13.01.2012
piątek

Źródła impasu w PO

13 stycznia 2012, piątek,

Donald Tusk może stać się ofiarą własnej polityki personalnej w Platformie – odsuwając najsilniejszych działaczy z drugiego planu, zostanie osamotniony i pozbawi się zaplecza do działania.

Arcyciekawą dyskusję w poranku Radia TOK FM mieli dziś Jacek Żakowski, Tomasz Lis, Tomasz Wołek i Wiesław Władyka. Punktem wyjścia był poranny wywiad Janusza Palikota – który w swoim stylu grzmiał „PO czeka zagłada”. Oczywiście Palikotowi, jako sile politycznie przeciwnej, wolno takie rzeczy mówić, ale publicyści TOKU słusznie zauważyli drobniejsze wydarzenia, które świadczą o oddolnym niepokoju, nawet wśród samych polityków PO. Przykładem mogą być chociażby sejmowe interpelacje posła Gibały:

Zgadzam się z publicystami TOK-u, co do przyczyn swoistego impasu, w który wpadła w ostatnich tygodnia PO. Po wygranych wyborach i płomiennym expose, w którym zapowiedziano wiele odważnych reform, trudno oprzeć się wrażeniu, że rząd ugrzązł w papierach, nie do końca ogarnia rzeczywistość. Być może to przede wszystkim efekt tego, że budując sobie pozycję silnego – i jedynego lidera – Donald Tusk pozbawił się niejako politycznego zaplecza, które co prawda nie jest twarzą rządu, ale zapewnia jego sprawne funkcjonowanie na co dzień. Odsuwając Grzegorza Schetynę od bieżącego kierowania pracami partii, a więc również od narzucania tempa prac resortów na projektami ustaw, pozbawił się sprawnego organizatora. Nie chcę tu występować w roli – jedynie – obrońcy Schetyny. Ale myślę, że jest to zbyt wyraźny sygnał wysyłany wewnętrznie dla innych działaczy PO. Coś, co ustawia najbardziej rzutkich, najbardziej kreatywnych i chętnych do działania, na pozycjach asekuranckich. „Nie wychylajmy się”. To uczy szkodliwego na dłuższą metę, politycznego kunktatorstwa.

To może być jedna z przyczyn, dla których do tej pory Donald Tusk był szefem sprawnej ekipy organizatorów, wzywanym jedynie do gaszenia pożarów. A teraz powoli staje się zarówno organizatorem, jak i głównym i jedynym strażakiem. W tej sytuacji – jak przy konieczności tonowania nastrojów wokół prokuratury – spokojnych urlopów zapowiada się coraz mniej.

11.01.2012
środa

Podatek od transakcji finansowych? Tak, prosimy!

11 stycznia 2012, środa,

Byłby naturalnym sposobem, w jakim branża finansowa mogłaby dołożyć się do odbudowy światowego porządku po kryzysie, który sama w dużej mierze wywołała. Oczywiście nie chce.

Trudno powiedzieć o mnie, że jestem zwolennikiem wprowadzania nowych podatków i danin publicznych, ale akurat unijnym planom opodatkowania międzynarodowych transakcji finansowych bardzo kibicuję. Podatek od transakcji finansowych (zwany w skrócie FTT lub podatkiem Tobina – od nazwiska Noblisty, który zaproponował jego wprowadzenie) miałby przynieść państwom UE łącznie 55 mld euro dodatkowych przychodów rocznie. Oczywiście to suma wyspekulowana, gdyż nie wiadomo nawet, jakiego rodzaju transakcje miałyby być nim objęte. Wiadomo natomiast, że dotyczyć miałby przede wszystkim szybkiego przerzucania sporych sum pieniędzy z kraju do kraju (kapitał spekulacyjny), a więc dotykać funduszy inwestycyjnych, banków i międzynarodowych centrów finansowych, takich jak Nowy Jork, Londyn i Hong Kong.

Dlatego właśnie przeciwko podatkowi opowiada się przede wszystkim premier Wielkiej Brytanii David Cameron, który broni w ten sposób regionalne centrum finansowe, jakie działa w Londyńskim City. Na szczęście zwolennikami FTT są w Unii m.in. Nicolas Sarkozy i Angela Merkel, którzy nie mają za plecami równie mocnego lobbingu inwestorów i spekulantów.

Londyńskie City – czy serial „Sex and the City” będzie musiał się nazywać „Tax and the City”? Źródło: fot. Flickr CC by wsuph001.

Czytaj całość →

4.01.2012
środa

Marzenie o e-służbie zdrowia

4 stycznia 2012, środa,

Ile z corocznych awantur na linii rząd-lekarze-pacjenci i media dałoby się uniknąć, gdyby w polskiej służbie zdrowia choć trochę wykorzystywano nowoczesne technologie.

