakcji na kolejne niepokojące wieści.”

    Moim zdaniem wszyscy obawiają się drugiej fali kryzysu.
    Wielu zastanawiało się,gdzie ten zrolowany przez interwencję państwa balon zadłużeniowy wybuchnie.
    Od pewnego czasu widać, że wybuchnie w finansach publicznych państw.
    Grecja jest pierwszą ofiarą bo żyła ponad stan bardziej niż inni.
    No to jej długi przejęli mniej zadłużeni,stając się bardziej zadłużonymi.
    To teraz długi Portugalii i Hiszpanii przejma mniej zadłużeni stając się bardziej zadłużeni.
    Jak dalej będzie ten ciąg wyglądał można sobie wyobrazić.
    Rano minister Rostowski w TOK FM straszył rozpadem Unii któremu zapobieżono planem za 750 00000000000000.
    Moim zdaniem tylko chwilowo.
    Mam nadzieję, że Unia się obroni.
    Ale Euro nie ma szans na przejście tego kryzysu moim zdaniem.
    No chyba, że głębsza integracja i państwo federalne powstało.

  2. Czy kryzys grecki był potrzebny? Tak, tym którzy na nim zyskali.

    Jako laik ekonomiczny, mogę sobie pozwolić na chwilę zastanowienia (fachowcy, wiadomo, nie mogą: sugerowałoby to, że nie wszystko wiedzą, poza tym boja się, żeby nie ubiegli ich inni fachowcy).

    Podważam więc w wątpliwość wniosek autora, że „Rynki finansowe wciąż są mało odporne na złe wiadomości”, wniosek wynikający z przyjętego przez autora założenia (jak rozumiem), że to, co się dzieje (niestabilność finansowa) jest niechcianym przez rynki finansowe rezultatem sytuacji, którą te rynki odbierają jako „złą wiadomość”.

    Myślę, że jest inaczej, że ta sytuacja wskazuje na niezwykle efektywną działalność rynków finansowych, które ze zbójecką sprawnością reagują na każde drgnięcie podażowo-popytowe, indukują te niestabilności i wykorzystują je w optymalny (dla własnego i ich właścicieli, interesu) sposób, niejako „łowiąc ryby w mętnej wodzie”. Tym się bowiem zajmują: wyprzedzaniem wolniejszego systemu nadzoru i regulacji utworzonego i ciągle tworzonego przez mechanizmy państw.

    Uważam bowiem (o czym już pisałem w poprzedniej dyskusji nt. Goldman Sachsa), że błędem jest utożsamianie rynków finansowych z państwowym systemem nadzoru, regulacji i kar, a tym bardziej domaganie się, żeby one działały na tych samych zasadach (np., jak inni dyskutanci sugerowali lub tego oczekiwali, żeby rynek sam się nadzorował i karał, albo żeby państwo abdykowało z zadań nadzorczo-regulatywnych i poddało się działaniu sił rynkowych. To absurd!!!!)

    Dlatego na pytanie autora, czy „Kryzys grecki był potrzebny?”, odpowiadam, że był potrzebny (a może nawet stworzony przez nie) rynkom finansowym dla uzyskania przez nie jeszcze większego zysku. I że będą one kreować kolejne kryzysy, w tym samym celu, dopóki nie powstanie wielopaństwowy system skutecznego nadzoru, regulacji i karania rynków finansowych (przypuszczam, że to nie nastąpi nigdy w systemie czysto kapitalistycznym, z definicji).

  3. Oczywiście, powinno być:
    „Podważam więc”, albo „Poddaję w wątpliwość” – to skutki pisania na kompie; usuwania części zdań bez konieczności napisania ich na nowo…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jako że podskórnie czuje, że mw do mnie pije to odpowiem.
    Gospodarka to nie jest gra o sumie zerowej.
    Nie muszą jedni stracić żeby drudzy zyskali.
    Jak dochodzi do załamania to większość traci a nieliczni zyskują.
    Jak mamy prosperity to większość zyskuje a nieliczni tracą.
    To tak w uproszczeniu.
    Istnieje oczywiście możliwość nieuczciwego wpływania na rynki ale to jest wszędzie karane.
    Kapitał spekulacyjny nie istnieje lub każdy kapitał jest spekulacyjny.

    mw pisze:”jak inni dyskutanci sugerowali lub tego oczekiwali, żeby rynek sam się nadzorował i karał, albo żeby państwo abdykowało z zadań nadzorczo-regulatywnych i poddało się działaniu sił rynkowych.”