Na pewno znacie taką scenkę – podajecie pani w aptece wymiętą receptę, która z lupą odcyfrowuje nabazgraną przez lekarza nazwę specyfiku. Następnie otwiera książkę o gabarytach i wadze pustaka Porotherm, aby odnaleźć tam jakąś szczegółową informację dotyczącą refundacji albo gramatury. A to tylko końcówka systemu, na który składają się tony papierów, wypełnianych przez lekarzy, NFZ, hurtownie farmaceutyczne.

Raz do roku, a konkretniej na przełomie grudnia i stycznia  – i to właśnie obserwujemy od kilku dni – system ten się zacina. Rząd chce coś zmienić, lekarze i / lub aptekarze protestują, koncerny farmaceutyczne wydają setki tysięcy złotych na działania PRowskie i lobbing.

Media pokazują emerytkę Czesławę z przykładowego Lubiąża, która pyta „jak żyć”, a pozostali pacjenci, choć nie poddają się panice, na pewno są zdenerwowani, na pewno częściej odsyłani z kwitkiem od okienka do okienka. Premier uspokaja w telewizji, minister zdrowia łyka Xanax albo coś innego na wyciszenie.

A przecież można by to wszystko zorganizować prościej.

Gdzieś tu musi być Vicodin zapisany przez dr House’a (źródło: Flick CC by e-MagineArt.com)

Czytaj całość →

29.12.2011
czwartek

Gwiazdka napędziła sprzedaż elektronicznych wydań gazet

29 grudnia 2011, czwartek,

Dla elektronicznych wydań polskich gazet okres Świąteczny był prawdopodobnie najlepszym w historii.

Czyżby tablety iPad oraz czytniki Kindle były w tym roku przebojami wśród Gwiazdkowych prezentów? Wygląda to trochę tak, jakby obdarowani Polacy rozpakowali kolorowy papier, a następnie błyskawicznie włączyli się do sieci, sprawdzając możliwości nowych urządzeń.

Trudno mi wypowiadać się za całą branżę, ale w samej „Polityce” widać wyraźny – skokowy wzrost liczby pobranych wydań elektronicznych. Statystyki sklepu iTunes (przez który „Polityka” sprzedaje wydanie na iPada) wykazują w tygodniu 19-25 grudnia wzrost sprzedaży o 32 proc., w stosunku do poprzedniego tygodnia 12-18 grudnia. Dotyczy to nie tylko podwójnego wydania świątecznego „Polityki”, ale również wcześniejszych. To sprzedaż lepsza niż rekordowa do dziś, zanotowana przez nas w tygodniu po-wyborczym.

W tygodniu świątecznym podwoiła się też liczba aplikacji „Polityki” pobranych z AppStore Apple.
Czytaj całość →

26.12.2011
poniedziałek

Intelektualista – zawód coraz słabiej opłacany

26 grudnia 2011, poniedziałek,

Doktor Zygmunt Freud brał za jedną wizytę równowartość dzisiejszych 2,5 tys. zł, zaś poczytny miesięcznik płacił za tekst równowartość miliona dolarów. Popłaczmy nad intelektualistami, którzy niedługo będą zarabiać mniej niż hydraulicy.

Dziś będzie nostalgicznie, ale tak jakoś mnie wzięło po świątecznych lekturach. Ciekawy esej o przyszłości prasy – optymistyczny, co nie bez znaczenia – popełnił periodyk „Columbia Journalism Review” (CJR)

Jego autor zaczyna od przypomnienia sylwetki Idy M. Tarbell, pionierki amerykańskiego dziennikarstwa śledczego, która na początku XX wieku przez wiele lat opisywała działalność imperium finansowego Johna D. Rockefellera oraz jego firmy naftowej Standard Oil Company. Dziennikarskie teksty Tarbell stały się przyczynkiem do ogólnonarodowej debaty o roli prywatnych monopoli w USA oraz zaczynem narodzin amerykańskiego prawa anty-trustowego. Autor eseju w „CJR” opisuje jednak, że zanim pani Tarbell „wzięła na warsztat” fortunę Rockefellera, przez kilka miesięcy robiła wstępny research, a potem przez kilka kolejnych towarzyszyła swemu wydawcy (i właścicielowi pisma „McClure’s Magazine” w którym pracowała) w podróży po szwajcarskich kurortach, włoskich ośrodkach Spa, greckich wyspach na Morzu Śródziemnym. Musieli po prostu sprawę gruntownie przedyskutować, zanim doszli do wniosku, że temat wart jest dziennikarskiej uwagi.