    Nic takiego nie twierdziłem.
    Jestem za kontrolą przez państwo wszystkiego co Pan uważa z konieczne do kontrolowania.
    Ja jestem przeciw regulowaniu rynku,ingerowaniu w rynek.
    A najbardziej to jestem przeciw życiu na koszt naszych dzieci.
    Kiedyś rodzice zostawiali dzieciom w spadku dorobek swojego życia oddając się na ich utrzymanie.
    Dziś starzy oddają się na ich utrzymanie na dłużej i zamiast majątku zostawiają rachunki do zapłacenia.
    A państwo gwarantuje, żeby się ten rabunek w majestacie prawa dokonał.
    Do roboty lenie.

  6. Czy grecki kryzys potrzebny? Tu nie bylo alternatywy. Swiat zachodni nie jest w stanie sie utrzymac.
    Rozwazmy ostatnie 40 lat po wyzwoleniu sie koloni. W latach 70 kryzys byl wszedzie. Np, sytuacja w Brytani byla nawet gorsza niz w Polsce. W drugiej polowie lat 70-ych piec milionow brytyjczykow wyemigrowalo. W US bezrobocie wynosilo okolo 15% a inflacja do 20%.

    Ale kredyt przyszedl z pomoca. Widac to na historycznych wykresach. Stopa zadluzania sie zachodu zawsze przwyzszala stope wzostu gospodarczego. To dowodzi ze ekonomie zachodnie nie sa w stanie same sie utrzymac jezeli nie kradna.

    Ograbienie Europy Wschodniej w latach 90-ych i czesciowo Rosji pomoglo. Ale nie zatrzylalo to stopy wzostu dlugow. Obecnie kazdy kraj zachodu ma dlugi od 77% Francja do 135% Grecja. Dla porownania Rosja 6.8%, Bialorusia 15%.

    MAJK pisze:
    2010-05-12 o godz. 18:35
    System wschodni nie byl komuna, to byl socjalizm. Oczywiscie byly problemy i reformy byly potrzebne. Ale nie reformy w atmosferze chaosu.
    Polskim problemem bylo – za duzo motlochu za malo rzadow silnej reki.

    W USA w 83, kontrolerzy lotniczy chcieli sobie postrajkowac, Reagan wyrzucil wszystkich z pracy (12 tys), juz w pierwszym dniu strajku. W Brytani 84 gornicy chcieli zatrzymac kraj, Thatcher wprowadzila wojsko do kopalni. Gornicy zaczeli strajk glodowy, 11 zmarlo, nikt sie nie przejmowal. Zachod popieral natomiast chaos w Polsce ktorego nie chcieli miec u siebie.

    Tylko w Polsce masy otumanione religia i propaganda zachodu nie widza zwiazku, jezeli sie strajkuje to sie nie produkuje i polki sa puste.

    Zauwaz ze Szwecja ciagle jest modelem kraju zblizonego do PRL i jest im z tym dobrze.

  7. Durny ten zachód…..
    Najpierw biedaków rabowali w koloniach, potem bankrutów ze wschodu okradli.
    A Janosik to zawsze na bogatych napadał.
    Widać nie oglądali w telewizji.

  8. parker:

    proponuję przejście na Ty.

    Jasne, że gospodarka to nie jest gra o sumie zerowej. Produkt światowy rośnie, choćby z tego tytułu, że (z)realizowane zdolności produkcyjne wzrastającej liczby mieszkańców świata przewyższają ich (faktyczną) konsumpcję (na pewno są inne jeszcze tego powody.)

    Ale zyski/straty sa (musza byc) w miarę proporcjonalne do podstawy, od której zysk/stratę się liczy. A więc ci, którzy mają dużo (jest ich niewielu) mają wyższe zyski/straty (w liczbach bezwzględnych) niż ci, którzy mają mniej (jest ich wielu). Te dwa iloczyny (liczba posiadaczy x zysk/strata jednostkowa) różnią się tylko o wzrost produktu w okresie, którego te zyski/straty dotyczą (i to tylko globalnie, są przecież rejony, gdzie ta różnica jest znacznie niższa, nawet gdy ich produkt nie maleje!). Czyli w odpowiednio długim okresie czasu globalne (ale niekoniecznie już lokalne) zyski zawsze będą większe niż straty, i u bogatych i u biednych. Jak na razie, wszystko OK (mniej więcej…).

    Ale teraz czas, aby przyjrzeć się nie liczbom, tylko pojedynczemu człowiekowi. Otóż biedni i bogaci różnią się, między innymi, tym, że wydatki na życie stanowią nikły ułamek podstawy (od której obliczaliśmy zysk/stratę) u bogatych, ale przeważającą lub przynajmniej znaczną część tej podstawy u biednych.

    Wobec tego nawet duża strata nie powoduje zagrożenia bytu bogatego, natomiast nawet mała strata wywołuje zagrożenie bytu biednego.

    Z drugiej strony: nawet mały zysk biednego jest znacznie istotniejszy od dużego zysku bogatego, bo u biednego w całości w sposób istotny wpływa na jego podstawowy byt, natomiast u bogatego tylko w części jest redystrybuowany, ale w części konsumowany na coś, co nie jest istotne dla zabezpieczenia podstawowego bytu.

    To problem wicepremiera Pawlaka, który chciałby, aby emerytura w Polsce stanowiła 25% zarobków, dokładnie tak, jak emerytura państwowa w Kanadzie (też ok. 25% zarobków). Tylko że wicepremier Pawlak nie bierze pod uwagę, że koszty życia stanowią 25% zarobków Kanadyjczyka (czyli 100% jego emerytury państwowej), natomiast 66% zarobków Polaka, czyli … 250% proponowanej przez Pawlaka emerytury!

  9. mw

    Ja to tak analitycznie do sprawiedliwości nie podchodzę.
    Wiem, że sprawiedliwości nie ma i nie da się wyeliminować niesprawiedliwości do końca.
    Bo nie da się wyeliminować przypadku z życia, jako w dużej mierze siły sprawczej.
    Do sprawiedliwości należy dążyć oczywiście.
    Tak jak do eliminacji przypadku z zarządzania życiem.

    Nikt we współczesnym świecie z głodu nie umiera.
    Poza obszarami gdzie pomoc nie może dotrzeć.
    Tak więc argumenty o grubym co schudnie i chudym co umrze są demagogiczne moim zdaniem.

    Co do Pawlaka, to taki chłopski filozof, któremu się zawsze wszystko w rachunkach zgadza w zależności od potrzeb.
    Są ludzie, dla których świat jest prosty jak konstrukcja kombajnu czy komputera.
    I lubią się wtedy posługiwać analogiami.

    Co do twojej tezy, że byli tacy co na kryzysie zyskali, to nie ma z czym polemizować.
    Nie ma tak żeby wszyscy tracili.
    Na mojej śmierci zyskają robaki.
    Czy mam uważać, że sprawca mojej śmierci będą robaki?
    Czy mam mieć robakom za złe?

  10. W dzisiejszym wydaniu bloga ekonomicznego BBC.com, po tekście o kryzysie greckim i przyszłości EU (oczywiście), komentarze. Ponieważ to Wlk. Brytania, więc tylko krytyczne. M.in. taki kąsek:
    „Europe is going to continue to tax and spend through the party machine,
    (Europa będzie opodatkowywać i wydawać przez „aparat” partyjny).