Oczywiście mogli sobie na to pozwolić, również finansowo. Miesięcznik o profilu ogólno-społecznym „McClure’s Magazine” sprzedawał się w rekordowym jak na owe czasy nakładzie 400 tys. egzemplarzy (dziś to marzenie wielu gazet, choć na przykład ziszcza się niemieckiemu tygodnikowi „Der Spiegel”). Zaś sama gazeta płaciła za teksty swym dziennikarzom równowartość dzisiejszego… miliona dolarów.


Tzw. newsroom w brytyjskiej gazecie „The Daily Telegraph”, w czasach, gdy jeszcze sporej części dziennikarzy z niej nie zwolnili… fot. Flickr CC by antony_mayfield.

Czytaj całość →

22.12.2011
czwartek

Rząd obiecuje zniesienie pozwoleń na budowę. Znowu.

22 grudnia 2011, czwartek,

Tasiemcowy serial pt. „Zniesienie pozwolenia na budowę” wykazuje wiele podobieństw z telenowelą „M jak miłość”. Wszystko wskazuje na to, że i jedno, i drugie zniknie dopiero wtedy, gdy rzeczywiście straci jakąkolwiek rację bytu.

Przyznaję, że rozbroił mnie tekst opublikowany ostatnio w „Wyborczej”, który donosi, że zniesienie pozwoleń na budowę jednak jest możliwe (choć od razu asekurancko dodaje, że najwcześniej w 2013 roku…).

Oto Ministerstwo Budownictwa, Transporu i Gospodarki Morskiej, obsadzone przez ministra-kamikadze Sławomira Nowaka, z impetem reanimuje projekt ostatecznego zniesienia tej uciążliwej procedury budowlanej. Według zapowiedzi resortu, w przypadku budowy małych obiektów (takich jak np. domy jednorodzinne) inwestor będzie musiał jedynie złożyć stosowną dokumentację, a projekt musi być zgodny z lokalnym planem zagospodarowania przestrzennego. Jeżeli przez miesiąc urząd nie zgłosi weta (a zapewne nie zgłosi, bo rozpatrywanie tych spraw trwa standardowo co najmniej kilka miesięcy), budowę można rozpoczynać. Również w przypadku deweloperów stawiających osiedla cały proces ma ulec znacznemu skróceniu. Za budowanie wbrew miejscowym uwarunkowaniom będzie odpowiadał architekt i kierownik budowy, zaś sąsiedzi będą mogli poszukiwać sprawiedliwości w sądzie (co jednak nie będzie wstrzymywać inwestycji, o ile sąd nie postanowi inaczej).

Przyznam szczerze, że przeczytawszy to spadłem z resztek fotela. Hasło „znoszenia pozwoleń na budowę” rzucił po raz pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości, będzie już z 7 lat od tamtej pory. Potem nowy rząd PO-PSL z impetem miał to przeforsować jako sztandarowy projekt komisji Palikota „Przyjazne Państwo”. Gdy pełen entuzjazmu rozmawiałem wtedy z prezesem jednego z branżowych stowarzyszeń, powiedział mi tylko: Panie Piotrze, niech się pan tak nie napala, nikomu na tym nie zależy, a już najmniej urzędnikom.

Wtedy mu nie wierzyłem, teraz widzę, że chyba miał rację.

Plac budowy w Hong Kongu, tam przynajmniej nikt nie przejmuje się sąsiadami, szczególnie gdy są biedniejsi… Oczywiście tego nie popieramy. fot. Flickr CC by Ding Yuin Shan

Czytaj całość →

14.12.2011
środa

Chińskie marzenia prezesa Kaczyńskiego

14 grudnia 2011, środa,

Zastanawiam się czasem, czy marząc aby w Polsce były drugie Węgry czy drugie Chiny, prezes Jarosław Kaczyński aby dobrze wie, co mówi.

Obserwowałem z boku, i nieco z przypadku, Marsz Niepodległości i Solidarności. Przy takiej eskorcie jaką zapewniła mu Policja (i media) wędrująca po Warszawie grupa nie sprawiała imponującego wrażenia. Natomiast, ze względu na wykrzykiwane hasła, ładunek emocji i patriotycznej namiętności rzeczywiście był spory. Z tym większym zdziwieniem przyjąłem słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który w płomiennej mowie przekonywał, że „gdyby nie to chore państwo, Polska parłaby do przodu jak Chiny”.