    Musze przyznać, że nie rozumiem tego tonu i tej treści.
    Jeśli chodzi tu o administrację Unii, to jej budżet stanowi niewiele więcej niż 1% produktu Unii. Więc zwiększenie tego budżetu nawet o 5% znaczy ubytek z produktu Unii w wysokości 0.5 promila. O co chodzi?

    Jeśli natomiast chodzi o opodatkowywanie i „wydawanie” przez państwa, to przecież są one kontrolowane przez elektoraty tych państw, i właśnie ze względu na obecną sytuację, te „machiny” partyjne opracowują plany oszczędnościowe! Przeciw którym te elektoraty protestują (albo będą protestować, jak dostaną pierwsza wypłatę)!

    Nie dziwię się, że Unii ciężko, z takimi obywatelami.

  11. Niech mi ktoś wyjaśni, jak to jest z tym życiem na koszt naszych dzieci.
    Czy my dzisiaj zjadamy chleb ze zboża, które jeszcze nie wyrosło, kotlety ze świń, które jeszcze się nie urodziły, mieszkamy w domach, których jeszcze nie wybudowano, jeździny samochodami, które wyprodukują nasze wnuki po drogach które wytyczą nasze prawnuki ?????
    Jedni dzisiaj ” sprzedają” nawzajem papierki zwane akcjami i twierdzą , że one mają jakąś wartość a jak ma ich dużo i przypisuje im wysoką cenę to twierdzi, że jest bogaczem, który dumnie zwie się „inwestorem” i trzeba go dażyć szacunkiem i zabiegać o to, by było mu dobrze a może nawet jeszcze lepiej. Z drugiej strony mamy rolnika co sieje zboże, hoduje zwierzęta, dalej młynarza, piekarza, rzeźnika, którzy przetwarzają produkty rolnika na żywność, która jest każdemu człowiekowi NIEZBĘDNA do życia !
    Pytanie 1 – czy inwestor może żyć bez tego rolnika i tych rzemieślników?
    Pytanie 2 – czy ci rzemieślnicy przeżyją, gdy nie będzie „inwestorów”?
    Odpowiedź jest chyba oczywista !
    Pytanie 3 – czy ‚inwestor” korzysta z efektów pracy rzemieślników oraz czy daje im coś w zamian ( oczywiście poza papierkami, zwanymi pieniędzmi, które faktycznie nie zaspokajają żadnej naturalnej potrzeby i mają wartość jedynie umowną tylko wtedy, gdy inny dostawca dóbr zgodzi się oddać z zamian za nie swój produkt).
    Pytanie 4 – jak w przyrodzie określa się współżycie dwóch organizmów, z których jeden korzysta z drugiego nie dając nic w zamian?
    Odpowiedź na pyt 4 brzmi – P A S O Ż Y T N I C T W O !!!!
    Na koniec jeszcze jedno pytanie – jakie słowo zniknęło z obiegu w ostatnim 20-leciu w Polsce ? Odpowiedź – SPEKULANT
    Czym je zastąpiono ? Słowem – INWESTOR !!!

  12. To dopiero, u kierowników gospodarki światowej i europejskiej super wydanie taktyki strusia – usuwania skutków, zamiast przyczyn.
    A przyczyny nie bardzo minionego kryzysu leżą w – z jednej strony – nieadekwatnych do produktywności gospodarek wydatkach, w tym na socjal i kiełbasę wyborczą, z drugiej – proinflacyjnymi, oszukańczymi procederami pazernych, globalnych korporacji, zakłócającymi chwiejną równowagę światową. Z ich nadania pochodzą czołowi politycy, niezdolni do przeciwstawienia się mocodawcom, rządzącym za z tylnego siedzenia.

    Za bezprzykładną w dziejach interwencję Obamy a teraz UE zapłacimy takoż bezprzykładnie i absolutnie nieodwołalnie; wieża Babel chciwej arogancji chwieje się w posadach.

  13. Nie żebym bezkrytycznie do tego artykułu podchodził bo uważam, że nie uwzględnia się w nim różnic kulturowych między krajami ale bardzo interesujące lewicowe spojrzenie.
    Żebyśmy tak nowocześnie myślącą lewicę mieli.

    http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,67738,7867614,Wyjsc_poza_PKB.html

  14. jotkaes pisze:
    2010-05-14 o godz. 21:23
    „Niech mi ktoś wyjaśni, jak to jest z tym życiem na koszt naszych dzieci.”

    Kosztem dzieci bo to one odziedzicza te dlugi zaciagniete przez durne elity rzadowe ostatniego 20 lecia. I nie ma optymizmu na horyzoncie bo nie bylo odpowiedzialnych inwstycji. Kto nie inwestuje nie ma przyszlosci. A inwestycja inwestycji nie rowna. Jak widac ponizej. Po angielsku niestety ale po 20 latach braterskiej oprzyjazni z wujkiem Samem kazdy polak powinien juz znac jezyk wujka Sama.

    „The crisis
    So far, two years into the crisis I have not seen any convincing conclusions on what started this crisis and there is no clear way out of it.
    I do not think that the pre-prime lending, lack of fiscal discipline by the authorities and Wall Street abuses are the only major factors behind the crisis although all these need to be addressed.
    In my opinion the most important factor behind this crisis and by far is the diminishing productivity of capital.
    Let’s take a look at the US debt and GDP history.
    It is the most clear that over the last 30 years. The pace of federal debt increases by far excided the increases in the GDP. For example, over the last 3 years the debt has increased on average 5 times faster than the GDP.
    Unless this trend is reversed there will be no hope of getting out of this crisis.

    This is extremely important observation. Debt CAN NOT increase at faster pace than the product and as we see over such prolonged period.
    This CAN NOT be tolerated.
    The question is therefore why productivity of capital diminishes?

    The answer is simple, too much capital is wasted. And it is wasted primarily by the financial sector and individuals because the way they invest.
    When capital finances projects the economy benefits from the multiple effects. One man cost is the other man revenue. Investment in projects also leaves a tangible asset that benefits the economy for years. That multiple effect is lost when capital instead is invested on the stock exchanges and no tangible assets is created for future benefits. But Stock Exchanges attract most of the capital either directly or indirectly.
    Only when new stock is issued and the issuer uses that cash inflow from sales of stock to finance new projects or expansions, that capital preserves the multiple effects.
    But every day more money comes into stock exchanges then the value of new sock on offer. That results in stock prices inflation. No wonder nobody quotes the PE ratios. But that artificial value that is created can be wiped out by any panic. However, over time thanks to that stock price inflation it appears that investment in stock delivers the best returns. (it is false perception).
    And here another side effect kicks back at the economy. Because the Capital Assets Pricing Model is commonly used in determination of the cost of equity it makes too many projects too costly to finance. What in turn further contributes to the economic decline?
    It is time to notice that colossal waste.
    Over the years the definition of what investment is has been diluted. Most of ‘investment’ today should rather be called parking of capital. Let’s see some examples;
    1) I invest $1 billion on a saving account. To compensate me for time value of money I get interest. When I decide I can take my $1 billion out and park it elsewhere. In the end I only preserved what I had adjusted for time.
    2) I invest $1 billion on NYSE by purchasing Dow Jones index representative stock. I get dividends and I MAY benefit from the stock prices increase. In case the stock prices do change my investment here is of the same category like in point one. But the dividend is not guaranteed and I may even lose some capital in case of stock decline.
    Now please note, in both cases that 1$ billion has produced NOTHING for the economy. In both cases I have been barely compensated for parking my capital. But in the option 2) some risk is involved. I may gain on my capital invested or may lose some of it. Now let’s see third example.
    3) I invest $1 billion into energy project to finance small power plant. I get my capital paid back with interests as in option 1. but,…. The ECONOMY GAINS PRODUCTIVE ASSET FOR THE NEXT 40 YEARS.
    Note that in this example, the economy also receives the full benefits of the multiplier.
    Here lays the problem. Over the last 30 years a shift continues towards easy and quick money around stocks and varies stock related derivative trade. And that has nothing to do with investment. So, economies of the world have been starved of real investments while trillions of dollars in capital has been parked in stocks causing its inflation and being whipped out from time to time or being trapped in varies derivatives. As a result productivity of the whole capital continues to diminish. But in order to maintain leaving standards governments have reached to debt.
    That may be trillions of dollars wasted every year. For example, let’s consider the NYSE. Ten years ago Dow Jones stood at about 11000 and about the same level is now. We can assume that the market capitalization of all companies listed at NYSE is about the same. (then and now) But…. over the 10 years hundreds of billions of dollars (and perhaps even trillions) have been invested though the NYSE. All these money, all these capital has been wasted.
    That waste in fact is equal to the sum of all declines in capitalization over that period. It must be trillions of dollars.
    Of course that happens on all stock exchanges, in Europe as well. That $150 billion help promised to Greece is only a tiny fraction of capital that has been wasted in Europe.
    Note, it is more than just the amount wasted. The multiplier is wasted as well. So we talk here about the amount wasted times the multiplier (about 9-10 times).