Na pierwszy słuch ucha hasło to brzmi atrakcyjnie. Przez pół ostatniej wzrost PKB w Chinach utrzymywał się powyżej 10 proc. Nawet w czasie kryzysu finansowego z lat 2008-2009 spadł odpowiednio do 9,6 i 8,7 proc. W mijającym roku znów prawdopodobnie zbliży się do 10. (patrz ramka dalej). Pytanie tylko, jakim kosztem Chiny to osiągają.

Jarosław Kaczyński na Marszu Niepodległości i Solidarności, 13 grudnia 2011, źródło: www.pis.org.pl
Czytaj całość →

11.12.2011
niedziela

Źródła sukcesu branży gier wideo

11 grudnia 2011, niedziela,

Gry wideo zmieniają gospodarkę, a tradycyjne firmy – a szczególnie w branży medialnej – mogą się od nich wiele nauczyć.

Taka – w dużym skrócie – jest teza bardzo interesującego, 10-stronicowego raportu o branży gier wideo, opublikowanego w najnowszym numerze prestiżowego brytyjskiego tygodnika „The Economist”. Jego autor pochylił się nad gałęzią gospodarki, która – w jego mniemaniu – będzie jedyną naprawdę błyskawicznie rosnącą w ciągu najbliższej dekady (jeśli chodzi o wszystkie przedsięwzięcia medialne). Już dziś warta jest 56 mld dolarów i – zyskując po nawet 9 proc. rocznie – jeśli chodzi o wartość przewyższa już dwukrotnie przemysł muzyczny. A w 2015 r. – według szacunków PricewaterhouseCoopers – przeskoczy biznes gazet codziennych.


Screen z gry Smurfs Village. Przypominają się dobranocki z dzieciństwa.

Czytaj całość →

7.12.2011
środa

Barbarzyńcy na Oxford Street

7 grudnia 2011, środa,

Na głównych ulicach europejskich miast łatwo dostrzec kulturową zmianę – podbijają je marki i sklepy z krajów rozwijających się.

Będąc ostatnio w stolicy Wielkiej Brytanii przespacerowałem się znów (po ponad 10 latach) londyńską Oxford Street, czyli jedną z głównych – obok Regent Street i New Bond Street – ulic handlowych tej metropolii. Miasto oczywiście przykryte jest już świąteczną atmosferą, ze sklepowych wystaw kuszą nas Mikołaje, śnieżynki, renifery i cały ten kram. Nie należy się temu dziwić, wszak okres przedświąteczny jest tradycyjnie, co roku, okresem największych żniw branży handlowej z krajach z tzw. zachodniego kręgu kulturowego. A także probierzem sytuacji gospodarczej i nastrojów konsumenckich (w tym roku – mimo powszechnych obaw o nadciągnięcie recesji wyniki handlowe z pierwszych weekendów okresu świątecznego napawają jednak optymizmem – jak pisze w swym komentarzu Cezary Kowanda).

Spacer po Oxford Street uświadomił mi jednak to, jak wiele zmieniło się w handlu na przestrzeni ostatnich 10 lat.

Oxford Street przed Świętami, fot.  Shane Global Language Centres, Flickr CC by SA

Czytaj całość →

30.11.2011
środa

Nieznośna śmieciowość pracy

30 listopada 2011, środa,

Jeśli jest coś, co na przestrzeni ostatnich lat szczególnie mnie niepokoi, to odejście od jednej z podstawowych zasad kapitalizmu – że za pracę należy się płaca. Każdy szef chce z pracy korzystać, choć nie każdy chce płacić.

Przy okazji potwierdza się moja teoria, że jeśli chodzi o wdrażane rozwiązania biznesowe, świat mediów o kilka epok wyprzedza tak zwaną realną gospodarkę. Zróbmy teraz skok w czasie o ponad 10 lat do tyłu – młody Piotr Stasiak, student i początkujący dziennikarz (to ja) dostaje zaproszenie do rozkręcającej się prywatnej telewizji, aby tam wystąpić jako ekspert w jednym z programów. Mam mówić o biznesie gier wideo. „Jedź, jedź – mówi mój ówczesny szef – polansujesz się, i jeszcze 100 złotych honorarium dostaniesz”. Może to niewielka kwota, ale na taksówkę będzie, tym bardziej, że telewizja mieści się na jakimś wygwizdowie, gdzieś na południu Warszawy, a tu zima, mróz trzaska, a nagranie było jakoś tak nocą.

Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie, gdy żadnego honorarium dla gości programu nie przewidziano, o czym boleśnie się przekonałem, przytupując na mrozie w oczekiwaniu na nocny autobus. Okazało się później, że to ogólna tendencja już będzie.

Deprecjonowanie wartości pracy dotyka głównie młodych – stąd nośność ruchów Occupy… fot. Flickr, CC by cadillacdeville2000.

Czytaj całość →