    Another example;
    Assume we build highway. Assume every billion dollars builds 10 km. What has been build will not disappear. It is permanent. Cost of the highway means income to others, it means the multiplier is working. And in the end the highway will make contribution to the economy and for many years.
    None of these takes place when the same amount of capital is invested (parked) on stock exchanges.
    (with one exception when new stock is issued and proceeds are spent on capital projects, what is rare)
    This clear, we as a civilization CAN NOT afford to waste capital the way we do. That is why economies do not grow at satisfactory pace. Note that 30 years ago stock exchanges were receiving much less capital and there was no such problem as we have now. Action is needed.
    Stock exchanges have to be regulated. They cannot be allowed to act as vacuum cleaners of capital. Stock exchanges we supposed to be the opposite – the capital formation sites. They lost its destiny.

    It is necessary to consider steps that will discourage capital flowing into stock exchanges. It is necessary to encourage investment opportunities that preserve the multiplier, investments that create productive TANGIBLE assets for the economy.
    The internet enables everyone now to trade on the stock exchanges what leaves even less capital for worthy projects. The other side effect is of course the unemployment.

    Further, all derivative trade and hedge funds should be banned. Those who want to gamble should go to Las Vegas and gamble with their own money. There is NO contribution to the GDP through such activities. This is another colossal way of capital waste. I also recommend re-viewing activities of all asset management companies. Most of these firms make no contribution to the GDP. They avoid financing worthy projects and loose the capital multiplier.
    M&A activities need to be regulated in favor of organic growth. M&A contribute to decline in economic activity, reduce competition, lead to wealth concentration and higher unemployment.
    Most of capital today is formed from varies contributions by the working people. That capital represents their contributions towards pension and retirement funds, insurance premiums and medical aid. Huge part of it is channeled to varies assets management companies, hedge funds and equity firms who seem to be totally unregulated. That needs to stop. Any trustee of others’ people money must have investment guidelines.
    And those guidelines should focus on the benefits of the economy. The guidelines should force investments in projects that preserve the multiplier and create tangible asset to the economy. Anything else is a waste.
    Let’s do not be fooled. Economic systems as they are – are unable to support the economies. Every country is deep in debt while trillions of dollars and Euros in capital are wasted every year. That does not have any sense needs to be recognized. „

  15. The mentor.
    Polak pisze się z dużej litery.
    A zamieszczanie angielskich tekstów na polsko języcznym blogu, trąci pretensjonalną, więc infantylną autoafirmacją.

  16. Montorowi -Twoje wyjaśnienie jest takie „gazetowe” a jestem wiekowy i z obcych znam tylko język Diadii Wani. Użycie tłumacza internetowego wiele mi nie pomogło w zrozumieniu Twojego dalszego tekstu.
    Cały problem moim zdaniem polega na tym, że „rozjechały” się w gospodarce sfera finansowa ze sferą materialną. Powstała sytuacja, gdzie „ogon kręci psem”. Powstało przekonanie, że można świetnie żyć z samego obrotu pieniądzem, że lepszy jest gram handlu od kilograma produkcji. Tyle tylko, że jeśli wszyscy wezmą się za zarządzanie, marketing i finanse to kto będzie wytwarzać to, co do życia niezbędne. Samymi pieniędzmi się nie pożywię ani nie ogrzeję..
    Szukam tu usilnie dyskusji na temat poruszony w ostatnim numerze przez Stanisław Bajtlika. Sprawa bardzo ważna, by nie powiedzieć -kluczowa dla przyszłości naszej gospodarki a tu cicho w tym temacie. Dla publicystów gospodarczych najważniejsze są indeksy giełdowe a dla przedsiębiorców z ‚krwi i kości” najważniejszy jest pełny portfel zamówień, pełne obłożenie zdolności wytwórczej i płynność finansowa. Za najważniejsze uważa sie aby młodzież nauczyć jak ” inwestować” na giełdzie i we fundusze ,inwestycyjne a za chwilę nie będzie komu upiec chleba, stanąć do obrabiarki nie mówiąc o zaprojektowaniu i wyprodukowaniu czegoś nowoczesnego. Jak tak dalej podzie to gospodarka polska stanie się gospodarką pracy nakładczej. Będziemy produkować tylko to, co inni dadzą nam do wykonania.
    A „inwestycje” giełdowe nie są w stanie temu zapobiec – trzeba inwestować we fachowe kadry inżynierów, fizyków, chemików czy biologów a nie specjalistów od marketingu, maklerów giełdowych, agentów ubezpieczeniowych, psychologów społecznych, o historykach i teologach nie wspominając.
    Do szkoły średniej i na studia uczęszczałem w latach 70-tych, czyli jestem z pokolenia, które obecnie „dzierży władzę” Wtedy to najzdolniejsi uczniowie wybierali kierunki ścisłe, inzynierskie. Łatwo było dostać się na prawo czy nawet ekonomię a już najłatwiej na historię – tam szli ci najmniej zdolni. Spójrzmy teraz, jaki zawód dominuje wśród tych, którzy aktualnie są u steru władzy.
    Przypatrzmy się

  17. jotkaes pisze:
    2010-05-16 o godz. 20:34

    Zgadzam sie ze sa problemy z tlumaczeniem internetowym. A jednak ‚jotkaes’ nasze opinie sa zgodne. Gieldy sa jednym z problemow. Za duzo kapitalu jest umieszczane na gieldach co powoduje inflacje akcji. (pozorne bogactwo) A potrzebne sa inwestycje w trwaly majatek. Jest to glowna przyczyna ze stopy wzrostow zadluzenia przewyzszaja stopy wzrostow PKB co doprowadzilo do obecnej kleski.

  18. MAJK pisze:
    2010-05-16 o godz. 19:49

    Slowo ‚polak’ to rzeczownik. Rzeczowniki piszemy z malej litery. Pomylilo ci sie z niemieckim.

  19. Całe to szambo,zwane rynkiem,pełne spekulantów i niestety ciężko i uczciwie pracujących ludzi,runie w końcu z hukiem.Przerost ambicji niektórych graczy,tegoż rynku jest piramidalny.Anonimowe korporacje(w tym bankowe)i ich firmy córki,tworzą „instrumenty”i „prawa”na swój własny użytek.Biznes przenika politykę na wskroś ,korumpuje kogo może i ma gdzieś społeczne potrzeby.Wmawianie nam ,że tego typu w.rynek uporządkuje nam rzeczywistość,to bzdura i oszustwo(ew.tylko naiwność!).
    BP,które właśnie uśmierca Zat.Meksykańską,niech będzie tego typu „przedsiębiorczości”doskonałym przykładem.
    Ponieważ serce tego systemu bije w USA,a przeszło niedawno kolejny zawał,cały krwioobieg niedomaga.
    Nie wróżę i nie życzę ,tej chciwej hienie,długiego szczęśliwego życia!